forum LUBIN pl
oficjalne forum miasta Lubin

Hydepark - Nasze dzieci

NEVIL - Pon Maj 05, 2014 10:32
Temat postu: Nasze dzieci
Komentarz:
Staruszka

Mój pierworodny był niemal od urodzenia "miejskim dzieckiem". Wszędzie prowadzony za rączkę. - Nie biegnij tak szybko, bo się przewrócisz, - nie wchodź tam, bo spadniesz - słyszał ode mnie nader często. Kiedy miał sześć lat, wynajęliśmy na lato dom na wsi. W sąsiedztwie mieszkało kilka wielodzietnych rodzin. Zaczęłam zapraszać te dzieci do nas, żeby młody miał się z kim bawić. One (niektóre młodsze niż mój syn) spacerowały samopas po wsi. Ja swojego dziecka nie wypuszczałam poza ogrodzenie, a kiedy wybierałam dom pod wynajem fakt istnienia tego ogrodzenia był dla mnie jednym z priorytetów. Wkrótce bawiło się na naszym podwórzu pół wsi. Obserwowałam dzieci podczas zabawy i mojego syna między nimi. Był inny i zaczęło mnie to martwić. Mniejsze od niego wspinały się na drzewa, wisiały na trzepaku, robiły fortece ze starych opon i wspinały się na jej szczyt, a moje dziecko stało na dole i patrzyło. Widać było, że się boi. Zrobiłam rachunek sumienia - moja wina. Od tej pory zmieniłam stosunek do wychowania dzieci. Spróbowałam nie przelewać swojego lęku o dzieci na dzieci i to podziałało. Już dwa miesiące później moje dziecko biegało tak jak inne i wspinało się na drzewa. Kolana były poobijane, buzia umorusana, ale uśmiechnięta. Dziś mój syn jest już dorosły, mam za sobą cały etap dorastania i wszystkie "pierwsze razy", wybory mojego dziecka - wybory kolejnych szkół, pierwsze dziewczyny, pójście na studia, pierwsze prace, zamieszkanie z ukochaną:) Wszystko to były jego wybory, choć nie raz korciło mnie, żeby temu, czy tamtemu zapobiec. Czasem zdarzyło mi się próbować coś mu podpowiedzieć, ale nie na siłę. Kosztowało mnie to chwilami bardzo dużo strachu,obaw, nerwów, ale dzięki temu moje dziecko jest samodzielne.

==========================

Nadmiar opieki szkodzi? O wychowywaniu "przegranych"


Nowy trend w świadomym rodzicielstwie! Na razie głównie w zachodnich serwisach parentingowych, u nas nieśmiało jeszcze, na blogach, kwitnie nowa myśl: a co jeśli wychowujemy nasze dzieci ZA BARDZO? I hodujemy pokolenie osób niesamodzielnych?

Od kilku dni wśród znajomych krąży tekst z bloga Taty-Zucha o tym, że nie pozwalając dzieciom na niebezpieczne zabawy (tzn. takie, które wymagają od dziecka przejęcia jakiejś odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo) wychowujemy "przegranych". Notka nie nowa, bo ze stycznia, ale teraz jakoś "zaskoczyła" - może dlatego, że temat trzymania dzieci pod kloszem i refleksja, że to im wcale nie służy, znalazły się na fali.

Wystarczy wpisać w Google'a frazę "overprotected children/kids" a dostaniemy dziesiątki wyników z zachodniej prasy i serwisów parnetingowych. Nagle zorientowaliśmy się bowiem, że dzieciństwo naszych dzieci bardzo różni się od naszego - na niekorzyść. Że postęp technologiczny jest super, ale nic nie zastąpi łażenia po drzewach i łobuzowania z kolegami. Że w swoim staraniu o zapewnieniu dzieciom jak najlepszej edukacji i bezpieczeństwa nieco się zagalopowaliśmy - wozimy dzieci na dziesiątki zająć pozalekcyjnych, ale nie pozwalamy im pójść do sklepu po chleb. Bo na to nasze znające języki, jeżdżące konno i grające na pianinach dzieci są zwyczajnie za głupie. Nie poradzą sobie. Samochód je przejedzie. Pani w sklepie nie wyda reszty. Ktoś je porwie (pedofil czuwa!). Kupią zły chleb. Tak, zagrożeń jest wiele. Część wyolbrzymiona lub wyimaginowana.

O tym, że warto przełamywać w sobie te rodzicielskie lęki i pozwalać dzieciom robić rzeczy (w miarę) niebezpieczne mówi cytowany przez Zucha wykład Gavera Tulleya, autora książki "50 niebezpiecznych rzeczy, na które powinieneś pozwolić swoim dzieciom". Notabene w tym roku na warszawskim TEDx był bardzo interesujący wykład Marii Mach o tym, że warto "zdrowo zaniedbywać" dzieci - bo one na tym zyskują. Uczą się samodzielności i odpowiedzialności za własne czyny. A tego nie dadzą im żadne opłacone przez nas zajęcia pozalekcyjne. Paradoksalnie, lepiej być - w rozsądnym stopniu, rzecz jasna - rodzicem "leniwym". Bo kiedy przestajemy dzieci we wszystkim wyręczać, dajemy im szansę na samodzielność. Kiedy zaś przestajemy je chronić przed każdym możliwym niebezpieczeństwem - dajemy im szansę wzięcia odpowiedzialności za siebie. Przejęcia kontroli. I poniesienia konsekwencji złych wyborów, a jakże.

Oczywiście, to jest trudne. Wiem to, bo ze ściśniętym sercem patrzę jak moje córki, wrzeszcząc "wyżej, wyżej!", każą się swojemu tacie bujać na zawieszonej na drzewie huśtawce. Takiej bez oparcia, zabezpieczeń i w ogóle - zgroza. Bo kiedy ja je bujam narzekają, że za nisko, za słabo. I że tata buja lepiej. No cóż - niech buja. Nie będę bronić. Ale patrzeć - też nie. Podobnie jak na świeżo odkrytą zabawę: przełażenie górą przez wysoką bramę. W kaloszach - bo to super wygodne obuwie do wspinaczki. Wyobraźnia podsuwa mi milion koszmarnych obrazów, ale tłumię je, nie patrzę, pozwalam się bawić. Bo pamiętam, gdzie sama jako dziecko właziłam i skąd spadałam ("Mamusiu, opowiesz jak spadłaś z jabłonki i uderzyłaś głową w stolik? Mamusiu, prooooszę" - mówi starsza córka z szelmowskim uśmiechem, włażąc na drzewo).



Czeka nas więc wspólny proces uczenia się. One będą uczyć się samodzielności. Ja - pozwalać na nią. To nie będzie łatwe ani wolne od wątpliwości (czy już czas na to? albo tamto? czy da radę? nie zgubi się? nie popełni jakiegoś głupstwa? nie zrobi sobie krzywdy?), ale alternatywą jest wychowanie osób niezdolnych do samostanowienia, zagubionych, w pewien sposób ułomnych. A tego przecież nie chcemy.

źródło: http://foch.pl/foch/1,132....html#MlynHPSST

NEVIL - Wto Maj 06, 2014 17:21

Mówię o sobie "bezdomny"


Dzieciństwo w pustym domu przed wielkim telewizorem, narkotyki, stracone złudzenia emigranta - Arkadiusz Siedlecki, autor głośnej "Kokainy" w rozmowie z Anną Piątkowską.



(...) Swoim rodzicom wytykasz brak zaangażowania i zainteresowania tobą, dążenie do sukcesu i dorabianie się jako priorytety życiowe, co w efekcie ciebie popchnęło do narkotyków. Rodzice czytali książkę?

- Mama czytała. Zdaję sobie sprawę, że to jest dla nich bolesne, bo wytykam im brak zaangażowania. Tyle tylko, że jednocześnie piszę, że uratowali mi życie. Bo tak w rzeczywistości było. Moi rodzice - a bardzo ich kocham - wybrali taką, a nie inną drogę. Oboje wywodzili się z biednych rodzin i doskonale znali realia ubogiego dzieciństwa, ubogiego życia. Chcieli mi tego oszczędzić. Skupili się na pracy, zapominając o dziecku, które spędzało samotne dnie i wieczory. Paradoksalnie, chcąc mi zapewnić raj, przez niedopatrzenie i roztargnienie, przez swoją determinację i pasję, zapewnili małe piekiełko. Ale to nie ich wina. Jesteśmy tylko ludźmi, rodzicami. Popełniamy błędy. A na to, że jako dziecko zacząłem ćpać złożyło się więcej czynników, nie tylko brak zainteresowania ze strony rodziców.

Byłeś tzw. chłopcem z dobrego domu, ale zacząłeś "brać" jako nastolatek. Co ważnego przegapili twoi rodzice, że wszedłeś w nałóg?
(...)

Czytaj więcej na http://www.styl.pl/magazy...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Cze 23, 2014 20:35


Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców


Jesteśmy nadopiekuńczy, a wychowując dzieci pod kloszem, oduczamy je samodzielności. W efekcie młody Polak uniezależnia się od rodziców dopiero w okolicy 28. roku życia. To zbyt późno.

-----------------------------------
Rozmowa z dr Ewą Jarczewską-Gerc, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie
----------------------------------

MARTA PIĄTKOWSKA: Na forum jedna z matek napisała - "Mój 30-letni syn wciąż mieszka z nami. Jego brak samodzielności to moja największa życiowa porażka". Czy rodzice powinni czuć się odpowiedzialni za problemy dorosłych dzieci?

EWA JARCZEWSKA-GERC: Częściowo tak. Trzymanie pod kloszem, podsuwanie wszystkiego pod nos, pobłażanie i brak obowiązków w niektórych przypadkach objawiają się problemami z samodzielnością w dorosłym życiu. To głównie efekt braku konsekwencji w działaniu i nieuświadamianiu dziecku od małego, że pomiędzy jakością życia a pracą jest wprost proporcjonalna zależność.

Nie chodzi o to, żeby pięciolatce wytykać przy stole, ile tatuś z mamusią musieli pracować na krzesełko, na którym siedzi. Powinno się ją uczyć, że nic nie robi się samo oraz nie bierze się znikąd.

Dziecko musi wiedzieć, że jeżeli w domu jest bałagan, to się go sprząta, bo wtedy robi się czysto. Jak jest głodne, to trzeba przygotować jedzenie. Czyli należy wykonać wysiłek. Jeżeli od małego obserwujemy związek między pracą a efektem, to uczymy się samodzielności.

Przestrzegam jednak przed rozdzieraniem szat i braniem całej winy na siebie. Nigdy nie jest tak, że dana sytuacja ma tylko jedną przyczynę.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,1324...W#ixzz35Uag423X

NEVIL - Czw Lip 10, 2014 11:59


Czy wiesz, co twoje dziecko robi na koloniach?


Wakacje to długo wyczekiwany czas szczególnie dla dzieci i młodzieży. Wreszcie mogą odpocząć od nauki, codziennych zmagań z wychowawcami i po prostu się wyluzować. Rodzice często nieświadomi konsekwencji swoich decyzji wysyłają pociechy na kolonie i obozy. To właśnie tam ich poukładane, wręcz idealne dzieci często zamieniają się w prawdziwe potwory…

Wyzwolone nastolatki


- Jej rodzice byli bardzo wyrozumiali. Pozwalali, by córka wraz z koleżanką spędzała wakacje pod namiotem. Co roku nad innym jeziorem – tak swoją opowieść o pewnej 13-latce rozpoczyna autorka bloga natretne-mysli.blog.pl. Urocza, drobna blondynka o anielskiej buzi budziła zachwyt wśród miejscowych chłopców, a nawet mężczyzn. Fakt, wyglądała na starszą i tak się zachowywała. Prawdopodobnie żaden z amatorów jej niewątpliwych wdzięków nie zdawał sobie sprawy, że ta wyzwolona młoda dziewczyna w rzeczywistości jest jeszcze dzieckiem. Do jej namiotu ustawiały się kolejki…

Więcej:
http://blog.onet.pl/42308,1,archiwum_goracy.html

NEVIL - Nie Sie 03, 2014 17:53


Dziecko jedzie na wakacje: Jak je zabezpieczyć finansowo?


Ile pieniędzy twój syn powinien mieć w kieszeni, jadąc na obóz? Czy lepiej dać córce gotówkę, czy kartę? Warto poznać odpowiedzi na te pytania.



Brak funduszy na drobne wydatki może sprawić, że wakacje twojego dziecka nie będą do końca udane. Nie wiesz, jaką kwotę mu dać i w jakiej formie? Zależy to przede wszystkim od tego, w jakim wieku jest dziecko, i tego, dokąd się wybiera.

To, co dobre dla siedmiolatka jadącego na pierwsze w życiu kolonie, nie musi być odpowiednie dla szesnastolatka wybierającego się na obóz żeglarski. Poznaj wady i zalety różnych rozwiązań.

Wakacje z własną portmonetką


Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia...ampaign=firefox

NEVIL - Nie Paź 19, 2014 10:56

Komentarz:

alpepe

Straszne, mam dwie córki, gdyby jedna z nich byłaby taka, ja siedziałabym za dzieciobójstwo, a ona byłaby w trumnie ze skręconym karkiem.

======================

Nic mi nie zrobicie, jestem waszą córeczką




- Nie potrafiliśmy wychować naszego jedynego dziecka. Jesteśmy winni, bo przecież to zawsze wina dorosłych - mówią rodzice. Sąd pozwolił im się zrzec praw rodzicielskich

- Tato, nie! Tato, nie rób mi tego! Krzyki w środku nocy budzą Anię, Joasię, Martynę i Karinę. To Dominika. Lunatykuje, błądzi po sypialni z wyciągniętymi przed siebie rękami. Upada, wczołguje się pod stół i zasypia. Dziewczyny znów mogą zasnąć.

Współlokatorki takie sceny oglądają niemal co noc. Rano opowiadają o wszystkim siostrze przełożonej. - Dominikę znowu atakował ojciec - meldują.

Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy, Ania, Joasia, Martyna i Karina były przerażone. Nie wiedziały, co robić. Słyszały później, jak Dominika chwaliła się, że badał ją psycholog. Ale dziewczyna wciąż niemal co noc zrywa się z krzykiem.

Siostra kolejny incydent notuje w dzienniczku z obserwacji Dominiki. Patrzy na ilość notatek. Przegląda je i dzwoni do ojca. - Panie Chojnacki, my już naprawdę nie wiemy, co robić. Dominika budzi inne uczennice. One to oglądają, nie śpią, mogą sobie różne rzeczy wyobrażać. Nie sądzę, żeby pana córka mogła tu dłużej zostać - mówi.

Chojnacki ze smutkiem do żony: - Tam też jej nie chcą. Co teraz zrobimy?

Moja mama i ja... kochamy się

Więcej: http://katowice.gazeta.pl...oreczka.html#MT

NEVIL - Pią Kwi 03, 2015 19:32

Komentarze:

Gość: potrzydziestce

Dobra, dobra, a nasze matki to takie zaangażowane były ??? Ja, przedstawicielka pokolenia przemian ustrojowych pamiętam naszych rodziców wracających o 15.00, matek z siatami przebijających się przez stado dzieciaków szalejących po podwórkach :-D Wtedy dzieci miały swój świat, dorośli swój. I to było piękne ! A dziś dzieciaki pochowane po domach i wykończeni nerwowo rodzice starający się zapełnić im wolny czas...

-------------------------

marudna.maruda

Jak ta wypowiedź ma się do dyskusji, że szkoły powinny być czynne na okrągło, bo rodzice nie mają co zrobić z własnymi dziećmi? Czy ktoś mysli o dzieciach w kontekście szkoły? Świetlica od rana do nocy. Później trening, kurs hiszpańskiego, basen. Dziecko w domu tylko śpi. A przeciez najbardziej potrzebuje rodzica, jego uwagi, jego czasu. Żadna instytucja nie zastapi domu rodzinnego.

-------------------------

Gosc: maelstrom

No niestety, potem takie "niedochowane", zaniedbane emocjonalnie dzieci trafiają do szkół, a ich rodzice spodziewają się, że to nauczyciele nadrobią za nich braki wychowawcze. Chcesz być dobrym rodzicem, poświęć swoim dzieciom czas. Oderwij się od telefonu czy laptopa, rozmawiaj z nimi. Nie miej pretensji do całego świata, jak kiedyś obudzisz się i odkryjesz, że nie znasz własnego dziecka.

======================

Mamo, jest cię za mało - o byciu rodzicem (nie)obecnym


"Jest cię za mało" - taką diagnozę postawiła moja sześcioletnia córka. Ale jak to - żachnęłam się - przecież byłam dziś z wami cały dzień! A potem przypomniałam sobie, że połowę czasu spędziłam nerwowo sprawdzając maile, czytając jednym okiem teksty i powarkując na córki, że ZARAZ się nimi zajmę.

Tak, to prawda - jest mnie wiecznie za mało. Przez większość dnia i tygodnia jestem w pracy. To oczywista oczywistość - nie stać mnie na to, by nie pracować, a poza tym, ja naprawdę lubię coś robić, napędza mnie kontakt z innymi ludźmi, lubię "dzianie się", wypełniony po brzegi grafik i brak rutyny. Wtedy czuję, że żyję, nawet jeśli narzekam, że "ledwo żyję". Nie, właśnie wtedy jestem w pełni sobą, jestem spełniona.

Jednak moje dzieci odczuwają negatywne skutki takiego zawodowego zaangażowana: mają mnie mało. Jak wspomniałam - przeważnie mnie nie ma. Tyle co rano w tempie fast-forward i w drodze do szkoły/przedszkola. Potem wieczorem jeszcze dwie-trzy godzinki, odrabianie lekcji, kolacja, kąpiel, książeczka, spać. Teoretycznie nie jest źle, bo w tym krótkim interwale między powrotem z pracy a położeniem dzieci spać, udaje mi się upchnąć wiele fajnych wspólnych aktywności: a to ugotuję jakąś zamówioną przez córki potrawę, a to pomalujemy sobie paznokcie na zwariowane kolory, a to obejrzymy razem bajkę, komentując poczynania bohaterów, wykonamy cudnej urody obrazek usypany z piasku, pójdziemy puszczać bańki, potańczymy przy ulubionych kawałkach Fisza i Pablopavo. Jest klawo! Więc czemu nie jest?

Bo nawet kiedy jestem - czy w tych krótkich wspólnych chwilach w dni robocze, czy podczas weekendów, czy pracując w trybie home office, jak wczoraj - jestem NIEOBECNA. Myślami gdzie indziej. Ze wzrokiem wbitym w ekran komputera/tabletu/telefonu. Roztargniona, poirytowana, spięta. Tak, wiem - obiecałam, że upieczemy ciasteczka - pamiętam. Tylko jeszcze odpowiem na tego maila, przeczytam ten tekst, zredaguję inny, opublikuję trzeci. Już-już, to zajmie tylko chwilkę, momencik. Dziecko, czy ty nie możesz poczekać cierpliwie? Musisz mnie pytać co pięć minut KIEDY?!

Po co pytać, skoro wiadomo, że NIGDY? Owszem, upieczemy ciasteczka, zrobimy chińskie wycinanki, narysujemy komiks, przebierzemy się za koty, zagramy w memo - to z rysunkami Samojlika - pogadamy o Układzie Słonecznym i obejrzymy tysiąc trzysta filmików o rekinach na YouTube'ie, ale ja przez ten cały czas będę tylko częściowo obecna. Będę co chwila odrywać się od zabawy i sprawdzać coś w kompie lub telefonie. Będę zamyślona i nieuważna. Będę, ale mało.

Uważność i mindfulness to obecnie modne pojęcia - co chwila trafiam na jakiś artykuł na ten temat. Nie lubię takich mód. Na dietę bezglutenową, bieganie czy inne uniwersalne panaceum. Mój wrodzony sceptycyzm każe mi wątpić (a wrodzona wredność kpić bez litości) we wszelkie masowe histerie. Ale ta jedna do mnie przemawia - mówi cichym głosem nieczystego sumienia: ej, Kaśka - weź się skup, do cholery! Bądź tu choć przez pięć minut NAPRAWDĘ. Nie gap się w wyświetlacz telefonu, nie odpisuj teraz-zaraz, nie myśl o tym w ogóle. Ciesz się chwilą w pełni, nawet jeśli to krótka chwila.

Rodzaj i tryb pracy oraz możliwości współczesnej technologii komunikacyjnej niejako wymuszają na mnie ten wieczny szpagat między "tu i teraz" a "tam i asap", tę nieudolną bilokację, bycie w nieustającym pobudzeniu i alercie. Trudno mi z tego zejść, zrezygnować, oderwać się. Jestem ćpunem informacji i aktualności, mam wszystkie objawy uzależnienia od smartfona, zaś akcje typu "wyloguj się do życia" budzą mój totalny sprzeciw (bo są bezdennie głupie, niestety).

Ale korzystając z - jak to mówią w telewizji - "czasu refleksji i zadumy", spróbuję tak sobie pobyć, trochę bardziej świadomie, trochę BARDZIEJ. Bo skoro nawet sześcioletnie dziecko widzi, że nie ma mnie, choć niby jestem, to coś musi być na rzeczy.

PS. Czytacie te wielkopiątkowe rozważania, gdy ja mknę z moimi dziećmi PKP na święta u dziadków. Na pewno jestem bardzo uważna, obecna i pełna po brzegi różnych myśli. Jak sądzę wiele z nich jest niecenzuralnych.

źródło: http://foch.pl/foch/1,132036,17701564.html#MT

NEVIL - Czw Kwi 09, 2015 17:48

córka moja postanowiła zmienić imię

hanti

serio.
Dziecię moje nosiło imiona Kinga Antonina, od kilku lat w domu jest Tosią, od zeszłego roku kiedy poszła do pierwszej klasy oznajmiła że nie jest żadną Kingą a na imię ma Antonina. W tym roku zapytała "czy człowiek może zmienić imię jeśli mu się nie podoba".
No i problem mam, póki co wszyscy mówią do niej Tosia (w szkole większość dzieci nie wie że w dokumentach ma inaczej), obiecałam jej że jeśli skończy 13 lat i nadal będzie chciała zmienić imię to to zrobimy. W sumie to tylko zamiana miejscami imion które nosi od urodzenia.

Myślicie że czekanie do 13 wystarczy żeby potem nie miała pretensji że pozwoliłam jej na zmianę imienia ??

--
Ania mama Kuby(27.01.02) Karoli(17.12.03) Tosi(05.08.06) Dysi(31.08.08) i Marka (4.12.2009)

Więcej: http://forum.gazeta.pl/fo...ienic_imie.html

NEVIL - Pon Cze 01, 2015 17:36

10 tys rocznie, wydaje mi się grubą przesadą...
==============
Komentarze:

jpy1

I teraz pytanie zasadnicze: Jak to się ma do tych tzw ulg podatkowych oraz tej tzw polityki prorodzinnej?

--------------------

popijajac_piwo

Więcej kasy na świątynie i pomniki, durny narodzie...

==================

Ile kosztuje wychowanie dzieci w Polsce? "Bardzo dużo. Ok. 10 tys. zł rocznie"




Koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19 roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci - od 317 tys. do 350 tys. zł - szacuje Centrum im. Adama Smitha.

W przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te wynoszą przeciętnie od 421 do 460 tys. zł W opublikowanym przez Centrum im. Adama Smitha raporcie przyjęto, że koszt wychowania drugiego dziecka wynosi 80 proc. kosztów pierwszego, a trzeciego dziecka - 60 proc. kosztów pierwszego - ze względu na 'korzyści skali', w tym na oszczędności płynące ze wspólnej konsumpcji.

Eksperci podkreślają, że choć rodzicielstwo nie jest wyłącznie rezultatem kalkulacji ekonomicznych, to obawy potencjalnych rodziców o bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny i jej poziom życia negatywnie wpływają na decyzje o liczbie dzieci.

'Dla Polski ważne jest, aby współczynnik dzietności - obecnie wynoszący około 1,3 - wzrósł do poziomu zbliżonego do 2, bez tego nasz kraj znajdzie się w głębokim regresie demograficznym' - czytamy w raporcie.

źródło + video: http://wiadomosci.gazeta....html#Czolka3Img

NEVIL - Sob Cze 13, 2015 12:08



Tempa, w jakim kampania "Nie odkładaj macierzyństwa na potem" podbiła internet i stała się pożywką gorącej dyskusji i niezliczonej ilości memów, może jej pozazdrościć niejedna marketingowa rakieta wypuszczana co sezon przez duże koncerny. Niespodziewanie - zapewne również dla twórców kampanii - film i plakat z zadumaną panią prezes odkrywającą w sobie instynkt macierzyński objawił swój mocno wirusowy potencjał. Dosłownie i w przenośni.

Bohaterka filmu, któremu patronuje Fundacja Mamy i Taty, przechadza się w szpilkach po przepastnym domu, który mógłby posłużyć za scenografię polskiego aspiracyjnego serialu o nieistniejącej wyższej klasie średniej, i robi rozrachunek z samą sobą. Paryż - byłam, kariera - zrobiona, mieszkanie - perełka, ale dzieci - brak. W tle mignie nawet słynny fotel projektu Eamesów, który faktycznie wskazywałby na niemały sukces zawodowy. Jego cena przekracza 20 tysięcy złotych. Taki fotel wiele może wynagrodzić, ale nie brak rodziny - wzdycha w domyśle bohaterka filmu. Chciałaś, to masz, karą za zakupy w Tokio i specjalizację (ciekawe w czym?) będzie wysiadywanie w nim samotnie do końca życia.

Więcej + video: http://weekend.gazeta.pl/...nii.html#TRwknd

NEVIL - Wto Lip 28, 2015 11:07

Jestem córką, jestem matką


Kobieta po czterdziestce jest córką i jednocześnie matką, a może nawet też babcią. W rodzinnym systemie pełni bardzo ważną funkcję – jest środkową kobietą. Jej zadanie to przejąć od swojej matki te wartości i tradycje rodzinne, które uznaje za własne, i przekazać je córce.



Zrozumiesz mnie, jak sama będziesz matką - ile razy słyszałaś w dzieciństwie to zdanie? Jako mała dziewczynka wierzyłaś, że mama jest królową, a ty księżniczką, kochałaś ją bezgranicznie. Jednak gdy byłaś nastolatką, kłóciłyście się jak najbardziej zaciekłe rywalki. Gdy poświęcając się, powtarzała, że wszystko robi dla twojego dobra, zastanawiałaś się, kiedy i jak przyjdzie za to odpłacić.

Po latach, kiedy patrzyłaś w oczy swojej nowo narodzonej córeczki i ciężar odpowiedzialności zapierał ci dech w piersiach, po raz pierwszy poczułaś, co miała na myśli twoja matka. To wtedy spotkałyście się na nowo - jak dwie kobiety, dwie matki. Być może kiedy przytulałaś swoje maleńkie dziecko, w twoim sercu ożyły dawne pretensje czy też urazy.

Po raz kolejny obiecałaś sobie, że nigdy nie będziesz taka jak ona, że będziesz inną matką - idealną. A potem... powielałaś jej albo popełniałaś własne błędy. Może dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę, że w przeszłości zbyt surowo osądzałaś mamę. I zaczęłaś czerpać z tego, co ci wpajała, żeby wychować córkę na osobę pełną empatii i miłości.

Czułaś, że po raz pierwszy rozumiecie się jak kobieta z kobietą, matka z matką. Niezależnie od tego, czy nieświadomie powielamy scenariusz życia i los naszych matek, czy też usilnie staramy się żyć inaczej niż one i inaczej wychowywać własne córki, jako "środkowe kobiety" mamy szansę stworzyć silną koalicję kobiecych pokoleń w rodzinie. Koalicję kobiet, które będą się wspierać, dzielić swoim doświadczeniem i uczyć od siebie nawzajem. By żyć szczęśliwie.

Na złość mamie - opowieść Joanny (48 lat)

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl...ampaign=firefox

NEVIL - Pon Sie 17, 2015 11:19

"Tak, są moje, stworzone podczas stosunku" - apel sfrustrowanej matki podbija serca internautów [ZDJĘCIA]




Zaczepiają cię na ulicy, w autobusie, w sklepie. Podczas każdego spaceru słyszysz: "ile ma miesięcy"?, "ale do pani podobna", "wykapany tatuś", "a miewa kolki"? Te problemy zrozumie każda młoda matka. Annie Nolan, blogerka i mama bliźniaczek, miała dość takich pytań. W niecodzienny sposób próbuje przemówić ludziom do rozsądku.


Annie Nolan, australijska blogerka, jest mamą trójki dzieci - 4-letniego Malachy'ego i 2-letnich bliźniaczek Delphine i Cheski. Kiedy wychodzi z pociechami na spacer notorycznie jest zaczepiana przez zupełnie obcych ludzi. Każdy podchodzi do wózka dziewczynek i koniecznie musi zadać jej kilka pytań. Początkowo Annie uważała to za miły gest i cieszyła się, że jej maluchy wywołują taką sensację. Z czasem to zainteresowanie stało się nużące, wręcz irytujące.

Żart przerodził się w apel

Więcej + foto : http://kobieta.gazeta.pl/...ustrowanej.html

NEVIL - Sro Sie 19, 2015 19:29

Komentarze:

Gość: Pestka

Mieszkam w dużym, studenckim mieście. Mój kolega (lat 25) opowiadał mi, że jego kumple co roku czekają na wrzesień/październik, gdy do naszego miasta zjeżdżają studentki pierwszego roku z mniejszych miejscowości. Dziewczęta na pierwszej (i zarazem ostatniej) randce robią wszystko, co się im każe. One jadąc na studia, marzą o starszym facecie z dużego miasta, a że dzisiaj głupio mieć jakieś zahamowania...
Mają więcej niż 12 lat.
Ps.
Oczywiście sprawa nie dotyczy wszystkich dziewczyn, ale jeżeli macie wśród znajomych (czy w rodzinie) taki "narybek", to przestrzegajcie przed wielkomiejskimi łowcami.

--------------------------

titta

Tak sie tylko zastanawiam, czym sie rozni wsiadanie do samochodu (czy spodkanie w parku) z osoba poznana przez internet w wieku 14 lat i 20? Poza ewentualna klasyfikacja czynu gdy trafi sie na jakiegos zboczenca?
Ile mlodych (nie dzieci) kobiet nabiera sie na "dobre intencje" poznanego swiezo chlopaka? Zgwalcone nie zostaja (bo wszysko z ich wola) ale one widza sie juz w sukni slubnej, a chlopak nawet imienia "kolejnej dupy" nie pamieta.

----------------------

Gość: Asia

Nie zgadzam się z jednym, że dzisiejsze nastolatki nie różnią się od tych sprzed 20, 30 lat. Różnią się. Kiedyś nastoletnie dziewczyny rzadko interesowały się starszymi chłopakami. Dzisiaj to fajnie mieć starszego faceta, bo wtedy się jest taką extra laską, kobietą. Kiedyś seks w nastoletnim wieku był sporadycznie spotykany, dzisiaj to norma, nawet za pieniądze. Dzisiejsze dziewczyny po prostu za grosz się nie szanują. Ani trochę. I dzisiejsze nastolatki nie są takie jak dawniej. Ani trochę.


=======================

Jak uwieść i porwać nastolatkę? Bardzo łatwo, niestety


Wydawać by się mogło, że kiedy jest się nastolatką i obejrzy się kilka seriali czy filmów (z "Detektywem" i "Uprowadzoną" na czele), to powinno być się czujnym i ostrożnym. Doprawdy? Naprawdę dorośli ludzie wierzą w dojrzałość nastolatków?

Młody mężczyzna podający się na Facebooku za piętnastolatka, nawiązuje znajomość (korzystając naturalnie z Facebooka) z trzema dziewczynkami (w wieku dwunastu, trzynastu i czternastu lat). Przez trzy, cztery dni wymienia się z nimi wiadomościami, aby w końcu umówić się na spotkanie. Pierwszej proponuje rozmowę na placu zabaw, drugą zamierza odwiedzić w jej domu podczas nieobecności rodziców, po trzecią ma podjechać samochodem (ze starszym bratem). Które z nich decydują się na spotkanie z nieznajomym na podanych przez niego warunkach? Wszystkie.
Tak się składa, że ten właśnie filmik opublikowała niedawno moja koleżanka. Komentarze pod zamieszczonym przez nią linkiem były pełne niedowierzania, że dziewczyny tak łatwo, szybko i doszczętnie dały się zbajerować obcemu kolesiowi. Jak także się dziwię. Dziwię się, że dorośli się dziwią.



Nastolatki są w takim dziwnym wieku - już niby nie są jak małe dzieci (nauczyły się co nieco o świecie, potrafią przewidzieć NIEKTÓRE konsekwencje, NIEKTÓRYCH czynów i dzięki temu mają nieco większą autonomię), ale to jeszcze nie są dorośli. Oczywiście, nastolatki mają na ten temat nieco inne zdanie i uważają się za dorosłych, wiadomo. Niemniej od dorosłości oddziela nastolatki brak pełnej wersji aplikacji, w której ne ma takich modułów jak: odpowiedzialność, przewidywanie, życiowa mądrość, wiedza o świecie, trzeźwa ocena sytuacji, wyciąganie wniosków.

Wiadomo, za pełne wersje aplikacji trzeba zazwyczaj płacić, a z płaceniem u nastolatków bywa kiepsko ze względu na ograniczony dopływ kasy (od rodziców). A zatem dorośli nie powinni się dziwić, że nastolatki bywają najzwyczajniej w świecie głupie. Nie dlatego, że mają jakiś defekt mózgu, upośledzone myślenie i kojarzenie faktów. Nie. Niech sobie te nasze nastolatki będą wybitnie zdolne, inteligentne, utalentowane, niech wygrywają konkursy matematyczne, mówią płynnie w trzech językach i grają w szachy. Ale w dalszym ciągu będą głupie - przez głupotę w tym konkretnym przypadku rozumiem brak pewnej dojrzałości. Oraz wyjątkową słabość do podejmowania ryzykownych działań, kończącą się często słowami (wypowiadanymi przez łzy): „przepraszam, nie pomyślałem”.

I dlatego to, że dziewczyny decydują się na spotkanie z poznanym przez portal społecznościowy „piętnastolatkiem” wcale mnie nie dziwi. Może właśnie uznały, że przydarza się im coś wyjątkowego, że zostały wybrane, aby przeżyć przygodę życia, szaleńczy romans, a może zwyczajnie nie widzą nic dziwnego w spotykaniu obcego chłopaka w parku. Bo jednak ta opcja z wpuszczaniem do domu, czy wsiadaniem do samochodu mogłaby się im jednak wydać nieco podejrzana. Najwyraźniej jednak w poczet cech nastolatków należy zaliczyć i brak instynktu samozachowawczego.

Więcej: + video: http://foch.pl/foch/1,137...nowsze#opinions

NEVIL - Wto Wrz 08, 2015 18:27


10 grzechów ciężkich rodziców, czyli jak "hodujemy" dzieci pierdoły




Nasze dzieci mają mieć w życiu lepiej niż mieliśmy my sami – to dogmat rodzica. Jak pokazują badania CBOS, to marzenie jeszcze nigdy tak dobrze nie realizowało się w praktyce społecznej – każde powojenne pokolenie miało warunki życia lepsze niż poprzednie, natomiast począwszy od 1989 roku nasza gospodarka rozwija się nieprzerwanie, a Polacy są z każdym rokiem bardziej zadowoleni ze swojego poziomu życia – już 20 proc. deklaruje, że jest im dobrze lub bardzo dobrze. Nigdy nie mieliśmy też tak wielu studentów – jeszcze w 1990 r. na wyższych uczelniach kształciło się 12 proc. osób w wieku 19–24 lata. W 2012 r. – 51 proc.

Zamiast stwarzać dobre możliwości rozwoju, przekładają na swoje dziec olimpijską ideę „szybciej, wyżej, mocniej”. Ale w wyścigu o lepsze jutro, zamiast medali, ich potomstwo częściej łapie jednak bolesne kontuzje.

Wielu rodzicom sama fala wznosząca jednak nie wystarczy. Chcą dla dzieci jeszcze więcej. Zapominając, że karą za łakomstwo są czasem poważne choroby.

1. Choroba superwoman

„Mamy być aktywne, zawsze uczesane, zawsze umalowane. Zawsze eleganckie, z tym dzieckiem na rękach. Zawsze gotowe i zwarte. Takie bojowe mamy” – taki obraz matek, jak twierdzą zainteresowane cytowane w raporcie „Ciemne strony macierzyństwa”, jest promowany społecznie. Presja, którą narzuciły sobie same kobiety, jest ogromna. – Pokolenie 30–40 dąży do perfekcji w każdej sferze – zauważa Justyna Świerczyńska, psychoterapeuta. A potem przedstawicielka tego pokolenia dziwi się, nie rozumie: mam wszystko, ale czuję się nieszczęśliwa.

2. Choroba awansu społecznego

Więcej: http://serwisy.gazetapraw...i-[...].html

NEVIL - Czw Wrz 10, 2015 12:58

Komentarz:

Gość: Nomi26

Doprawdy, Magdo Acer? Przykłady z ostatnich dni:
- "dziecko" na oko 15-16 lat idzie sobie z rękami w kieszeniach, a obok matka targa 4 wyładowane siaty, pot po niej płynie, zziajana i potyka się co kilka kroków, ale zero refleksji że syn mógłby jej pomóc,
- osiedlowy plac zabaw - matka "pilotuje" dwoje dzieci w wieku ok. 10 - 12 lat i cały czas mówi im co mają robić: nie biegaj, zejdź z huśtawki, zostaw Kazia, odpocznij na ławce, wypij soczek, zapnij bluzę, itp. W pewnym momencie jedno z dzieci podchodzi do grupki innych dzieci i zaczynają rozmawiać - matka truchtem biegnie z końca placu, podbiega i instruuje: pokaż dzieciom swojego Furby, na pewno takiego nie widziały ...
- autobus podmiejski, ojciec i syn ok. 10 lat, dziecko chce pić, ojciec wyjmuje butelkę, wlewa płyn do kubeczka, daje synowi, następnie wyciąga chusteczkę, wyciera mu usta, odbiera i chowa kubek, potem kanapka: ojciec wyciąga ją ze swego plecaka, odwija z folii, przełamuje na dwie części, jedną wręcza synowi, ten zjada, dostaje drugą część, zjada, chusteczka, usta, strzepnięcie okruszków z ubrania ...
Czy to wszystko norma jest czy może to ja jestem nienormalna?

=========================

Magda Acer

Dzieci pierdoły? Może twoje, stary!


Smarujesz dzieciaka kremem z filtrem, często go chwalisz, zakładasz mu kask, gdy jedzie na rowerze? To lepiej przestań, bo jeszcze się okaże, że sobie wyhodujesz życiową pierdołę. Tak twierdzi Rafał Drzewiecki z "Dziennika", ja zaś twierdzę, że pisze bzdury.



Opowieści dziwnej treści

Przeczytałam porażający artykuł o tym, że hodujemy dzieci pierdoły. Porażający dlatego, że już dawno, nie czytałam takiego steku bzdur. Z tekstu Pana Rafała Drzewieckiego możemy się dowiedzieć, że nasze polskie dzieci „Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych”. Te dramatyczne wnioski autor wysnuł na podstawie dogłębnej i rzetelnej, jak mniemam, analizy wątków na forach internetowych poświęconych dziecięcym obozom wakacyjnym oraz rozmowy z byłym już harcmistrzem z podwarszawskiej miejscowości. Były harcmistrz występuje anonimowo „bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży”.

Były harcmistrz nieco stracił dla mnie na wiarygodności, kiedy przeczytałam, że: „No, to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy”. Nie wiem, czy autor sam wymyślił postać byłego harcmistrza, czy tylko podkoloryzował opowieści dziwnej treści. Wiem natomiast, że jestem matką dwójki dzieci, mam też wielu znajomych z dziećmi i wiem doskonale, że prawdziwe ognisko dla każdego z nich jest absolutną frajdą. Żadne dziecko nie skarżyło się nigdy na dym z ogniska. Parzyły sobie palce gorącą kiełbasą i ziemniakami wygrzebywanymi łapczywie z popiołu, nadal żyją i domagają się ognisk.

Nie kop pana, bo się spocisz

Nie podoba mi się również demonizowanie teraźniejszości i jednocześnie tworzenie fałszywego obrazu współczesnego dziecka-niedojdy na podstawie jakichś niszowych historii z forów internetowych. Żeby podbić wrażenie „fajności” tekstu, autor przeciwstawia nietrafione studium dziecka w XXI wieku, temu mitycznemu i sielankowemu obrazkowi naszego dzieciństwa w czasach PRL. Bo drzewiej, to było zajebiście, gdy tatuś przylał gówniarzowi w dupę „... a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś”. Tak, argument siły i kar cielesnych jest wyjątkowo nietrafiony. Bo niby pokolenie, które masowo dostawało po tyłku wyrosło na „lepszych” i zaradniejszych ludzi. Gratuluję, Panie Rafale, ciekawa jestem czy, gdy Pana córka przyniesie słabą ocenę z dyktanda to dostaje pasem czy kablem od żelazka?

Tak przy okazji, może Pan Rafał nie wie, ale obecnie dzieci również bawią się na dworze, potrafią przejść przez siatkę, gdy boisko jest zamknięte. Czasem też skaleczą się scyzorykiem, ponieważ robią sobie proce i łuki. Korzystają samodzielnie z komunikacji miejskiej. Dzieci jedzą też leśne owoce prosto z krzaka, zbierają grzyby i łowią ryby. Biegają też na bosaka i łażą po drzewach, o zgrozo! Aha, no i dzieci nie mieszkają tylko w dużych miastach. Dzieci mieszkają też na wsiach i w małych miasteczkach i niejednokrotnie potrafią same rozpalić ognisko. O czym autor chyba zapomniał, ponieważ można odnieść wrażenie, że bohaterem zbiorowym tekstu, tymi nieporadnymi dziećmi, są wychuchane jedynaki z zamkniętych osiedli, izolowane od gminu. Tak, wiem, że to koszmarnie stereotypowa wizja - ale, wybaczcie, nie moja.

Polska w ruinie

Owszem na pewno byli, są i będą nadopiekuńczy rodzice, którzy trzymają pociechy pod kloszem, z pewnością są dzieci, które nie radzą sobie w życiu, w sposób w jaki oczekiwałby tego autor, ale, litości, nie rozciągajmy tego na całą populację.

„Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było”. Powstrzymując śmiech, powiem tylko: normalnie Polska w ruinie. I jednocześnie bardzo panu Rafałowi współczuję pesymizmu, braku certyfikatu krojczego (urwany guzik i co teraz, dramat) oraz świadomości, że gdzieś w sąsiednim mieszkaniu, ktoś gnije, jakiś niedorajda. Niestety autor nie pokusił się o podanie źródeł wspomnianych naukowych analiz. Może są jak ten były anonimowy harcerz. Tylko w głowie Pana Rafała.

Na marginesie, dodam jeszcze, że akurat certyfikat krojczego, przy przyszywaniu guzików byłby średnio przydatny, ponieważ krojczy, zajmuje się czymś innym niż szycie. Ach ten ojciec, najwidoczniej za słabo lał pana Rafała i wiedza oraz zdolność logicznego myślenia, poszły gdzieś w las. Hen, daleko.

Kask szatana

Później możemy przeczytać niebywały akapit o zgubnym wpływie noszenia kasków i ochraniaczy do jazdy rowerem na zrozumienie przez nasze pociechy związków przyczynowo skutkowych i konsekwencji swoich decyzji. „A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć”. Jakoś ta logika kupy się nie trzyma, bo tak się zdarzyło, że wielu kierowców, którzy powodują wypadki, żyło w czasach gdy nie zakładało się ani kasków, ani ochraniaczy... dziwne, prawda?

Uogólnienia są złe i śmieszne. Próby stawiania diagnoz pokoleniowych proszę zostawić specjalistom od socjologii. A dzieci, cóż - na pewno popełnimy różne błędy, wychowując je, ale masowa produkcja pierdół raczej nie wchodzi w grę.

Magda Acer

źródło: http://foch.pl/foch/1,133...e-stary.html#MT

NEVIL - Wto Wrz 15, 2015 10:19


Generacja Z. Alfabet całkiem nowego pokolenia


Pokolenie - to brzmi dumnie. Mniej dumnie jednak wygląda. Jaka przyszłość czeka dzieci wychowywane w erze nowych technologii? Samotność? Bezmyślność? Uzależnienie? Oto "generacja Z" - niezależna, uparta i zapatrzona w siebie. Nie lubią sportu, brak im cierpliwości, a na spędzanie czasu poza domem nie mają pomysłu. Jakie są ich cele? Pragnienia? Jakie jest to pokolenie?



Jeszcze niedawno badacze gorączkowo próbowali zgłębić, czym charakteryzuje się "generacja Millenialsów" (nazywanych także "pokoleniem Y"). Zaliczają się do niej osoby urodzone po 1980, a przed 1995 rokiem.

Udało się ustalić, że są one zorientowane na osiąganie własnych celów, egoistyczne i przekonane o swojej wyjątkowości. Teraz przyszła pora na zupełnie nowe, jeszcze niezbadane pokolenie - "generację Z".

A jak ambicja

72 procent dzieci urodzonych po 1995 roku deklaruje, że chce prowadzić własną działalność. Posługują się tutaj pojęciem "start up", które kojarzy im się lepiej niż pojęcie "firma". Każde z nich chce być swoim szefem, odrzucając hierarchię. Korporacja kojarzy im się z wyścigiem szczurów. Domagają się szacunku i wsparcia dla kreatywności. Stawiają na freelance - nie lubią być ograniczani przez konkretne godziny pracy. "Pokolenie Z" boi się także słowa "porządek", co każe nam się zastanawiać nad tym, w jaki sposób ich start upy będą zarządzane.

"Pokolenie Z" deklaruje ponadto, że chce, by praca była jednocześnie ich hobby. Jego przedstawiciele obserwowali zmagania rodziców, którzy pięli się po szczeblach kariery, więc teraz świadomie rezygnują z podejmowania podobnych wysiłków. Dla nich koncepcja pracy idealnej to dobry pomysł, jego realizacja i sukces.

B jak bezmyślność


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/t...ampaign=firefox

NEVIL - Pią Paź 02, 2015 11:21

Karmią piersią i chwalą się tym


Widok mam karmiących piersią nie zawsze spotyka się z przychylnym przyjęciem. – Powinny karmić w domu, albo schować się gdzieś w toalecie – sugerują niektórzy. A one chcą udowodnić, że karmienie piersią to jak najbardziej naturalna sytuacja, która nie powinna nikogo razić. Do projektu fotograficznego „The Milky Way” przyłączyła się też lubińska fotografka Karolina Winiarska. Zaprosiła chętne mamy z Lubina, Legnicy, Chojnowa i okolic na sesje zdjęciowe. Efekty są piękne!








Sesje odbyły się w kilku różnych miejscach. Jedne w rynku w Chojnowie, inne w lasach pomiędzy Chojnowem a Lubinem. Chodziło o to, by pokazać, że dziecko można karmić piersią w różnych warunkach i okolicznościach, a do tego przełamać stereotyp karmiącej mamy w dresach i kapciach. Bo karmiąca mama może też nosić szpilki i seksowne sukienki.

Sesje zdjęciowe to część projektu dwóch fotografek z Konina – Elwiry Radunc z Lovelywedding oraz Joanny Ożgo z LoopArt. Chodzi o to, by upowszechnić karmienie piersią, pokazać korzyści z naturalnego karmienia oraz wspierać wszystkie karmiące mamy. – Widok karmiącej mamy nie zawsze spotyka się z przyjemnymi reakcjami i chcemy to zmienić przez upowszechnianie zdjęć oraz sesje fotograficzne w całej Polsce – zapowiedziały już na wstępie organizatorki.

Do projektu włączyli się fotografowie z całej Polski i tysiące karmiących mam. Projekt „The Milky Way” ma jeszcze jeden cel – organizatorki liczą, że poprzez upowszechnianie karmienia piersią, uda im się doprowadzić do tworzenia w miejscach publicznych przestrzeni do karmienia pod nazwą Mleczny Fotel. To miejsca, gdzie mamy mogłyby na chwilę usiąść, by spokojnie nakarmić swoje dziecko.

– Sama jestem mamą, karmiłam starszego synka Daniela i wciąż jeszcze karmię drugiego synka Filipa. Jako karmiąca mama, sama też wzięłam udział w podobnej sesji u mojej koleżanki po fachu z Polkowic. Wiem też, z jakimi problemami borykają się karmiące mamy. Nie raz miałam taką sytuację, że dziecko zaczyna płakać, bo jest głodne, a ja nie mam go gdzie nakarmić. Kiedyś przytrafiło mi się to w galerii. Usiadłam więc na ławce i zaczęłam karmić. Myślałam, że ludzie zabiją mnie wzrokiem – opowiada Karolina Winiarska.

Fotografka usłyszała wtedy, że zamiast publicznie wystawiać pierś, powinna nakarmić dziecko choćby w toalecie. – Więc ja się pytam czy ktoś z nas chciałby zjeść obiad w publicznej toalecie? W takiej scenerii i przy takich zapachach? – odpowiada fotografka.

Podobnego zdania jest wiele mam z naszego regionu. Dlatego na zaproszenie na sesję fotograficzną, obrazującą karmienie piersią, odpowiedziało bardzo wiele kobiet. – Zgłosiło się do mnie ponad 70 mam. Spośród nich zostało wybranych około 20. Sesja była darmowa, mamy musiały tylko wyrazić zgodę na późniejszą publikację fotografii, bo organizatorki planują wybrać najciekawsze zdjęcia i zorganizować objazdową wystawę po całej Polsce. Chcą zachęcać niezdecydowane mamy do karmienia piersią, a opinię publiczną przyzwyczajać do tego widoku, który nie powinien razić nikogo – tłumaczy Karolina.

Jedną z modelek była Karina Jaworska, mama 15-miesięcznej Nikoli. – Sesja u Karoliny odbyła się w pięknym miejscu. Ubrane w przepiękne suknie, niczym nimfy, weszłyśmy do strumienia wody, żeby nakarmić nasze pociechy – wspomina Karina Jaworska. – Bardzo fascynujące przeżycie, cieszę się, że mogłam skorzystać z tak pięknej sesji. Pomysły Karoliny są fascynujące, co przedstawiają zdjęcia, które są dla nas pamiątką na całe życie. Jestem już na czwartej sesji u Karoliny i mam nadzieje, że spotkamy się na następnej – dodaje.

Karolina planuje zorganizować jeszcze jedną sesję dla karmiących mam – tym razem grupową. – Jeśli pozwoli mi na to czas i pogoda, chcę ją zorganizować jeszcze w tym roku. Kiedy wszystko dopnę, poinformuję o tym mamy na moim fanpage na facebooku. Kocham być mamą, ale równie mocno kocham fotografować mamy i ich pociechy – śmieje się. – Mam taką zasadę, że jak już coś robię, to musi być pięknie i idealnie. Uznałam, że pięknym zwieńczeniem projektu będzie jeszcze grupowa sesja – dodaje.

Więcej na temat projektu można znaleźć tutaj: www.themilkyway.pl oraz profilu na facebooku: www.facebook.com/themilkywayproject

A tutaj można obejrzeć zdjęcia Karoliny Winiarskiej, nie tylko karmiących mam, ale też z sesji noworodkowych czy brzuszkowych: www.facebook.com/fotografialubin

źródło + foto : http://www.lubin.pl/aktua...la_sie_tym.html

krastin - Wto Paź 06, 2015 12:22

I bardzo dobrze. Nie ma w tym niczego złego.
NEVIL - Sro Lis 25, 2015 13:49

Kowalczyk: Rodzice nie dostaną pieniędzy za pierwsze miesiące 2016 r.




- Żadnych wypłat do tyłu nie przewidujemy - Henryk Kowalczyk w Radiu Zet zapowiedział, że rodzice nie dostaną 500 złotych na dziecko za pierwsze miesiące przyszłego roku. Przyznał też, że niektóre rodziny zyskają mniej niż 500 złotych, ponieważ stracą zasiłki z pomocy społecznej.


Program 500+ zostanie przyjęty na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2016 roku - mówił w programie Radia Zet przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów. – Program wyjdzie z rządu w grudniu, parlament to przegłosuje w granicach stycznia i lutego. Trzeba dać chwilę na przygotowanie rozporządzeń i narzędzi do wypłat. To jest bardzo realna data, ale nie przywiązywałbym wagi do tego, czy to będzie miesiąc wcześniej czy miesiąc później – mówił Henryk Kowalczyk.

- Jeżeli będzie od kwietnia, to będzie wypłacane od stycznia? Bo obiecywaliście to od stycznia – pytała prowadząca program. – Nie. Będzie od momentu, kiedy wejdzie w życie. Żadnych wypłat do tyłu nie przewidujemy, a w projekcie to był styczeń, bo ten projekt był gotowy w sierpniu. Wtedy to było realne – odpowiedział gość Radia Zet.

Niektórzy może nie zyskają całego 500, bo utracą zasiłek


Monika Olejnik pytała również o raport Fundacji CENEA, która zwróciła uwagę na to, że część najbiedniejszych rodzin zyskując 500 złotych straci uprawnienia do zasiłków z pomocy społecznej. Minister powołał się na przykład rodziny z trójką dzieci, która z rządowego programu otrzyma 1500 złotych, a przekraczając próg dochodowy uprawniający do zasiłku rodzinnego stracą niecałe 400. – Dla granicznej grupy ludzi może być zmniejszenie zasiłku rodzinnego, ale będzie to zastąpione wielokrotnie wyższym dodatkiem, 500 złotych – mówił polityk PiS.

Nie zjedliśmy wszystkich rozumów


Henryk Kowalczyk jednoznacznie opowiedział się za tym, aby 500 złotych na drugie i kolejne dzieci otrzymały wszystkie rodziny, niezależnie od dochodu. Kiedy Monika Olejnik przypomniała, że Beata Szydło powiedziała wczoraj, że „warto się zastanowić” nad wprowadzeniem ograniczenia programu dla najbogatszych. – Zastanawiać się zawsze można – skomentował wypowiedź swojej przełożonej minister.

Zastrzegł, że on „wypowiada się o projekcie który jest, ale zmiany do niego mogą wprowadzić posłowie. - Będą prace w parlamencie, będą konsultacje. Nie mogę powiedzieć czy wszyscy posłowie, czyli ponad 230, ten pogląd podzielą, ale mam nadzieję, że tak. Nie jesteśmy najmądrzejsi, nie pozjadaliśmy wszystkich rozumów. Będziemy słuchać opinii – mówił polityk.

źródło: http://www4.rp.pl/Rzad-Pi...ace-2016-r.html

kornik - Sro Lis 25, 2015 23:24

No, ciekawe co z tego będzie...
NEVIL - Czw Wrz 15, 2016 18:42

Komentarz:

~az

: Dzisiejsi zlewaczeni rodzice są wyprani z poczucia godności i dobrego smaku (o dobru rodziny nawet nie mówiąc), takie 'otępiaki' myślą, że cały świat będzie się zachwycał ich dzieckiem w przebraniu (prawda jest taka, że normalny rodzic patrzy na swoje dziecko, a nie rozpływa się nad cudzym -a jeśli już, to tylko 'dobra mina' do przedstawienia). Żenada
=========================

Niemowlęta w przebraniu – urocze czy niestosowne?


Publikowanie zdjęć własnych dzieci w Internecie jest dziś powszechne. Dumni ze swoich pociech rodzice prześcigają się w udostępnianiu fotografii uwieczniających słodkie miny i uśmiechy dzieci, ich zabawne zachowania i wymyślne przebrania. O ile jednak spontanicznie uchwycone kadry nie budzą negatywnych emocji, o tyle ustawiane, wystylizowane sesje zdjęciowe, szczególnie z udziałem niemowląt, już tak. Gdzie leży granica między wolnością rodziców w wychowaniu dzieci i dzieleniem się własnym szczęściem a godnością i prawem do prywatności małych modeli?

Mała Beyoncé

Wszystko zaczęło się od zdjęć, jakie opublikowała na swoim instagramowym profilu Laura Izumikawa Choi. Fotografka postanowiła urozmaić sesję zdjęciową swojej 4-miesięcznej córki, Joey Marie, przebierając dziewczynkę i wyposażając ją w rekwizyty kojarzące się z postaciami znanymi z bajek, filmów, sceny muzycznej i szeroko pojętej popkultury. Mała Syrenka, Pikachu, Goku z animé „Dragon Ball”, Tarzan, Jon Snow z „Gry o tron”, ninja, Sia i Beyoncé, ale także mistrz sushi, pływak olimpijski, kolumbijska tancerka i nigeryjskie dziecko, a nawet Statua Wolności – to tylko niektóre z kilkudziesięciu stylizacji małej Joey. Dziewczynka na większości fotografii smacznie śpi, niekiedy nieświadomie pozując swojej mamie, uśmiechając się i robiąc zabawne miny.



Więcej: http://kobieta.onet.pl/dz...stosowne/l8hsj6

NEVIL - Sro Wrz 21, 2016 11:46

Chcesz wiedzieć, co twoje dziecko robi w sieci? Powstała aplikacja ochrony rodzicielskiej, którą będziesz umiał obsłużyć




„To nie jest film dla dzieci” – jeszcze kilkanaście lat temu to zdanie ucinało wszystkie dyskusje na temat dostępu dzieci do nieodpowiednich treści, a małoletni telewidz ze skwaszoną miną maszerował do swojego pokoju. Odkąd źródłem wiedzy o otaczającym świecie stał się internet, wielu rodziców nie ma rozległej wiedzy na temat tego, co dziecko w sieci ogląda. Ten stan rzeczy może się zmienić za sprawą nowej aplikacji Chroń Dzieci w Sieci, którą wprowadził na rynek Orange Polska. Z pomocą Fundacji Orange operator szkoli także swoich sprzedawców w salonach, aby potrafili rozmawiać z rodzicami na temat bezpieczeństwa dzieci w sieci.

Zabawa na cyfrowym podwórku. Pod kontrolą?

Więcej: http://natemat.pl/190275,...-umial-obsluzyc

NEVIL - Sro Wrz 21, 2016 12:55


"Cześć, jestem Brajan", czyli kilka słów o imiennych trendach. I o tym, dlaczego cieszymy się, że ulegają zmianom




Przysięgam, jeśli jeszcze raz na placu zabaw usłyszę „Brajanek, nie dotykaj”, albo „Dżesika, do domu!”, zapomnę czym jest tolerancja i kultura osobista. Żyjemy w fajnym kraju, w którym jako fajni ludzie, komunikujemy się w fajnym języku. Mamy fantastyczne korzenie, historię, tradycję. Również tę imienną. Korzystajmy z niej.

Natan czy Jan?

Od 1 marca 2015 roku, rodzice mają możliwość, nadania dziecku niepolskich imion. Jedynym obostrzeniem, jest to, żeby imiona nie były ośmieszające, uwłaczające lub zdrobniałe. Tak narodziły się Mariki, Natany, Kelviny i Eleny. I nieszczęsne, już wspomniane Brajany i Dżesiki, mnie przyprawiające o zawrót głowy.

Na szczęście, gros oryginalnych imion, to wciąż wyjątki. W zestawieniu najpopularniejszych imion, nadawanych w Polsce w poprzednim roku, dumnie figuruje Jakub, Jan czy Franek. A dziewczynki to w większości Zuzanny, Julię i przepiękne Amelki. To dobry kierunek, nie zbaczajmy z niego, na rzecz, kolejnych przerysowanych, światowych, obco brzmiących imion.

Oto jak przedstawia się zestawienie najpopularniejszych imion polskich, dla chłopców w roku 2015:


1. Jakub
2. Antoni
3. Szymon
4. Jan
5. Filip
6. Kacper
7. Aleksander
8. Franciszek
9. Mikołaj
10. Wojciech

I najczęściej wybierane imiona dziewczęce:


1. Zuzanna
2. Lena
3. Julia
4. Maja
5. Zofia
6. Hanna
7. Amelia
8. Aleksandra
9. Alicja
10. Natalia

Więc, wdech i wydech. Zachowaliśmy zdroworozsądkowość, na takim poziomie, by nasze dzieci, w kraju, w którym żyją, nie musiały łamać języka przy nauce własnego imienia.

źródło: http://mamadu.pl/129039,c...ulegaja-zmianom

KarinaM - Czw Wrz 22, 2016 11:55

A jakie pomysły macie na urządzenie pokoiku dla dziecka, jakieś sprawdzony rady? Ja się zastanawiam, czy tego typu mebleki wystarczą http://www.promarkmeble24...eble-dla-dzieci , czy może jeszcze jakoś bardziej zaznaczyć dziecięce motywy w pokoju, w końcu będzie to pokój dla dziewczynki, dlatego chyba powinien być jak z bajki.
NEVIL - Sob Wrz 24, 2016 20:27

Dziecko może pozwać rodziców za publikację zdjęć w internecie




Blogi czy media społecznościowe to nie miejsca do prowadzenia rodzinnego albumu. Osoby widniejące na udostępnianej fotografii powinny się na to godzić. Jeśli nie, plik należy usunąć.

W ostatnich dniach media informowały o konflikcie pomiędzy Austriaczką a jej rodzicami, którzy wbrew woli nastolatki umieszczali na Facebooku jej fotografie z dzieciństwa. Opiekunowie nie przestrzegali żadnych granic przyzwoitości. W sieci można było obejrzeć dziewczynę między innymi podczas zmieniania pieluchy czy korzystania z nocnika. Kiedy po raz kolejny próby polubownego załatwienia sprawy zakończyły się fiaskiem, nastolatka poszła do sądu. Termin pierwszej rozprawy wyznaczono na listopad.

Więcej: http://prawo.gazetaprawna...-facebooku.html

lubinka - Pon Paź 03, 2016 08:48

Na dzieciaki trzeba uważać ;) w szczególności w sieci.
olubin - Pon Paź 10, 2016 06:25

Jeśli czekacie, aż Wasze dziecko pojawi się na świecie, to sprawdźcie tę listę: http://faar.pl/co-powinna...-dla-noworodka/. Znajdziecie tam najważniejsze rzeczy, które musicie zakupić dla noworodka. Jestem pewna, że Wam się to przyda.
NEVIL - Pon Paź 10, 2016 18:12

Zarządzanie kieszonkowym nastolatków




Gospodarowanie własnym budżetem za młodu uczy odpowiedzialności i samodzielności. Dlatego warto pomóc nastolatkowi w wyrobieniu dobrych nawyków finansowych.

Z sierpniowego badania TNS Polska wynika, że dawanie dzieciom kieszonkowego nie jest wciąż powszechną praktyką. Zwyczaj ten staje się jednak coraz popularniejszy, zwłaszcza w kontekście nastolatków.

Tylko 19 proc. respondentów w wieku 15-19 lat przyznaje, że nigdy nie dostało kieszonkowego. Kieszonkowe dla nastolatka ma bardzo duże znaczenie. Sprawia, że młody człowiek czuje się bardziej dorosły i samodzielny. Jest pierwszym krokiem na drodze do edukacji finansowej, ale warto by było przez rodziców przemyślane i odpowiednio zaplanowane. Wtedy pozwala wyrobić dobre nawyki, które procentują w dorosłym życiu. Jak to zrobić? Eksperci mBanku przygotowali listę pomocnych wskazówek:

Staraj się, by kieszonkowe było adekwatne do potrzeb nastolatka. Najpierw warto więc te potrzeby z dzieckiem omówić i umówić się z nim na określone zasady – czyli np. czy kieszonkowe ma zaspokajać tylko dodatkowe zachcianki nastolatka, czy także większe wydatki jak ferie czy kurtka zimowa.

Konsekwentnie trzymaj się stałej wysokości kieszonkowego. Nie oferuj nastolatkowi dodatkowej gotówki, jeśli zbyt szybko wyda swoje kieszonkowe.

Dawaj dobry przykład – rozmawiaj z domownikami o budżecie, planach związanych z zakupami, możliwościach oszczędzania.

Zachęcaj dzieci do samodzielnego tworzenia i spisywania budżetu, np. do wpisania w tabeli w Exelu comiesięcznych zaplanowanych wydatków i podsumowania wolnej kwoty. Tylko dzięki takim działaniom będą świadome tego na co i ile wydają.

Pokaż zalety oszczędzania oraz rezygnacji z małych zachcianek na rzecz większych i droższych, ale bardziej wartościowych zakupów. By to osiągnąć, ustal z nastolatkiem cel, na który chce oszczędzać i który będzie wymagał od niego drobnych, codziennych wyrzeczeń. Warto też od razu wyliczyć, ile w każdym tygodniu/miesiącu młody człowiek powinien odłożyć.

Premiuj wytrwałość nastolatka w oszczędzaniu. Umów się z nim, że jeśli uda mu się dobrze gospodarować własnym budżetem i zaoszczędzić na wyznaczony cel, dostanie od Ciebie dodatkowy prezent.

Planując kieszonkowe warto też zastanowić się w jakiej formie będziemy przekazywać dziecku środki. Teraz rodzic może robić to nie tylko w formie gotówki, ale także przelewem na konto bankowe nastolatka. Instytucje finansowe oferują rachunki stworzone specjalnie z myślą o młodych, które pozwalają im łatwo oswoić świat finansów i bankowości. eKonto m w mBanku zapewnia młodemu w pełni darmowy dostęp do podstawowych usług i funkcji: może korzystać z banku online i za pomocą aplikacji mobilnej, płacić kartą i wypłacać gotówkę w bankomatach w całej Polsce.

Dzięki temu już od 13 roku życia uczy się jak sprawnie i bezpiecznie korzystać z konta bankowego. Co więcej, bank zadbał także o to, by konto było przyjazne dla nastolatka – dlatego pozwala mu np. samodzielnie zaprojektować swoją kartę płatniczą lub wybrać jej wzór z dostępnej galerii – mówi Paula Magrowicz z Departamentu Usług Podstawowych i Produktów Niebankowych w mBanku.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...wym-nastolatkow

NEVIL - Wto Sty 24, 2017 14:57

Millenialsi nigdy nie osiągną tego co ich rodzice. Przegrali pokoleniowy wyścig szczurów. Oto dlaczego




Jeszcze do niedawna Millenialsi, czyli osoby z pokolenia Y, urodzone między 1982 a 2000, myśleli o sobie głównie w kategoriach ludzi odważnych, dynamicznie zmieniających pracę, mających liczne znajomości (nieważne, że w dużej mierze z Facebooka) i takich co to nie muszą mieć mieszkania, bo przecież mogą wynajmować. I nagle najstarsi Millenialsi mają 35 lat. Powoli budzą się ze snu o postrzeganej w krzywym zwierciadle wolności, na śmieciowych umowach, bez zdolności kredytowej i z „ostatnim dzwonkiem” na dziecko. A rodzice, którzy dotychczas pchali w nich każdy grosz, chuchali i dmuchali, mówią „a ja w twoim wieku”.

35-letnia Aneta z Warszawy, pracuje w marketingu. Jeszcze po studiach, kiedy dostała się na staż „po kierunku”, rodzice byli z niej dumni. Potem wspierali ją, gdy brała ślub z licealną miłością. Para nie decydowała się na dziecko, bo Aneta wciąż była na śmieciowych umowach, a poza tym mieszkała w wynajętym mieszkaniu.

W gruncie rzeczy Aneta marzyła, że pewnego dnia razem z mężem rzucą wszystko i wyjadą, jak pary z kolorowych czasopism, w podróż dookoła świata albo chociaż w poszukiwaniu siebie do Indii. To była jednak sfera marzeń. W realu, im bliżej było do trzydziestych urodzin, tym w rodzinnych rozmowach pojawiało się więcej trudnych pytań: Kiedy dziecko? Jakie macie plany mieszkaniowe? Dlaczego nie idziesz po etat do szefa?

- I wtedy powiedzieliśmy rodzicom, że z planów na przyszłość nici, bo się rozwodzimy. To był dla nich cios. Usłyszałam wtedy, że niszczę jedyną stałą, której doczekałam się w swoim życiu, a do tego „ludzie wezmą na języki całą rodzinę”. Nikogo nie interesował fakt, że między mną i już ex mężem, uczucia po prostu się wypaliły – mówi. Z hołubionej córki trafiła do szeregu straconych, tam, gdzie od dwóch lat był już jej brat. On miał nieślubne dziecko „tylko” z dziewczyną.

Aneta z bratem mieli wyjątkowo trudno, bo ich matka była niezwykle odważną i przedsiębiorczą osobą, która jednocześnie potrafiła zająć się rodziną. Przez lata jeździła po świecie, skupowała stare meble, handlowała antykami. Wybudowała dom, kupiła kilka działek, które dziś są warte majątek. Dorobiła się i jest z tego dumna. Mąż, w porównaniu do żony, był finansowym dodatkiem, ale przynajmniej był na swoim – przez lata zajmował się księgowością. W sumie tworzyli zgodne małżeństwo, doczekali się dwójki dzieci. Rodzina jak z obrazka, na której rysy postawiły dzieci.

- Bardzo trudno mi się pogodzić z tym, że rodzice, którzy zawsze stawiali mnie za wzór i byli ze mnie dumni, nagle unikają z innymi rozmów na mój temat, a przy okazji różnego typu życzeń mówią, że chcieliby, żebym była taka jak kiedyś i odnalazła siebie sprzed lat. To absurdalne, że nawet urodziny są momentem sporów – mówi Aneta, która prawdę o relacjach panujących w domu rodzinnym, stara się skrzętnie ukrywać przed światem. – Nie chcę tłumaczyć się innym z tego, że nie jestem do niczego – mówi.

Więcej: http://natemat.pl/199559,...ow-oto-dlaczego

lubinka - Sro Lut 01, 2017 12:36

Dzieciaki są super ;) Tylko czasem straaaaaasznie niegrzeczne.
NEVIL - Sro Lut 01, 2017 13:46

lubinka, nie strasz forumowiczów. Dlaczego ,,strasznie", a nie ,,bardzo" ?
NEVIL - Wto Cze 20, 2017 12:21

Komentarze:

ha

Takie patologie trafiają do prywatnych placówek i jest cyrk,a właścicielki twierdzą ,że muszą zwolnić nauczycielkę ,bo dziecko płaci i kasa potrzebna-autentyczna wypowiedź z prywatnej placówki w Redzie.

---------------------------

adorfhtyouk


"Nie jest to ani jego wina ani nikogo z otoczenia" :D Zestresowany byl poprostu i juz. Jak rodzicom kiedys poderznie gardla, tez nie bedzie niczyja wina. Dzieci musza miec prawo odreagowac stres :)

----------------------------

Diana

Dziecko na pewno oglądało popisy sławnych dzięki (między innymi )telewizji gimnazjalistek i też zechciało ,aby go pokazywano w TV,a co każdy ma parcie na to "szkło " ;)

=======================

"Ty ku***". 5-latek zwyzywał i kopnął w krtań przedszkolankę


Kilkuletni chłopiec użył wulgarnych słów i kopnął przedszkolankę w gardło. Kobieta trafiła do szpitala z objawami duszności.



Sytuacja zdarzyła się w przedszkolu „Jarzębinka” w Nowych Skalmierzycach (woj. wielkopolskie). Rodzice 5-latka przyszli do przedszkola i jak podaje portal ostrow24.tv byli przerażeni zachowaniem syna i wyrazili chęć pomocy ze strony psychologa.

Sprawę skomentowała dyrektorka przedszkola: "dzieci nie bardzo zdają sobie sprawę z tego co mówią i nie odpowiadają za swoje słowa. Te zasłyszane gdziekolwiek, np. w telewizji, dzieci przyjmują bezkrytycznie. Jeżeli dziecko użyło takiego słowa, to nie jest to ani jego wina ani nikogo z otoczenia, ponieważ dzieci powtarzają najróżniejsze słów" - stwierdziła w rozmowie z portalem Ostrow24.tv Anna Walczak.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/ty-ku-5-latek-zwyzywal-i-kopnal-w-krtan-przedszkolanke-6135386761090689a

NEVIL - Pon Lip 03, 2017 20:15

Wszyscy to znamy: Mama jeszcze tylko odbierze maila, tata sprawdzi coś na fejsie. Dziecko w tym czasie sobie pogra




Jestem matką dziecka internetu. Matką pochyloną nad swoim telefonem, która poucza syna: „Świat wirtualny to nie życie". A potem odpisuję na SMS mówiąc: „Zaraz dziecko, zaraz się pobawimy, coś zaraz obejrzymy. ZARAZ". Wstydzę się tego.

Na szkolnym zebraniu wychowawczyni dziewięciolatków mówi:
„Proszę Państwa, dzieci za dużo grają w minecrafta. Kochają wirtualny świat. Nie potrafią się skupić na zwyczajnej zabawie. Bywają agresywne, wciąż szukają bodźców, łatwo się nudzą".

Jeden z ojców, pedagog: „Pilnujmy tego, to ważne. Znałem kiedyś mężczyznę, który przyszedł do mnie zrozpaczony, bo jego syn był uzależniony od gier. Było już za późno. W sumie dobra rodzina. Ich błąd? Brak czasu."

Tak, wszyscy to znamy. Mama jeszcze tylko odbierze służbowego maila, tata sprawdzi coś na fejsie, obejrzy wiadomości. Dziecko w tym czasie sobie pogra. Tak to się właśnie zaczyna.

Pani K., matka jednego z uczniów, denerwuje się: „Proszę nie przesadzać! Przecież Minecraft to edukacyjna, rozwojowa gra. Rozwija wyobraźnię".

Wbijam wzrok w podłogę. Znam syna pani K. Kocha minerafta tak sam samo, jak kocha go mój syn.„Pobawcie się" proszę chłopców. „Mamoooooo, ciociu……, dasz nam kompa?".

Więcej: http://matkazonaiklopoty....cko-sobie-pogra

marta22 - Czw Sie 24, 2017 10:24

Niesety ale takie cos zdarza się coraz częściej. Ostatnio lubię przygladać się ludziom na ulicy i co widzę? To,e bardzo wiele z nich chodzi zapatrzonych w telefony Dziwne, że się nie potyają i ze nie wpadają pod samochody ;)
Dzieci tak samo.

Jestem zdania, ze ludzie powinni ze soba spędzać o wiele więcej czasu na świezym powietrzu:
https://rodzinazdrowia.pl/jak-aktywnie-spedzic-z-rodzina-czas-na-swiezym-powietrzu
Co jest lepsze i dla dziecka i dla rodzinnej więzi.....

agatakar - Pią Wrz 08, 2017 14:15

Właśnie! To jest zmora naszych czasów, ludzie za bardzo są przyklejeni do ekranów. Moim zdaniem dobre rozwiązanie to inwestycja w różne analogowe formy spędzania czasu. Mało kto pamięta o tym, żeby wyjść rodzinnie na spacer, pograć z dzieckiem w grę planszową albo wspólnie ułożyć puzzle. Ostatnio kupiłam swojemu maluszkowi puzzle na tej stronie: https://www.maskotkowo.pl/ i układaliśmy razem. Trzeba się po prostu postarać.
NEVIL - Nie Paź 01, 2017 21:55

Komentarz:

adekwatny komentarz

Gdy nie ma świadomego poczęcia, dziecko jest produktem ubocznym kopulacji. Taki produkt może być chciany, lub nie. Uprawianie seksu jest prastare i prastare są środki antykoncepcyjne do aborcji włącznie. A mamy święte nie wiadomo jak i kiedy poczęte. Wytresowani przez kapłanów rodzice nie potrafią wychować własnych dzieci. A gdy im się to uda, to wrażliwe dzieci zostaną zaszczute przez wychowanków treserów kapłanów każdej religii i aktualnej mafii przy korycie.

=============================

Dziecko to nie przedmiot, wychowanie to nie tresura




„Niemowlę nie jest własnością lekarzy i szpitala”, „Rodzice wiedzą, co jest dobre dla ich dzieci”, „Prawa rodziny są konstytucyjnym fundamentem”. Takie głosy pojawiały się przy okazji sprawy noworodka zabranego przez rodziców ze szpitala w Białogardzie. Z tego sporu przebija jedno: dziecko jest rzeczą, przedmiotem, tłem.

Bywa, że w słuchawce słyszę: mam dość swojego domu, coraz częściej czuję, że nie mam po co żyć – mówi Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Niektóre nastolatki z myślami samobójczymi trafiają nawet do gabinetu specjalisty, ale rodzice robią zdziwione miny: to niemożliwe, zauważylibyśmy na pewno. Bo gdy ich syn czy córka złamią rękę, idą z nim do lekarza. Gdy jednak chodzi o zdrowie psychiczne, posługują się władzą rodzicielską, by zasłonić problem, którego źródło tkwi w rodzinie. Wariat, w naszym domu? Co inni powiedzą? Zabierają więc ze szpitala na własne żądanie dziecko po próbie samobójczej, po płukaniu żołądka albo z pozszywanymi ranami na nadgarstkach. I choć na wypisie jest wyraźne wskazanie do leczenia farmakologicznego, wolą go nie widzieć. Takie dziecko dosłownie znika sprzed oczu lekarzy, bo mama i tata wiedzą lepiej.

Ktoś powie: to patologia, która mnie nie dotyczy. – Nie pamiętam wielu rozmów, w których o myślach samobójczych mówiły dzieci z rodzin z marginesu. A przecież temat zdrowia psychicznego pojawił się w rozmowach i wysyłanych do nas wiadomościach blisko 40 tys. razy w samym tylko 2016 r. Jasne, depresja może pojawić się u każdego. Czasem to organiczna choroba, ale bywa też skutkiem doświadczeń dziecka, krańcowej bezradności, stresu, samotności. Bo najbliżsi bagatelizują jego potrzeby, bo liczą się tylko wyniki w nauce. Bo mówią: weź się w garść, nie przesadzaj, jak dorośniesz, to dowiesz się, co to znaczy mieć problemy – mówi Lucyna Kicińska.

Więcej: http://prawo.gazetaprawna...ie-tresuja.html

kociszcze - Sro Paź 04, 2017 13:17

Niby oczywistości, a niektórzy rodzice zdają się nie zdawać sobie z tego sprawy.
krastin - Pią Paź 20, 2017 12:34

Nauka kosztuje i to sporo, dlatego warto szykując wyprawkę czytać poradniki w stylu: http://celnie.pl/zaoszcze...adnik-5-krokach , zawsze można kupić używane podręczniki i inne akcesoria szkolne.
NEVIL - Sob Lip 14, 2018 21:36

Śląsk: Relacja live w Internecie z podcinania żył. Nastolatki powstrzymała policja




Szybkie działania policji pozwoliły zapobiec tragedii. 11-latka wraz z koleżanką zapowiedziała na jednym z portali społecznościowych, że dokona samookaleczenia. Prowadząc transmisję na żywo, razem z koleżanką zadawała sobie rany cięte. Dzięki szybkiej reakcji policji, dziewczynkom nic poważnego się nie stało.

W piątek wieczorem do Biura Międzynarodowej Współpracy Policji KGP wpłynęła informacja od jednego z zagranicznych portali internetowych, że trwa transmisja na żywo, a z jej treści wynika, że może dojść do samobójstwa. Sprawą natychmiast zajęli się policjanci z Biura do Walki z Cyberprzestępczością KGP. Funkcjonariusze szybko ustali dane osobowe oraz adres skąd prowadzona jest transmisja.

Po przybyciu na miejsce okazało się, że są to dwie dziewczynki w wieku 11 i 12 lat. Obie miały rany cięte na nadgarstkach, a młodsza z nich także na podbrzuszu. Na szczęście okazało się, że rany są powierzchowne i nie zagrażają ich życiu. W mieszkaniu był także kompletnie zaskoczony ojciec jednej z dziewczynek. Tego wieczoru zaglądał do pokoju córki i sprawdzał co robią, jednak nic niepokojącego nie zauważył.

Jak się okazało dziewczynki prowadziły transmisję live przy pomocy aplikacji zainstalowanej w telefonie komórkowym. Najpierw zapowiedziały, a potem pokazywały jak podcinają sobie żyły. Transmisję oglądały inne osoby. Zareagował operator portalu, który natychmiast powiadomił polską Policję. Dzięki szybkim działaniom funkcjonariuszy oraz dobrej współpracy z usługodawcami i operatorami telekomunikacyjnymi udało się zapobiec tragedii.

Policja apeluje do rodziców o czujność i baczną kontrolę nad tym, co dzieci robią w sieci. Oprócz niewątpliwie wielu pozytywów jakie niesie ze sobą Internet, jego młodzi użytkownicy niestety mogą natknąć się na treści niewłaściwe dla ich wieku, a nawet stać się ofiarą przestępstwa. Dzieci też same mogą podejmować zachowania zagrażające ich życiu. Rówieśnicy śledząc to, co robią ich koleżanki i koledzy, poprzez naśladownictwo również są narażeni na niebezpieczeństwo.

Ta historia na szczęście zakończyła się tylko na okaleczeniach, jednak gdyby nie interwencja policji, nie wiadomo jak daleko dziewczynki by się posunęły.

To już setna interwencja ekspertów z Biura do Walki z Cyberprzestępczością KGP od początku roku. Biuro pracuje przez 24 godziny na dobę. Policjanci monitorują sieć i to co się w niej dzieje. Dzięki temu nie tylko wyłapują podejrzane działania świadczące o przestępczych zamiarach, ale także sytuacje wskazujące na zagrożenie życia.

źródło: https://dorzeczy.pl/70521/Slask-Relacja-live-w-Internecie-z-podcinania-zyl-Nastolatki-powstrzymala-policja.html

NEVIL - Czw Wrz 13, 2018 19:37

Komentarze:

PC

Typowa współczesna "żona i matka". Roszczeniowa postawa na przemian z szantażem. Skutki bezstresowego wychowania w nieubogiej rodzinie. Strach myśleć ile tego typu patologii jest wokół nas. Mąż do wieczora haruje żeby utrzymać rodzinę a żona pracować nie chce (szlachta!) i najchętniej szlajałaby się z koleżankami po galeriach, zostawiając dziecko gdzie się da - w przedszkolu na świetlicy po godzinach, u teściów itp.
----------------------------

Emi

Wbrew powszechnej opinii nie tylko rodzice z 500+to patole

----------------------------------

imiona

Oliwia, Nelli, ciekawe jak ma tatuś małej na imię? Brajanek?


===========================

"Zamknij się, szmato!" – powiedziała do 1,5-rocznej córeczki. Sprawą zajmuje się Rzecznik Praw Dziecka


Czy również widzieliście nagrania, na których Instagramerka nazywa 1,5-roczną córkę "szmatą" i mówi, że jeśli nie dostanie od męża torebki Gucci, zabije siebie, jego i dziecko? Sprawdzamy, co mogło się w tej rodzinie wydarzyć i rozmawiamy z psychologiem, rzecznikiem prasowym policji i biurem Rzecznika Praw Dziecka.



Pani Oliwia i jej partner kreowali się "instarodziców" idealnych, co w internetowym rozumieniu znaczy mniej więcej tyle, co zadbanych i bogatych, zapewniających słodkiej córeczce, ubranej w najurokliwsze sukienki, idealne warunki życiowe. Prezentowali na Instagramie wizerunek związku, w którym mąż wypruwa sobie żyły dla rodziny ("jestem już 29 godzin za kierownicą, pracuję ciężko dla mojej córki" – powiedział w lipcu ojciec małej Nelii w filmie na Instagramie), a żona zajmuje się dzieckiem, robiąc to najlepiej, jak potrafi.

Wersja pierwsza

Kilka dni temu wyszło na jaw, że rodzina wcale perfekcyjna nie jest. Pani Oliwia opublikowała film, otrzymany podobno od własnego męża, na którym widać, jak ten uprawia seks z inną kobietą. Poinformowała też, że 1,5-roczna Nelia została przez swojego ojca porwana. – Sprawy nie zgłoszono na policję, albo jeszcze do nas nie dotarła. Każdy człowiek może zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa na dowolnej komendzie w Polsce, ale zawsze rozpatrywana jest w miejscu popełnienia ewentualnego przestępstwa. Dlatego jeśli rzecz wydarzyła się w Kędzierzynie-Koźlu, a ktoś zgłosił to na policję w Gdańsku, to materiały powinny do nas dotrzeć. Na razie jednak nic takiego nie miało nie miejsca – komentuje tę sytuację rzeczniczka policji w Kędzierzynie-Koźlu Dagmara Rippel – Kopeć.

Skierowanie się po pomoc na policję, powinno być naturalnym, pierwszym odruchem matki, której porwano dziecko. Sęk w tym, że wydarzenia, które nastąpiły później, stawiają wiarygodność Instagramerki pod znakiem zapytania.

Wersja druga

Mąż blogerki odegrał się bowiem niczym czternastolatek, którego obraża w sieci koleżanka z klasy. Ujawnił nagranie audio, kompromitujące macierzyństwo pani Oliwii. Kobieta krzyczy na nim do dziecka "zamknij się, szmato, siedź tam!", "jeb...ny kur...a śmieć!". Na nagraniu słychać, jak dziewczynka rozpaczliwie płacze, kiedy matka zamyka ją gdzieś samą. W sieci pojawił się także drugi materiał dźwiękowy, na którym mężczyzna napastliwym tonem pyta swoją partnerkę, co by się wydarzyło, gdyby nie dał jej pieniędzy na wyśnione torebki Gucci i Louis Vuitton. "Zajeb...abym ciebie, Nelkę i siebie" – odpowiedziała. Mąż zareagował dociekliwymi pytaniami, jakim sposobem zabiłaby córkę, nie ustępował. Kiedy uzyskał odpowiedź, że zrobiłaby to nożem, zapytał całkiem spokojnie, czy… pójdą na kawę. A potem jeszcze przez chwilę ją wyzywał.

Kto jest winny?

W internecie zawrzało jak w gejzerze w Yellowstone. Na Facebooku powstają specjalne grupy o "sprawie Oliwii", a pod artykułami o tej sprawie można przeczytać tysiące komentarzy. Internauci wyrokują, kto jest winny zaistniałej sytuacji. I choć większość negatywnych opinii dotyczy kobiety, to zdaniem niektórych, głównie ojciec Nelii jest za tę patologię odpowiedzialny. Internauci twierdzą, że prowokował kobietę, nad którą wcześniej znęcał się psychicznie. Pojawiają się także głosy, że znajdowała się pod wpływem środków odurzających, albo że miała depresję. Warty uwagi jest fakt, że ani razu kobieta nie atakuje mężczyzny, całą agresję przenosi na córkę. Być może ze strachu.

Na nagraniu, na którym matka wyzywa płaczącą córkę od szmat, troskliwy ojciec grozi bowiem żonie, że "wsadzi ją do więzienia", każe jej podejść do dziecka, ale nie przytula płaczącej Nelii, nie próbuje nawet uspokoić żony ewidentnie będącej w złym stanie psychicznym, choć mógłby to zrobić dla dobra dziecka. I niezależnie od tego, kto jest winny rozpadowi relacji i kto jest lepszym rodzicem, nie sposób nie zauważyć, że publiczne przepychanki odbijają się na Nelii, która jest najbardziej pokrzywdzona.

Zapytałam o to psycholożkę dziecięcą. - To jest tzw. parentyfikacja, wykorzystywanie dziecka jako tarczy. Dziecko nie jest winne problemów rodziców. Fakt, że ten mężczyzna podjudza kobietę jest absurdalny, ale ona w żadnym wypadku nie powinna się wdawać w dyskusję, nakręcać. Oboje są bardzo niedojrzali emocjonalnie i krzywdzą dziecko. To nie jest "tylko" przemoc psychiczna, ale "aż". I to niezależnie od tego, czy dziecko już rozumie słowa. Krzyki, ekspresja i mimika robią swoje. Mogą przynieść nieodwracalny skutek. Już nie wspomnę o publikowaniu takich nagrań w sieci – jeśli są dowodem na cokolwiek, powinny zostać dostarczone wyłącznie odpowiednim organom – tłumaczy psycholożka dziecięca Agata Nowakowska.

Jest jeszcze dla nich ratunek


Ojciec Nelii próbuje zaprzeczyć, jakoby traktował dziecko instrumentalnie, wstawiając na Instagram urocze filmiki i zdjęcia z córką. "Nelia odżywa od psychopatycznej rodziny, jest cała i zdrowa, by nikt znów nie siał plot, a zwłaszcza jej koleżanki" – napisał mąż pani Oliwii

Zdaniem Agaty Nowakowskiej, mimo wielu popełnionych błędów, jest jeszcze szansa, żeby naprawić sytuację. – Dziecko może chodzić na terapię nawet w tym wieku. Nie polega ona na żadnych rozmowach, ale m.in. na zajęciach sportowych, integracji sensorycznej, redukcji napięcia ciała, masażach. Poza tym wszyscy mogą się wybrać na terapię rodzinną, albo własną – tłumaczy.

Jak poinformowano mnie w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, sprawa została do RPD zgłoszona przez osobę trzecią. Rzecznik skierował sprawę do zbadania przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie i dopiero po rzetelnym sprawdzeniu sytuacji, zostaną podjęte kolejne kroki. Na razie nie mogą jednak udzielić żadnych dodatkowych informacji.

- Nawet jeśli sprawa otrze się o sąd, to jest jeszcze możliwość, że życie rodzinne ułoży się pomyślnie dla obu stron, a dziecko będzie szczęśliwe. Rodzice muszą wykazać chęć zmiany i pokazać, że kochają dziecko. I dostać pomoc opieki społecznej czy kuratora, bo powinni zostać objęci monitoringiem – uważa Agata Nowakowska.

Perfekcyjna frustracja


Do sytuacji odniosła się Maja Bohosiewicz. "Nowa era macierzyństwa to taka w której wspaniała mama dokumentuje cudne stylizacje swojej córki, pokazuje swoje zalokowane długie włosy i boski różowy pokoik. 'Ale ślicznotki, jesteś wspaniałą mamą'. (…) Idealna instamama, z cudownym profilem i córeczką, która jest całym jej światem, okazuje się potworem który poniża dziecko, zwracając się do niej per TY SZMATO. Dziewczyny, nie wierzcie w IDEALNY świat. Jedyne, w co musicie wierzyć to w to, że wasze dzieci muszą czuć, że je kochacie i szanujecie" – skomentowała sytuację na Instagramie.

Jej zdaniem zachowanie pani Oliwii może być pokłosiem przymusu do prezentowania wyłącznie swojej nieskazitelnej i perfekcyjnej strony. Nieprawdziwego życia na pokaz, generującego tylko frustrację, która eskaluje. I może coś w tym jest - im większy pomnik, tym mniejsza wiara.

Winy nie ponoszą wyłącznie media społecznościowe, wszak przemoc w rodzinie występowała od zarania dziejów, ale presja społeczna jest przez nie znacznie większa, a matkę i dziecko w sieci zobaczy (i oceni) dużo więcej osób niż w erze analogowej.

Nie każmy mamom być idealnymi. Żadna z nas nigdy taka nie będzie, a dążenie do ideału może przynieść przerażające efekty.

źródło: https://kobieta.wp.pl/zamknij-sie-szmato-powiedziala-do-15-rocznej-coreczki-sprawa-zajmuje-sie-rzecznik-praw-dziecka-6294569640076929a

tunka - Sro Lis 14, 2018 10:16

Przykra sytuacja.Mam wrażenie, że wiele osób nie powinno mieć dzieci i zupełnie się do tego nie nadaje....

Jednak zaczynajac inny temat czy sądzicie że załóżenie konta bankowego dla nastolatka jest dobrym rozwiązaniem? I w jakim banku polecicie założenie takiego konta bankowego? Bo widziałam,ze kilka banków ma takie konta.. https://www.tanie-konto.p...-mlodziezowych/ .

Czy takie konto nie spowoduje nadużyć?
Czy na koncie nie ma dodatkowych opłat?
I czy rzeczywiście może przynieśc to jakieś profity w związku z nauka dziecka oszczedzania pieniędzy?

NEVIL - Wto Gru 25, 2018 10:58

Matki śledzą dzieci w sieci. Prawda jest wstrząsająca[/color]


Kalina odkryła, że córka jest anorektyczką. Ala przeczytała, że syn chce się zabić. Córka Magdaleny szukała sponsorów, a Malwina wpadła do "Grupy atencyjnych k...”.
Beata jest mamą 14-letniej Julki. Odkąd dziewczyna weszła w okres dojrzewania, nie ma pojęcia, co się u niej dzieje. – Przestała mi o czymkolwiek mówić. Stała się zamknięta i odburkuje tylko jakieś monosylaby – mówi 38-letnia kosmetyczka z niewielkiej miejscowości pod Łodzią.

- Tylko z internetu wiem, co Julka robi w wolnym czasie i z kim się przyjaźni – zdradza Beata, która swoją córkę obserwuje we wszystkich mediach społecznościowych. Oczywiście z fałszywego konta. – Gdybym zaczęła ją obserwować jako ja, na pewno zaraz by mnie zablokowała, żebym nie widziała, co robi. To przecież obciach mieć matkę w znajomych na Facebooku – dodaje kobieta.

Prawdę o córce Beata odkrywa głównie na Instagramie, na którym Julia dodaje dziesiątki zdjęć. – Mogę wreszcie zobaczyć, co robi na imprezie i z kim się na niej bawi. Nie chcę wykorzystywać tej wiedzy przeciwko niej. Chcę tylko lepiej ją rozumieć i lepiej ją poznać. Chociaż nie zawsze jest to przyjemne – mówi.

- Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Instagrama Julii, byłam w szoku. Wyuzdane pozy, dziwne miny, zdjęcia z imprez, na których był alkohol i papierosy. Przecież ona ma 14 lat! Gdzie się podziała moja mała dziewczynka z uśmiechem od ucha do ucha i dwoma kucykami? Ta wymalowana lalka to nie może być ona! – wspomina Beata. Po jakimś czasie minął jednak pierwszy szok i przyszło zrozumienie oraz ciekawość.

- Przypomniałam sobie, jak w wieku Julki sama podkradałam szminkę siostrze i zakładałam szpilki mamy, kiedy tylko wyszłam z domu i rodzice nie mogli mnie już zobaczyć. To chyba prawo każdego nastolatka, żeby odkrywać po swojemu świat dorosłych. Chociaż nie zawsze podoba mi się, co Julka robi i co dodaje w sieci, przynajmniej mogę to oglądać i monitorować. Gdyby sytuacja zrobiła się niebezpieczna, będę miała szansę zauważyć i zareagować – tłumaczy kobieta.

Porozumienie

- Po pierwsze, trzeba zrozumieć, że w okresie dojrzewania hormony dosłownie zalewają organizm nastolatka, wywołując emocje, z których każda może urosnąć do rangi "tej najważniejszej w życiu". Tak po prostu jest. To fizjologia - mówi psycholog Magdalena Kaczmarczyk.

- Po drugie, nastolatki często uważają, że nikt poza rówieśnikami ich nie rozumie lub nie może pomóc. To powoduje, że młodzież jest stale w napięciu, któremu towarzyszy uczucie niepokoju. A kiedy jeszcze poczują się niezrozumiani przez rodziców, jest bardziej prawdopodobne, że zareagują agresją, będą próbować postawić na swoim i sprawdzić własną siłę. W rzeczywistości będzie to jednak próba zostania usłyszanym. Po trzecie, w dobrych kontaktach z nastolatkiem rodzicom przeszkadza ich własny strach i problemy, bo - nie oszukujmy się - nastoletnie lata ich dzieci są dla nich często trudnym okresem. Według ostatnich badań ryzyko depresji u matki rośnie, kiedy jej dziecko staje się nastolatkiem – wyjaśnia ekspertka.

Kiedy internet skrywa dramat

Więcej: https://kobieta.wp.pl/matki-sledza-dzieci-w-sieci-prawda-jest-wstrzasajaca-6329193276655233a

NEVIL - Sob Lut 16, 2019 15:11

Wychowujemy pokolenie, które bez sprzeciwu wykona każde polecenie. "Wypalenie wchodzi do dziecięcych pokojów"




Co lubicie robić po pracy? Codziennie macie tyle energii, żeby czytać ambitną literaturę naukową, albo oglądać film? Ale nie luźną komedię, a wymagające kino refleksyjno-filozoficzne! Chce wam się po kilku godzinach wysiłku fizycznego i umysłowego "jeszcze popracować" w domu?

Lekcje, kursy, treningi...

O tym, że dbać należy nie tylko o higienę ciała, ale i umysłu wiemy chyba wszyscy. Długotrwały stres, ciągłe napięcie i praca, praca, praca. Tak się nie da. Prędzej czy później nasz organizm się zbuntuje. Zwyczajnie nie da rady. Odpoczywać trzeba i koniec.

Co po szkole robią współczesne dzieci? Najczęściej pędzą na basen, lekcje tenisa lub doskonalą grę na pianinie, języki obce, nadrabiają braki w szkole na korepetycjach, po powrocie do domu odrabiają lekcje, czytają lektury. Na odpoczynek pozostaje niewiele czasu. Ale rodzice powtarzają, że to droga do sukcesu.

– Dzieci niemal całkowicie poddają się dyktatowi społeczeństwa, w którym liczy się tylko sukces i ponoszą tego bolesne konsekwencje – wskazuje psychiatra, profesor Michael Schulte-Markwort, który codziennie diagnozuje u dzieci i młodzieży wypalenie. Chciałby, by o stresie wśród najmłodszych mówiło się więcej, bo nauka powinna być dla nich przyjemnością, a nie ciągłą walką.

Więcej: https://mamadu.pl/140561,wypalenie-u-dziecka-jest-mozliwe-wszystko-przez-presje

Stomba - Pią Mar 01, 2019 19:08
Temat postu: Pomoc psychologiczno pedagogiczna w szkole
W szkołach obserwujemy niepokojące dysproporcje między kompetencjami merytorycznymi nauczycieli, które są wysokie, a kompetencjami psycho-pedagogicznymi, które często oceniane są jako niewystarczające. Te ostatnie rzutują na jakość prowadzonych oddziaływań wychowawczych. Otwiera się zatem szerokie pole działań dla specjalistów zatrudnionych w przedszkolach, szkołach i placówkach, a także pracujących w poradniach psychologiczno-pedagogicznych, którzy powinni wesprzeć pracę nauczycieli. Jak szkoła i jak poradnia mogą budować skuteczne działania wychowawcze i profilaktyczne? Warto zajrzeć na portal dla nauczycieli http://epedagogika.pl
NEVIL - Wto Cze 11, 2019 16:41

Pięciolatek jest oburęczny? "To nie sukces, tylko patologia" wyjaśnia ekspert


Lateralizacja - czym właściwie jest? Rozumiemy przez nią funkcjonalną dominację jednej ze stron ciała w nawiązaniu do parzystych narządów ruchu i organów zmysłowych. Dlaczego to takie ważne, żeby dziecko dostatecznie wcześnie zadecydowało, która ręka jest dominująca? Rozmawiamy z Anną Grabowską, logopedką.

Im dziecko szybciej wybierze dominującą rękę, tym lepiej dla jego rozwoju

"Ostatnio usłyszałam, że nie ma co przejmować się jakąś tam ręką. Przecież dziecko ma czas na wybór tej dominującej, a swoją drogą, co ma ręka do mowy. To błędne myślenie, bo w istocie - bardzo dużo! Pięciolatek bez ustalonej dominującej ręki to już jest sytuacja patologiczna. Niestety, rodzice często kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy albo zakładają, że jeśli dziecko jest w stanie pisać zarówno lewą, jak i prawą ręką, to nie jest to powód do zmartwień" - mówi w rozmowie z nami Anna Grabowska.

"Lateralizacja, najprościej mówiąc, związana jest z dominacją jednej półkuli mózgu nad drugą. Już trzyletnie dzieci bez preferencji ręki dominującej - to nie jest normalna sytuacja" - mówi Grabowska. Na co może wskazywać? Przykładowo na zaburzenia rozwojowe w łonie matki. "Dzisiejsze ciężarne głównie wypoczywają przed telewizorem i stronią od aktywności fizycznej, co niestety ma wpływ na płód" - zauważa Anna Grabowska. Oczywiście powodów może być wiele. Nie ma reguły.

W jakim momencie możemy zacząć mówić o tym, że dziecko ma problem?

"Jeśli dziecko do 36. miesiąca życia nie ma stabilizacji ręki, to oznacza, że musimy mu pomóc. W jaki sposób? Na początku oczywiście specjalistyczne badanie, które opiera się na egzaminowaniu każdej części ciała. Potrzeba przynajmniej trzech prób. Jeśli dziecko nie jest »przekonane« , ale wykazuje skłonności w stosunku do określonej ręki, to jako rodzice powinniśmy je stymulować" - mówi Grabowska. Co to oznacza w praktyce? Skupianie uwagi i nakłanianie dziecka do używania tylko jednej, konkretnej ręki. Dla niektórych może to brzmieć banalnie, ale takie ćwiczenia są w stanie zdziałać cuda. Dzieci szybko się uczą, więc im szybciej zaczniemy nad tym pracować, tym większa szansa, że dziecko będzie rozwijało się prawidłowo.

"Rodzice, pomóżcie swoim dzieciom nim będzie za późno!"

Jak to wszystko działa i dlaczego wybór ręki jest tak ważny? "Lewa półkula kieruje pracą prawej strony ciała, a prawa lewej. Te półkule współpracują ze sobą, ale dla prawidłowego funkcjonowania organizmu jedna półkula musi mieć przewagę nad drugą. W innym przypadku sobie »przeszkadzają«. Brak takiej dominacji będzie więc skutkował kłopotami z planowaniem ruchów, także tych, które generują mowę" - wyjaśnia Grabowska.

Dodaje, że ludzie bagatelizują temat ręki, ponieważ nie wierzą, że ma ona realny wpływ na rozwój naszych dzieci. "Pamiętajmy, że to nie jest poboczna kwestia. To bardzo istotna rzecz, jeśli chodzi o całościowy rozwój dziecka. Chciałabym naprawdę zaapelować do wszystkich rodziców - zwracajcie uwagę na to, czy wasze dziecko ma dominującą rękę. Im później zaczniecie nad tym pracować, tym gorzej. Uwierzcie, że skutki mogą być opłakane" - mówi Anna Grabowska.

źródło: https://www.ofeminin.pl/s...ogopedy/hcx6dty

NEVIL - Nie Cze 23, 2019 13:12

Zbudował swoim synom miniaturowe hot-rody. "Dla nich komórki i tablety nie istnieją"


Adam Piwek jest ojcem trójki młodych chłopaków. Najpierw zbudował im jeden hot-rod, potem drugi. Teraz planuje… samolot. Z synami spędza w garażu każdą wolną chwilę. Dzięki temu łączy ich bardzo bliska więź, a chłopcy rozwijają więcej umiejętności niż ich rówieśnicy.



Adam Piwek to człowiek o nieprzeciętnej pasji do samochodów. Zanim został ojcem, swój wolny czas spędzał głównie w garażu. W jego domu to właśnie garaż ma honorowe miejsce. Prowadzą do niego przeszklone drzwi prosto z salonu. W tym miejscu odbudował dwa Garbusy oraz Mercedesa W126. To te samochody zmieniły życie Adama. Volkswageny przyniosły mu pewien rozgłos. Pierwszy z nich wystąpił w filmie pełnometrażowym. Drugi – budowany całe cztery lata! – był gościem w wielu mediach.

Najbardziej interesowała go jednak zawsze motoryzacja amerykańska. Dla siebie żadnego "amerykana" nie stworzył. Zrobił to jednak dla swoich synów. Gdy tylko na świat przyszli Leon i Maksym, ojciec od razu zaczął zarażać ich swoją pasją. Tak samo było z Fryderykiem, który przyszedł na świat niewiele ponad rok później.

Od spontanicznego pomysłu do jeżdżącego hot-roda

– Gdy bliźniaki przyszły na świat, chciałem kupić i wyremontować stare Moskwicze na pedały, bo w dzieciństwie sam takiego miałem. Ostatecznie jednak tego nie zrobiłem, bo pomysł ten wydawał mi się zbyt prosty – opowiada Adam. – Chciałem, by chłopaki mieli coś oryginalnego. Pomysł na zbudowanie hot-roda (samochodu nawiązującego stylistyką do dawnych lat, o podwyższonych osiągach) zrodził się spontanicznie. Do budowy nie przygotowywałem się długo. Zacząłem przeglądać zdjęcia z hot-rodami, ale od tego miałem tylko mętlik w głowie. Zamknąłem laptopa i poszedłem do garażu bez konkretnego planu ani projektu. Zacząłem tworzyć.

W sumie zręczny ojciec na zbudowanie auta dla synów poświęcał popołudnia i weekendy przez blisko cztery miesiące. Do realizacji auta nie potrzebował wiele. – Najpierw rozrysowałem sobie przekątne ramy. Potem wykonałem zawieszenie. Do jego wykonania wykorzystałem stare blachy i pręty znalezione gdzieś za garażem u ojca. Sam resor przedni został wykonany ze starej piły "moja-twoja" znalezionej na złomie – opowiada Adam.

Więcej: https://autokult.pl/34104,zbudowal-swoim-synom-miniaturowe-hot-rody-dla-nich-komorki-i-tablety-nie-istnieja

NEVIL - Czw Lip 04, 2019 19:04

Dzieci a internet. Na co uważać




Dzieci szkół podstawowych mają bardzo dobry dostęp do internetu i telefonów komórkowych, chętnie z nich korzystają i robią to zwykle bezpiecznie. Część z nich nie jest jednak na bieżąco informowana o zagrożeniach – potrzeba więc szerszych działań prewencyjnych.

To wnioski z badania nt. ryzykownego i problemowego korzystania z internetu i telefonów komórkowych przez młodzież szkół podstawowych (z klas szóstych, w wieku 11-13 lat) przeprowadzonego przez Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, a sfinansowanego przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Jak podała na konferencji prasowej w Katowicach kierująca projektem dr Katarzyna Warzecha, badanie wykonano na grupie 2161 uczniów z 57 wylosowanych szkół podstawowych z Katowic, Wrocławia, Lublina i Bydgoszczy. Od stycznia 2017 r. do listopada 2011 r. uczniowie wypełniali tam anonimowe ankiety w trakcie zajęć na komputerach.

Dodatkowe ankiety na zebraniach wypełniali rodzice.

Więcej: https://niezalezna.pl/278553-dzieci-a-internet-na-co-uwazac

NEVIL - Sro Sie 28, 2019 14:49

„Jeszcze tylko kilka minut”. Jak rozpoznać, że twoje dziecko jest uzależnione od internetu?


Zmieniający się świat i szybki postęp technologiczny dał nam prawie nieograniczony dostęp do internetu. Tak gwałtowny rozwój oznacza, że społeczeństwo nie miało szans wypracować mechanizmów obronnych przed zagrożeniami, jakie niesie za sobą wirtualna rzeczywistość. Do tej pory uzależnienie kojarzyło się z substancjami psychoaktywnymi czy alkoholem. W obliczu zmieniającego się świata można zaobserwować plagę popadania w nałogowe korzystanie z sieci. Ta przypadłość dotyczy także dzieci. Czy da się rozpoznać pierwsze objawy uzależnienia?



Wczesna inicjacja

Postęp technologiczny nabiera coraz szybszego tempa. Zmienił się nie tylko sposób spędzania wolnego czasu (np. gry on-line, platformy streamingowe oferujące oglądanie filmów i seriali), ale także droga jaką nawiązujemy nowe znajomości (portale społecznościowe, portale randkowe), planowanie wizyt lekarskich (usługa rezerwacji przez internet) czy wybieranie wczasów (oferty lotów i hoteli możliwe do obejrzenia w sieci).

Te zmiany dotyczą nie tylko dorosłych. Rzadziej dziś widzimy dzieci bawiące się popołudniami z kolegami na podwórku; młodzi ludzie wciąż spędzają ten czas w towarzystwie znajomych, tyle że... online. Według raportu opublikowanego przez NASK "Nastolatki 3.0" współczesna młodzież rozpoczęła korzystanie z sieci w wieku siedmiu lat, a praktycznie z każdym rokiem wiek inicjacji internetowej się obniża.

Urodzone w czasach, gdy powszechny dostęp do urządzeń mobilnych i internetu jest oczywisty, już od najmłodszych lat umieją obsługiwać smartfony, uruchamiać bajki w serwisach VOD czy włączać gry on-line. Nikogo nie szokuje obraz dwulatka sprawnie obsługującego tablet.

Współcześni uczniowie z pomocą sieci odrabiają prace domowe, komunikują się z kolegami szkolnymi i nauczycielami. Elektroniczny dziennik umożliwił stałą kontrolę postępów w nauce, dostęp do zakresu materiału omawianego w szkole czy przypominanie o nadchodzących kartkówkach i sprawdzianach. Media społecznościowe zapewniają rozrywkę czy możliwość rozwijania własnych pasji. W grupach tematycznych istnieje możliwość spotkania osób, z którymi młody człowiek szybko znajduje wspólne tematy. Gry online pozwalają poczuć przynależność do większej społeczności, zaspokajają potrzebę rywalizacji.

Wszystko może być używką

Czytaj więcej na https://epolacy.interia.pl/bezpieczenstwo-w-sieci/news-jeszcze-tylko-kilka-minut-jak-rozpoznac-ze-twoje-dziecko-jes,nId,3157166#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

NEVIL - Wto Wrz 03, 2019 14:26

Komentarze:
Adam

ONI SAMI się poniżają, jak się rozbierają do naga przed kamerkami albo na Skypie!
------------------------------
Matka Natura

Nie ma w tym nic dziwnego. Zawsze w grupie jest walka o pozycję. Zwyciężają najtwardsi.
======================
Co piąty nastolatek jest poniżany lub ośmieszany w internecie




Aż 57 proc. dzieci doświadcza przemocy rówieśniczej, a co piąty nastolatek jest poniżany lub ośmieszany w internecie - wynika z badania fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Badanie przeprowadzone przez fundację Dajemy Dzieciom Siłę wykazało, że 57 proc. dzieci doświadcza przemocy rówieśniczej. To, jak wynika z badania, przekłada się również na sferę online, gdzie wyzywania doświadczyło ponad 32 proc. nastolatków, a poniżany i ośmieszany w internecie przez swojego rówieśnika był co piąty z nich (ponad 19 proc.). Fundacja zwraca również uwagę na trudność powrotu dzieci po wakacjach do trybu szkolnego, gdy beztroskę zastępują szkolne obowiązki.

O pomoc w takich sytuacjach zwrócić się można do Poradni Dziecko w Sieci prowadzonej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Zajmuje się ona problemami związanymi z przemocą z wykorzystaniem mediów elektronicznych i internetu, szkodliwymi treściami online, sekstingiem, uwodzeniem online, niebezpiecznymi kontaktami czy nadużywaniem mediów elektronicznych. Wsparcie skierowane jest do dzieci i młodzieży oraz do ich rodziców, opiekunów i profesjonalistów pracujących z dziećmi – np. nauczycieli. W poradni odbywają się konsultacje psychologiczne, terapia indywidualna i grupowa oraz spotkania warsztatowe.

Fundacja DDS wskazała, że moment powrotu dzieci do szkół to dobry czas na ustalenie zasad korzystania z mediów elektronicznych, które będą dotyczyły całej rodziny, zarówno dorosłych, jak i dzieci – np. dbanie o równowagę korzystania z urządzeń ekranowych.

Jak przekonywała Ewa Dziemidowicz z Poradni Dziecko w Sieci - cytowana w komunikacie prasowym - trzeba rozmawiać z dziećmi "o przestrzeni online, o zasadach jakie powinny tam obowiązywać, o tym jak zadbać o swoje bezpieczeństwo w sieci". Jej zdaniem, "to bardzo ważne, aby również w tym obszarze być dla dziecka wsparciem".

Dziemidowicz podkreśliła, że "przeciwwagą dla grania, czy oglądania filmików w sieci może być np. sport, czytanie, czas spędzany z rówieśnikami i rodziną".

Agnieszka Nawarenko z Poradni Dziecko w Sieci prowadzonej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę zwróciła natomiast uwagę, że wakacje rządzą się swoimi prawami.

"Rozprężamy się, dajemy sobie i dzieciom więcej wolności, a potem, kiedy zaczyna się rok szkolny, zaczyna się problem, bo dziecko chciałoby utrzymać status quo z wakacji i na przykład grać do późnych godzin nocnych, a potem długo spać czy samo decydować, co i kiedy robi na telefonie"

- podkreśliła.

Zaznaczyła, że kiedy zaczynają się szkolne obowiązki, zderzenie z "powakacyjną rzeczywistością" bywa trudne. "Wtedy w Poradni Dziecko w Sieci pomagamy to poukładać" - przekonywała Nawarenko.

Na konsultacje w Poradni Dziecko w Sieci prowadzonej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę można umówić się telefonicznie od poniedziałku do piątku, w godzinach od 8 do 18 pod numerem telefonu 22 826 88 62. Pomoc oferowana w poradni jest bezpłatna. Siedziba placówki mieści się w Centrum Pomocy Dzieciom Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę przy ul. Przybyszewskiego 20/24 w Warszawie. W poniedziałki w godz. 13-15 można także skorzystać z możliwości dyżuru telefonicznego pod nr 800 100 100.

źródło: https://niezalezna.pl/286413-nastolatkowie-ponizani-w-internecie

NEVIL - Nie Lis 03, 2019 17:06

Co trzeci nastolatek uważa siebie za uzależnionego od mediów społecznościowych




Co piąty nastolatek nałogowo korzysta z telefonu komórkowego, a ok. 25 proc. uważa się za fonoholika. Młodzi ludzie są często uzależnieni od mediów społecznościowych i przeładowani informacjami. Jednocześnie co trzeci z nich przyznaje, że jego rodzice nie wiedzą, w jaki sposób używa on internetu i smartfona – wynika z badania Fundacji Dbam o Mój Z@sięg. Nadużywanie mediów cyfrowych i internetu zagraża zdrowiu psychicznemu dzieci i budowanym przez nich relacjom międzyludzkim. Instytucje publiczne, organizacje pozarządowe i biznes łączą siły, aby chronić młodych użytkowników przed zagrożeniami w sieci.

– Troska o dzieci powinna obejmować świat wirtualny na równi ze światem rzeczywistym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji. –Rodzice jednak nie mają dokładnej wiedzy, co robią ich dzieci w sieci. Nie mają także dobrego wyobrażenia o tym, ile czasu dzieci poświęcają na korzystanie z internetu.

Jak wynika z badania NASK „Rodzice Nastolatków 3.0”, dorośli widzą tylko wycinek aktywności swoich dzieci w sieci. Nie doszacowują czasu, jaki ich pociechy spędzają w internecie – według nich to ok. 2,5 godziny na dobę, natomiast same nastolatki wskazują, że jest to średnio 4 godziny dziennie. Co czwarty rodzic nie wie, czy dziecko ogląda treści wulgarne i zawierające przemoc. Ponad 65 proc. dzieci twierdzi, że w ich domu nie ma zasad dotyczących korzystania z internetu.

– Jeżeli chcemy mieć wpływ na to, co się z dzieckiem dzieje, to musimy mieć większą wiedzę na temat tego, co ono robi. Rodzicom wydaje się, że jak mają dziecko w pokoju obok, jak ono siedzi tam sobie w internecie, pewnie gra lub rozmawia z kolegami, to nic mu nie jest, a to nie do końca prawda. Tym bardziej że rodzice też nie mają pełnej świadomości na temat zagrożeń, które mogą spotkać dzieci w sieci – przekonuje Marek Zagórski.

Więcej: http://www.lubin.pl/co-tr...lecznosciowych/

NEVIL - Czw Lis 21, 2019 17:44

Komentarz:
~Cyborgi-

Internet powoduje niekontrolowane uzależnienie szczegolnie współczesnej młodzieży. . Od "niemowlaka" zaczyna się fascynacja elektronicznym "ustrojstwem" . Nikt nie myśli o konsekwencjach. Jakaż jest "duma" rodzica , bo mały dzieciak potrafi obsłużyć smartfona. I tak to wszystko się zaczyna , a niestety rodzice mają coraz mniej czasu dla dzieci , chcąc mieć więcej spokoju lub czasu dla siebie dają przyzwolenie na zabawę telefonami, komputerami, smartfonami, tabletami itd . W konsekwencji pojawia się problem z uzależnieniami od nośników i z coraz większą ilością ludzi "cyborgów" .
================================
Dr Magdalena Rowicka: Możemy mieć w przyszłości plagę uzależnień od internetu




- Sposób, w jaki dzieci i młodzież korzystają z internetu czy telefonu, i jak się w tym zatracają, jest bardzo niebezpieczny. To, że nie ma oficjalnie opisanej kategorii uzależnienia od seksu on-line, nie oznacza, że ktoś nie może się od tego uzależnić. A to ma ogromne, negatywne konsekwencje dla młodego człowieka - mówi w rozmowie z Dominiką Pietrzyk dr Magdalena Rowicka, psycholog, badająca uzależnienia behawioralne. - Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożeń - dodaje.

Dominika Pietrzyk, Interia: Uzależnienie od wirtualnej rzeczywistości może mieć kilka odsłon. Osobno bada się ogólnie uzależnienie od internetu, osobno od portali społecznościowych, osobno od smartfona. Które z nich jest najgroźniejsze i wciąga najszybciej?

Dr Magdalena Rowicka, psycholog, Akademia Pedagogiki Specjalnej: Uzależnienia od wirtualnej rzeczywistości, czyli od internetu możemy także nazwać e-uzależnieniami, a wśród nich wyróżniamy tzw. Zgeneralizowane Problemowe Używanie Internetu, czyli przeszukiwanie sieci bez konkretnego celu. Można nawet powiedzieć, że marnujemy czas na różne aktywności w sieci, na przykład na oglądanie filmików w internecie, śledzenie mediów społecznościowych, czy przewijanie portali plotkarskich. Potem mamy gry komputerowe on-line i off-line. To jedyne - oprócz hazardu - uzależnienie behawioralne, które figuruje w oficjalnych klasyfikacjach chorób i zaburzeń. Oznacza to, że nałogowe granie w gry hazardowe i w gry komputerowa to zaburzenia, które zostały rozpoznane przez ekspertów na całym świecie i włączone do katalogu chorób i zaburzeń.

Czyli ogólne uzależnienie od internetu nie jest jeszcze oficjalnie uznawana za chorobę?

Czytaj więcej na https://wirtualnyznaczyrealny.interia.pl/news-dr-magdalena-rowicka-mozemy-miec-w-przyszlosci-plage-uzalezn,nId,3336662#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Elinor - Pią Gru 06, 2019 10:48

Dziś Mikołajki. Przygotowaliście coś fajnego dla waszych maluchów? Mój synek ma dziś w żłobku Mikołaja, ciekawa jestem jak na niego zareaguje.
NEVIL - Nie Gru 08, 2019 12:27

Komentarze:
Kryslc

Ja mówię każdemu chociaż mam dziecko że człowiek to nie zwierzę żeby mieć jedyny cel potomstwo. Albo dziecko może mieć każdy nawet głupi a wyższe cele już nie.
--------------------------------------
ja

Żeby zmierzyć się samemu z sobą i z własnymi przeżyciami, trzeba mieć odwagę. Oceniać pomysły na życie innych ludzi jest łatwo i to nie boli...
--------------------------------
Mati

Po co tyle jadu , jedni mogą mieć wiele dzieci inni wcale , jedni wszystkie zdrowe inni np. w 75% ... nie zrozumie ten kto nigdy nie doświadczył tych 25%
============================
"Co to za święta bez dzieci?". Kasia, Agata i Kaja mają dość pytań


"Ale będą mieli beznadziejne święta" – takie komentarze znalazły się pod ostatnim wywiadem Grażyny Torbickiej, która jest mężatką od 38 lat. Para nie ma dzieci i to skłoniło internautów do takich komentarzy. Kaja, Kasia i Agata po latach nauczyły się odpowiadać na takie zaczepki rodziny.



Grażyna Torbicka jak ognia unika tematu swojej bezdzietności. W mediach zabrała głos w tej sprawie tylko raz. – Absurdalna dyskusja na ten temat trwa. Czytam to i reaguję, jakby były we mnie dwie Grażyny. Pierwsza czuje się dotknięta, cała się w sobie kurczy. A druga mówi: czy to jest temat do publicznej dyskusji. To moja sprawa! – ucinała. Temat jednak ostatnio powrócił. Wystarczyło, że powiedziała o swoim udanym małżeństwie. Posypały się komentarze, że "jej święta to nie będą święta – jakby miała dzieci, to co innego".

Kaja Szulczewska od kilku lat spędza święta w gronie bezdzietnych przyjaciół. Ale doskonale pamięta sytuację, gdy ostatni raz spotkała się z całą rodziną. – Ciocia pytała mnie o dzieci. Ja to obróciłam w żart– opowiada.

Pokazała cioci zdjęcia psów

Więcej: https://kobieta.wp.pl/co-to-za-swieta-bez-dzieci-kasia-agata-i-kaja-maja-dosc-pytan-6453825967806593a[/b]

NEVIL - Sob Lut 01, 2020 19:15

Komentarz:

Edmund Szymański

- no , bo TO Rodzice się ścigają , żeby ich córunia - synuś mieli najnowsze i najdroższe , żeby szpanować mogli …
===========================
Alarmujące dane. Młodzi Polacy są przyssani do telefonów na amen, eksperci mówią o patologii




Smartfony dość niepostrzeżenie stały kluczowymi elementami życia wielu osób. Jak wielu - pokazuje to najnowsze badanie Mobiem Polska, przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie 856 osób w wieku 15-35 lat na przełomie roku. Eksperci wskazują, że problem robi się naprawdę poważny.

Telefon przyszyty do ręki


Ponad 60 proc. badanych nie rozstaje się z telefonem przez cały dzień, a więcej niż połowa połowa twierdzi, że korzysta z niego po kilka godzin dziennie. Jedynie niecałe 7 proc. ma przy sobie komórkę mniej niż godzinę.

Co więcej, ponad 70 proc. młodych Polaków wraca po swój telefon, gdy zapomni go z domu, nawet kosztem spóźnienia się do pracy lub szkoły, zaś prawie 82% badanych użytkowników, idąc spać, kładzie telefon blisko siebie, zwykle na poduszce.

Eksperci twierdzą, że dane są niepokojące i mogą świadczyć o patologii, zakupoholizmie, bądź chęci zdobycia popularności w celach biznesowych. Z kolei trzymanie komórki blisko siebie podczas snu wynika z przekonania, że trzeba być stale dostępnym dla innych.

– Badani tak związali się ze swoimi telefonami, że stracili rachubę czasu. Nie są pewni, kiedy z nich korzystają. Są stale gotowi do odebrania połączenia lub przeczytania wiadomości. Wiele osób za pośrednictwem komórek poszukuje m.in. kontaktów społecznych, które w świecie rzeczywistym nie są dla nich satysfakcjonujące lub budzą lęk – wskazuje w rozmowie z agencją MondayNews Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Śmiertelne wypadki

Telefon komórkowy to prawie nieodłączna część dzisiejszej rzeczywistości. W domu, w autobusie, na ulicy można coraz częściej zaobserwować ludzi wpatrzonych w smartfony. Bezmyślne wlepianie wzroku w ekran może doprowadzić do tragicznej i bezsensownej śmierci.

A śmiertelne wypadki związane z niefrasobliwym strzeleniem selfie w ryzykownej sytuacji zdarzają się coraz częściej. Jest im nawet poświęcona oddzielna strona na Wikipedii. Do tej pory ma 213 pozycji.

źródło: https://innpoland.pl/157679,wiekszosc-mlodych-polakow-nie-wyobraza-sobie-zycia-bez-smartfonow

NEVIL - Nie Mar 01, 2020 18:54

Samobójstwa nastolatków: młodzi ludzie nie dają sobie rady ze światem




98 dzieci popełniło w 2019 roku samobójstwo, w tym czworo poniżej 12 lat. Tych, którzy próbowali odebrać sobie życie, mogło być nawet dziesięć razy więcej. Nie zauważamy, jak często młodzi ludzie nie dają sobie rady ze światem.

Wśród osób w wieku 15-24 lata samobójstwo jest obecnie drugą, po wypadkach komunikacyjnych, przyczyną zgonów. Oficjalne dane policyjne pokazują, że ok. setki osób do 18. roku życia rocznie odbiera sobie życie. Realne liczby mogą być jednak nawet trzykrotnie wyższe, gdyż statystyki nie uwzględniają osób, które zmarły w szpitalu kilka czy kilkanaście dni po próbie samobójczej.

– W ostatnich latach wzrosło zagrożenie reakcjami o charakterze autodestrukcyjnym, usiłowań samobójczych, samouszkodzeń, a także np. ucieczki od problemów w narkotyki czy zaburzenia jedzenia. Widać bezradność świata dorosłych, przez lata nie tworzyliśmy programów profilaktycznych i odpowiednej atmosfery edukacyjnej, by przygotować młodych ludzi do wejścia w świat – mówi prof. Janusz Heitzman z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Zaklęty krąg

Więcej: https://dorzeczy.pl/kraj/131203/samobojstwa-nastolatkow-mlodzi-ludzie-nie-daja-sobie-rady-ze-swiatem.html

Elinor - Sob Mar 14, 2020 11:37

Dziecko dla rodzica zawsze będzie dzieckiem i trzeba mu poświęcać jak najwięcej swojej uwagi. Zwłaszcza kiedy jest w wieku dojrzewania i hormony dają o sobie znać. W tym artykule http://www.psychologiadzi...m-nastolatkiem/ znajdziecie pomysły na to, jak spędzać czas z dojrzewającym dzieckiem i jak dbać o pozytywne relacje na linii rodzic - dziecko.
NEVIL - Wto Cze 02, 2020 17:14

Komentarze:
Konstanty Gogolewicz .

10/10, Panie Janecki. W samo sedno! —- Tak, współczesne szkolnictwo w Polsce to fabryka produkująca analfabetów —- W szkole podstawowej winniśmy szukać talentów, które są naszym największym skarbem
--------------------------------
Ajax@Ajax

Kilka dekad trwała selekcja negatywna w zawodzie nauczycielskim. Przyglądam się od lat jakości nauczania gdzie królikami doświadczalnymi są moje dzieci. Wniosek? Tragedia. Większość nauczycieli (to moja opinia) nie ma szansy zdać celująco egzaminu ósmoklasisty. Drugi wątek to zawartość książek. Tych darmowych, przygotowanych przez MEN. Znowu tragedia. Wśród autorów, bok tytułów naukowych, od mgr po prof. są też „naturszczycy” bez wykształcenia akademickiego jak np Adam Wajrak z Wyborczej. Otóż nie widzę różnicy. I tu i tam roi się od błędów, często dyskwalifikujących autora. Książki moich dzieci są gęsto upstrzone wklejkami z erratą. Domniemywam więc, że poziom wiedzy owych mgr, dr, dr hab. i prof. jest żenująco niski. Podam przykład: znajdźcie proszę w podręczniku prawidłowe wytłumaczenie czym różni się szadź od szronu. Życzę udanej zabawy.
----------------------------------
lklklk

Ile żeśmy wszyscy zmarnowali życia siedząc w szkolnych ławkach i ucząc się nieprzydatnych bzdetów.
----------------------------------
setcar@setcar

Brawo Panie Stanisławie! Niestety zakres wiedzy lub jak Pan to nazywa „korpus kompetencji” nikogo w systemie szkolnictwa nie obchodzi. Najmniejszym stopniu, niestety, nauczycieli którzy zawaleni niepotrzebną robotą papierkową przewalają masy niepotrzebnych informacji (bo trudno nazwać to wiedzą) na uczniów, którzy wpuszczają to lewym a wypuszczają prawym uchem. Słusznie Pan zauważył, że uczniowie nie są w stanie (poza nielicznymi wyjątkami) samodzielnie przyswoić takiej ilości informacji, pomijając fakt, że niestety w większości niepotrzebnych. Jest jeszcze cała tzw nadbudowa z „przenajświętszym ZNP” która żyje z tego żeby było jak było, bo to przecież uczniowie są dla szkoły, a nie szkoła dla uczniów.
===================================
Przerwa w nauczaniu mogłaby być testem sensu istnienia szkoły w obecnej postaci - fabryki produkującej analfabetów




Dzieciaki już nie wrócą do szkół przed wakacjami. Od prawie trzech miesięcy szkoły są zamknięte i tak zostanie. To dobry moment, żeby zadać pytanie, komu i do czego potrzebna jest szkoła. Czy i kto stracił na tym, że przez trzy miesiące nie chodził do szkoły? Jeśli nie stracił, to dlaczego, a gdy stracił, to czy na pewno z powodu braku lekcji w szkołach.

Oczywiście pomińmy trywialne kwestie konstytucyjnego prawa do nauki, obowiązku szkolnego i znaczenia edukacji dla społeczeństwa. Bez wielkich badań można dojść do wniosku, że ze szkolnictwem jest podobnie jak z bankami. W banku kredyt najłatwiej dostaje ten, kto go kompletnie nie potrzebuje. A im bardziej potrzebuje, tym ma mniejsze szanse na przyznanie kredytu.

W szkole oferta jest dopasowana przede wszystkim do tych, którzy poradziliby sobie bez szkoły. Natomiast ci, którzy bez niej sobie nie radzą, i tak nie dostają tego, co potrzebują. Im bardziej sobie nie radzą, tym mniej dostają. I to jest niezależne zarówno od systemu szkolnego, jak i od aktualnej władzy. To jest chyba nieuleczalna wada systemu. Programy szkolne zakładają, że uczniowie są studentami, tylko młodszymi. Czyli mają kompetencje samodzielnego uczenia się i zdobywania konkretnego korpusu wiedzy oraz innowacyjności w jego obrębie. To jest oczywisty absurd. Uczniowie nie są studentami i nigdy nie będą (poza nielicznymi wyjątkami). Inna sprawa, że studentów też to dotyczy w coraz mniejszym stopniu.

Szkoła nie daje kompetencji tym, którzy tego najbardziej potrzebują, a raczej sankcjonuje i legitymizuje produkcję analfabetów: pierwotnych, funkcjonalnych i wtórnych. Szkoła robi tyle, ile może, a jak ktoś mimo to jest analfabetą, to trudno. Widocznie się nie da. Przy tym system szkolny nie odróżnia analfabety w postaci jak najbardziej kanonicznej, od tego, który ma wprawdzie zewnętrzne cechy kogoś, kto analfabetą nie jest, choć faktycznie nim jest. System szkolny potrzebuje alibi, że przemieleni przez niego analfabeci dostali to wszystko, co pozwalałoby im nimi nie być. I można umyć ręce. W dodatku nikt nawet nie śmie zająć się analfabetami wśród nauczycieli, ale to zupełnie inna bajka.

Ogromna większość uczniów nie jest w stanie być studentami chodząc do podstawówki czy liceum. To powoduje, że masowe są korepetycje oraz „pomoc” rodziców. Kandydat na prezydenta Rafał Trzaskowski powiedział niedawno, że siedzi z dziećmi „godzinami, wieczorami nad lekcjami”. On „odpowiada za historię, polski i języki, żona wzięła na siebie przedmioty ścisłe”. Ambitni Trzaskowscy, tak jak wielu innych uważających się za inteligentów, nie posyłają pewnie dzieci na korepetycje, bo mogłyby powstać wątpliwości na temat zdolności ich pociech. Sami są więc korepetytorami. I próbują z uczniów zrobić studentów. W dawnym znaczeniu tego terminu, bo od lat studentem może być właściwie każdy analfabeta.

Rodzicom (i korepetytorom) chodzi o to, żeby uczniowie byli w stanie przejść do następnego etapu edukacji, w którym będą jeszcze bardziej studentami niż w poprzednim. Kompetencje są na dalszym planie, o ile w ogóle ktoś o nich myśli. Na pewno myśli o tym część uczniów, ale to niewielka grupa. Nawet temu, by uczniowie byli w stanie przechodzić do następnych etapów edukacji szkoła jest w stanie sprostać w minimalnym stopniu. Dlatego nauka dzieci zajmuje rodzicom coraz więcej czasu (jak Trzaskowskim). Albo uczniowie mają coraz więcej korepetycji. Chyba że osoby odpowiedzialne edukacją dzieci się przesadnie nie przejmują albo łudzą się, że szkoła daje im to, co formalnie dawać powinna. Owszem, czasem daje, ale jednostkom, które poradziłyby sobie nawet bez szkoły, choć szkoła trochę ułatwia im zadanie.

Gdybym odpowiadał za edukację, wykorzystałbym kilka miesięcy przerwy w nauczaniu w szkołach, żeby sprawdzić, czego chodzenie do szkoły nie daje. Albo odwrotnie – co daje niechodzenie do szkoły. I komu daje najwięcej, a komu najmniej. Ten losowy przypadek jest bezprecedensowy, gdyż pozwala stwierdzić, czego nawet „dobrzy” uczniowie nie są w stanie nauczyć się bez bezpośredniego kontaktu ze szkołą i nauczycielem. I którzy w jakim stopniu. I to byłby znakomity materiał do skupienia się w szkole właśnie na tym, czego uczniowie samodzielnie nie są w stanie opanować. Innych rzeczy mogliby się uczyć zdalnie, samodzielnie, przy okazji – poza szkołą. Można by w ten sposób wreszcie przeorganizować szkołę i zmienić programy. Nie łudzę się jednak, że ktoś korzystając z tej wyjątkowej okazji te sprawy w ogóle bada.

Będzie źle, jeśli po koronawirusowym kryzysie szkoła pozostanie tym wielkim śmietnikiem wiedzy, jakim jest obecnie i od lat. I fabryką produkującą więcej analfabetów niż osób mających jakiś minimalny korpus kompetencji. Jeśli chcemy się łudzić, że chodzenie do szkoły coś daje, choć nie wiemy co, to można nic nie robić. Jeśli zaś szkoła ma być choć w elementarnym stopniu efektywna (bez coraz większego wkładu rodziców i korepetytorów), czas najwyższy przerwać błędne koło. Uczniowie dostają coraz więcej informacji (w dużym stopniu zbędnych) i uzyskują coraz mniej kompetencji, a efekcie coraz wyższy jest poziom wtórnego i funkcjonalnego analfabetyzmu. I tak to się kręci.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/503027-przerwa-w-nauczaniu-moglaby-byc-testem-dla-szkol

NEVIL - Pią Cze 05, 2020 17:07

Komentarze:
Dolores

Nie zgadzam się z artykułem. Mam syna w 1 klasie liceum. Pracy zdecydowanie więcej było w domu niż za czasów, kiedy normalnie chodziło się do szkoły, ale czy spowodowało to nie wiadomo jaki wzrost kosztów ? Na pewno nie u nas. Przecież wcześniej też trzeba było korzystać z internetu, więc nie wiem o co tu tyle hałasu ?
-----------------------------------
Marqez

Mam rozwiazanie tego problemu!!! Pieniadze przeznaczone na transport do pracy (zaoszczedzone), przeznaczyc na rachunek za prad i po problemie!!! Dlaczego dostrzegacie tylko minusy???
----------------------------
Nauczycielka
Zaoszczędziłam na paliwie 600 zł.
------------------------
łoś

Po nauczycielach nie można się spodziewać niczego innego poza lamentem. Tak już mają. Zawsze im źle i mało.
==========================
Szkoła poza szkołą. Rodzice i nauczyciele "wystawiają rachunek" za zdalne nauczanie


Wysokie rachunki za prąd czy koszty dodatkowych pakietów internetu to tylko niektóre z "efektów" zdalnego nauczania, które wyliczają nauczyciele, ale i rodzice uczniów. Są też takie, po których ślad pozostanie na dłużej. - Wydałam 1400 zł na nowe okulary. Zobaczymy, co będzie z moim kręgosłupem - mówi nam nauczycielka.



Wiemy już, że dzieci nie wrócą do szkoły w tym roku szkolnym. Od kilku miesięcy trwa nauka zdalna, która zakończy się 26 czerwca.

To czas podsumowań. W mediach społecznościowych pojawiła się dyskusja dotycząca kosztów nauki zdalnej. A wywołało ją zdjęcie, na którym jedna z nauczycielek pokazała rachunek w wysokości ponad 600 zł, najprawdopodobniej za prąd.

Nauczyciele, ale także rodzice uczniów, w dyskusji pod zdjęciem byli podzieleni. Wielu zauważyło, że przecież od stycznia ceny prądu wzrosły, więc i rachunki mogły być wyższe. Część, z którymi rozmawialiśmy podkreśliła, że nie odczuwa dodatkowych, finansowych kosztów edukacji zdalnej. Wielu jednak wskazało, że takie musiała ponieść. I nie chodzi jedynie o prąd.
Zdalne nauczanie. Dodatkowe pakiety internetu

Jedna z nauczycielek mówi nam, że w domu z laptopa korzystała sporadycznie, dosłownie raz na dwa tygodnie. Teraz, kiedy prowadzi lekcje zdalnie, ten czas wydłużył się do kilku godzin dziennie. Zaczął się więc problem ze zużyciem pakietów internetu. Wcześniej wystarczał mobilny, teraz musiała dokupić dodatkowe pakiety sobie, a także dzieciom, które również uczą się zdalnie.

- Od godziny 8 do 18 siedzę przed laptopem. Sprawia to, że muszę kupować dodatkowe pakiety internetu za własne pieniądze i nikt mi ich nie zwróci - mówi nam Marcelina, inna nauczycielka. Zainwestowała też w szkolenie, żeby poradzić sobie z nauką zdalną.

Więcej: https://wiadomosci.wp.pl/szkola-poza-szkola-rodzice-i-nauczyciele-wystawiaja-rachunek-za-zdalne-nauczanie-6517878936258689a

NEVIL - Sob Cze 06, 2020 18:41

Szkoła nienawidzi mylenia się, wpisanego w proces nauki. Zła ocena jest jak mandat


Podciągać czy nie podciągać, oto jest pytanie. W przededniu zakończenia roku szkolnego zadaje sobie coraz więcej nauczycieli. O tym, jak na nie odpowiedzieć, ale też o bezsensowności wystawiania stopni ze sprawowania i o tym, że tróje i szóstki są lepsze od średniej 5,5 rozmawiamy z Edytą Plich, nauczycielką z wieloletnim doświadczeniem i założycielką Towarzystwa Inteligentnej Młodzieży.



Nauczanie zdalne trwa od 16 marca. Zdalnie odbędzie się również wystawianie ocen i zakończenie roku szkolnego 2019/2020. Rzecznik Praw Dziecka apeluje o podwyższanie ocen na świadectwach, Minister Edukacji nie podziela jego zdania

"W czasach pandemii podwyższanie ocen może mieć charakter terapeutyczny. Niektóre dzieci otrzymały wsparcie rodziców, miały do dyspozycji własny pokój i komputer, a inne zostały w tej trudnej i nowej sytuacji same. Karanie dzieci za to, że miały gorsze warunki do nauki, jest krzywdzące i niesprawiedliwe" - mówi Edyta Plich

"Może i średnia 5,5 brzmi dumnie, ale w czasach, w których coraz bardziej liczy się specjalizacja w danej dziedzinie, to raczej kombinacja trójek i szóstek powinna być połączeniem idealnym. W dorosłym życiu nikt nie jest ekspertem od wszystkiego"

HELENA ŁYGAS: Większość z nas słyszała − jeśli nie od rodziców, to od nauczycieli − że "uczymy się dla siebie, a nie dla ocen", ale mało kogo udało się do tego przekonać. Do piątek i szóstek przywiązywało się i wciąż przywiązuje się w polskiej szkole ogromną wagę.

EDYTA PLICH: W systemie oceniania opartym na stopniach mówienie, że oceny nie są ważne to tylko teorią. Jeśli uczniowie nie widzą jej potwierdzenia w swoim codziennym życiu, trudno im myśleć o ocenach jako o czymś drugorzędnym. Dostosowują się do systemu, w który są wrzuceni. Ocena jest dla nich komunikatem, jak dużo brakuje im do "ideału".

Dla większości uczniów ten ideał jest nie do osiągnięcia.

Więcej: https://kobieta.onet.pl/szkola-nienawidzi-mylenia-sie-zla-ocena-jest-jak-mandat/1rpz535

NEVIL - Czw Cze 18, 2020 12:35

Czy uczniowie wrócą do szkół we wrześniu? Małe szanse!




Czy od września uczniowie będą mogli wrócić do szkół? To coraz mniej prawdopodobne. Ministerstwo edukacji już pracuje nad przepisami i zasadami, które miałyby umożliwić kontynuowanie zdalnej nauki także po wakacjach.

Czy po wakacjach wszyscy uczniowie będą mogli ze spokojem wrócić do szkół? - To bardzo trudne pytanie. Odpowiedź nie należy do mnie. Natomiast obawiam się, że akurat w tym momencie może to nie być takie proste - stwierdził we wtorek na antenie RMF FM wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Polska wciąż jest w grupie krajów, które najgorzej radzą sobie z epidemią koronawirusa - tych, w których liczba nowych przypadków jest każdego dnia na takim samym, wysokim poziomie. Tylko ostatniej doby w całym kraju przybyło ponad pół tysiąca chorych. Tak wielu zachorowań dziennie nie było nawet w marcu i kwietniu, które uznawane były za szczyt epidemii. Kraje, w którym wysoka liczba zakażeń utrzymuje się na wysokim poziomie tak długo, można policzyć na palcach.

Czy sytuacja poprawi się do września? Nie wiadomo. Z analizy działającej we Wrocławiu międzynarodowej grupy MOCOS wynika, że jest tylko 10 procent szans na to, aby we wrześniu we Wrocławiu epidemia była już opanowana. Szanse dla innych regionów Polski są jeszcze mniejsze.

- Epidemia się nie skończyła. Koronawirus nie odpuścił - powtarza też profesor Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. - Cały czas należy się pilnować, przestrzegać zasad sanitarnych i nosić maseczki. Młodzi, którzy z pewnością zakażenie przejdą bezobjawowo, powinni pilnować się z szacunku dla tych starszych, którzy są z grupy ryzyka i dla których koronawirus jest śmiertelnym zagrożeniem - jak mantrę powtarza ordynator.

Do zdalnej nauki także od września przygotowuje się już ministerstwo edukacji. Jego szef, Dariusz Piontkowski, zaznacza że to jeden ze scenariuszy branych pod uwagę.

- Wierzę, że epidemia zostanie na tyle opanowana, że uczniowie wrócą do szkół po wakacjach. Musimy jednak pamiętać, że minister zdrowia przestrzega przed drugą falą koronawirusa właśnie jesienią, nie możemy jej wykluczyć. Jeśli epidemia nie ustąpi, wówczas mamy przygotowane podstawy prawne, by kontynuować zajęcia na odległość w nowym roku szkolnym - powiedział Piontkowski na antenie Radia Plus. - Choć zdaję sobie sprawę, że duże grono uczniów chce wrócić do szkół, kontaktu z rówieśnikami i nauczycielami - dodał.

źródło: https://gazetawroclawska.pl/czy-uczniowie-wroca-do-szkol-we-wrzesniu-male-szanse/ar/c1-15030552

bogdan332 - Pon Cze 22, 2020 17:14

Ja wczoraj mojemu dziecku tłumaczyłem jak działają suplementy. Dodatkowo poleciłem mu artykuł suplementy diety .Powiedziałem mu żeby sobie ten artykuł przeczytał.
NEVIL - Pią Lip 10, 2020 16:36

Zdalne nauczanie wypaliło nauczycieli i uczniów. Ich stan psychiczny jest dużo gorszy niż przed epidemią koronawirusa




Zdalne nauczanie wprowadzone w polskich szkołach na czas pandemii koronawirusa było dla zdecydowanej większości nauczycieli, dzieci i rodziców nowym doświadczeniem. Wielu ekspertów od pierwszych dni przystąpiło do badań nad tym zjawiskiem. Pojawiają się już pierwsze podsumowania.

Ze wszystkich płyną podobne wnioski: na zdalne nauczanie nie byli przygotowani ani nauczyciele ani dzieci. Dotyczy to zarówno kompetencji jak i sprzętu. Szybkie zorganizowanie nauki na odległość to w głównej mierze zasługa ich samych. Nauczyciele we wszystkich badaniach deklarują, że nie doczekali się pomocy ze strony organów nadzorczych, w tym ze strony ministerstwa. Zdaniem nauczycieli realizacja podstawy programowej nie jest zagrożona - większość z nich nie widzi potrzeby powrotu do materiału omawianego w czasie pandemii. Jednak poza tym - widzą bardzo dużo szkód.

O samopoczucie uczestników zdalnego nauczania pytała Fundacja Orange. Ze wstępnych wyników, opublikowanych w raporcie„Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” wynika, że w czasie pandemii koronawirusa stan psychiczny i fizyczny uczniów, nauczycieli i rodziców pogorszył się.

Taka forma prowadzenia lekcji najbardziej wpłynęła na nauczycieli. Z badania Fundacji Orange wynika, że 65 proc. Z nich czuje się psychicznie dużo gorzej lub trochę gorzej
w porównaniu do czasu sprzed zamknięcia szkół. Jedynie 26 proc. badanych nauczycieli w ciągu ostatniego tygodnia przed badaniem nie odczuwało trudności w zasypianiu, zdecydowana większość deklarowała, że odczuwa brak energii, zdenerwowanie czy zły nastrój. Co ciekawe, 67 proc. z nich deklaruje, że gorzej czuje się także pod względem fizycznym. Gorzej pod względem fizycznym i psychicznym czują się także rodzice i rodzice. Tu wyniki oscylują w granicach 50 proc.

Więcej: https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1485654,zdalne-nauczanie-wypalenie-nauczyciele-uczniowie-badania.html

NEVIL - Nie Lip 26, 2020 11:25

Kozanecki: Skandal! Prezerwatywa na bananie! [OPINIA]


W edukacji seksualnej najmniejszym stopniu chodzi o sam seks. Chodzi o szacunek do drugiego człowieka. O poznanie siebie i swoich potrzeb. O umiejętność powiedzenia "nie" i rozpoznanie gotowości do powiedzenia "tak". O wiedzę o zachodzeniu w ciążę, o partnerstwo, o świadomość. O tym, żeby przejść przez wyboisty okres dojrzewania rozumiejąc go, a nie się go bojąc. O to, żeby w szkole dzieci dostały elementarną wiedzę z psychologii i relacji międzyludzkich. Żeby wiedziały, jak rozmawiać na niełatwe tematy. Niewiarygodne, że w 2020 roku wciąż trzeba pisać takie oczywistości.



Na początek kilka głosów rodziców:

Agnieszka: – Moje dzieci też nie chciały chodzić. Zajęcia były nudne, na pytania nauczyciele krępowali się odpowiadać. Na pytanie: „Jak rozładować napięcie seksualne, kiedy nie ma się partnera?”, padła odpowiedź, że trzeba uprawiać sport. Najlepiej biegać. Moje dziecko zapytało wtedy: „No ale ile można biegać?”.

Justyna: – W VI klasie WDŻ prowadziła pani od historii, bardzo konserwatywna. Dużo było więc o stereotypowej roli kobiety (wiadomo: dom, dzieci, gary) i mężczyzny (praca). Po pierwszych takich zajęciach syn przestał chodzić. Sam stwierdził, że pani gada, jakby z choinki się urwała, i on tego słuchać nie chce, bo się z tym nie zgadza.

Krystyna: – Dramatycznie to wygląda. Po pierwszej lekcji, na której córka usłyszała, że małżeństwo jest w życiu najważniejsze, rozwód to największe zło, a kto na WDŻ nie będzie chodził, na bank się rozwiedzie, zgodnie postanowiłyśmy, że te zajęcia to nie miejsce dla niej.

Monika: – W gimnazjum, gdy prowadząca WDŻ pani od biologii powiedziała, że homoseksualizm jest chorobą, uczniowie przestali chodzić. W VI klasie podstawówki, gdy edukatorka pokazała uczniom prezerwatywę, jacyś rodzice pobiegli do dyrekcji z protestem.

To cytaty z forum rodziców nastolatków, dotyczące przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Najlepiej chyba podsumowuje je hasło z transparentów używane na różnych kobiecych demonstracjach: "Can't believe I have to protest this shit again" (Nie wierzę, że znów muszę przeciwko temu [...] protestować).

Więcej: https://www.onet.pl/infor...1phr26,79cfc278

NEVIL - Wto Sie 04, 2020 21:55

Matczyna złość


Nie trzeba uderzyć, żeby kogoś zabolało. Szczególnie, kiedy mamy nad tym kimś władzę. A powinniśmy sprawować nad nim pieczę.



Nie ma co się oszukiwać - urlop jest czasem stresogennym, zwłaszcza, gdy spędzamy go z dziećmi.

Kiedy dochodzi do tego sytuacja związana z realnym zagrożeniem, jakim jest koronawirus, możemy mieć do czynienia z mieszanką wybuchową.

Maluchy chcą wszystkiego spróbować. Dosłownie, organoleptycznie. Nie przejmują się tym, że właśnie oblizały dłoń, którą wcześniej trzymały na klamce dotykanej przez klientów stacji benzynowej, nie mają świadomości, co może się zdarzyć. Są po prostu dziećmi. Tak powinno być.

Wracając z własnych tegorocznych wakacji byłam świadkiem, jak jedna rodzina w ciągu kwadransa potrafiła sprawić, by klientów tankujących, korzystających z toalety, bądź robiących pobieżne zakupy dosłownie rozbolała głowa. Wszystko za sprawą zdenerwowanej mamy, która tak bardzo krzyczała na swoje dzieci (lat na oko 2 i 4), że nikt nie był w stanie skupić myśli. A im bardziej podnosiła głos, tym szybciej maluchy biegały po sklepie.

Tata grzecznie stanął w kolejce do toalety, ale nie na długo, bo kobieta zrugała go, wydając polecenie, by "coś z nimi zrobił". A że przy okazji wyrwało jej się klika przekleństw? Wiadomo, nerwy. COVID-19 nie pomaga.

Szkoda mi było całej czwórki. Żałowałam, że nie podzielili się rolami, że jedno nie czeka z maluchami na zewnątrz - gdzie mogłyby poskakać i odreagować być może długą jazdę samochodem. A z toalety przecież mogli skorzystać po kolei - najpierw jedno z rodzicem, a potem drugie. Jak jest dwójka dorosłych i dwójka dzieci, naprawdę dużo łatwiej jest rozłożyć siły.

Co do złości matki, której były świadkami nie tylko latorośle, ale i wszyscy zebrani - widać było, że nie radziła sobie z własnymi emocjami. Zwłaszcza, kiedy zdarzyło jej się rzucić mięsem, ot tak, mimochodem postawić przecinek, którego nikt nie powinien stawiać przy dzieciach.

Więcej: https://kobieta.interia.pl/dziecko/news-matczyna-zlosc,nId,4646094

NEVIL - Sro Wrz 02, 2020 19:51

Komentarz:
Kaśk anglistka
Jestem sama nauczycielem i często dziwię się głupocie kadr zarządzających oświatą. Najpierw niektóre bezrozumne babiony próbowały podsuwać takie świstki nauczycielom, teraz uczniom i ich rodzicom. Głupota, to mało powiedziedziane w tym przypadku.
===============================
Powrót do szkoły. Matka 16-latka z Elbląga pokazała deklarację dla rodziców. Chodzi o ryzyko "nieodwracalnego uszkodzenia płuc i zgon" ucznia


Pierwszy dzień szkoły okazał się zaskoczeniem dla pani Katarzyny. Jej syn przyniósł ze szkoły deklarację, w której rodzic ma zaakceptować "ryzyko zakażenia oraz ryzyko powikłań COVID-19, w tym nieodwracalne uszkodzenie płuc i zgon". Wirtualna Polska skontaktowała się z placówką, gdzie były rozdawane oświadczenia.



Syn pani Katarzyny jest uczniem Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Elblągu. 1 września przyniósł deklarację, która zaskoczyła kobietę. Dokument jest kierowany do rodziców i opiekunów prawnych, składa się z sześciu punktów. Jeden z nich brzmi następująco:

"Jako rodzic/prawny opiekun rozumiem i akceptuję powyższe ryzyko zakażenia oraz ryzyko powikłań COVID-19, w tym nieodwracalne uszkodzenie płuc i zgon (...)".

To wywołało sprzeciw pani Katarzyny, która postanowiła wysłać nam kopię deklaracji za pośrednictwem dziejesie.wp.pl.

Powrót do szkoły i koronawirus. Matka ucznia: bulwersuje mnie to, że mam zaakceptować ryzyko

Pani Katarzyna jest matką dwóch chłopców: starszy zaczyna naukę w pierwszej klasie szkoły zawodowej. Młodszy ma raptem cztery miesiące, a za sobą udar żylny.

Gdy mój syn zakazi się w szkole i przyniesie wirusa do domu, to co wtedy? To jest najgorsze - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską. - Bulwersuje mnie to, że mam zaakceptować to ryzyko. Nie mam wyboru, muszę posłać dziecko do szkoły, bo inaczej będę płacić kary - dodała.

Kobieta przyznaje, że jeszcze nie podpisała dokumentu. Tu pojawia się kolejny problem. - Gdy tego nie podpiszę, władze szkoły mogą zdecydować, że syn nie może chodzić do szkoły. Jestem bez wyjścia - przewiduje pani Katarzyna. - Muszę to podpisać, bo szkoła chce się obronić przed pozwami. Tak mi się wydaje - dodaje.

Pani Katarzyna zaznacza również, że zamierza zgłosić sprawę do Departamentu Edukacji w Elblągu.

Więcej + foto : https://wiadomosci.wp.pl/powrot-do-szkoly-matka-16-latka-z-elblaga-pokazala-deklaracje-dla-rodzicow-chodzi-o-ryzyko-nieodwracalnego-uszkodzenia-pluc-i-zgon-ucznia-6549393201908544a

NEVIL - Sro Wrz 09, 2020 20:57

Komentarze:
Polka 60+
Szkoły publiczne nie są miejscem do nauczania religii. Salki katechetyczne przy kościołach są wynajmowane przynosząc wymierne korzyści klerowi. A przecież w nich powinno nauczać się lekcji religii.
----------------------------------
Nauczycielka
Pracuję w szkole średniej 30 lat i wiem, jak wyglądają lekcje religii-jeśli są na pierwszych lub ostatnich godzin, uczniowie po prostu nie chodzą, a obecność jest im i tak wpisywana. Jeśli to godzina w środku-odrabiają lekcje, grają na telefonach w gry itp. Ucząc języka polskiego często odwołuję się np. do motywów biblijnych-po tylu latach nauczania religii uczniowie kompletnie się w nich nie orientują. I na koniec smaczek- ja mam w technikum (klasa maturalna) 2 godziny polskiego, religii tez są 2 godziny.
======================
Religia w szkołach - obowiązkowa czy nie? Polacy stanowczo [BADANIE]


Nauczanie religii w szkołach publicznych od wielu lat budzi ogromne emocje. Każdego roku pojawiają się głosy, że ten przedmiot powinien zostać wycofany. Postanowiliśmy zapytać Polaków, co sądzą na temat religii w szkołach.



W najnowszym badaniu przeprowadzonym dla o2.pl na panelu Ariadna zapytaliśmy Polaków, czy uważają, że religia powinna być przedmiotem obowiązkowym w szkołach publicznych. Większość ankietowanych (62 proc.) jest temu przeciwna.

Za tym, by religia była przedmiotem obowiązkowym, opowiedziało się zaledwie 25 proc. osób. 13 proc. ankietowanych wybrało wariant "trudno powiedzieć".

Postanowiliśmy również uwzględnić, jak odpowiadają na to pytanie wyborcy Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Widać między nimi duże dysproporcje. Zdecydowana większość zwolenników Trzaskowskiego (82 proc.) uważa, że religia nie powinna być przedmiotem obowiązkowym. Za było jedynie 12 proc. osób. Tymczasem wśród wyborców Dudy zdania są bardzo podzielone. 43. proc. osób uważa, że religia powinna być obowiązkowa, a 45. proc. jest temu przeciwnych.

Wielu Polaków chce wycofania religii ze szkół

Polacy biorący udział w badaniu odpowiedzieli także, z którym z 3 opisów dotyczących nauczania religii w szkołach zgadzają się najbardziej. Najwięcej, bo 40 proc. osób, wybrało odpowiedź, że należy całkowicie zaprzestać nauczania religii w szkołach publicznych. Wśród nich było 62 proc. wyborców Rafała Trzaskowskiego i 19 proc. wyborców Andrzeja Dudy.

Więcej: https://www.o2.pl/informa...52103316216704a

NEVIL - Wto Wrz 15, 2020 22:18

Komentarz:
~X-
To wszystko zasługa sztucznego równouprawnienia i feminizacji. Z każdej strony dziewczynki już od najmłodszych lat są atakowane w bajkach potem filmach obrazami dziewczyn i kobiet w męskich rolach czy jako super bohaterów. To oczywiście nie leży w naturze dziewczynek a potem kobiet stąd niemożność spełnienia przez większość z nich celu jaki wyznaczają im media, propagandowe bajki i filmy czy atakujące z każdej strony org. feminazi. To rodzi depresje, brak samoakceptacji, poczucie nieudolności itd. Dlatego ja nie posiadam telewizora a na projektorze puszczam dzieciom jedynie wyselekcjonowane produkcje. Unikam kategorycznie współczesnej twórczości wytwórni Disney, bo to już jest narzędzie do wtłaczania dzieciom nienaturalnych ideałów jak feminizm, gender i lgbt. Stary Disney jest Akceptowalny aktualnie to porażka.
=================================

Twórcza beznadzieja


Polskie nastolatki oceniają siebie bardzo źle. Dziewczęta myślą o sobie gorzej niż chłopcy - mówi w opublikowanej na łamach "Przeglądu" rozmowie Konrad Ambroziak, psychoterapeuta, przewodniczący rady trenerów DM Polskiego Towarzystwa Dialogu Motywującego, prezes Fundacji Psycho-Edukacja.



Konrad Ambroziak - superwizor terapii poznawczo-behawioralnej. Pracuje z dziećmi i młodzieżą po traumie, z zaburzeniami afektywnymi. Współautor książek "Depresja nastolatków. Jak ją rozpoznać, zrozumieć i pokonać", "Nastolatek a depresja. Praktyczny poradnik dla rodziców i młodzieży", autor artykułów dotyczących terapii poznawczo-behawioralnej i zagadnień etycznych.

Beata Igielska,
"Przegląd": Nie można się do pana dodzwonić. Z czym nastolatki tak tłumnie przychodzą w chwili rozpoczęcia roku szkolnego?

Konrad Ambroziak
: - Obserwuję duży niepokój związany z rozpoczęciem roku. Ale też widzę nadzieję - nastolatki są zadowolone, że mogą wrócić do swojego środowiska społecznego, zobaczyć się ze znajomymi. Te, które mają znajomych, bo bardzo wielu młodych ludzi ich nie ma. Z drugiej strony są napompowane przerażającymi komunikatami z telewizji i innych mediów, przerażeni są też rodzice i nauczyciele. Te przerażenia się łączą.

Jak covidowa izolacja wpłynęła na nastolatki?


Więcej: https://fakty.interia.pl/polska/news-tworcza-beznadzieja,nId,4720971

NEVIL - Pią Wrz 18, 2020 20:29

W szkole absurd goni absurd. Nauczycielka: Uczniowie izolowani podczas lekcji, w świetlicy spotykają się ze wszystkimi


- Absurdy w szkole to codzienność - opowiada Beata, nauczycielka z trzydziestoletnim stażem, która uczy dzieci z klas 1-3 w podwarszawskiej szkole podstawowej. - Do biblioteki uczeń zanosi książkę i trafia ona na kwarantannę, a w klasie ten sam uczeń daje zeszyty, karty, klasówki nauczycielowi. Czasami dochodzi do komicznych wręcz sytuacji - dodaje.



MS: Jest pani czwartą nauczycielką, z którą rozmawiam. Wszyscy odmawiali. Dostawali zakaz od dyrekcji, tłumaczyli: "Brakuje nam kilku jakichś drobnych pozwoleń... Jeśli rodzic przeczyta wywiad, coś mu się nie spodoba i wpadnie kontrola... Albo po prostu wpadnie kontrola". To dlatego chce pani pozostać anonimowa?

Dokładnie tak. Powstały liczne procedury, staramy się je wdrażać, ale nie wszystkie są możliwe do wyegzekwowania w tak dużej zbiorowości. W razie kontroli jest się do czego przyczepić. A właściwie za wszystko odpowiada dyrektor, który dostał wytyczne. Na ich podstawie, zasięgając opinii nauczycieli, przygotował procedury dla swojej placówki, zapoznał z nimi uczniów, rodziców i zobowiązał do wdrażania i egzekwowania nauczycieli oraz obsługę.


Więcej: https://www.edziecko.pl/s...tml#s=BoxOpImg1

NEVIL - Pią Paź 02, 2020 21:51

Komentarze:
~Bibi-
To leniwi rodzice sami popychają dzieci w elektronikę. A potem mamy uzależnienia. Im się nawet z tym walczyć nie chce bo mają tv zamiast zabrać dziecko na spacer czy pokazać jakąś atrakcję.
---------------------------------------
~wir-
"Uzależnienie od netu - pierwsze objawy" Wystarczy karta doładowania a nie abonament. Kto daje telefon dla dzieciaka na abonament to chyba rodzicowi głowa paruje.
====================================
Czy twoje dziecko jest uzależnione? Łatwo to sprawdzić!


Kiedyś w wakacje całe dnie dzieci i nastolatki spędzały na dworze. Dziś wybierają telefon lub komputer. Netoholizm, czyli uzależnienie od internetu i fonoholizm - nadużywanie telefonu komórkowego - to poważne uzależnienia behawioralne, które trzeba leczyć z pomocą specjalisty. Jakie są pierwsze objawy?



Wirtualny świat jest dla niektórych dzieci o wiele bardziej atrakcyjny od realnego życia. Tak bardzo, że zatracają się w nim - komórka zastępuje znajomości "na żywo", zamiast zabaw na podwórku wolą godzinami grać w gry albo grzebać w internecie.

- Objawy są niemal identyczne jak u osób uzależnionych od substancji chemicznych. W obu przypadkach obserwuje się kompulsywne zaspokajanie określonej potrzeby, połączone z utratą kontroli nad nią i podporządkowaniem jej codziennego życia - mówi Magdalena Krukowska - Sidorczuk, psycholog i psychoterapeuta Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia Grupy LUX MED.

Dodaje, że spędzanie czasu w sieci to sposób na uciekanie od rzeczywistości, w której dzieci nie radzą sobie z trudnymi emocjami: lękiem, złością, samotnością. W wirtualnym świecie łatwiej o akceptację i zrozumienie, szybciej można zbudować sobie poczucie przynależności do grupy rówieśniczej.

gosina8 - Pon Paź 26, 2020 14:30

Ostatnio chyba każdemu rodzicowi coraz trudniej wymyślać rozrywki dla dzieci. Ale warto stale szukać pomocy i inspiracji. Ostatnio moi znajomi organizują sobie weekendy pod hasłem rodzina do kina (tu kilka wskazówek jak zorganizować takie wyjście https://blog-juniorangin.pl/rodzina-do-kina/ ). Jak wiadomo wyjście z dziećmi wcale nie jest takie proste, dlatego trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Wtedy mamy większe szanse na to, żeby wspólny czas był udany :)
NEVIL - Pon Paź 26, 2020 15:07

W czasie pandemii z rodziną do kina ? To nietrafiony pomysł.
gosina8 - Wto Paź 27, 2020 16:12

Wcześniej, jak była chwila względnego spokoju, ale też teraz w godzinach porannych sale kinowe wcale nie są zatłoczone. A przynajmniej taki wspólny czas to jakaś namiastka normalności dla dzieci. Popołudniami i w weekendy może nie wygląda to już tak dobrze, dlatego wtedy faktycznie lepiej zrezygnować z takich wyjść.
NEVIL - Wto Paź 27, 2020 16:28

gosina8, ale zauważ też, że obecnie wielu rodziców pracuje zdalnie, a dzieci tez przed południem uczą się zdalnie. Więc kiedy tu wyjść do kina ?
NEVIL - Czw Lis 12, 2020 21:46

Nauka zdalna. Część uczniów bez dostępu do internetu. "Dlaczego nauczyciele dostali 500+, a uczniowie, tacy jak ja nie?"


Są uczniowie o których system zapomniał. - Nie mam możliwości, żeby brać udział w zdalnych lekcjach w domu. Nie mam wystarczającego dostępu do internetu – napisała do nas na dziejesie.wp.pl 19-letnia uczennica technikum. Jej historia jest przykładem tego, że zdalne nauczanie nie u wszystkich zdaje egzamin. Postanowiliśmy zainterweniować, jak sie okazuje, skutecznie.

1. Nauka zdalna bez internetu?


Agnieszka (imię zmienione, bohaterka chce pozostać anonimowa) ma 19 lat, uczy się w technikum. W wiadomości do redakcji napisała:

"Nie posiadam laptopa, nie mam wi-fi w mieszkaniu. W lekcjach online uczestniczę przez telefon. Niestety mój miesięczny pakiet internetu nie wystarcza. Parę dni temu podczas jednej z lekcji, przerwało mi połączenie i wywaliło. Okazało się, że pakiet się skończył, a odnowi się dopiero podczas nowego cyklu rozliczeniowego za ok. 20 dni. Oczywiście dostałam nieobecności na kolejnych lekcjach."

Skontaktowaliśmy się z nią.

Więcej: https://parenting.pl/musi-uczyc-sie-zdalnie-ale-nie-stac-jej-na-internet-takie-sa-realia-nauki-zdalnej

NEVIL - Czw Lis 12, 2020 22:10

Szkoła nie wie, czego uczyć. Wraca pomysł likwidacji egzaminu ósmoklasisty




Zmiany w podstawie programowej będą możliwe najpewniej dopiero od przyszłego roku. Dlatego wraca pomysł likwidacji egzaminu ósmoklasisty, ale nie budzi to w MEN entuzjazmu.

W Ministerstwie Edukacji Narodowej powstał zespół do opracowania nowej podstawy programowej. Nie zaproszono do niego ani Związku Nauczycielstwa Polskiego, ani największej organizacji zrzeszającej kadrę kierowniczą ‒ Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO). Dyrektorzy i nauczyciele obawiają się o jakość tworzonego dokumentu oraz że decyzje dotyczące egzaminów będą zapadać w ostatniej chwili i uczniowie nie będą do nich przygotowani.

Jak odchudzać?

źródło| https://www.gazetaprawna....moklasisty.html

NEVIL - Pon Lis 16, 2020 21:22

Wyjątkowo niebezpieczna zabawka. Lekarze ostrzegają


Bardzo prosimy - zwracajcie uwagę na to, co kupujecie swoim małym pociechom - zwrócił się do dorosłych Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie Prokocimiu. Szczególną uwagę lecznica zwróciła na kulki magnetyczne - magnesy neodymowe.



Jak wskazują lekarze, wyjątkowo niebezpieczne są kulki magnetyczne - magnesy neodymowe. Tylko w ostatnim miesiącu do szpitala dziecięcego w Krakowie Prokocimiu trafiło troje dzieci, które połknęły te niebezpieczne zabawki. Dwoje z małych pacjentów wymagało otwartej operacji. W jednym przypadku lekarze wyjęli z brzucha dziecka aż 50 kulek magnetycznych, które najprawdopodobniej połykało systematycznie przez ostatnie dni, tygodnie.

Czytaj więcej na https://wydarzenia.interia.pl/polska/news-wyjatkowo-niebezpieczna-zabawka-lekarze-ostrzegaja,nId,4858452#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

NEVIL - Pon Lis 23, 2020 22:40

Komentarze:
99999
Kiedyś imprezy byly normalne: chrzciny, komunia, studniowka... normalnie bylo, zgodnie z "cięzarem" imprezy. Teraz kazda taka impreza to prawie jak wesele wiec wcale mi nie zal ze tego nie bedzie teraz. Dajcie spokoj....
--------------------------------
sebcio
No jak mi przykro że nie zarobią właściciele sal......kiedyś studniówki były w szkołach i wszystkim to pasowało.
-------------------------------------
maurzysta 1981 r.
W 1981 r. w stanie wojennym też nie było studniówek i świat się nie zawalił.
===========================
Studniówka 2021. Czy ta impreza się odbędzie?


Znacznie mniejsza liczba rezerwacji i rezygnacja z dotychczas umówionych imprez. Restauratorzy i hotelarze, dla których karnawał miał być czasem żniw - wiedzą już, że okres noworoczny będzie wyglądał zupełnie inaczej niż w latach ubiegłych. Co ze studniówkami tegorocznych maturzystów?



Po Nowym Roku zgodnie z coroczną tradycją powinny odbywać się studniówki. Maturzyści powoli godzą się, z tym że przed swoim egzaminem dojrzałości wspólnej zabawy nie będzie. Tak jest np. w Poznaniu, gdzie większość szkół średnich zrezygnowała ze studniówki, zanim uczniowie i rodzice zabrali się za jej organizację.

Maturzyści są tymi decyzjami bardzo rozczarowani. Nie są to pierwsze przeszkody, na które napotykają w tym roku szkolnym.

Studniówka online w czasach pandemii

- Ominęły nas wszystkie osiemnastki, nie mieliśmy ostatniej wycieczki szkolnej, nie będziemy mieli ostatniej wigilii klasowej, studniówki też nie będziemy mieli. Chyba jesteśmy pogodzeni z tym, że jesteśmy bardzo pechowym rocznikiem - tłumaczyła w rozmowie z RMF FM maturzystka Agata Pohl z LO im. św. Marii Magdaleny w Poznaniu.

W tej szkole, by ratować sytuację, pojawił się nawet pomysł zorganizowania zabawy z podziałem na grupy, a potem nawet studniówki zdalnej. Jednak pomysł ten nie spotkał się z zainteresowaniem.

Usługodawcy znowu zaczynają liczyć straty

Sanepid zwraca uwagę na to, że prognozowanie tego, co będzie w styczniu "jest jak wróżenie z fusów". Branża gastronomiczna zaczyna znowu liczyć straty. Brak studniówek oznacza brak wpływów i zysków z tych imprez.

– Nawet z rocznym wyprzedzeniem mieliśmy umowy na studniówki. Teraz prawie nic. W zeszłym tygodniu odwołano dwie studniówki i musimy oddać zaliczki – przyznała w rozmowie z WP Joanna Trelińska, dyrektorka sprzedaży i marketingu wrocławskiego Terminal Hotel.

W związku z brakiem organizacji studniówek ucierpieć mogą także:

Właściciele sal
Firmy kateringowe
Obsługa światła i nagłośnienia
DJ-e i muzycy
Fotografowie i filmujący
Taksówkarze

Nie ma jeszcze rekomendacji Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Zdrowia odnośnie organizacji studniówek.

źródło: https://wiadomosci.wp.pl/studniowka-2021-czy-ta-impreza-sie-odbedzie-6578468230011744a

NEVIL - Nie Gru 06, 2020 21:36

Epidemia uczniów bezobjawowych. O skutkach ubocznych e-edukacji




Lepsze oceny, dyscyplina na lekcjach i imponująca frekwencja. To się nie przekłada na wiedzę – nauczyciele w badaniu dla DGP mówią o lukach w edukacji online.

70 proc. nauczycieli ma uczniów, którzy grają albo słuchają muzyki na lekcjach, niemal 60 proc. przyłapało ich na oszustwie podczas sprawdzianu, a ponad 50 proc. uważa, że e-edukacja nie pozwala na dobre przyswojenie materiału – to wyniki badania Ogólnopolskiego Forum Nauczycieli i Dyrektorów, które na prośbę DGP zapytało 200 pedagogów o to, jak oceniają zdalną edukację. Z formalnego punktu widzenia wszystko wydaje się w porządku – większość uczniów pojawia się na lekcjach, a nauczyciele utrzymują dyscyplinę. Jednak głębsza analiza pokazuje, że jest wiele skutków ubocznych takiej formy edukacji, a ich efekty mogą być długotrwałe.

Ogólnopolskie Forum Nauczycieli i Dyrektorów zapytało na prośbę DGP 200 nauczycieli o to, jak oceniają zdalną edukację. Teoretycznie wygląda to całkiem dobrze – pedagodzy deklarują, że udaje im się utrzymać uwagę klasy i dyscyplinę. Ale już na pytanie, czy zdalna nauka ma sens, niemal 40 proc. odpowiedziało przecząco. Najgorzej jest z tymi uczniami, którzy tylko udają, że są obecni.

Aż 72 proc. mówi wprost, że ma uczniów, którzy podczas zdalnych lekcji zamiast się uczyć, grają online, słuchają muzyki czy rozmawiają z rówieśnikami.

Więcej: https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1497857,nauka-zdalna-koronawirus-skutki-uboczne.html

NEVIL - Wto Gru 29, 2020 20:40

Uzależnione są już nawet trzylatki!

Odcinane od monitora dzieci krzyczą i płaczą. Dorośli kapitulują, chcąc uniknąć domowych awantur, przez co z wolna zastępuje ich ekran i ludzie napotykani w wirtualnej rzeczywistości. Dalej jest cyberprzemoc, pornografia, a na końcu pełna gama zaburzeń rozwojowych. Uzależnienie od mediów cyfrowych stało się już równie poważnym problemem społecznym jak narkomania czy alkoholizm. Do szkół i przedszkoli Zagłębia Miedziowego trafiła broszura „Dzieci w wirtualnej sieci”, która zwraca na to uwagę rodziców.



W wydanej przez KGHM publikacji znalazły się wyniki badań przeprowadzonych w zeszłym roku wśród młodzieży szkolnej z naszego regionu. Wynika z nich, że aż 7 proc. 13-letnich chłopców z Lubina, Polkowic i Głogowa ogląda pornografię przynajmniej raz dziennie. Blisko połowa dziewcząt miała w ciągu poprzedniego roku myśli samobójcze, za które odpowiada m.in. internetowy hejt. Około 40 proc. dzieci w wieku 13-15 lat miało do czynienia z patostreamingiem, czyli pokazywanymi na żywo libacjami, awanturami czy scenami przemocy.

– Rozwój narzędzi cyfrowych ułatwia naukę. Jednocześnie wywiera coraz większy wpływ na wychowanie i relacje. To rodzi niepewność u rodziców, nauczycieli i pedagogów. Nasz poradnik zawiera konkretne wskazówki i rozwiązania – mówi Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, dyrektor naczelny ds. komunikacji w KGHM.

Podobnego zdania jest Jadwiga Musiał, dyrektor Przedszkola nr 10 z Oddziałami Integracyjnymi w Lubinie: – Bez nowoczesnych technologii nie da się już dziś żyć, wszyscy z tego korzystamy. Ja osobiście jestem zachwycona Internetem i możliwościami, które nam daje, ale trzeba tego wszystkiego używać z umiarem i pod kontrolą. U trzylatka niech to będzie pół godziny dziennie, potem niech ten limit rośnie, ale proporcjonalnie do możliwości percepcyjnych dziecka – radzi. W jej ocenie są też plusy, bo dzisiejsze maluchy na przykład szybciej zaczynają mówić i doskonale radzą sobie z nowymi technologiami: – My też mamy komputery, tablice multimedialne, dywany elektroniczne, które wykorzystujemy w zajęciach, ale dozujemy je tylko do celów dydaktycznych – podkreśla dyrektor przedszkola.

Personel „10-tki” jest szczególnie wyczulony na kwestie cyfrowych uzależnień, ponieważ spore grono uczących się tu dzieci to autyści – wyjątkowo wrażliwi na bodźce stymulujące m.in. słuch i wzrok.

– Byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że dotyczy to wszystkich, ale obserwuję dzieci jeszcze wożone wózkiem, które już mają komórkę w ręku. Przyzwyczajone do nowoczesnych technologii nie mają ochoty na tradycyjne formy zabawy. Nie są zainteresowane zabawkami, zdarza się, że na pierwszych zajęciach wysypujemy zwykłe klocki i dzieci w ogóle na nie nie reagują, nie umieją ich układać. Dopiero nauczycielki z nimi siadają i pokazują, do czego to służy – opowiada Jadwiga Musiał.

Wydany przez KGHM poradnik trafił do 350 przedszkoli, podstawówek i szkół średnich w regionie. Stamtąd powędrował w ręce rodziców.

źródło: https://www.lubin.pl/uzal...awet-trzylatki/

Tobiasz88 - Pon Maj 17, 2021 01:09

Mam takie pytanie, czy ktoś z Was miałem może okazję kupować dezodorant w kulce dla swojego dziecka z https://www.aptekagemini....wane-dla-dzieci? Szukam jakichś sprawdzonych specyfików, ponieważ na nad potliwość mojego dziecka nie działają żadne domowe sposoby.
Makler - Wto Cze 15, 2021 08:04

Ja mam pytanie: czy macie problemy w sprzątaniu po waszych dzieciach? W moim przypadku jest to czasami problem, ale ekologiczne środki czystości jakie stosuję są bezpieczne dla środowiska i dla nas.
NEVIL - Nie Cze 20, 2021 21:12

Kiedy jest dobry czas na drugie dziecko?


Pierwsze dziecko pojawiło się w rodzinie, a Ty i Twój partner nie możecie się nadziwić, że tak szybko rośnie, raczkuje, stawia pierwsze kroki. Jeśli jednak Waszym marzeniem jest większa rodzina, pewnie już zastanawiacie się, kiedy zdecydować się na drugie dziecko. Czy lepsza będzie niewielka różnica wieku, czy może odczekać, aż pierworodny syn czy córka nieco podrośnie? Na te dylematy nie ma uniwersalnej odpowiedzi, jednak poniżej znajdziesz kilka kwestii, które warto wziąć pod uwagę przed planowaniem drugiej ciąży.

Ile czasu warto odczekać po pierwszym porodzie?

Więcej: https://www.femibion.com/...paign=femibion3

NEVIL - Wto Paź 05, 2021 21:11

Rodzice mają dość. Niepokoją się o przeciążone nauką dzieci


- Martwię się, jak ten rok szkolny psychicznie wytrzyma mój syn - powiedziała w rozmowie z WP Kobieta Małgorzata Karpińska, mama ósmoklasisty. Uczniowie są przeciążeni nadmiarem sprawdzianów i klasówek, które w wielu klasach odbywają się dzień w dzień. Nauczyciele pędzą z programem. Natomiast rodzice martwią się o dzieci, które, mimo że wakacje dopiero się skończyły, są już wykończone nadmiarem obowiązków szkolnych.

W dobie pandemii nauczyciele pędzą z materiałem, żeby przerobić jak najwięcej i mieć sporo wystawionych ocen. Zabezpieczają się w ten sposób na wypadek ponownego przejścia w tryb nauki zdalnej. Niestety cierpią na tym uczniowie, którzy mają czasami nawet po kilka kartkówek dziennie. Narzekają też rodzice, którzy po pracy uczą się z dziećmi lub przepytują je, czy na pewno przed kolejnymi klasówkami opanowały wymagany materiał.

- Ocenianie osiągnięć edukacyjnych ucznia odbywa się w ramach oceniania wewnątrzszkolnego. Nauczyciele na początku roku szkolnego są zobowiązani poinformować uczniów i ich rodziców o wymaganiach niezbędnych do otrzymania przez ucznia poszczególnych śródrocznych i rocznych ocen klasyfikacyjnych, o sposobach sprawdzania osiągnięć edukacyjnych oraz o warunkach i trybie otrzymania wyższej niż przewidywana rocznej oceny klasyfikacyjnej z zajęć edukacyjnych. Szczegółowe zaś warunki i sposób oceniania wewnątrzszkolnego określa statut szkoły. Szkoła może zawrzeć w swoim statucie informację o np. liczbie kartkówek i klasówek przeprowadzanych dziennie i tygodniowo - mówi w rozmowie z nami Justyna Sadlak z Biura Prasowego MEiN.

Ponieważ nie ma jednolitych wytycznych, każda szkoła ma własne zasady. Najczęściej w statutach szkół zapisane jest, że w ciągu tygodnia nie powinno się odbywać więcej niż dwa lub trzy sprawdziany. Kartkówek w ciągu tygodnia może być dowolna liczba. Nie mogą one jednak obejmować materiału z większego okresu niż trzy ostatnie zajęcia lekcyjne. W rzeczywistości wygląda to jednak przeróżnie.

Więcej: https://kobieta.wp.pl/rodzice-maja-dosc-martwia-sie-o-przeciazone-nauka-dzieci-6688790181268096a

Tinian - Pon Lis 29, 2021 14:28

Dzieci potrzebują własnego kąta, w którym mogą odpocząć i zaznać nieco prywatności. Warto ładnie udekorować pokój dziecka https://www.meble.pl/poradnik/pokoj-dziecka aby czuło się tam komfortowo i bezpiecznie.
NEVIL - Sro Gru 01, 2021 20:57

Wysłali córkę na religię. Mówi, co słyszy w domu


"Plemniki mają duszę i uczucia", "nie warto uczyć się języków obcych", "każda antykoncepcja prowadzi do niepłodności", "filmy i bajki Dineya demoralizują dzieci", a "koronawirus został zesłany przez Boga jako kara za plagę homoseksualizmu". Co jeszcze mówi się w polskich szkołach na lekcjach religii?

Więcej: https://kobieta.wp.pl/wyslali-corke-na-religie-mowi-co-slyszy-w-domu-6710380305885824a

radosna - Czw Gru 09, 2021 09:54

Głowa mała, jakie tu rzeczy człowiek czyta! Biedne dzieci...
radosna - Sro Lut 02, 2022 10:15

Dzieci to skarb. Choć czasami ma się je po dziurki w nosie.
razmus - Pon Kwi 25, 2022 09:04

Jeśli mówimy o naszych dzieciach, to należy wspomnieć też o takich problemach jak autyzm oraz inne kwestie z tym związane. Należy takim dzieciom okazać niezbędne wsparcie.
asasinek - Nie Maj 29, 2022 22:11

Od jakiegoś czasu poszukuje ciekawych zabawek dla mojego dziecka i muszą przyznać, że całkiem dobrze mi to idzie. Wpadłam na coś takiego jak baseny z kulkami na stronie sklepu online minibe.eu. Myślę, że to interesująca zabawa dla każdego dziecka. Baseny można kupić również w większych rozmiarach dla większej ilości dzieci.
ogienwoda - Czw Cze 09, 2022 09:14

A może to pomoże?
https://viamedia.com.pl/na-czym-polega-leczenie-nieplodnosci-u-mezczyzn/

Tobiasz88 - Nie Lip 03, 2022 12:04

W życiu nie zawsze jest wesoło i kolorowo. Niedawno rozwiodłam się z mężem i obecnie chcę ograniczyć mu prawa do opieki nad dziećmi. Zawsze był fatalnym ojcem, ale po rozwodzie kompletnie ignoruje ich potrzeby i nie chce się z nimi widywać. Poczytałam sporo na ten temat na https://www.kancelariamly...rodzicielskiej/ i myślę, że są wszelkie przesłanki ku temu by ograniczyć jego władzę. Moje dzieci już dość się wycierpiały.
yost.zita - Sob Lip 16, 2022 10:25

Bardzo ciekawe teksty autora wątku. Myślę, że warto je przeczytać
Nemo - Pią Sie 05, 2022 16:48

A co w kwestii takich umiejętności jak nauka czytania? Jeśli macie jakieś wskazówki to z pewnością przydadzą się wielu rodzicom.
kasia81 - Czw Sie 11, 2022 17:32

Posiadanie dziecka to z pewnością ogromna odpowiedzialność. Często nie jesteśmy na nią przygotowani, z braku wiedzy czy też czasu. Dlatego kwestię trzeba odpowiednio wcześniej przemyśleć. Po pierwsze to dziecko musi mieć zapewnione warunki do rozwoju. Nie ma co ukrywać ale będą do tego potrzebne pieniądze by kupić wszystkie potrzebne rzeczy. Jeśli mamy taką możliwość to warto rozważyć wysłanie go do prywatnego przedszkola. W takim miejscu zawsze poziom nauczania będzie wyższy. Jedną z najważniejszych umiejętności jest nauka czytania - https://czytamsobie.pl/jak-nauczyc-dziecko-czytac o której przeczytamy w tym artykule. Ważne jest by wiedzieć jakie są najskuteczniejsze metody nauczania oraz narzędzia wspomagające cały proces.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group