forum LUBIN pl -
Forum dyskusyjne miasta Lubin. Czym żyje Lubin. Imprezy i wydarzenia w Lubinie. Fotogaleria Lubina. Porozmawiaj o Lubinie!

Polityka miasta - Kultura w kampanii wyborczej

andros - Wto Cze 15, 2010 08:45
Temat postu: Kultura w kampanii wyborczej
Kultura w kampnii wyborczej (1)

Czy w nadchodzących wyborach warto domagać się od kandydatów na prezydentów, wójtów, burmistrzów, radnych przedstawienia programu działań w sferze kultury w ogóle a edukacji kulturalnej w szczególności w naszym środowisku lokalnym ?

Właśnie dotarł do mnie „Przegląd Lubiński” - biuletyn Stowarzyszenia Teraz Lubin.

Ogólnie rzecz biorąc uważam, że informacji nigdy za dużo i chociażby z tego względu odbieram ten fakt pozytywnie. Biuletyn przeczytałem prawie w całości i trochę się dowiedziałem...Ze względu jednak na swoją pasję i profesję najbardziej zainteresowały mnie sformułowania dotyczące sfery kultury. W tym temacie doczytałem się przede wszystkim takich oto sformułowań:

(...)„Kultura i rozrywka – reaktywować misyjną działalność CK Muza, poprzez wprowadzenie do harmonogramu imprez ogólnopolskich takich imprez, które będą dumą dla naszych mieszkańców.

Tworzenie przyjaznych warunków i dobrego klimatu dla animatorów kultury, rozrywki.

Bezpłatne imprezy plenerowe.” (…)


Zastanawiam się jednak nad tym, czy w Stowarzyszeniu są ludzie, którzy zajmują się tą tematyką bardziej szczegółowo. Inne tematy (Krew ratuje życie, Dziura w Rynku, Parkingi potrzebne, Szkoła przyjazna dzieciom, Drogi powiatowe poza Lubinem, Prawda to zgoda, Lubin śmietnikiem Wrocławia, Spółdzielcy, korzystajmy z naszych praw, Będzie kaplica w lubińskim szpitalu, Środowisko i wychowanie, Dobre rady potrzebne, Hala musi być, Dźwiękochłonna pustynia, Działki ogrodowe dla ludzi) doczekały się już na tym etapie bardziej szczegółowego potraktowania.

Jako mieszkaniec Lubina i wyborca nie wiem, jak dokładniej rozumieć sformułowania dotyczące kultury. Stopień ich ogólności nie przekonuje mnie i powoduje, że stawiam sobie pytanie. Jak mogę popierać ten program skoro właściwie każdy podmiot aspirujący do objęcia władzy samorządowej może takie tezy sformułować. Proszę o więcej konkretów w tej sprawie...

Misyjność ośrodka kultury widziana przez pryzmat wprowadzenia do harmonogramu imprez ogólnopolskich to, jak dla mnie, niewiele. Jako animator ciekaw jestem, na czym ma polegać tworzenie przyjaznego klimatu dla animatorów kultury. Bo dla mnie - przez lata zajmującego się m.in. animacją kultury w Lubinie - ten przyjazny klimat to wciąż czysta abstrakcja...Bezpłatne imprezy plenerowe też muszą mieć swoją misję i powinny być dobrze skoordynowane z pozostałymi działaniami w sferze kultury.

Jednym słowem zastanawiając się nad poparciem programu Stowarzyszenia nie mogę zapytać o sprawę dla mnie zasadniczą: czy działania Stowarzyszenia w sferze kultury to tylko zbiór różnych, bieżących/okolicznościowych/okazjonalnych/interwencyjnych zabiegów quasi politycznych, czy też Stowarzyszenie ma konkretną wizję polityki kulturalnej oraz przemyślane/przygotowane/opracowane sposoby i narzędzia do jej realizacji ?

tomi - Wto Cze 15, 2010 21:46

niestety nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie tak jak bym chciał ze względu na to że nie znam się na kulturze dostatecznie dobrze. wiem że ze stowarzyszeniem współpracuje Pani Nina Stępień która jest fachowcem w tej dziedzinie i którą pewnie kojarzysz a może i znasz. to że stwierdzenia w tej gazetce są ogólnikowe to prawda ale taka była jej koncepcja.
andros - Sro Cze 16, 2010 13:42

Dzisiaj (16.06.) otrzymałem z kolei egzemplarz magazynu Naszego Regionu – Stowarzyszenia na Rzecz Integracji i Rozwoju Regionu.

W moim odczuciu jest to kolejny podmiot, który może w przyszłości aspirować do sprawowania władzy samorządowej.

Z ciekawością poczytałem niektóre teksty, ale znowu ze względu na swoje zainteresowania, pasję i profesję poszukiwałem tekstów dotyczących kultury lokalnej. Na razie - jak dla mnie - jest ich jak na lekarstwo (zarówno w magazynie, jak i na stronie internetowej i są to głównie bieżące informacje bądź opisy imprez czy wydarzeń związanych z kulturą i rekreacją. Zastanawiam się więc, czy/w jakim stopniu problematyka kultury, edukacji kulturalnej, animacji mieści się w zakresie zainteresowań Stowarzyszenia. Na ten temat wyczytałem, że jednym z celów statutowych Stowarzyszenia jest ochrona dóbr kultury i tradycji, a sposoby działalności Stowarzyszenia to m.in. organizowanie warsztatów twórczych, plenerowych dla dzieci i młodzieży oraz organizowanie imprez kulturalnych.

Sformułowania bardzo standardowe i ogólnikowe. Ponownie zastanawiając się nad poparciem działalności Stowarzyszenia nie mogę zapytać - tak, jak poprzednio - o sprawę dla mnie zasadniczą: czy działania Stowarzyszenia w sferze kultury to tylko zbiór różnych, bieżących/okolicznościowych/okazjonalnych/interwencyjnych imprez, czy też może Stowarzyszenie ma wizję konkretnej i kompleksowej polityki kulturalnej oraz przemyślane/przygotowane/opracowane sposoby i narzędzia do jej realizacji ?

tomi - Sro Cze 16, 2010 17:02

wiem że Jesteś osobą która "żyje kulturą" i cieszy mnie twoja otwartość ale jeśli chodzi o szczegóły to niestety niewiele mogę powiedzieć, co prawda są plany i pomysły na różnorodne formy wzbogacania życia kulturalnego natomiast tak jak już pisałem nie mogę być konkretny bo się tym osobiście nie zajmuję.
Wiem natomiast o tym że Stowarzyszenie "Teraz Lubin" ma program otwarty czyli postępuje w myśl zasady, że "jedynie ideału nie można poprawić", i "każdy ma prawo do kultury na dla siebie".

wg mnie powinno być miejsce dla każdego i na teatr i na festyn, ale najbardziej powinno być wspierane to co jest nazywane "pracą u podstaw", czyli rozwijanie kulturalne dzieci i młodzieży. to chyba najtrudniejsze zadanie ale i przynoszące najlepsze efekty jak i największą satysfakcję animatorom.

andros - Sro Cze 16, 2010 22:25

Tomek, masz rację, i ja osobiście też nie narzekam na efekty swojej pracy animacyjnej i instruktorskiej. Wiele autorskich inicjatyw i chociażby ostatnich projektów muzycznych, w których biorę/brałem udział daje sporo satysfakcji, np.:

-zainspirowanie Tadeusza Stojka do realizacji projektu Fabryki Kultury C`est la vie,
-zapoczątkowanie lubińskich obchodów Ogólnopolskiego Dnia Bluesa w 2008 we współpracy z Arturem Błaszkowskim i Mariuszem Wilanowskim, liderami lokalnego środowiska muzyki bluesowej,
-zainicjowanie i realizacja ponad 20 edycji Lubińskich Prezentacji Artystycznych – LuPA we współpracy z Tomkiem Chuchlą, liderem lokalnego środowiska muzyki alternatywnej oraz grupą nauczycieli-instruktorów MDK,
-realizacja dwóch edycji Lubińskich Warsztatów Bębniarskich we współpracy z Orkiestrą Rivendell,
-doprowadzenie do ustanowienia nowego Gitarowego Rekordu Lubina we współpracy z Leszkiem Cichońskim czy
-prowadzenie zajęć gitarowych w MDK, na które uczęszcza co roku ok. 70 osób i udane, stojące na wysokim poziomie wykonawczym ostatnie prezentacje/występy uczestników pracowni muzycznej/koła gitarowego w trakcie uroczystej imprezy z okazji 40-lecia MDK.

Ta satysfakcja byłaby jeszcze pełniejsza gdyby nie świadomość, że można by i więcej, i lepiej gdyby to rzeczywiście było skuteczniej wspierane...

tomi - Czw Cze 17, 2010 07:32

sam się czaję na kurs gitarowy hehe gdyby tylko czas pozwolił to bym sobie przypomniał jak to się kiedyś próbowało grać.

wiem po sobie że nauczanie potrafi dać dużą satysfakcje ale mam też świadomość że człowiek nie może żyć samą satysfakcją, no ale to już inny temat.

andros - Czw Cze 17, 2010 13:24

Nie ma się co czaić tylko chwytać - wg znanego powiedzenia - byka za rogi...Na gitarze można rozpoczynać naukę nawet w późnym wieku a przypominać sobie i grać – zawsze!

W gitarowej ofercie MDK z pewnością znajdziesz coś dla siebie...

Naukę gry na gitarze można tu rozpocząć od podstaw, jak również rozwijać posiadane już doświadczenie i umiejętności. Można grać na każdym typie i rodzaju gitary 6-cio strunowej (akustycznej – klasycznej, popularnej oraz elektrycznej czy elektroakustycznej). Można grać niemal każdy rodzaj muzyki i niemal wszystkie preferowane przez siebie utwory przetransponowane na gitarę w mniej lub bardziej zaawansowanych technicznie wersjach. Każdy może uczyć się - w miarę posiadanych umiejętności - samych melodii albo samego akompaniamentu, albo melodii wraz z akompaniamentem (w łatwiejszych lub bardziej ambitnych wersjach).

Przykładowo: w ostatnim roku szkolnym uczestnicy koła gitarowego, oprócz niezbędnych ćwiczeń przygotowawczych, prostych melodii popularnych typu: Kurki, Kotek, Pieski małe dwa, uczyli się hymnu UE (Oda do radości), hymnu kibiców sportowych (Polska, biało-czerwoni), hymnu zwycięzców (We are the champions).

Przed próbą ustanowienia Gitarowego Rekordu Lubina ćwiczyliśmy słynne Hey Joe Jimiego Hendrixa, dzięki czemu w próbie rekordowej wzięło udział 11 naszych uczestników.

Poznawaliśmy również propozycje samych uczestników koła. Na podstawie własnych opracowń nutowych i tabulaturowych ćwiczyliśmy riffy, zagrywki, tematy, akompaniamenty, solówki takich utworów, jak:
1.Chodź, przytul, przebacz – Andrzej „Piasek” Piaseczny;
2.Wehikuł czasu – zesp. Dżem;
3.Dla Radka – Doda;
4.21 guns – Green Day;
5.Wonderful World – Israel Kamakawiwo`ole;
6.Gdybym miał gitarę – mel.popularna;
7.Boom boom – standard bluesowy J.L.Hookera;
8.We will roch you – Queen;
9.Highway to hell – AC/DC;
10.Oh Zuzanno - standard w stylu country;
11.Stary farmer/Pan McDonald`s – standard w stylu country;
12.Za szkłem – zesp. Bracia;
13.How you remind me – Nickleback;
14.Benny Hill Show – temat filmowy;
15.Requiem for a dream (temat filmowy) – komp. Clint Mansell;
16.Smoke on the Water - Deep Purple;
17.Mamo, moja żywa kołysko – zesp. Wiolinki;
18.Roulette – System Of A Down;
19.Jałta – Jacek Kaczmarski;
20.Droga – zesp. Hemp Gru;
21.S.O.S – Jonas Brothers;
22.Give love a try - Jonas Brothers
23.Piraci z Karaibów – temat filmowy
24.The Pink Panther - temat filmowy H. Manciniego.

Aktualnie pracujemy do końca tego roku szkolnego i zaraz od początku wakacji – przez pierwsze dwa tygodnie oraz w ostatnim tygodniu wakacji – spotykamy się ponownie. Po wakacjach od 1 września rozpoczynamy kolejny rok nauki. Zapisy też rozpoczynamy od 1 września...
Zapraszam serdecznie.

NEVIL - Pią Lip 02, 2010 13:19

Skoro jest tutaj poruszany temat wyborów, to podpinam się pod niego. Przed chwilą przeczytałem artykuł w Gazecie Prawnej - http://praca.gazetaprawna..._za_mlodzi.html . Chciałbym tutaj przypomnieć tuskowe cuda, o których wspomina jedna z internautek pod tym artykułem : http://img101.imageshack....udafiltered.jpg
andros - Pon Sie 30, 2010 18:40

Kultura w/po kampanii wyborczej (58)
Europejska Stolica Kultury - 11 polskich miast zgłosiło się do konkursu

Termin składania wniosków na konkurs Europejska Stolica Kultury 2016 mija dzisiaj. Udział w nim zadeklarowało 11 polskich miast. W piątek swoją kandydaturę zgłosiła Warszawa.
Ogłoszenie finalistów konkursu, czyli tzw. krótkiej listy miast - od dwóch do czterech - odbędzie się w połowie października 2010 roku. Ostateczny wybór zwycięzcy zaplanowano na trzeci kwartał 2011 roku, a oficjalne ogłoszenie miasta, które uzyska tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 - na drugi kwartał 2012 roku.

Wśród polskich miast, które walczą o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury - oprócz Warszawy - znajdują się: Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Łódź, Lublin, Toruń, Poznań, Szczecin i Wrocław.

Po oficjalnym zgłoszeniu kandydatur przez miasta, ich wnioski aplikacyjne trafią do międzynarodowego zespołu ekspertów, który je oceni. Będzie wśród nich sześciu ekspertów z Polski, powołanych przez ministra kultury, oraz siedmiu ekspertów powołanych przez rozmaite ciała UE.

Konkurs na przyznanie polskiemu miastu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 minister kultury ogłosił w listopadzie ubiegłego roku. Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury otrzymają w 2016 r. dwa miasta - polskie i hiszpańskie. Nominacji polskiego miasta dokona minister kultury, a decyzję o przyznaniu tytułu podejmie Rada UE.

Miasta noszące tytuł Europejskiej Stolicy Kultury przez rok prezentują swój dorobek kulturalny, organizuje koncerty, festiwale, pokazy filmowe. Zwycięzcy konkursu otrzymują od UE po 1,5 mln euro. W tym roku tytuł Europejskiej Stolicy Kultury noszą trzy miasta: niemieckie Essen, węgierski Pecs i turecki Stambuł. W 2011 roku będą to: Turku w Finlandii oraz estoński Tallin.
http://wiadomosci.onet.pl...kursu,item.html

andros - Sro Wrz 01, 2010 19:18

Kultura w/po kampanii wyborczej (59)
W 2011 r. książki droższe o ponad 10 % ?

„Podniesienie w przyszłym roku stawki podatku VAT na książki do 5 proc. przyniesie w przyszłym roku 10-procentowy wzrost cen książek - uważa Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.
- Czytelnictwo maleje proporcjonalnie do wzrostu cen książek. Grozi nam zapaść - powiedział Marciszuk PAP. (...)


Środowisko wydawców i księgarzy bardzo obawia się wejścia nowej stawki podatku. - Spodziewamy się, że wzrost VAT do 5 proc. zaowocuje wyższym niż 5-procentowy, wzrostem cen książek. Będą drożały usługi pośrednie, spodziewamy się podwyżek cen prądu i benzyny w związku z podniesieniem ogólnej stawki VAT. W tym roku podrożał również papier. Szacujemy, że w przyszłym roku ceny książek wzrosną o minimum 10 proc. Badania przeprowadzone w Szwecji wykazują, że podwyżka cen książek jest procentowo proporcjonalna do spadku czytelnictwa. Obecnie tylko 38 proc. Polaków deklaruje lekturę choć jednej książki rocznie. Po wzroście cen możemy spodziewać się, że ta śmiesznie mała liczba jeszcze spadnie - obawia się Marciszuk.

Łukasz Gołębiewski z Biblioteki Analiz, firmy specjalizującej się w badaniach rynku wydawniczo-księgarskiego, także uważa, że 5-procentowa podwyżka VAT na książki przyniesie znaczne podniesienie cen książek. Specyfika VAT-u jest taka, że jego stawka naliczana jest na każdym etapie wystawiania faktur, czyli wydawca sprzedając hurtownikowi naliczy 5 proc. VAT, a hurtownik to samo zrobi przy sprzedaży księgarzowi. Szacuję, że realny wzrost cen książek może być większy niż 10 proc. Wiele będzie zależało od polityki wydawców. W przypadku bestsellerów, książek wysokonakładowych, czyli w tych segmentach rynku, gdzie konkurencja jest duża, można liczyć na to, że wydawcy w znacznym stopniu wezmą podwyżkę VAT na siebie, ograniczając swoją marżę. Natomiast na pewno bardzo wzrośnie cena książek naukowych i publikacji niskonakładowych - powiedział Gołębiewski.(...)

- Czasy się zmieniają i dziś książka może mieć postać cyfrową. Nawet jeżeli w wielu krajach w Europie obowiązuje przestarzały model traktowania książek elektronicznych, to możemy przecież znaleźć się w awangardzie krajów, które patrzą na kulturę bardziej przyszłościowo. Sprzedaż książek w formie cyfrowej stanowić będzie w niedługiej przyszłości dominującą formę wymiany kulturalnej i intelektualnej. Podział kultury na cyfrową i analogową (w pliku i w formie fizycznej) jest dziś anachroniczny i nie uwzględnia zmian kulturowych i technologicznych - dodał Gołębiewski.”
http://podatki.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

andros - Pią Wrz 03, 2010 10:58

Kultura w/po kampanii wyborczej (60)
Echo seminariów „Kultura i Rozwój”

W najnowszym numerze Polityki (36/2010) Edwin Bendyk nawiązuje do kwestii dyskutowanych na seminariach z cyklu „Kultura i Rozwój”, organizowanych przez Narodowe Centrum Kultury. W tekście „Kultura buduje” autor przywołuje problemy kultury w Polsce poruszane przez uczestników seminariów: nakłady jedne z najniższych w Europie, brak miejsca dla sztuki współczesnej, brak dokładnych planów zagospodarowania infrastruktury kulturalnej, czy niski poziom potencjału kreatywnego.

Część tych problemów wynika z dominującego w polskiej polityce podejścia do kultury jako pewnego rodzaju fanaberii, a nie istotnego czynnika rozwoju społeczno – ekonomicznego. Bendyk pisze: „Tak długo, jak kultura będzie w Polsce przegrywać z wieprzowiną, stadionami i dziurą budżetową, nie ma szansy ani na jej pełny rozwój, ani na powstanie konkurencyjnej, nowoczesnej gospodarki”. Autor przedstawia dwa rozwiązania, które mogłyby poprawić sytuację polskiej kultury. Pierwsze – postulat przeznaczenia 1% budżetu państwa na kulturę – zostało zaproponowane przez Obywateli Kultury. Drugie natomiast przedstawił na ostatnim seminarium ze wspomnianego cyklu prof. Jerzy Hausner – chodzi o zawarcie paktu społecznego dla kultury, który zobowiązywałby do działań na rzecz kultury nie tylko obecny rząd, ale również rządy następnych kadencji.

Seminaria „Kultura i Rozwój” zaowocowały wieloma postulatami i propozycjami. Czy jednak w obliczu ciągle czającego się, światowego kryzysu ekonomicznego i konieczności reform w innych sektorach życia publicznego uda się zrealizować chociaż część z nich? Debata toczy się dalej – już wkrótce jesienno – zimowa edycja seminariów „Kultura i Rozwój”.
Zachęcamy również do lektury artykułu Edwina Bendyka.
http://kulturasieliczy.pl/

Saracen - Pią Wrz 03, 2010 18:25

O! O tej akcji z "Rurą" nie wiedziałem. Ale jazda!

Cóż za emocje, cóż za emocje. Ale jest coraz lepiej. A skoro jest coraz lepiej, dlaczego jest tak źle?

Ależ emocje, ależ emocje! Whoooa!

andros - Pią Wrz 03, 2010 21:41

Kultura w/po kampanii wyborczej (61)
Burza kulturalna

Z Poznania nadciąga burza. Kulturalna energia płynąca aż z sześciu serc może rozpętać prawdziwą burzę. Federacja Madeinpoznan już w październiku zaatakuje Warszawę sześciokrotną dawką pozytywnych emocji. Aktywiści z Poznania przybędą do stolicy, aby zaprezentować swój sposób na sztukę, pochwalić się artystycznym dorobkiem i promować miasto starające się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Przede wszystkim jednak chcą się zaprzyjaźnić.

Tygiel sztuki

Teatr, film, projekcja audiowizualna, komiks i muzyka. Wszystko w jednym. Członkowie Federacji Madeinpoznań, choć każdy z pozornie innej bajki, wspólnie działają na rzecz rozwoju i promocji szeroko rozumianej sztuki, tak w swoim rodzimym mieście Poznaniu, jak poza nim. – Działamy jak Parlament, jak prężna spółka – opowiada jeden z członków. Bo Federacja Madeinpoznań to zrzeszenie sześciu oddzielnie działających w sektorze kultury i sztuki fundacji i stowarzyszeń: Fundacji Mały Dom Kultury, Fundacji Tranzyt, Poznańskiego Stowarzyszenia Inicjatyw Teatralnych, Stowarzyszenia Artystycznego Usta Usta, Stowarzyszenia Artystyczno-Edukacyjnego Środek Świata oraz Stowarzyszenia STARTER.

Nocna burza

Kulturalna burza poznańskich aktywistów, to nocny napad niezależnych artystów z Poznania na inne miasta. 23 października napadną na stolicę, aby zapoznać warszawiaków z wielkopolską propozycją kulturalną. – Każde miasto ma swoje kulturalne mapy. Nadarza się okazja, aby pokazać innym nad czym pracujemy w Poznaniu i jak o się robi – mówi Ania z Fundacji Tranzyt. Organizatorom zależy na różnorodności oferty. Dlatego w kilku warszawskich klubach, kawiarniach i teatrach, między innymi w klubie 5-10-15, 1500 metrów kwadratowych do wynajęcia, Cafe Kulturalna, teatrze stara Prochoffnia, zaatakują każdą możliwą formą sztuki. Pięć spektakli teatralnych, siedem koncertów, mnóstwo projekcji filmowych i szczególna wystawa komiksów – to dopiero początek układania planu kulturalnej, burzliwej nocy. – Dlatego, że to tylko jedna noc, tylko jedna impreza, chcemy zagwarantować różnorodność. Marzy nam się, aby każdy natrafił na coś zaskakującego. Ci, których na ogół interesuje muzyka, powinni też, choćby przypadkiem, natrafić na spektakl teatralny. Tym, którzy lubią film, przy okazji przyda się trochę muzyki – przekonuje Marika, ze Stowarzyszenia STARTER, odpowiedzialna za audiowizualną stronę festiwalu. – Zależy nam, żeby każdy spróbował wszystkiego po trochu – dodaje. Aktywiści gwarantują jednak, że goszcząc w Warszawie, nie zmieniają idei ani formuły swojego festiwalu. - Pozostajemy sobą, i całą siebie, jako federacja proponujemy wszystkim – mówią jednym głosem. Ich zdaniem nie ma też niezdrowej, między miastowej konkurencji. To, że Poznań odwiedzi Warszawę, nie znaczy, że źle jej życzy w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. – Mieszkają w dużych miastach, chcąc nie chcąc spotykasz się z aktywnymi działaczami z innych miast. Dlaczego by się nie zaprzyjaźnić? Dlaczego nie poznać wzajemnie lokalnych działalności grup pozarządowych; sektora ngo? – pyta Michał z Fundacji Tranzyt, fan komiksów odpowiedzialny za festiwal komiksu Ligatura.

Współpracę z Federacją chwalą sobie też urzędnicy miejscy i instytucje działające przy urzędzie.

- Od początku układa nam się świetnie. Zawdzięczamy grupie Madeinpoznań głębokie zaangażowanie w dialog między miastem, organizacjami pozarządowymi, a nami (czyli zatrudnionymi przez Urząd Miasta koordynatorami starań o wygraną w konkursie Europejska Stolica Kultury 2016) – chwali Agnieszka Grzybowska, operator projektu Poznań Europejską Stolica Kultury 2016.- Rozmawiamy na temat kształtu i dalszego rozwoju kultury w Poznaniu. Spytaliśmy, czego w poznańskiej kulturze brakuje, jak powinno wyglądać iście kulturalne miasto, wręcz metropolia rozwijającego się państwa w Europie – opowiada. Bo trzeci sektor żywo zaangażował się w dialog, zanim jeszcze ogłoszono kandydaturę miasta do konkursu. Poprowadziliśmy warsztaty, podczas nich odwiedziliśmy szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne, pytając blisko dwóch tysięcy uczniów jak w ich wyobrażeniu powinien wyglądać kulturalny Poznań. Ogłosiliśmy również konkurs „Moja burza kulturalna”, gdzie młodzi do końca września mogą przesyłać różnorakie prace w dowolnej formie, czy to obrazu, czy dźwięku, kojarzące się autorom z kulturalnym Poznaniem. Członkowie Federacji Madeinpoznań obiecali pomoc w jurorskiej ocenie prac.
Według koordynatorów, na szczególną uwagę zasługuje pomysł Federacji, na stworzenie pierwszego w Polsce muzeum komiksu. - To świetny, nowatorski pomysł, gwarantujący powszechne zainteresowanie – mówi Grzybowska. – Chcemy przedstawić komiks, jako element kultury, swoisty pomysł na świat. Niewielu wie, że komiks, również polski, ma bogatą historię i odcisnął swoją pieczęć również w edukacji i nauce – przekonuje Michał.

Gdy myślisz podobnie

Federaci razem pracują od 2007 roku. To wtedy, jak mówią, zrozumieli, że kiedy zbierze się grupa osób myślących podobnie, podobnie postrzegających świat i borykających się na co dzień z podobnymi problemami należy po prostu zacząć wspólnie działać. – To przymiot poznaniaków. Tu nikt nie trwoni czasu na wieczne plany i trafiające w eter czcze pomysły przy piwie czy kawie. Od razu przechodzimy do rzeczy i działamy. Od planu do realizacji wystarczy jeden krok! – entuzjastycznie wykrzykuje Marika.
Federacja powstała jako zrzeszenie organizacji pozarządowych i niezależnych twórców działających w sektorze kultury i sztuki na terenie miasta Poznań. To odpowiedź na potrzebę tworzenia ram dla produkcji i prezentacji potencjału kultury tworzonej z pasją, ciężką pracą. Jak piszą na swojej stronie internetowej www.madeinpoznan.org, Federacja to próba przewartościowania myślenia o polityce kulturalnej opartej na prymacie instytucji oraz budowania rzetelnego wizerunku sektora opartego na współpracy ponad konkurencją. - Wspólne działanie, to dla nas nowość. To nam się udało, i z tego jesteśmy dumni najbardziej. Wspólne cele to nadrzędne działanie, ponad własnymi interesami – mówi Michał. I dodaje - tu nie ma mowy o konkurencji czy o dbaniu tylko o swoje. Tworzymy całość. To połączenie wprowadza do pracy koordynatorsko – logistyczny pierwiastek. U nas panują demokratyczne zasady. Każdy jest sobie równy. Każda pojedyncza fundacja i stowarzyszenie ma takie same prawa i obowiązki.

Bo Federacja Madeinpoznan, to według członków silny lobbing na rzecz kultury niezależnej i jej twórców a także sprzeciw wobec braku wizji i strategii rozwoju, wobec opieszałości władz miasta wobec kultury pozainstytucjonalnej.

Mając na względzie wzajemne dobro i rozwój całej Federacji, członkowie wysoko postawili sobie cele. I tak głównym celem Federacji jest promocja i wsparcie dla działalności poznańskich organizacji, działających w sektorze szeroko rozumianej sztuki. Federacja troszczy się o rozwój ruchu obywatelskiego oraz o dalszy i szybszy proces jego samoorganizacji, tak, aby budować społeczeństwo obywatelskie, rzetelny wizerunek trzeciego sektora, rozwijać współpracę, kumulować energię oraz inicjować zmiany legislacyjne poprawiające warunki działalności twórców kultury. Wzmacnianie aktywności obywatelskiej i aktywnego uczestnictwa w kulturze.

Oprócz bieżących prac i projektów, aktywiści uczą się profesjonalnej działalności struktury Fundacji. – W 2013, kiedy unijne pieniądze z programu na rozwój kultury się skończą, staniemy przed nie lada wyzwaniem. Już dziś uczymy się tak gospodarować środkami, aby wystarczyło na wszystko. Jednak sztuką jest działanie, bez wykorzystania pomocniczych środków. Musimy się już dziś nauczyć samodzielnego pozyskiwania finansów, żeby w przyszłości być na to gotowi – poważnie rozważają federaci.

W konkursie

Wszystkim zależy na tym, aby właśnie Poznań wygrał konkurs, i na rok stał się prawdziwą europejską stolicą kultury; miastem kojarzonym z wszędobylską sztuką i różnorodnością jej form.
– Bo ESK to możliwości! Wygrana pomoże zmienić, „wyluzować” sztywny i biznesowy wizerunek Poznania – spytany o to, dlaczego Poznań powinien wygrać, odpowiada Marcin z Poznańskiego Stowarzyszenia Inicjatyw Teatralnych. - Bo to pomoże wyrobić nowe, wysokie standardy kultury. Nasza oferta jest czujna. Otwieramy się na głosy społeczne. Oddolna energia pcha nas w stronę coraz to bardziej dynamicznej pracy – dopowiada Michał. - Co nam da wygrana ESK? – powtarza pytanie koordynator Agnieszka Grzybowska. - Po pierwsze wyeksponujemy, to co już mamy, czyli dobrze zorganizowany ośrodek logistyczno-biznesowy, historyczną tradycję jednego z pierwszych miast początku państwa polskiego. Po drugie, zdobędziemy, to czego jeszcze nie mamy, czyli świeży powiew kulturalny – tłumaczy. To jej zdaniem pomorze tchnąć ducha w miasto wspaniałe, acz zasadnicze w odbiorze. - Burza kulturalna w sposób opanowany, bo bez wątpienia panujemy nad wszystkim, acz jednak spontaniczny, zrewitalizuje sposób patrzenia na miasto.
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/583410.html

andros - Pią Wrz 03, 2010 22:16

Kultura w/po...(62) – kultura buduje

Pilnie potrzebujemy paktu społecznego dla kultury! apeluje ekonomista prof. Jerzy Hausner. Ponure wizje upadku roztaczają przedstawiciele Ruchu „Obywatele Kultury”. O co chodzi, przecież już dawno w polskiej kulturze nie było tak dobrze…

Kultura ma się dobrze, mówią statystyki. Od kilku lat systematycznie rośnie liczba sprzedawanych biletów do teatrów, kin, a nawet muzeów! Statystyczną prawdę potwierdzi każdy miłośnik teatru – w Warszawie równie trudno o bilet na wymagające przedstawienia Krystiana Lupy, jak i popularną komedię „Zagraj to jeszcze raz” z udziałem Kuby Wojewódzkiego.

Coraz lepiej, mierząc liczbą tytułów, ma się polski film. Rocznie na ekrany trafia już ponad 40 fabuł, a rosnącej sprawności naszej kinematografii świadczy coraz większa liczba międzynarodowych koprodukcji i nagród zbieranych na całym świecie: Srebrny Lampart dla Małgorzaty Szumowskiej za „33 sceny z życia” czy nagroda Emmy dla „Magicznego drzewa” Andrzeja Maleszki to tylko skromna próbka dorobku kinematografii, która jeszcze pół dekady wstecz niemal dogorywała. Podaży filmów towarzyszy zainteresowanie polskich widzów, w 2005 r. kina odwiedziło zaledwie 23,6 mln widzów i tylko niecały milion zdecydował się na ofertę rodzimą. W 2009 r. widownia wzrosła do 38 mln, a jedna czwarta widzów kupiła bilet na polski film. Produkcje „Kochaj i tańcz” oraz „Popiełuszko. Wolność jest w nas” zgromadziły po ponad 1,3 mln widzów.

Reanimacja kinematografii byłaby niemożliwa bez Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej powołanego do życia w 2005 r. za rządów SLD, gdy resortem kultury kierował Waldemar Dąbrowski. Szefowa PISF, Agnieszka Odorowicz – z wykształcenia doktor ekonomii przekonuje, że inteligentna interwencja państwa jest niezbędnym warunkiem rozwoju takich gałęzi gospodarki (i kultury), jak przemysł filmowy, a każda złotówka zainwestowana z publicznej kasy zwraca się wielokrotnie.

Tak dobrze jeszcze nie było, mówią miłośnicy sztuki współczesnej. Polscy artyści podbijają światowe muzea i galerie. Mirosław Bałka oczarował londyńską publiczność swą instalacją „How It Is” w Hali Turbin muzeum Tate Modern. Milionowa publiczność, entuzjastyczne recenzje i podobnie gorąca recepcja twórczości takich artystów, jak Zbigniew Libera, Wilhelm Sasnal, Piotr Uklański w najlepszych galeriach świata dowodzą, że polska sztuka współczesna wkroczyła w złoty wiek i dowodzi żywotności i atrakcyjności naszej kultury.

Balon samozachwytu można nadymać dalej, przytaczając światowe sukcesy polskich reżyserów teatralnych i doskonałą renomę polskiej poezji. Niedobrze jednak, gdy balon ten zaczyna bujać w obłokach odrywając pasażerów od kontaktu z rzeczywistością. To prawda, że Bałka zachwycił londyńczyków, dlaczego jednak nie zachwycił warszawiaków lub wrocławian? Odpowiedź jest prosta – artysta nie miałby gdzie zrealizować swojego projektu. Polskie metropolie pozbawione są nowoczesnej infrastruktury, umożliwiającej realizację projektów artystycznych rangi międzynarodowej. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie czy wrocławskie Muzeum Współczesne to póki co instytucje w planach, bo nawet jeszcze nie w budowie.

Bogdan Zdrojewski, minister kultury uspokaja przekonując, że stan kulturalnej infrastruktury szybko się poprawia za sprawą pieniędzy europejskich. Rzeczywiście, powstają lub mają powstać nowe obiekty – muzea, filharmonie i sale teatralne. Problem w tym, że gdy już powstaną, trzeba je będzie utrzymać, zarówno pod względem technicznym, jak i programowym, a Unia Europejska już w tym nie pomoże. Sami jednak Polacy do wydawania na kulturę się nie kwapią: na kulturze oszczędzają wszystkie budżety – państwa, samorządu i przeciętnego Kowalskiego. Nakłady na kulturę w Polsce, zarówno publiczne, jak i prywatne należą do najniższych w Europie. Malowniczo ilustruje tę sytuację minister kultury: przed laty jedna interwencja na rynku rolnym polegająca na likwidacji tzw. górki wieprzowej pochłonęła więcej, niż roczny budżet ministerstwa kultury.

Zbyt słabe finansowanie kultury i nowoczesna infrastruktura tworzą niebezpieczną miksturę – polskiej kulturze grozi sytuacja, że większość środków trzeba będzie przeznaczyć na utrzymanie murów, w których nie będzie co pokazywać. Ba, utrzymując mury nowo wybudowane warto także pamiętać o murach starych. Polska to nie Włochy lub Francja, gdzie trudno zrobić krok, by nie uszkodzić jakiegoś zabytku. Mimo to nakłady na utrzymanie zasobów dziedzictwa kulturowego w Polsce nie wystarczają, by powstrzymać postępującą dewastację.

Nawet optymistyczne statystyki pokazujące, że Polacy coraz chętniej uczestniczą w kulturze (co może zapowiadać, że chętniej będą na kulturę wydawać), jeśli w nich trochę pogrzebać odsłaniają mniej radosny obraz rzeczywistości. To prawda na przykład, że liczba sprzedanych biletów do kin systematycznie rośnie. Jednocześnie jednak z badań „Diagnozy Społecznej” prof. Janusza Czapińskiego wynika, że w okresie między edycją Diagnozy z 2007 i 2009 r. 14 proc. Polaków zrezygnowało z chodzenia do kina innych przyczyn, niż ekonomiczne.

Połączenie dwóch informacji pokazuje wyraźnie, że kultura, nawet w wydaniu dość popularnym, jakim jest kino, staje się przestrzenią społecznych podziałów. Coraz mniej osób uczestniczy w kulturze w sposób coraz aktywniejszy, reszta wybiera telewizor, nieustannie najważniejsze w Polsce medium kontaktu z kulturą.

Uczestnictwo w kulturze wymaga nie tylko chęci i pieniędzy, lecz także umiejętności. Nawet pozornie dość mało wymagające formy uczestnictwa w kulturze, jak kino wymagają złożonej infrastruktury – by zaciągnąć ludzi przed ekran potrzebne są nie tylko sale kinowe i ciekawe filmy, lecz także złożony system komunikowania podpowiadający, co warto obejrzeć i jak rozumieć to, co się ogląda. Najważniejszą dziś przestrzenią takiej komunikacji stał się internet, gdzie nie tylko można przeczytać najnowsze recenzje, obejrzeć zwiastuny lecz także podyskutować z innymi widzami na niezliczonych forach dyskusyjnych, blogach czy serwisach społecznościowych. Kto z internetu nie korzysta, a w Polsce cyfrowy analfabetyzm dotyczy niemal połowy społeczeństwa, ten odcięty jest od źródeł ułatwiających świadome uczestnictwo w kulturze. Jednocześnie też coraz gorzej swoje funkcje kulturalnych pośredników pełnią media tradycyjne, z funkcji tej zrezygnowała też polska szkoła.

Może tak po prostu musi być? Zmieniają się czasy, zmienia się kultura i formy korzystania z kulturalnej oferty, a samo uczestnictwo w kulturze, podobnie jak praktyki religijne, to prywatna sprawa każdego człowieka. To prawda, niepełna jednak. Jednym z kluczowych aspektów współczesnych przemian cywilizacyjnych jest także radykalna zmiana znaczenia kultury dla funkcjonowania społeczeństw.

Kultura przestała pełnić, jak pisał w XIX wieku Karol Marks analizując system kapitalizmu przemysłowego, funkcję nadbudowy – „miękkiej” sfery życia społecznego rozwijającej się w cieniu „realnego życia”, czyli działań gospodarczych służących akumulacji kapitału. W społeczeństwie poprzemysłowym kultura jest warunkiem funkcjonowania gospodarki, wywierając swój wpływ na rozwój bezpośrednio i pośrednio. Bezpośrednio, czyli poprzez tzw. przemysły kultury i przemysły kreatywne, które jak przemysł kinematograficzny działają na rynku walcząc o pieniądze konsumentów. Rola tych przemysłów rośnie, bo rośnie popyt na ofertę kulturalną w społeczeństwach, które nasyciły się już dobrami materialnymi i dysponują także, obok wolnych dochodów, sporą ilością czasu wolnego.

O wiele jednak ważniejszy jest pośredni wpływ na społeczeństwo i gospodarkę, których rozwój w coraz większym stopniu zależy od zdolności do tworzenia i absorpcji innowacji. Wiadomo już dziś, że innowacyjny potencjał społeczeństw zależy od ich potencjału kreatywnego. To więcej, niż tylko obecność twórczych jednostek, zdolnych do oryginalnej kreatywnej ekspresji, jak wspominani najwybitniejsi polscy artyści. Kreatywny potencjał społeczeństwa nie jest prostą sumą potencjału twórczego jego obywateli, lecz tworzą go także inne zapisane w kulturze walory. Nic po twórczych jednostkach, jeśli społeczeństwo nie akceptuje zmiany, nowości, jest zachowawcze i nietolerancyjne. Wpływ na potencjał kreatywny ma także stan infrastruktury: jakość edukacji kulturalnej i kształcenia artystycznego, wielkość i struktura uczestnictwa w kulturze, dostępność do oferty kulturalnej.

Niestety, w większości tych wymiarów Polska wypada mizernie. Edukacja kulturalna praktycznie nie istnieje (dopiero rok temu udało się przywrócić muzykę i plastykę do programów szkolnych), kształcenie artystyczne jest na wysokim poziomie lecz pod względem liczby absolwentów uczelni artystycznych w stosunku do liczby mieszkańców lądujemy na ponurym końcu europejskich rankingów. Równie słabo wypadamy pod względem innych wymiarów potencjału kreatywnego, nie grzesząc nadmierną otwartością i tolerancją. O nakładach na kulturę była mowa wyżej. Nic więc dziwnego, że gdy Hugo Hollanders i Adriana van Cruysen z Uniwersytetu w Maastricht opracowali europejski ranking kreatywności (Design-Creativity Index), Polska zajęła w nim trzecie miejsce od końca, wyprzedzając jedynie Rumunię i Bułgarię.

Holenderscy badacze pokazują też, że poziom innowacyjności gospodarek doskonale koreluje z potencjałem kreatywnym ich społeczeństw. Prosty stąd już wniosek, że droga do nowoczesnej, innowacyjnej gospodarki o której mówi się w Polsce tak wiele, a która z uporem innowacyjna być nie chce prowadzi przez kulturę. Bez niej choćbyśmy nie wiadomo jak zwiększali nakłady na rozwój nowych technologii, nigdy nie zbudujemy Krzemowej Doliny, ani nawet jej namiastki.

Ba, jak pokazuje najnowsza strategia innowacyjności OECD, dziś rozwój gospodarczy zależy nie tylko od innowacyjnej produkcji i innowacyjnych usług, lecz także od innowacyjnej konsumpcji, czyli zdolności konsumentów do korzystania z coraz bardziej wyrafinowanej oferty, wymagającej z ich strony twórczej aktywności (dobrym przykładem są serwisy internetowe coraz bardziej przypominające platformy do samodzielnego tworzenia rozwiązań przez konsumentów).

Po to jednak, by kultura mogła pełnić swą prorozwojową funkcję, sama musi istnieć i się rozwijać, do czego potrzebne są pieniądze. Dlatego po ubiegłorocznym Kongresie Kultury Polskiej powstał ruch społeczny „Obywatele Kultury” domagający się zwiększenia nakładów państwa na kulturę do 1 proc. budżetu. To minimum pozwalające zarówno na umiarkowany rozwój, jak i zachowanie dziedzictwa. Tak długo jednak, jak kultura będzie w Polsce przegrywać z wieprzowiną, stadionami i dziurą budżetową, nie ma szansy nie tylko na pełny rozwój kultury, lecz także nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki.

Potrzebny jest pakt społeczny dla kultury, zaapelował prof. Jerzy Hausner podczas seminarium „Kultura i rozwój” zorganizowanego przez Collegium Civitas i Narodowe Centrum Kultury. Pakt taki powinien powstać jeszcze jesienią tego roku i być zobowiązaniem nie tylko dla obecnego rządu, ale dla władzy publicznej w Polsce niezależnie od aktualnie rządzących sił. Idea kontraktu społecznego pojawiła się także w liście, jaki premier Donald Tusk skierował do „Obywateli Kultury” w odpowiedzi na ich apel. Bronisław Komorowski, jeszcze jako kandydat do prezydenckiego fotela pod apelem się podpisał (podobnie zresztą, jak Jarosław Kaczyński). Czy idea paktu społecznego to nie dobry pomysł na początek prezydenckiej kadencji? Kultura, jak zgoda, buduje!

Edwin Bendyk
(wersja autorska)
http://obywatelekultury.pl/2010/09/kultura-buduje/
tekst opublikowany: POLITYKA nr 36(2772), 4 września 2010

andros - Czw Wrz 09, 2010 21:41

Kultura w/po kampanii wyborczej (63)
Prezydent chce wyjaśnień ws. "klęski"

„Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zażądał od dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności (ECS) o. Macieja Zięby sprawozdania dotyczącego organizacji spektaklu, jaki odbył się 31 sierpnia w Gdańsku. Prezydent uznał widowisko za "wielką klęskę".
Spektakl plenerowy pt. "Solidarność. Twój Anioł Wolność ma na imię" odbył się na terenach postoczniowych w 30. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych.
Widowisko, które kosztowało prawie 9 mln zł, reżyserował amerykański artysta Robert Wilson. Wzięli w nim udział m.in. Marianne Faithfull, Macy Gray, Kayah, Krystyna Janda i Jerzy Radziwiłowicz.

Prezydent chce szczegółowego sprawozdania

Podczas czwartkowej konferencji prasowej dyrektor biura prezydenta Gdańska do spraw kultury Anna Czekanowicz poinformowała, że Adamowicz uznał widowisko za "wielką klęskę" i zwrócił się do dyrektora ECS, które było organizatorem spektaklu, z prośbą o przedstawienie "szczegółowego sprawozdania, w tym finansowego, z organizacji widowiska".
- Jeśli chodzi o wartości artystyczne, spodziewane w momencie, gdy obchodzimy 30. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, były one wysoce niezadowalające - oceniła poziom spektaklu Czekanowicz.
Jak dodała, z zapowiedzi dyrektora ECS spodziewano się wyjątkowego widowiska. Zdaniem Czekanowicz z zapowiedzi tych wynikało też, że widowisko "wniesie nową jakość w sposobie traktowania tego typu obchodów, że nie będzie to zwykły standardowy koncert choćby największej gwiazdy.

Przepłacili ?

Dyrektor ECS o. Maciej Zięba ma tydzień na złożenie sprawozdania. Miasto spodziewa się od dyrektora m.in. informacji o kosztach przygotowania infrastruktury związanej z widowiskiem oraz wysokości honorariów.
Samorząd chce też wiedzieć, jak wypłacone honoraria miały się "do obowiązujących stawek".

Jak wyjaśniła Czekanowicz, miasto wprawdzie nie finansowało widowiska (pieniądze pochodziły z dotacji ministerstwa kultury), ale prezydent Gdańska ma prawo zwrócić się o takie wyjaśnienia, bo w imieniu założycieli ECS (są nimi ministerstwo kultury, miasto Gdańsk, województwo pomorskie, Fundacja Centrum Solidarności oraz NSZZ "S") sprawuje nad Centrum funkcję nadzorczą.

Zapytana o to, czy można się spodziewać dymisji dyrektora ECS, Czekanowicz odpowiedziała, że "nic na ten temat w tej chwili nie wie".(...)

„Wielka Klęska" za 9 mln złotych

Na organizację obchodów 30-lecia powstania Solidarności ECS otrzymało od ministerstwa kultury dotację w wysokości 11 mln zł. Większość z tej sumy - prawie 9 mln zł - pochłonęło przygotowanie widowiska w reżyserii Roberta Wilsona, okrzykniętego przez "New York Timesa" jedną z najważniejszych postaci współczesnego teatru.

Spektakl oglądali m.in. prezydent Bronisław Komorowski, b. premier Tadeusz Mazowiecki, legendarny przywódca Solidarności i b. prezydent Lech Wałęsa, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

W trakcie widowiska na scenie pojawiały się zagraniczne i polskie gwiazdy muzyki, m.in. Marianne Faithfull, Macy Gray, Rufus Wainwright, Angelique Kidjo, Philip Glass, a także polska wokalistka Kayah i 15-letni pianista Jan Lisiecki.

Przed publicznością wystąpiła również ukraińska artystka Ksenia Simonowa, zwyciężczyni ukraińskiej edycji programu "Mam talent", która na żywo tworzy dłońmi obrazy na piasku, układając z nich całe historie. W widowisku wykorzystano także projekcje wideo.

Całość prowadził Wojciech Mann, a aktorzy Krystyna Janda i Jerzy Radziwiłowicz recytowali fragmenty literatury polskiej, m.in. wiersz Wisławy Szymborskiej "Jacyś ludzie" i tekst 21 postulatów z sierpnia 1980 roku. Widowisko zakończyło się pokazami pirotechnicznymi francuskiej Groupe F.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Czw Wrz 09, 2010 22:10

Kultura w/po kampanii wyborczej (64)
Konkurs „Hip-hop o Katyniu”

Europoseł Marek Migalski chce, aby młodzi hiphopowcy napisali piosenkę o zbrodni katyńskiej oraz o katastrofie pod Smoleńskiem. Migalski wymyślił konkurs "Hip-Hop o Katyniu", by zachęcić młodych ludzi do zainteresowania się historią i tematyką patriotyczną.

Europoseł tłumaczy, że hip-hop to młodzieżowy sposób na wyrażenie emocji i dzięki takiej estetyce można również mówić o bolesnej części historii Polski. Bo - jak podkreślił polityk - hip-hop może być inny, niż to się wydaje, a młodzi ludzie mają różne sposoby wyrażania swoich emocji.

Ideą tego konkursu - wyjaśnia Migalski - jest to, by młodzi ludzie w naturalny dla siebie sposób wyrazili emocje i pokazali, że są tak samo wrażliwi jak ci, którzy zasiadają w krawatach w filharmonii. Marek Migalski dodaje, że od artystów zależy, czy swoje utwory poświęcą zbrodni katyńskiej czy katastrofie z 10 kwietnia. Najlepiej, by obie te tragedie połączyli.

Wiceprezes Federacji Rodzin Katyńskich Krystyna Brydowska nie chciała komentować inicjatywy europosła Migalskiego. Podkreśliła jednak, że najważniejsze jest, by teksty godnie ujmowały tragedię katyńską. Jej zdaniem, nie jest ważny w tym przypadku rytm, ale pamięć, którą będą pielęgnować młodzi ludzie.

Nagrodą za najlepszy utwór jest koncert oraz nagranie swojego singla w profesjonalnym studiu. Na stronie organizatorów, www.hiphopokatyniu.pl można samodzielnie skomponować utwór, wgrać go na stronę i oceniać już zamieszczone piosenki. Tam też można znaleźć szczegółowe informacje i regulamin konkursu.

Rozstrzygnięcie nastąpi 10 października, dokładnie sześć miesięcy po tragedii w Smoleńsku.(meg, bart)
http://wiadomosci.wp.pl/k...ml?ticaid=1adb6

andros - Pią Wrz 10, 2010 10:54

Kultura w/po kampanii wyborczej (65)
Rockowy spichlerz

„Dotację w wysokości ponad 1,5 mln zł ze środków z UE przyznał zarząd województwa wielkopolskiego na utworzenie w Jarocinie Spichlerza Polskiego Rocka.

To specyficzne muzeum ma powstać w ciągu najbliższych dwóch lat.

Spichlerz Polskiego Rocka w Jarocinie będzie miejscem, w którym będą zbierane i udostępniane pamiątki po jarocińskich festiwalach i występujących na nich artystach. Mają one być w nowoczesny sposób eksponowane na trzech piętrach dawnego spichlerza zbożowego, znajdującego się w centrum miasta przy drodze krajowej nr 11.
- Nie będzie to typowe muzeum, do którego odstawia się rzeczy nieużywane, które przeszły do historii. Muzyka rockowa, jej przesłanie mają charakter ponadczasowy, ponadpokoleniowy, są wciąż aktualne. Rock i jarociński festiwal są elementami polskiego dziedzictwa kulturowego, które mamy obowiązek zachować, chronić, dokumentować, udostępniać kolejnym pokoleniom - podkreśla Robert Kaźmierczak, zastępca burmistrza Jarocina. Zaznacza, że prezentacja nagrań i zdjęć ma się odbywać w atrakcyjny sposób, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, multimediów, filmów. - Tak, jak uczyniono to w Muzeum Powstania Warszawskiego czy innych dobrych i nowoczesnych muzeach - ujawnia wiceburmistrz.

Spichlerz Polskiego Rocka ma też stać się miejscem realizacji całkiem nowych projektów kulturalnych. Tam będą mogły pokazywać się młode zespoły, bowiem parter budynku ma pełnić funkcję gospody muzycznej. - Festiwal przyciąga obecnie ludzi tylko przez trzy-cztery dni w roku, Spichlerz Polskiego Rocka ma być tym magnesem, który działa na fanów muzyki rockowej przez cały rok. To wynika wprost z propozycji zawartych w strategii promocji miasta - mówi Adam Pawlicki, burmistrz Jarocina.

Spichlerz będzie funkcjonował jako część Muzeum Regionalnego w Jarocinie, które złożyło wniosek do Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego o dofinansowanie przedsięwzięcia. 9 września Zarząd Województwa Wielkopolskiego przyznał na jarociński projekt ponad 1,5 mln zł - czyli pełną kwotę, o jaką ubiegało się Muzeum. To 85% wartości ekspozycji. - Koszty ekspozycji to wszystko to, co jest elementem miękkim tego projektu, czyli zdjęcia, prawa do tych zdjęć, licencje do filmów, prawa autorskie do nagrań. Dużą część zajmuje promocja samego projektu, które ma przyczynić się do zwiększenia zainteresowania kulturą oraz przyciągnięcia do Jarocina i do Wielkopolski turystów z całej Polski - mówi Sebastian Pluta, dyrektor muzeum. Wniosek przewiduje również pozyskanie pieniędzy na zakup archiwalnych nagrań, jak również na produkcję dwudziestu15-minutowych odcinków filmu poświęconego kolejnym edycjom festiwalu.

Warto zaznaczyć, że dotacja dla Jarocina jest zarazem najwyższą spośród tych, które zostały przyznane na wielkopolskie projekty kulturalne.
Częścią projektu Spichlerz Polskiego Rocka jest mobilna, plenerowa wystawa pokazująca minione edycje jarocińskiego festiwalu. Jej otwarcie nastąpiło podczas tegorocznego Jarocin Festiwalu. Za kilka dni 17 podświetlane słupy z planszami wystawowymi będzie można oglądać w Opolu, a później w innych miastach Polski."
http://samorzad.pap.com.p...Sum=-1355667869

andros - Sob Wrz 11, 2010 15:14

Kultura w/po... (66)
Kulturalne partnerstwo

„Chcemy, żeby o kulturze mówiono głośno i często – mówi Marcin Niewęgłowski, główny specjalista ds. komunikacji społecznej Samorządowej Instytucji Kultury "Szczecin 2016".

Szczecin wystosował zaproszenia dla Białegostoku, Bydgoszczy, Gdańska, Katowic, Lublina, Łodzi, Poznania, Torunia, Warszawy i Wrocławia – pozostałych 10-ciu miast ubiegających się o miano ESK w 2016 roku – do stworzenia partnerstwa.
- Chcielibyśmy, żeby dzięki tej inicjatywie miasta wspierały się wzajemnie - wymieniały doświadczenia, know-know, aby o kulturze mówiono tak często, jak o ekonomii – podkreśla Marcin Niewęgłowski.

„Mamy przekonanie, że chociaż tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 otrzyma tylko jedno miasto, to dzięki dotychczasowemu zaangażowaniu w każdym z naszych miast będą w dalszym ciągu zachodziły wielkie zmiany. Warto dzielić się doświadczeniami i wspierać w tych procesach” – czytamy w liście do 10 miast.

Pomysłodawcy wspierali się na podobnym porozumieniu miast w Wielkiej Brytanii, które powstało po ich staraniach o tytuł ESK w 2008 r., kiedy to wygrał Liverpool. Jak podkreśla Marcin Niewęgłowski, ta organizacja nadal działa. W planach jest także stworzenie sieci miast współpracujących w Hiszpanii.

W Polsce dotychczas nie było takiej inicjatywy, a Szczecin wystąpił ze swoim pomysłem dostrzegając zmianę sposobu postrzegania kultury w miastach starających się o miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016. – Dobrze byłoby, gdyby zmiany, jakie zaszły dzięki staraniom o ESK trwały w dalszym ciągu – wyjaśnia Marcin Niewęgłowski. Współpraca między miastami, zdaniem autorów listu, doprowadzić może do wzmocnienia roli kultury. Sojusz będzie też cennym partnerem dla miasta, które wygra."(...)
http://samorzad.pap.com.p...kSum=1056231549

andros - Sob Wrz 11, 2010 15:39

Kultura w/po... (67)
Była szansa na utrzymanie zerowego podatku

W wywiadzie poświęconym niedawnej decyzji o podniesieniu stawki VAT na książki i czytelnictwu w Polsce, minister kultury Bogdan Zdrojewski mówi "Gazecie Wyborczej", że mieliśmy szansę utrzymania zerowej stawki podatku.

- O tym trzeba było pomyśleć w momencie negocjacji przed przystąpieniem Polski do Unii. A wtedy walczono o różne inne rzeczy - o mleko, rolnictwo, stocznie... O kulturze myślano niewiele - to błąd, za który cenę teraz płacimy - powiedział Zdrojewski.

Choć do tej pory w Polsce obowiązywał zerowy VAT na książki, czyta u nas najmniej ludzi w Europie. W Danii, gdzie ten podatek wynosi 25%, czyta proporcjonalnie dwa razy więcej osób niż u nas.
http://podatki.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

andros - Pon Wrz 13, 2010 09:45

Kultura w/po... (68)
„Muzyka rozwija – pomyśl o swoim dziecku”

W sierpniu 2010 ruszyła ogólnopolska kampania edukacyjno-informacyjna, której hasło przewodnie brzmi „Muzyka rozwija – pomyśl o swoim dziecku”. Jej celem jest zwrócenie uwagi na fakt, że edukacja muzyczna – jak też słuchanie muzyki – przyczynia się do ogólnego rozwoju człowieka.

W związku z tym powstało osiem wariantów plakatów, które informują o wymiernych korzyściach jakie niesie obcowanie dziecka z muzyką. Akcja adresowana jest głównie do rodziców dzieci w wieku szkolnym. Obok tzw. reklamy zewnętrznej kampania będzie realizowana w prasie, radiu i telewizji.

Chopin2010.pl, oficjalny portal Roku Chopinowskiego, uruchamia we wrześniu internetową Bazę wiedzy o życiu i twórczości Fryderyka Chopina, specjalnie dla osób poszukujących materiałów edukacyjnych. Internauci mogą tam m.in. dzień po dniu towarzyszyć Chopinowi, śledząc kartki z chopinowskiego kalendarza, odwiedzić wirtualną galerię miejsc, osób i przedmiotów związanych z kompozytorem, poznać jego ulubione gatunki muzyczne, a na koniec sprawdzić swoją wiedzę, rozwiązując quizy.
W Bazie wiedzy zgromadzono także materiały edukacyjne przygotowane specjalnie dla nauczycieli, scenariusze lekcji opracowane przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, interesujące filmy, zdjęcia, utwory oraz krótkie opisy dostępnych na rynku książek i płyt. Korzystając z Bazy wiedzy jako mapy kompetentnych źródeł, zarówno dzieci, jak i dorośli będą mogli kontynuować swoje muzyczne poszukiwania, by odnaleźć to, co dla nich w muzyce najcenniejsze.
http://biuro.chopin2010.p...m-dziecku.html.

andros - Pon Wrz 13, 2010 21:10

Kultura w/po... (69)
Zbudujmy gminom orliki kultury...

Aby ludzie uczestniczyli w kulturze potrzeba edukacji kulturalnej. Bez tego trudno będzie zachować i dziedzictwo kulturalne i ustrzec Polskę przed funkcjonalnym analfabetyzmem. O upowszechnianie czytelnictwa dba Instytut Książki, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego  przygotowało wieloletni program Biblioteka + oraz Kultura +. W ubiegłym roku wsparło także wszystkie kampanie promujące czytanie – było ich jedenaście. Najważniejsza to “Cała Polska czyta dzieciom”.

Starania aż 11 polskich miast o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku pokazują, że coraz większa liczba samorządowców zdaje sobie sprawę z potencjału jaki niesie ze sobą kultura oraz inwestowanie w nią.

O uczynieniu w Polsce z kultury absolutnego lidera w absorpcji środków europejskich, promowaniu czytelnictwa, zerowej stawce VAT-u na książki oraz potrzebie edukacji kulturalnej minister Bogdan Zdrojewski mówi w weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej.
Cały wywiad przeczytaj tutaj:
http://wyborcza.pl/1,7524...ki_kultury.html

andros - Sro Wrz 15, 2010 09:14

Kultura w/po... (70)
Darowizna dla kultury lokalnej

"Głogów. Darowizna dla powiatu znowu poróżniła radnych. Tym razem poszło o teatr. Radni Platformy Obywatelskiej wnioskowali, by nie głosować podczas wtorkowej sesji uchwały, przekazującej ruinę powiatowi. Przeciwni byli także niektórzy radni rządzącej w mieście koalicji.

Jeszcze w ubiegłym roku zarząd powiatu zwrócił się do władz miasta o nieodpłatne przekazanie powiatowi budynku teatru Andreasa Gryphiusa. Po wydzieleniu działki, na której znajduje się ruina, prezydent postanowił przychylić się do wniosku starosty. Radni Platformy, czyli ugrupowania sprawującego władzę w powiecie uznali jednak, że nie należy przyjmować uchwały o darowiźnie.

- Brakowało nam projektu umowy darowizny, która określa warunki, na jakich ma być ten budynek przekazany. Podczas dyskusji został wywołany temat hospicjum. Została podjęta uchwała intencyjna, przekazująca powiatowi budynek przy ulicy Jesiennej. Zabrakło projektu porozumienia i sprawa ciągnie się do dzisiaj. Nauczeni doświadczeniem uważamy, że taka umowa powinna stanowić załącznik do uchwały o darowiźnie – tłumaczy Karol Szczepaniak, wiceprzewodniczący klubu radnych PO.

Wniosek radnych PO wywołał duże poruszenie. Wywiązała się długa i momentami burzliwa dyskusja. Okazało się, że nie wszyscy radni rządzącej w mieście koalicji zgadzają się na oddanie ruin teatru powiatowi. Przeciwna temu była radna Anna Milicz. - Uważam, że jest to niepotrzebny spór polityczny pomiędzy władzami miasta i powiatu. Dwie opcje polityczne spierają się ze sobą, nie biorąc pod uwagę dobra społecznego i zabytku, który przekazujemy powiatowi – mówiła radna niezależna.

Anna Milicz stwierdziła również, że w mieście nie jest potrzebna jeszcze jedna instytucja kulturalna, a właśnie taką chce stworzyć w odbudowanym teatrze powiat. Za darowaniem ruiny byli natomiast radni Prawa i Sprawiedliwości oraz lewicy. O przekazanie budynku apelowała Ewa Pawlak Osomańska. - Przede wszystkim chciałam, żeby inny samorząd też miał szansę zaistnienia w dziedzinie kultury. W pełni się zgadzam z tymi, którzy popierają pomysł, by w przekazanym budynku funkcjonował teatr – twierdzi radna lewicy.

Chociaż dyskusja momentami była ostra, prezydent Jan Zubowski był z niej zadowolony. Jak stwierdził, świadczyła ona, że radni zainteresowani byli tematem darowizny. - Zależy im na tym, żeby zarówno Głogów, jak i powiat głogowski rozwijał się jak najlepiej. Umowę z powiatem będziemy negocjować. Potrzebne jest wysłuchanie argumentów drugiej strony – powiedział nam prezydent Zubowski.

Ostatecznie uchwałę dotyczącą przekazania powiatowi ruin teatru przegłosowano. Za jej przyjęciem głosowało 13 radnych, sześciu było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu. (mai)"
http://miedziowe.pl//content/view/44370/189/

andros - Wto Wrz 21, 2010 10:22

Kultura w/po ... (71)
Kultura, głupcze !

W najnowszym numerze „Przekroju” Joanna Mytkowska, Dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie parafrazuje zdanie Billa Clintona w odniesieniu do gospodarki.

Kongres Kultury Polskiej, który odbył się w 2009 roku przyniósł ożywienie w życiu kulturalnym, a szczególnie w dyskusji na temat kultury po stronie obywatelskiej.

„Rośnie świadomość , że od stanu wykształcenia i kompetencji kulturowych zależy jakość życia. Bez umiejętności rozumienia współczesnego świata , dzielenia się wiedza o nim, nie ma rozwoju. Rozwinięte gospodarki są obecnie oparte na innowacyjności. A ta się nie pojawi bez inwestycji w naukę i kulturę.(…). Dlatego trzeba inwestować w infrastrukturę kulturalną, program rozwoju czytelnictwa i edukację artystyczną”.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze „Przekroju”.
http://kulturasieliczy.pl/
http://przekroj.pl/kultura.html

andros - Sro Wrz 29, 2010 12:07

Kultura w/po... (72)
“Rząd nie odbierze przywilejów twórcom

Ministerstwo Finansów nie pracuje nad odebraniem ulg dla środowisk twórczych - poinformowała tvn24.pl rzeczniczka resortu Magdalena Kobos. Taką możliwością postraszył w poniedziałkowym programie telewizji publicznej premier Donald Tusk. Przeciwko zapowiedziom premiera zaprotestowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Premier zasugerował w programie Tomasza Lisa odebranie twórcom przywileju odliczania 50 proc. kosztów odliczania przychodu. Oznaczałoby to podwyższenie podatku płaconego przez osoby zatrudnione na umowę o dzieło.
Jak informuje Ministerstwo Finansów, obecnie nie są prowadzone żadne prace nad zmianą przepisów. "Pan premier rozpoczął dyskusję na temat jednakowych dla wszystkich grup zawodowych zasad odliczania kosztów uzyskania przychodów. W tej chwili nie ma projektu przepisów, które regulowałby tę kwestię" - czytamy w oświadczeniu przesłanym tvn24.pl przez rzeczniczkę prasową ministerstwa Magdalenę Kobos.

Kto biedniejszy?

Tusk argumentował swoją wypowiedź twierdzeniem, że jest to przywilej dziennikarzy, którzy i tak zarabiają wielokrotnie więcej niż nauczyciele. Zaprotestowało przeciwko temu Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. "Z reguły styka się Pan z wąską dziennikarską „elitą zarobkową” i może stąd błędne mniemanie dotyczące zarobków w branży. Realne zarobki przeciętnego dzisiejszego dziennikarza to w Warszawie 2-5 tys. złotych, a dziennikarzy lokalnych nawet poniżej 1,5 tys. złotych" - napisali w liście do premiera Prezes SDP Krystyna Mokrosińska i Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Wiktor Świetlik.

"Zmiana, którą Pan wczoraj zapowiadał - likwidacji odpisu 50-procentowego kosztu uzyskania przychodu - uderza przede wszystkim właśnie w tych najmniej zarabiających dziennikarzy. Pragniemy zwrócić Pana uwagę na fakt, że praca w formie „umowy o dzieło” wiąże się z brakiem okresu wymówienia, publicznego ubezpieczenia zdrowotnego, składki emerytalnej, czy pakietów socjalnych, powszechnych w korporacjach, a także administracji publicznej" - dodaje SDP.”
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

Tyrki - Sro Wrz 29, 2010 19:58

No właśnie KULTURA, a nie to co nam zaserwowano ostatnio. Gwoli przypomnienia materiał filmowy:

http://www.youtube.com/wa...player_embedded

Tyrki - Sro Wrz 29, 2010 20:01

Zapomniałem dodać ten link, a głównie mi o ten tutaj chodziło:

http://www.youtube.com/wa...player_embedded









PS. Jakoś mało czytelne jest to forum lubińskie. :(

andros - Sob Paź 02, 2010 14:30

Kultura w/po... (73)
Pracownicy III sektora w szarej strefie ?

-Zauważyliśmy niepokojącą zmianę w tegorocznych warunkach Programów Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - alarmuje Centrum Edukacji Obywatelskiej. Zmiany te mają negatywne skutki dla warunków zatrudnienia pracowników organizacji pozarządowych realizujących dofinansowane przez MKiDN projekty. Publikujemy list otwarty CEO i odpowiedź MKiDN.

Centrum Edukacji Obywatelskiej wystosowało w tej sprawie otwarty list do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.Organizacja pisze w nim m.in.: "W 2010 roku w ramach programu Edukacja kulturalna, w załączniku nr 1 do regulaminu programu, zawierającym wykaz kosztów kwalifikowanych, pojawił się zapis uniemożliwiający finansowanie z dotacji wynagrodzeń pracowników zatrudnionych na podstawie umów o pracę. Do kosztów kwalifikowanych zaliczane są m.in. honoraria/wynagrodzenia koordynatora projektu oraz obsługi finansowej i księgowej projektu, ale nie mogą to być płace pracowników etatowych wnioskodawców. Kosztami kwalifikowanymi mogą być wyłącznie koszty finansowane w oparciu o faktury (wystawiane przez firmy oraz osoby prowadzące działalność gospodarczą) oraz umowy zlecenia/o dzieło wraz z rachunkiem". CEO zaapelowało do Ministra o zmianę tych zasad.
 
W odpowiedzi, jaką otrzymali z MKiDN (kopia w załączeniu) powołano się na Art. 131 Ustawy o finansach publicznych. Brzmi on w następujący sposób (http://isip.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20091571240):

"Art. 131. Dotacje podmiotowe obejmują środki dla podmiotu wskazanego w odrębnej ustawie lub w umowie międzynarodowej, wyłącznie na dofinansowanie działalności bieżącej w zakresie określonym w odrębnej ustawie lub umowie międzynarodowej".
MKiDN twierdzi, że finansowanie ze środków Programów MKiDN wynagrodzeń osób zatrudnionych tytułem umowy o pracę, pracujących na rzecz konkretnego projektu, łamałoby zasadę opisaną w tym artykule.

- Uważamy, że to nadinterpretacja. Skoro koordynator projektu, jego finansista i osoba w księgowości, która obsługuje projekt pracują na rzecz tego projektu (w ramach swoich obowiązków etatowych i w godzinach pracy) -  to fundusze jakimi opłacane są umowy o pracę danych pracowników nie stanowią  dotacji podmiotowej lecz dotację celową. Dlaczego „dotowanie wynagrodzeń etatowych równoznaczne jest z finansowaniem działalności bieżącej”? - pytają członkowie zespołu CEO.
- Czekamy na opinię kancelarii prawnej, która zgodziła się nam pomóc w ramach współpracy z Centrum Pro Bono, z którym również konsultowaliśmy się w tej sprawie. W naszym piśmie do Ministra wyraziliśmy pogląd, że zapisy stosowane w Programach MKiDN mogą zostać odebrane jako dyskryminacja pracowników III sektora. Nie rozumiemy bowiem, dlaczego fundacje i stowarzyszenia napotykają trudności, chcąc zatrudniać pracowników do prowadzenia projektów kulturalnych zgodnie z Kodeksem Pracy? Takie dyskryminujące ograniczenia nie pojawiają się np. w dotacjach Komisji Europejskiej. Być może inne organizacje pozarządowe działające w sferze kultury i edukacji kulturalnej w Polsce mają własne, inne niż nasze doświadczenia w tej materii? Może my niewłaściwie interpretujemy zapisy Ustawy o finansach publicznych i trzeba zgodzić się z interpretacją podaną przez MKiDN? Może pracownicy III sektora powinni dobrowolnie rezygnować ze stosowania wobec nich Kodeksu Pracy i przenieść się do „szarej strefy”, bo takie są wymogi Ministerstwa Kultury? Tych MOŻE jest dużo… Może inne organizacje zechcą do nas napisać i wyrazić swoją opinię w sprawie niemożności finansowania wynagrodzeń etatowych podmiotów ubiegających się o dotacje w ramach Programów MKiDN? Czekamy i z góry dziękujemy za wszystkie uwagi i opinie.
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/591219.html

andros - Nie Paź 03, 2010 10:41

Kultura w/po... (74)
Wykluczeni z kultury

W Polsce osoby z dysfunkcją wzroku i słuchu rezygnują z kultury. Nie robią tego z braku chęci, ale niestety z przymusu. Zdecydowana większość teatrów, kin oraz muzeów nie jest przystosowana dla osób z wadami wzroku i słuchu. I choć z czasem kultura staje się dla nich coraz bardziej dostępna, zmiany te zachodzą bardzo powoli.
(...)
W Polsce zdecydowana większość instytucji kultury nie jest przystosowana dla osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu. Brakuje przygotowania technicznego, odpowiedniego oznakowania, wykwalifikowanego personelu oraz samej informacji o wydarzeniach.
(...)

Jak temu zaradzić

Audiodeskrypcja to dodatkowa ścieżka dźwiękowa, która wzbogaca dialogi aktorów o opis scenografii, kostiumów, czy gry aktorskiej, a więc o to, czego osoby z dysfunkcją wzroku nie mogą zobaczyć. Zastosowanie tej technologii umożliwia osobom niewidzącym odbiór m.in. spektakli teatralnych oraz filmów. Coraz częściej do audiodeskrypcji wykorzystuje się mowę syntetyczną, a więc wytworzoną przez komputer. Rozwiązanie to jest nieco tańsze. Mowa syntetyczna jest nieustannie udoskonalana, dzięki czemu komfort oglądania filmów jest coraz większy. Audiodeskrypcję można wykorzystywać także w muzeach oraz galeriach. Dzięki profesjonalnemu opisowi (zgodnie z zasadą "od ogółu do szczegółu") osoba niewidząca może wyobrazić sobie konkretną rzeźbę lub obraz.

W przypadku osób niedosłyszących oraz niesłyszących stosuje się napisy, język migowy, słuchawki wzmacniające dźwięk oraz pętle indukcyjne, które współpracują z indywidualnymi aparatami słuchowymi. Podczas spektakli teatralnych osoba ustawiona w widocznym miejscu, poprzez język migowy, relacjonuje dialogi aktorów. Do filmów najczęściej wykorzystuje się napisy, które zawierają treści wypowiedzi oraz opisy dźwięków i muzyki. Wygodnym rozwiązaniem jest umieszczanie audiodeskrypcji oraz napisów dla niesłyszących na płytach DVD, o co od kilku lat zabiega Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, w ramach projektu „Poza Ciszą i Ciemnością”. Dzięki takim rozwiązaniom filmy mogą stać się dostępne również dla osób niewidomych i niesłyszących.

W czym tkwi problem

Zgodnie z unijnym prawem instytucje publiczne mają obowiązek przystosowania swoich placówek do osób niepełnosprawnych. Dotyczy to zarówno osób niepełnosprawnych ruchowo oraz tych z dysfunkcjami wzroku i słuchu. Przepisy te jednak nie są respektowane, co nie mobilizuje dyrektorów placówek do wprowadzania zmian. Zdaniem Aldony Machnowskiej-Góry, problemem nie jest brak pieniędzy, ale niewystarczający przepływ informacji.
- Przystosowanie kin, teatrów, czy muzeów dla osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu jest relatywnie niedrogie. Nie wymaga bowiem budowy specjalnych podjazdów, montażu wind, ani żadnych poważnych zmian architektonicznych.

Podobnego zdania jest Marek Kraszewski, Dyrektor Biura Kultury m. st. Warszawy.
– Nie chodzi o pieniądze, to nie są kosztowne sprawy. Chodzi o zmianę mentalności. Przedstawiciele placówek kulturalnych muszą zrozumieć potrzeby osób niepełnosprawnych i wyjść im naprzeciw.
(...)
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/590676.html

Saracen - Wto Paź 05, 2010 12:19

Pokażę wam coś.
O co dziś tak naprawdę chodzi w kulturze najlepiej pokazuje film dokumentalny

"Rytm to jest to", w którym obok szerzenia kultury mamy do czynienia z projektem społecznym.

Warto obejrzeć.

andros - Wto Paź 05, 2010 13:23

Chociażby ostatnie projekty muzyczne, w których brałem udział (LuPA, I Dzień Bluesa w Lubinie) w moich wyobrażeniach - zachowując oczywiście wszelkie proporcje - nawiązywały do tych idei pokazanych nie tylko w tym, ale i w innych wcześniejszych filmach wpisujących się w tę tematykę. I...z czasem te w/w projekty miały coraz bardziej wypełniać tę idee zawartą w filmach...

A czy Ty, Przemku zaprezentujesz może nam teraz coś swojego w tym stylu ?

Saracen - Wto Paź 05, 2010 14:18

Źle zrozumiałeś.

Zachęcam jedynie do obejrzenia filmu dokumentalnego, który pokazuje jak dwa nieprzystające do siebie światy biorąc udział w pewnym projekcie tworzą nową całość.

Wyluzuj Andrzej, ani nikt cię nie atakuje, ani nikt ci nic nie zarzuca.

andros - Wto Paź 05, 2010 21:15

Przemku, myślę, że dobrze Cię zrozumiałem...chyba Ty nie za bardzo mnie zrozumiałeś...

Od dłuższego czasu jestem wyluzowany, jak rzadko kiedy i nie odebrałem Twojego wpisu jako ataku na moją osobę, czy zarzutu. Na samum początku napisałeś, że coś nam pokażesz - no chyba nie ten film dokumentalny. Więc na końcu wpisu zapytałem, co takiego nam pokażesz.

A jeśli jedynie zachęcałeś do jego obejrzenia - wypowiedziałem się lekko na temat idei w nim zawartych, na które Ty zwróciłeś uwagę. Wskazałem, że tego typu idee i działania nie są czymś szczególnie obcym na naszym gruncie. Posłużyłem się przy tym sobie najbliższymi przykładami, bo znam je dobrze. I...to wszystko.

andros - Sro Paź 06, 2010 13:10

Kultura w/po... (75)
Kreatywne partnerstwo

Konkurs „Pokaż się ! Biznes dla Łodzi” był elementem działań promujących starania Łodzi o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Konkurs polegał na stworzeniu przez firmy z województwa łódzkiego z własnych produktów lub usług logotypu Łódź Europejska Stolica Kultury 2016 wzorowanego na istniejącym logo projektu. Napłynęło 55 imponująco kreatywnych prac konkursowych. W skład Kapituły Konkursu weszli przedstawiciele świata sztuki, biznesu i władz miasta. Kapituła oceniała prace według następujących kryteriów: kreatywność i innowacyjność, jakość i estetyka wykonania, spójność pracy z działalnością firmy.(...)
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Pią Paź 08, 2010 10:46

tomi, o kulturze w Lubinie czy o kulturze w/po kampanii wyborczej – merytorycznie – chętnie rozmawiam właściwie z każdym...
andros - Nie Paź 10, 2010 10:15

Kultura w/po ... (76)
Konwencja Samorządowa SLD

"Człowiek. Dom. Praca" - to hasło wyborcze SLD w nadchodzących wyborach samorządowych.
(...)
Grzegorz Napieralski powiedział, że SLD postawił w tych wyborach samorządowych na ludzi młodych. Mówił też między innymi o potrzebie wyrównywania szans edukacyjnych, bezpłatnym dostępie do internetu i rozwijaniu przedsiębiorczości w gminach. "Jeżeli chcemy wyrównywać szanse edukacyjne i zapobiegać bezrobociu wśród młodych kobiet musimy budować żłobki i przedszkola" - podkreślał. Szef SLD mówił też o potrzebie opieki medycznej i stomatologicznej w szkołach. Obiecał prawdziwe, a nie jak podkreślał "fikcyjne" lekcje etyki i że - jak to ujął - "dziecko, które wybierze etykę nie będzie dzieckiem drugiej kategorii".
Zdaniem Grzegorza Napieralskiego niezbędny jest bezpłatny dostęp do internetu, również w małych miejscowościach i na wsiach. Zwracał uwagę, że rozwijanie przedsiębiorczości w gminach sprzyja tworzeniu nowych miejsc pracy, a tym samym zapobiega migracji ludności.
(...)
Wiceprzewodnicząca SLD Katarzyna Piekarska podkreśliła, że dla lewicy w tych wyborach i zawsze najważniejszy jest człowiek. Chcę, byśmy wcielali w życie zasadę Solidna Lokalna Demokracja - zaznaczyła Piekarska. Dodała, że dla jej partii najważniejsze nie są ani cyfry, ani pomniki, ale właśnie człowiek - ten z przedmieścia i rudery, który potrzebuje publicznej opieki zdrowotnej, gdyż nie stać go na tę prywatną.
Katarzyna Piekarska dodała, że priorytetem SLD w samorządach jest inwestycja w edukację i najmłodsze pokolenia. Posłanka mówiła, że szkoła w samorządach, gdzie rządzić będzie Sojusz ma zagwarantować nauczanie dwóch języków obcych, pracownię komputerową, a także wyżywienie i gabinety lekarskie.
Sojusz idzie do wyborów samorządowych z około 30 organizacjami i ugrupowaniami politycznymi takimi jak: Zieloni 2004, Unia Pracy i Partia Kobiet.
http://www.money.pl/archi...4,0,689868.html

...tylko kultury brak...

pardon, przed chwilą pojawiło się coś o kulturze - dotarłem do info, że:

(...)" Legierski, który był dotychczas rozpatrywany jako potencjalny kandydat Zielonych na funkcję prezydenta Warszawy poparł w tych wyborach Wojciecha Olejniczaka. W razie zwycięstwa wyborczego SLD Legierski ma objąć funkcję wiceprezydenta odpowiadającego za kulturę."
http://lewica.pl/index.php?id=22573

tomi - Nie Paź 10, 2010 11:00

wiem andros, odpisałem im w kontekście tego co napisali (ale odpisze im w ich temacie), ostatni wpis o Lupie był dla mnie dość odkrywczy bo nie wiedziałem że tak to funkcjonowało. co do kultury to czytam sobie czasem co wklejasz bo jest to niezły przegląd tego co się dzieje i w kraju i w mieście. dzięki :)

//elektryk: co za off-top się tu pojawił ... posprzątałem nieco usuwając nie wnoszące nic do tematu wypowiedzi a chłopaki niech się żrą jak lubią w innym temacie. Porządek i kultura w temacie o kulturze musi być. Przekomarzanki tutaj Pozdrawiam!

andros - Pon Paź 11, 2010 11:13

tomi, Lubińskie Prezentacje Artystyczne - LuPA to unikatowe - jak na warunki lubińskie - lokalne partnerstwo wykonawcze w dziedzinie kultury, którego jednak nie udało się rozwinąć po mojej myśli...Nie zagłębiam się w szczegóły, bo o nich pisałem już wielokrotnie i kto chce może sobie poczytać o nich nawet na tym forum chociażby w temacie „LuPA”.
http://forum.lubin.pl/viewtopic.php?t=3747

To, co wpisuję w tematach: „Kultura w kampanii wyborczej” oraz „Kultura w Lubinie” ma dokładnie taki cel, o którym mówisz – dokonywanie przeglądu „tego co się dzieje w kraju i w mieście”.

Chociaż, jak na tym forum przytomnie zauważył internauta podpisujący się nickiem tuptek:
„Wszystko piękne, to o czym pisze Andros. W Lubinie ciężko o bogatą sferę kultury z prawdziwego zdarzenia. I jeszcze długo nic w tym temacie się nie zmieni na lepsze.”
http://forum.lubin.pl/vie...?t=5336&start=0

andros - Sro Paź 13, 2010 10:21

Kultura w/po... (77)
Jestem za muzeum krytycznym

Piotr Piotrowski zrezygnował z funkcji dyrektora stołecznego Muzeum Narodowego, którym kierował od sierpnia ubiegłego roku. W tym okresie zdążył obudzić nadzieje środowisk muzealnego, artystycznego i politycznego na ożywienie zmurszałej nieco placówki; wejść w ostry konflikt z pracownikami merytorycznymi o podłożu ekonomicznym i artystycznym, zorganizować ważną wystawę Ars Homo Erotica, prezentującą homoseksualne kody w dawnej i współczesnej sztuce polskiej oraz światowej, której przedmioty znajdziemy w kolekcji Muzeum; obronić się przed usunięciem ze stanowiska, dzięki wsparciu Rady Powierniczej, która złożyła na ręce Piotrowskiego swoiste wotum zaufania, biorąc jego stronę w sporze z pracownikami; sformułować na prośbę tejże rady plan reformy placówki oraz – po jego, znów przez Radę, odrzuceniu – odejść ze stanowiska.
(...)
Dziś – dwa zagadnienia wydają mi się kluczowe dla prawidłowej oceny tego, co działo się wokół Muzeum Narodowego w Warszawie przez ostatnie czternaście miesięcy. Pierwsze dotyczy strukturalnego umocowania instytucji kultury w systemie społeczno-ekonomicznym. Drugie umocowania światopoglądowego, a więc odpowiedzi na pytanie o funkcje sztuki (w tym sztuki dawnej w nowych kuratorskich interpretacjach) w rzeczywistości wolnorynkowej demokracji, znajdującej się w fazie postępującego, konserwatywnego zwrotu. Oba te czynniki trzeba wziąć pod uwagę również wtedy, gdy mowa o następcach Piotrowskiego na stanowisku dyrektora warszawskiego Muzeum i szerzej – o nominacjach dyrektorskich w muzeach, galeriach sztuki czy teatrach, oraz o miejscu kultury w społecznej rzeczywistości i kulturalnej polityce państwa.(...)

Autor tekstu: Igor Stokfiszewski

Więcej:
http://www.krytykapolityc...m/menuid-1.html

andros - Czw Paź 14, 2010 21:14

Kultura w/po... (78)
Finaliści - kandydaci do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016

Wczoraj w Teatrze Wielkim Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski ogłosił pięciu kandydatów do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Na placu boju pozostały Gdańsk, Katowice, Lublin, Warszawa i Wrocław.

„Braliśmy pod uwagę jakość aplikacji i prezentacji, które oglądaliśmy przez ostatnie dwa dni. Wybraliśmy te miasta, które przekonały nas, że swój program zdołają zrealizować” – powiedział Manfred Gaulhofer, przewodniczący jury, podczas ogłoszenia wyników.

W kuluarach eksperci  i politycy obstawiali Warszawę jako pewniaka zarówno ze względów politycznych, ciekawą promocję  jak i na bogatą ofertę. Mówiło się także, że duże szanse ma Lublin. Nie tylko ze względu na bogatą ofertę kulturową, lecz także granice UE z Białorusią i Ukrainą. Wrocław i Gdańsk od początku wymieniane były w gronie murowanych kandydatów.
http://kulturasieliczy.pl/
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html
http://fakty.interia.pl/p...5-miast,1544319

ps.
Strategie finalistów:
http://wyborcza.pl/1,7547..._strategii.html

andros - Wto Paź 19, 2010 09:17

Kultura w/po... (79)
Rodzinne dynastie w wyborach samorządowych...

"Na samorządowych listach wyborczych roi się od żon, mężów, braci, sióstr i dzieci znanych polityków.

Np. w Szczecinie do rady miejskiej startują Marcin Napieralski i Paweł Juras - brat i szwagier szefa SLD Grzegorza Napieralskiego. W Krakowie o mandat radnego po raz kolejny ubiegać się będzie Jerzy Fedorowicz, syn posła PO Jerzego Fedorowicza. Platforma wystawia też Grzegorza Lipca, męża posłanki Katarzyny Matusik-Lipiec.

We Wrocławiu tradycyjnie - tym razem do sejmiku województwa - startuje Barbara Zdrojewska, żona Bogdana Zdrojewskiego, ministra kultury. Radnym miejskim chce też zostać Przemysław Czarnecki, syn europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. W Gdańsku o mandat radnego miejskiego ubiega się mąż posłanki PO Agnieszki Pomaskiej Maciej Krupa oraz brat posła PiS Andrzeja Jaworskiego - Paweł. W pobliskim powiecie nowodworskim do gry chce wrócić Danuta Hojarska, była posłanka Samoobrony. Startuje z własnym komitetem i... bratową - zaznacza "Rz".

- Powstaje sieć powiązań, która sprzyja powstawaniu układów oligarchicznych - mówi gazecie politolog prof. Wawrzyniec Konarski. O tym dziś w "Rzeczpospolitej"."
http://wybory.onet.pl/sam...aktualnosc.html

andros - Sro Paź 20, 2010 10:39

Kultura w/po... (80)
Muzeum Narodowe w Warszawie powoli się zamyka

Muzeum Narodowe w Warszawie, jeden z najpopularniejszych celów wycieczek szkolnych w stolicy, zamyka najważniejsze stałe wystawy. Powód? Brak pieniędzy.

Od dziś turyści nie mogą już zwiedzać Galerii Sztuki Starożytnej, Galerii Faras, Galerii Sztuki Średniowiecznej oraz Galerii Malarstwa Polskiego i Europejskiego. Co oznacza, że szkolne wycieczki nie obejrzą m.in. słynnego obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki. Władze muzeum uzasadniają swoją decyzję "trudną sytuacją finansową" placówki.

"Otwarta dla zwiedzających pozostaje wystawa czasowa Chopin – ikonosfera romantyzmu (do 14 listopada 2010 r.). Obsługa grup pozostanie niezakłócona. W dalszym ciągu odbywać się będą lekcje muzealne i wcześniej zaplanowane imprezy. W związku z tymczasowym zamknięciem galerii stałych, ceny biletów na wystawę czasową obniżone zostaną do 12 zł (bilet normalny) i 7 zł (bilet ulgowy)" - czytamy w komunikacie Muzeum Narodowego.
http://www.glos.pl/node/1549

andros - Sro Paź 20, 2010 21:22

Kultura w/po... (81)
Konkurs plastyczny

(...)

Brief: 1% na kulturę

“Nad Polską wisi groźba regresu cywilizacyjnego” – tak zaczyna się petycja do Prezesa Rady Ministrów wystosowana przez ruch Obywateli Kultury i podpisana już przez ponad 70 tysięcy ludzi w całej Polsce. Obywatele Kultury domagają się zwiększenia nakładów państwa na kulturę do co najmniej 1% budżetu państwa (więcej szczegółów na stronie www.ObywateleKultury.pl).

Dla rządu to tylko 1% wszystkich wydatków, dla kultury to aż trzykrotny wzrost (http://obywatelekultury.pl/2010/05/jak-liczymy-czyli-dlaczego-jest-gorzej-skoro-jest-lepiej/). 1 % to minimum pozwalające zarówno na umiarkowany rozwój, jak i zachowanie dziedzictwa. Sprawa ważna i pilna, gdy nakłady na kulturę w Polsce należą do najniższych w Europie i stawiają nas na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej. “Polska Radomiem Europy!” – stare prześmiewcze hasło Jeremiego Przybory na naszych oczach znów staje się faktem.

Zadanie:
zaprojektuj plakat z użyciem hasła “1% na kulturę”. Możliwe jest dodanie własnego hasła.

Medium:
plakat lub billboard

Termin nadesłania pracy:
12 listopada 2010 r.

Uczestnicy:
Konkurs jest otwarty dla wszystkich twórców. W konkursie mogą brać udział osoby do 28 roku życia (urodzone nie wcześniej niż w 1982 r.). Nad projektami mogą pracować teamy kreatywne pod warunkiem, że obie osoby spełniają kryterium wiekowe.

Warunki zgłoszenia:
Pracę prosimy nadsyłać w postaci wydruku A4 oraz pliku JPG nagranego na płytę CD lub DVD.
Wydruk i płyta muszą być podpisane. Przesyłka musi zawierać wypełniony i podpisany formularz zgłoszeniowy do pobrania na: http://zloteorly.com.pl/mlode.html

Nagrody:
Grand Prix konkursu Młode Orły 2010 oraz 5000 złotych ufundowane przez polski oddział IAA
(Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy).

Nagrody zostaną wręczone na uroczystości w warszawskim hotelu Westin 13 grudnia 2010 r.
http://obywatelekultury.p...a-1-na-kulture/

andros - Nie Paź 31, 2010 10:49

Kultura w/po... (82)
Zbiórka podpisów trwa nadal

"Drodzy Obywatele Kultury!
Niniejszym ogłaszamy, że zbiórka podpisów trwa do odwołania. Musimy mieć co najmniej 100 tysięcy podpisów, a chcielibyśmy ich – jeszcze więcej, jak najwięcej. Zachęcamy do wykładania list w instytucjach, rozsyłanie wiadomości o akcji do jak największej liczby osób i miejsc, propagowanie naszej strony internetowej, na której także można składać podpisy. Zwłaszcza teraz jest to ważne, kiedy trwają prace nad nową ustawą budżetową, która mimo deklaracji polityków wszystkich partii nie zapowiada znaczącej zmiany. Nasza petycja pozostaje więc w mocy, zbierajmy i podpisujmy!
OGŁASZAMY NOWĄ MOBILIZACJĘ!"
http://obywatelekultury.p...sow-trwa-nadal/

tomi - Nie Paź 31, 2010 17:12

Cytat:
Muzeum Narodowe w Warszawie, jeden z najpopularniejszych celów wycieczek szkolnych w stolicy, zamyka najważniejsze stałe wystawy. Powód? Brak pieniędzy.
Od dziś turyści nie mogą już zwiedzać Galerii Sztuki Starożytnej, Galerii Faras, Galerii Sztuki Średniowiecznej oraz Galerii Malarstwa Polskiego i Europejskiego. Co oznacza, że szkolne wycieczki nie obejrzą m.in. słynnego obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki. Władze muzeum uzasadniają swoją decyzję "trudną sytuacją finansową" placówki.

jeśli tak ma wyglądać "Zaciskanie Pasa" to wg mnie przyniesie to więcej szkody niż pożytku.

andros - Nie Paź 31, 2010 21:15

tomi, Obywatele Kultury myślą podobnie i w liście do premiera tak pisali m.in.:

(...)"Przypominamy: Każda złotówka zainwestowana w kulturę zwraca się dwukrotnie, przyczyniając się do modernizacji i podniesienia jakości życia obywateli. Sektor kultury, z którym bezpośrednio związanych jest pół miliona osób, tworzy nowe miejsca pracy, podnosi kapitał intelektualny i generuje potencjał kreatywny społeczeństwa. Nie godzimy się, by w budżecie państwa największe oszczędności robione były właśnie na kulturze i edukacji, jak stało się to w Ustawie budżetowej na rok 2010. Dlatego też w nadchodzących wyborach będziemy domagać się od kandydatów na prezydenta, posłów i radnych przedstawienia programu działań w sprawie kultury i edukacji w Polsce."(...)
http://obywatelekultury.p.../glowna-wiecej/

andros - Pią Lis 12, 2010 14:40

Szlak kulturalny w Lubinie ?

"Stowarzyszenie Teraz Lubin ogłosiło konkurs na zagospodarowanie ratusza. Inicjatorzy chcą, by to mieszkańcy zadecydowali o losach tego zabytkowego budynku. Wszystkie pomysły zostaną przekazane prezydentowi Lubina.
Mieszkańcy mogą przesyłać swoje propozycje na stronę internetową stowarzyszenia: www.terazlubin.eu.

Członkowie Teraz Lubin mają też swoje pomysły na ratusz. Mógłby tu powstać szlak kulturalny: od CK Muza, poprzez ratusz aż do Wzgórza Zamkowego.

- To miejsce należałoby wykorzystać do celów reprezentacyjnych, np. jako salę, gdzie wręczane byłyby nagrody w konkursach międzyszkolnych, odznaczenia lub chociażby jako miejsce wystaw - mówi Joanna Brzozowiec - Najpierw była tu hurtownia dywanów, teraz będzie sklep mięsny. Czy tak powinna wyglądać przyszłość ratusza? Uważam, że nie. To powinno być miejsce, z którego lubinianie będą dumni.
Konferencję zwołali młodzi działacze Teraz Lubin: Dominik Jędraś, Anna Gojdź i Joanna Brzozowiec. Liczą, że prezydent ustosunkuje się do pomysłów mieszkańców i wreszcie ratusz zostanie odpowiednio zagospodarowany. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi już po wyborach samorządowych.
(mon)
http://miedziowe.pl//content/view/45535/78/

andros - Sob Lis 13, 2010 17:12

Kultura w/po... (84)
Niedomagania kulturalne stolicy wg Legierskiego

(...)
"Jako wiceprezydent odpowiadałbyś za kulturę. W czym Warszawa kulturalnie niedomaga?
Warszawa niedomaga kulturalnie przez to, że rządząca nią PO nie uważa kultury za ważną. Pani prezydent w wielu przypadkach zwasalizowała podległe jej placówki kultury, jak teatry, muzea i galerie w stopniu niewiele mniejszym od tego, którego byliśmy świadkami za czasów prezydentury jej poprzednika (Lecha Kaczyńskiego - przyp. BŚ). Dyrektorzy tych placówek w obawie przed utratą wsparcia Ratusza nie chcą głośno mówić o sprawach, które obnażają mechanizmy zarządzania kulturą w stolicy. Pani prezydent zapewne traktuje kulturę, jak jeden z działów gospodarki wolnorynkowej, który powinien rozwijać się sam wedle wolnorynkowych reguł gry. Tak nie jest. Kultura w Warszawie potrzebuje mocnego wsparcia, ponieważ turystycznie w porównaniu do Krakowa, Gdańska czy Wrocławia ma obecnie niewiele do zaoferowania. Sytuację tę może zmienić poprzez inwestowanie w kulturę i stworzenie takiej oferty kulturalnej, która swoją atrakcyjnością przebije zabytki innych miast. Warszawa potrzebuje szybkiego zrealizowania inwestycji Muzeum Sztuki Współczesnej, będącego obok muzeum Chopina i Centrum Nauki Kopernik powodem, dla którego do Warszawy przyjadą nie tylko turyści z innych polskich miast, ale również z rożnych części świata. Warto tutaj wspomnieć, że co najmniej kilkunastu Polaków zaliczanych jest do światowej czołówki artystów - są to np. Paweł Althamer, Artur Żmijewski, Wilhelm Sasnal – ale daremne jest szukanie w Warszawie galerii, czy muzeów, w których można by zobaczyć kolekcje ich prac. Londyńska Tate Modern Galery, nowojorska MoMA (The Museum of Modern Art. - przyp. BŚ) czy paryskie George Pompidou są wciąż powodem, dla których miliony turystów odwiedza te miasta. Chciałbym, żeby Warszawa również miała co najmniej jeden taki ważny i znany na całym świecie ośrodek kultury. Budżet około 10 mln złotych rocznie wystarczyłby na stworzenie bogatej, i porównywalnej do wspomnianych powyżej galerii, kolekcji dzieł współczesnych artystów z Polski oraz Europy Środkowo-Wschodniej. 500 mln złotych, które pani Gronkiewicz-Waltz przekazała ITI mogłyby wystarczyć na 50 lat funkcjonowania takiej placówki. Według mnie pytaniem retorycznym jest to czy stadion, czy potężna instytucja kulturalna przynosi więcej miastu. Dalej, chciałbym, żeby Warszawa w końcu zbudowała salę widowiskowo-kongresową mogącą pomieścić kilkanaście tysięcy osób. Obecnie takiej sali Warszawa nie posiada, co oznacza, że nie można w stolicy zorganizować chociażby kongresu naukowego na 10 tysięcy osób lub koncertu na 20 tysięcy (oczywiście jeśli sprzyja temu pogoda, to można zorganizować koncert np. Madonny pod gołym niebem na lotnisku Bemowo, ale pogoda sprzyja nam najwyżej od połowy kwietnia do połowy października, a i to wątpliwe). Wreszcie chciałbym, aby w przyjętych w końcu planach zagospodarowania przestrzennego zostały określone rozmaite lokalizacje tak, by w nieruchomościach należących do miasta rozwijać mogłaby się wyłącznie kultura - wolna od konieczności konkurowania w oferowanych przez miasto stawkach czynszu wynajmu lokali użytkowych np. z bankami, punktami sprzedaży przedstawicieli firm telekomunikacyjnych, czy innymi korporacjami. W takich lokalach obowiązywałyby preferencyjne stawki czynszu najmu, a decyzja o tym, komu dany lokal zostanie wynajęty zapadała w oparciu o najciekawszą formę zagospodarowania, a nie najwyższą stawkę czynszu.

Jaką funkcje spełnia kultura? Czy mogłaby Twoim zdaniem przeciwdziałać wykluczeniom społecznym?
Tak, kultura może przeciwdziałać wykluczeniu. Może być, jak mówiłem wcześniej, miernikiem atrakcyjności turystycznej miasta, ale przede wszystkim kultura powinna stanowić pewien rodzaj naszego zbiorowego sumienia, zwierciadła, w którym możemy się przejrzeć i zobaczyć jak funkcjonujemy, jako lokalna, a w tym przypadku warszawska, społeczność. Oczywiście kultura może spełniać również funkcję rozrywkową lub rekreacyjną. Dla mnie jednak najważniejsza rola, jaką ma do odegrania, jest jej zdolność do stworzenia płaszczyzny, na której dojdzie do wzajemnego poznania się obcych kulturowo, etnicznie, czy religijnie, ale żyjących w ramach jednej społeczności ludzi."(...)
http://lewica.pl/index.php?id=22808

***Krystian Legierski, który był dotychczas rozpatrywany jako potencjalny kandydat Zielonych na funkcję prezydenta Warszawy poparł w tych wyborach Wojciecha Olejniczaka. W razie zwycięstwa wyborczego SLD Legierski ma objąć funkcję wiceprezydenta odpowiadającego za kulturę.

andros - Nie Lis 14, 2010 21:00

Kultura w/po... (85)
Prezydent Warszawy o PKiN

(...)
- Nie chciała pani nigdy zburzyć PKiN, tak jak swego czasu chciała to zrobić Radosław Sikorski?
- Nie, nigdy nie chciałam zburzyć Pałacu, bo to jest jakaś fotografia przeszłości, mimo że kojarzy się ze Stalinem. PKiN spełnia wiele kulturalno-edukacyjnych funkcji, to raz, a dwa, że to jest bardzo silna radziecka konstrukcja, którą trudno byłoby dzisiaj zburzyć. No i turyści są nim zachwyceni.”(...)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

tomi - Pon Lis 15, 2010 01:15

Cytat:
No i turyści są nim zachwyceni.

ja się tam nim nie zachwycałem chociaż z rozwalaniem też bym się wstrzymał, przypomniał mi się dowcip przewodnika gdy zwiedzałem swego czasu Warszawę, - wiecie Państwo skąd jest najwspanialszy widok na Warszawę? z PKiN. - a wiedzie dlaczego? - bo nie widać PKiN. To by było na tyle w kwestii zachwytu.

andros - Czw Lis 18, 2010 09:34

Kultura w/po... (86)
W obronie obciachu

Chciałabym wystąpić w obronie nudnej, zapyziałej, przestarzałej kultury. Tej zamkniętej "w zakurzonych muzealnych gablotach", niewybaczalnie obciążonej obowiązkiem zakładania na buty wielkich, szarych kapci, żeby nie zabrudzić podłogi uosobionej przez podstarzałą panią bibliotekarkę niecnie pijącą herbatę za biurkiem w instytucji, w której się "nic nie dzieje". Chyba nie muszę zaznaczać, skąd pochodzą te określenia. Krążą one w mediach, tych nurtu bardziej lub mniej głównego; krążą w rozmowach młodych, wykształconych, postępowych ludzi z dużych miast.

To, co jest poddawane krytyce - czy to będzie tradycyjna wystawa, czy program dzielnicowego domu kultury, czy może staroświecki wieczór poezji - można zamknąć w jednym, jakże pojemnym i łatwym w użyciu określeniu: Obciach. Obciach, który sprawia, że młodzi ludzie nie interesują się kulturą, nie chodzą do muzeów ani do teatrów, nie czują się tam u siebie. Instytucje kultury mają zatem stać się "otwarte", "inkluzywne", "atrakcyjne", mają przyciągać, intrygować, a także przełamywać stereotypy: najchętniej zajmować się tym, co inne, obce, marginalizowane. Po drugie, mają być "interaktywne": nie ograniczać się do nadawania komunikatu, lecz aktywnie włączać odbiorców do "współtworzenia" treści kultury.

Czy to źle? Czy nie jest ważne, by podejmować tematy związane z genderem, seksualnością, mniejszościami etnicznymi? Czy źle jest zachęcać do kreatywnego działania? A jednak twierdzę, że współczesne instytucje kultury - także te, które chętnie nazwałyby się "alternatywnymi", stają się coraz bardziej wykluczające. Nie tyle ze względu na treść, ale przede wszystkim na formę przekazu. A także ze względu na sposób dystrybucji dóbr kultury, który sprawia, że treści z założenia emancypacyjne stają się narzędziem dystynkcji dla coraz bardziej zamkniętej elity. Sztuka zaangażowana, nie mogąc (lub nie chcąc) przekroczyć społecznej bariery, przekonuje już przekonanych. Skutek działań kulturalnych propagujących krytykę społecznej rzeczywistości staje się zatem przeciwny do zamierzonego, a przynajmniej - deklarowanego.

Zacznijmy od formy przekazu. Rozważmy kilka pierwszych z brzegu, przykładów. Improwizowany spektakl musi nazywać się IMPRO-WIZjA-akCJA. Obowiązkowo: myślniki, gra słów, ukryte konteksty. Wystawa o Chopinie, aby stać się nowoczesna - musi mienić się "Ikonosferą romantyzmu", a skądinąd bardzo ciekawy projekt związany z poznawaniem kultury ludowej - EtnoLOG. Sam język, jakim mówi się dziś o kulturze, staje się skomplikowanym kodem, znanym tylko tym, którzy już się w niej świetnie poruszają. Do tego dochodzi estetyka plakatów, wystrój wnętrz teatrów, klubokawiarni, czy nowo powstających bądź modernizujących się muzeów. Często ciekawy i oryginalny, może jednak odstraszać innych niż studenci czy wielkomiejska inteligencja odbiorców kultury. Pracowniczka poczty, emeryt czy osoba z małego miasta odwiedzająca Warszawę nie wybierze się najprawdopodobniej na koncert w Nowym Wspaniałym Świecie (choćby były to "Pozycje klasyczne") czy na festiwal teatralny Warszawa Centralna. Niewtajemniczonym może być nawet trudno się domyśleć, o jaki typ wydarzenia chodzi, gdy patrzą na plakat czy na zapowiedź internetową napisaną w specyficznym żargonie.

Jeszcze większy problem jest jednak ze sposobem, w jaki wydarzenia kulturalne są organizowane, a tym samym - z dostępem do nich. Zaczyna brakować placówek ze stałym repertuarem, bezpłatnym i dostępnych dla wszystkich. Wydarzenia kulturalne pojawiają się coraz częściej pod postacią "projektów" - jednorazowych imprez lub ich serii sfinansowanych za pomocą grantów, których beneficjenci czasem bardziej troszczą się o to, jak rozliczyć dofinansowanie, niż jak dotrzeć z przekazem do tych, którzy najbardziej go potrzebują. Częścią tej plagi spektakularnej jednorazowości są coraz liczniejsze w Warszawie festiwale, o których pisał krytycznie Maciej Nowak w swoim niedawnym felietonie pt. "Pieprzę festiwale". Ponadto wstęp do placówek kulturalnych staje się coraz droższy 17 złotych za bilet na wystawę czasową w Muzeum Narodowego może być ceną zaporową nie tylko dla osób dotkniętych ubóstwem, ale dla wielu tych, którzy muszą liczyć bieżące wydatki.

Wiele się mówi o braku środków na finansowanie kultury, ale mało uwagi poświęca się trosce o grono potencjalnych odbiorców. Jeśli ruchy postępowe, takie, jak Zieloni, domagają się większych wydatków na rozwój kultury w stolicy, to szkoda, że kładą tak mały nacisk na powszechny dostęp do dóbr kultury i potrzebę ich egalitarnego charakteru. W ostatnim wywiadzie na portalu Lewica.pl ("Stolica niedomaga kulturalnie") Krystian Legierski postuluje "stworzenie takiej oferty kulturalnej, która swoją atrakcyjnością przebije zabytki innych miast". Znów mamy retorykę atrakcyjności, nowoczesności, język w gruncie rzeczy marketingowy. Dla Legierskiego priorytetem jest zbudowanie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które miałoby przyczynić się do uczynienia z Warszawy miasta bardziej światowego. Na pytanie, czy kultura może się przyczynić do walki z wykluczeniem społecznym, kandydat odpowiada twierdząco, jednak jego wizja nie wydaje się być przekonująca: "Dla mnie jednak najważniejsza rola, jaką ma do odegrania, jest jej zdolność do stworzenia płaszczyzny, na której dojdzie do wzajemnego poznania się obcych kulturowo, etnicznie, czy religijnie, ale żyjących w ramach jednej społeczności ludzi" - mówi polityk.

Emancypacja mniejszości poprzez przekaz artystyczny to niewątpliwa wartość, ale Legierski zdaje się nie dostrzegać, że wykluczona z kultury staje się większość społeczeństwa - ludzi niezamożnych, gorzej wykształconych, "zwykłych". A jeśli kultura ma być narzędziem edukacji do tolerancji i zrozumienia inności, to powinna być skierowana właśnie do nich - lepiej by więc może zainwestować w bezpłatne, regularnie odbywające się imprezy kulturalne w domach kultury, klubach seniorów czy lokalnych muzeach; lepiej jest rozwijać biblioteki i walczyć o obniżkę cen książek, niż finansować wielkie, spektakularne inwestycje, które mają przyciągnąć zagranicznych turystów. To, co bardziej światowe, to raczej poziom społecznego uczestnictwa w kulturze, niż olśniewający gmach w centrum kulturalnej pustyni.
Wydaje się, że nowe podejście do kultury, które ma być alternatywą dla kulturalnego obciachu - zapyziałych wystaw i napuszonych spektakli - staje się w gruncie rzeczy jeszcze jednym elementem triumfu neoliberalnego myślenia. Kultura - nawet, a może szczególnie ta awangardowa i w zamierzeniu emancypacyjna jest dobrem dla wybranych. Może zatem wymazanie Obciachu i zastąpienie go "nowoczesnymi i otwartymi" instytucjami kultury to estetyczny krok naprzód, ale jednocześnie krok wstecz, jeśli chodzi o równy i powszechny dostęp do dóbr kultury. Kulturalna Warszawa dla elity i dla turystów - to jest dopiero Obciach. Jak Złote Tarasy przy Dworcu Centralnym.

Aleksandra Bilewicz

*Aleksandra Bilewicz - socjolożka i filozofka. Doktorantka Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie zajmuje się antropologią ekologiczną i historią Żydów sefardyjskich. Członkini Młodych Socjalistów, entuzjastka ruchu spółdzielczego.
http://lewica.pl/index.php?id=22843

Andrzej Ossowski

andros - Czw Lis 18, 2010 09:48

Kultura w/po... (87)
Pieprzę festiwale

Wróciłem właśnie z kolejnego festiwalu. I mam juz tego naprawdę dość. Na wortalu polskiego teatru e-teatr.pl zarejestrowanych mamy prawie 600 festiwali. Wypada mniej więcej po 2 dziennie po odliczeniu okresu Bożego Narodzenia i Wielkiego Tygodnia, kiedy tradycyjnie teatry nie działają. Ta festiwalowa biegunka jest fenomenem naszej epoki i wiele mówi o dzisiejszym stylu uprawiania kultury.

Festiwal, w rozumieniu artystycznego święta. pojawił się w Europie po raz pierwszy jeszcze w XVIII wieku. Był to Festiwal Szekspirowski w Stratford organizowany przez Davida Garricka. Przez kolejne stulecia po formę tę sięgano sporadycznie. W historii zapisały się festiwale wagnerowskie w Bayreuth, sztuki dramatycznej w Orange i Paryżu. Przełom nastąpił po II wojnie światowej wraz z niespodziewanym sukcesem skromnie początkowo pomyślanego festiwalu w Avignonie. Z prezentacji spektakli Jean Vilara avignońska impreza dość szybko przekształciła się w jedną z najważniejszych giełd europejskiej sztuki. Inne miasta i kraje zapragnęły mieć analogiczne zdarzenie, przyciągające publiczność i uwagę mediów. Lawina ruszyła. Polska znalazła się na jej trasie z pewnym opóźnieniem, ale jak widać szybko nadrobiła zaległości. Klimat nieustającego święta, przenikający całą współczesną cywilizację Zachodu, osaczył w ten sposób również sztukę.

Festiwale, jako forma organizacji życia artystycznego, są nad wyraz atrakcyjne dla neoliberalnego państwa i społeczeństwa. To swoiste kulturalne alibi, dające ułudę, że sztuka znajduje się w centrum publicznego dyskursu. Ich tymczasowy charakter sprawia, że zamiast zapewnić warunki do systematycznej pracy twórców i podjąć związane z tym ryzyko, wybieramy najsmaczniejsze kąski z cudzych półmisków. Wychodzi taniej i bez niepewności co do finalnego efektu procesu kreacji. Udział w festiwalu w charakterze zarówno widza, jak artysty, daje też miłe poczucie dystynkcji od motłochu. Ilość miejsc jest zawsze ograniczona, impreza nie trwa wiecznie, obejrzą ją lub zagrają na niej tylko wybrani. Dyrektor jednego z festiwali mówi wprost, że na widowni dla zwykłych widzów miejsca nie ma. Sponsorzy, politycy, urzędnicy, dziennikarze zapełniają ją szczelnie. - Muszę przecież jakoś odwdzięczyć się tym, dzięki którym impreza dochodzi do skutku.

Jeszcze atrakcyjniej rysuje się pozycja osób odpowiedzialnych za przygotowanie festiwali. Powstała już całkiem liczna grupa zawodowa, do której obowiązków należy bywanie na festiwalach w charakterze znawców i selekcjonerów. Wiem coś o tym, bo sam do niej należę. Przemierzamy świat jak długi i szeroki i czasami trudno się zorientować czy jesteś w Tokio czy Wrocławiu. Wszędzie te same zatroskane (a może po prostu–znudzone?) twarze ekspertów. Wybierają spektakle i artystów, niczym doświadczeni myśliwi, gromadzący w swoich salonach trofea, którymi następnie chełpią się przed innymi. O proszę, tutaj wisi poroże Luca Percevala, obok głowa Jana Fabre’a, a tam w kącie nieco zakurzony Frank Castorf. A nad kominkiem zawiśnie już za chwilę Krzysztof Warlikowski. Właśnie poluję na niego.

Festiwal idealnie wpisuje się też w oczekiwania klasy rządzącej wobec środowiska artystycznego. Jego zdarzeniowy charakter pozwala przyciągnąć uwagę mediów w większym stopniu niż systematyczna działalność repertuarowa, a zatem jego potencjał promocyjny jest bez porównania istotniejszy. A nic tak nie cieszy władz, jak zaprzężenie sztuki do wozu promocji. Festiwal trzeba też uroczyście otworzyć, co daje możliwość pozytywnej ekspozycji ojców miasta czy regionu, jak sami lubią się określać.

Kilka lat temu, będąc dyrektorem jednej z instytucji kultury, dostałem list od prezydenta miasta z poleceniem, by zgłaszać do ratusza wszystkie zdarzenia artystyczne, które mógłby inaugurować. Wieczorne spektakle w teatrze niespecjalnie się do tego nadają, ale już rozpoczęcie dowolnego festiwalu jest idealną okazją, by wygłosić kilka zgrabnych zdań o sługach Melpomeny. Medialny i promocyjny potencjał festiwali pozwala też podtrzymywać neoliberalny mit o sponsoringu i odpisach podatkowych na kulturę. Na festiwale rzeczywiście udaje się znaleźć pieniądze z budżetów wielkich korporacji, co nie znaczy, że z równą ochotą chcą one finansować codzienną działalność placówek kultury.

Jeżeli pamiętać, że podstawowy sens słowa kultura wywodzi się z łacińskiego czasownika colere, czyli uprawiać i pielęgnować, to jej totalne ufestiwalowienie traktować trzeba jak autoagresję, przypominającą chorobę nowotworową.

Maciej Nowak

*Maciej Nowak - publicysta, krytyk teatralny i kulinarny.Był twórcą i w latach 1990-1992 redaktorem naczelnym "Gońca Teatralnego", a w latach 1994-2005 "Ruchu Teatralnego". Od 1997 do 2000 był kierownikiem działu kultury "Gazety Wyborczej". W latach 2000-2006 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Wybrzeże, który w tym czasie stał się jedną z najżywiej komentowanych polskich scen, miejscem debiutów i sukcesów grupy młodych reżyserów: Grażyny Kani, Agnieszki Olsten, Moniki Pecikiewicz, Pawła Demirskiego, Jana Klaty, Wojciecha Klemma, Grzegorza Wiśniewskiego, Michała Zadary. Od roku 2003 dyrektor Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. W roku 2008 tygodnik "Polityka" uznał go za najbardziej wpływową postać polskiego teatru.
http://www.krytykapolityc...menuid-350.html

andros - Pon Lis 22, 2010 10:12

Kultura w/po... (88)
gloria

Z okazji 85. urodzin Profesora Zygmunta Baumana i wręczenia Profesorowi Złotego Medalu Zasłużony Kulturze Gloria Artis Narodowe Centrum Kultury przygotowało trzy publikacje.

“Księga jubileuszową” – zawiera zbiór okolicznościowych artykułów najwybitniejszych współczesnych socjologów i historyków idei z Polski i ze świata. Zostanie dziś uroczyście wręczona Profesorowi podczas uroczystości.

“Między chwilą a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie” – różne i w różnych czasach pisane eseje poświęcone współczesnej sztuce i estetyce, po raz pierwszy zebrane i opublikowane w jednym woluminie, pokazujące głębokie zainteresowanie Profesora Zygmunta Baumana sztuką współczesną i jej znaczeniem w opisywaniu i przeżywaniu świata przez Autora.

Obie pozycje ukazały się dzięki współpracy Narodowego Centrum Kultury ze środowiskami naukowymi i wydawnictwem Officyna z Łodzi.

Narodowe Centrum Kultury przygotowało również bibliofilskie wydanie eseju Profesora “Z deszczu pod rynnę. Przyczynek do dziejów kulturowego patronatu” opatrzonego posłowiem prof. Anny Zeidler-Janiszewskiej.
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Wto Lis 23, 2010 10:22

Kultura w/po... (89)
Plus dla domu kultury

- Bardzo potrzebowałam takiego wsparcia merytorycznego – ocenia program „Dom Kultury +” Beata Czajka, dyrektorka Gminnego Domu Kultury w Cycowie.

Pierwszy priorytet programu zakłada wsparcie pozamaterialne domów kultury, głównie szkolenia. W drugim priorytecie będzie możliwość ubiegania się o dofinansowanie na konkretne działania animacyjne. Na to, jakie kwoty będą wchodziły w grę, odpowie przygotowana przez DK strategia rozwojowa.

Pani dyrektor uważa, że program to odpowiedź na jej oczekiwania. - Jestem dyrektorem Domu Kultury od roku i bardzo potrzebowałam takiego wsparcia merytorycznego – mówi Beata Czajka.

W związku z udziałem w programie odbyły się szkolenia. W trzydniowym szkoleniu w Warszawie wzięła udział m.in. dyrektor DK w Cycowie wraz z dwoma przedstawicielami lokalnych organizacji pozarządowych.

We wniosku składanym do programu należało przedstawić koncepcję rozwoju domu kultury. W Cycowie podstawą była współpraca ze środowiskiem lokalnym. - Chodziło nam o to, aby program domu kultury dostosować do rzeczywistych potrzeb lokalnej społeczności – wyjaśnia Beata Czajka.

Plan DK w Cycowie zakłada w pierwszej kolejności rozpoznanie potrzeb mieszkańców, a potem wprowadzanie takich działań, które te potrzeby w jak największym stopniu zaspokoją.

Zdaniem dyrektor DK w Cycowie szkolenia były m.in. właśnie po to, aby nauczyć się jak przeprowadzić taką diagnozę i jak stworzyć dokument strategiczny. Oprócz szkoleń udział w programie zakłada też wsparcie merytoryczne trenera. Dom kultury ma przydzieloną osobę, z którą pracownicy mogą się kontaktować i konsultować.

Kolejny priorytet przewiduje wsparcie finansowe. - Najpierw musi jednak powstać strategia rozwoju, na jej podstawie będzie wiadomo jakie kwoty dotacji może konkretny dom kultury otrzymać – tłumaczy dyrektor Czajka.

Zdaniem pani dyrektor fakt, że jest tylko 50 domów kultury, które biorą udział w tym programie świadczy o tym, że można mieć poczucie przynależności do „elitarnego klubu”. Informacje o programie śledziła od dawna, wniosek złożyła jak tylko ogłoszono taką możliwość i – jak przyznaje – z dobrym skutkiem.

Dom kultury w Cycowie funkcjonuje od niedawna, a zdaniem pani dyrektor, ten projekt pomaga m.in. w tym, aby nie poruszać się „intuicyjnie”. – Krótko powiem – to jest to! – ocenia Beata Czajka.

Celem programu „Dom kultury +”, który realizuje Narodowe Centrum Kultury, jest wzmocnienie potencjału i roli domów kultury, zwłaszcza w małych miejscowościach oraz zwiększenie poziomu atrakcyjności usług kulturalnych. Program ma rozpocząć proces przemian domów kultury w Polsce w nowoczesne centra kultury lokalnej. W wyniku oceny formalnej i merytorycznej wybrano 50 domów kultury. Wśród wnioskodawców przeważały gminy miejsko-wiejskie.

W przyszłym roku domy kultury będą mogły starać się o dofinansowanie wzbogaconej oferty kulturalnej i animacyjnej. Jak zapowiada NCK, w późniejszym terminie, w zależności od dostępności środków, będzie można występować o dofinansowanie modernizacji oraz wyposażenia domów kultury.
http://samorzad.pap.com.p...kSum=-477733130

andros - Wto Lis 23, 2010 10:41

Kultura w/po... (90)
Ekonomia kultury

Kto powinien finansować festiwale filmowe, wystawy, przedstawienia teatralne – państwo czy prywatne fundacje? Po co współczesnej demokracji silne media publiczne? A nowe media? Czy państwo powinno je wspierać? Co zrobić, żeby internet nie tylko dostarczał rozrywkę? Dlaczego kultura sieci przynosi zmianę cywilizacyjną? I wreszcie – na czym polega krytyczna funkcja kultury na początku XXI wieku?

Ekonomia kultury przybliża najnowsze światowe trendy w myśleniu o roli kultury. Przewodnik zawiera wybór tekstów zachodnich, definicje pojęć, omówienia teorii „żywych klasyków” (Richarda Floridy, Chrisa Andersona), a także analizy polskich realiów i szkice projektów zmian. Wśród autorów są naukowcy, dziennikarze, teoretycy i twórcy: m.in. Beata Stasińska, Jacek Żakowski, Edwin Bendyk, Maciej Gdula, Maciej Nowak.
http://www.krytykapolityc...j/menuid-1.html

andros - Wto Lis 23, 2010 21:20

Kultura w/po... (91)
Biblioteka: lubię to!

22 listopada rozpoczął się w Warszawie w Centrum Artystycznym Fabryka Trzciny Kongres Bibliotek Publicznych „Biblioteka: lubię to!”. Wśród prelegentów znaleźli się m.in.: Edwin Bendyk, dr Mirosław Fifliciak, profesorowie – Jerzy Bralczyk i prof. prof. Kazimierz Krzysztofek. Szczegółowy program kongresu można zobaczyć tutaj:
http://www.biblioteki.org...res/program/862

Lokalna biblioteka ma być miejscem dla ludzi, a nie składnicą nieczytanych książek. W Stanach inwestycja w biblioteki to tradycja stworzona przez pionierów filantropii. Amerykanie wierzą w magię biblioteki jako miejsca, w którym każdy może realizować swoje pasje. Również w Polsce coraz częściej jednym tchem mówi się o boisku sportowym i bibliotece. W raporcie “Polska 2030″ ministra Boniego biblioteki publiczne znalazły się na drugim miejscu po szkołach jako czynnik wpływający na poprawę jakości życia na wsi. Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z Jackiem Wojnarowskim, prezesem Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, która prowadzi Program Rozwoju Bibliotek Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Wywiad w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej.
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Sob Lis 27, 2010 22:47

Kultura w/po... (92)
Teatralne orliki

22 wnioski, które zostaną przekazane ministrowi kultury, sformułowano na zakończonym we wtorek w Warszawie II Forum Polskiego Teatru. Jego uczestnicy postulują m.in. budowę obiektów widowiskowych w miastach powyżej 30 tys. mieszkańców, tzw. teatralnych orlików.

Forum trwało od poniedziałku, jego wiodącym tematem była prezentacja i omówienie publikacji “Teatry polskie 2007-09″ zawierającej wykaz teatrów publicznych, informacje dotyczące jego pracowników, lokali i scen, przedstawień i publiczności, opracowanej przez Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów na podstawie ankiet nadesłanych z ponad 90 teatrów.

Uczestnicy Forum sformułowali ponad 20 wniosków, które – podobnie jak rok temu – zamierzają przekazać ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu. Jednym z postulatów jest budowa obiektów widowiskowych w miastach powyżej 30 tys. mieszkańców, tzw. teatralnych orlików. Duże obiekty widowiskowe miałyby powstawać w dużych aglomeracjach, m.in. w Warszawie.

Podczas Forum mówiono o wielu utrudnieniach infrastrukturalnych, z którymi borykają się polskie sceny. Jak tłumaczył scenograf i architekt Paweł Dobrzycki, w wielu polskich teatrach brak jest np. małych scen i sal prób – oddzielnie do prób czytanych i prób sytuacyjnych – oraz montowni dekoracji.

Uczestnicy Forum chcą, aby powstał tzw. kodeks projektowania i realizacji obiektów teatralnych, widowiskowych. Miałby on uwydatniać nadrzędność funkcji artystycznej nad “prawami autorskimi architektów”. Kolejny postulat dotyczy zmiany “filozofii budowania teatrów”. Środowisko teatralne chce, aby promowano przekonanie, że “teatr to warsztat pracy artystów, a nie tylko dzieło architektury”.

Teatrolog Lech Śliwonik apelował, aby w nowelizacji ustawy prawo o szkolnictwie wyższym zachować dla studiujących reżyserię teatralną prawo nieodpłatnego studiowania drugiego kierunku. – Tak jak to uczyniono w przypadku studentów reżyserii filmowej – zauważył Śliwonik. Prezes ZASP Joanna Szczepkowska wnioskowała natomiast o zwołanie środowiskowego forum na temat projektu noweli ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, a w szczególności na temat umów i czasu pracy wykonawców. Wiceminister kultury Jacek Weksler, który przybył na zakończenie Forum, ocenił, że bardzo potrzebne jest powołanie przy ministrze kultury stałego zespołu konsultacyjnego.- Będzie on uruchomiony od stycznia 2011 roku, a tematem jego prac będzie pakiet dla kultury zawierający kilkadziesiąt propozycji na najbliższe 5 lat, które mają regulować m.in. życie teatralne w Polsce. (…). Podczas prac można będzie się wspólnie zastanowić np., czy w Polsce potrzebna jest ustawa o teatrze lub kolejna regulacja ustawy o działalności kulturalnej, czy może zupełnie inny akt – mówił Weksler.

Jak ocenił wiceminister kultury, “permanentna współpraca konsultacyjna środowiska teatralnego z resortem jest bardzo istotna”. – Byłoby dobrze gdybyśmy mogli się spotykać choć raz na kwartał, a w sytuacjach nadzwyczajnych – częściej – zaznaczył.

II Forum Polskiego Teatru organizowane było przez Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów i Narodowe Centrum Kultury pod patronatem ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego.
Żródło: PAP.
http://kulturasieliczy.pl...wych/#more-2813

andros - Nie Lis 28, 2010 22:41

Kultura w/po... (93)
Kultura jako zwierzę pociągowe

Na naszych oczach zmienia się język polityki. Kandydaci do rządzenia miastami zaczęli mówić o teatrach, galeriach sztuki i domach kultury

Kilka dni przed wyborami samorządowymi w Warszawie na otwarciu Mediateki, nowoczesnego centrum kulturalno-edukacyjnego w dzielnicy Bielany, rozpętało się piekło. Burmistrz Bielan (SLD) musiał przerwać przemówienie w połowie zdania, gdyż mikrofon przejęła prezydent miasta (PO) i wymieniła zasługi swojej partii dla kultury w Warszawie.

W tym samym tygodniu w Krakowie na otwarcie nowego, jeszcze pachnącego cementem budynku Muzeum Sztuki Współczesnej przybył prezydent Jacek Majchrowski (związany z SLD). “Szlag mnie trafia, kiedy prasa mnie oskarża, iż otwarcie tego budynku to część kampanii wyborczej” – powiedział. To prawda, że pokazanie publiczności muzeum ze zbiorami byłoby bardziej spektakularne niż muzeum pustego. Ale popatrzmy na to z innej strony – kandydat do urzędu prezydenta miasta chwali się przed wyborami nie otwarciem nowej drogi, stacji kolejowej czy szpitala, tylko muzeum i to sztuki najnowszej! Tego jeszcze cztery lata temu nie było.

Tydzień temu w Łodzi na konferencję prasową Marka Żydowicza, szefa festiwalu Camerimage, który jeszcze rok temu odbywał się w Łodzi, a teraz już w Bydgoszczy, przybyli także kandydaci do fotela prezydenta miasta. Bronili Łodzi jako miasta kultury. W kampanii wyborczej oprócz postulatu powrotu festiwalu Camerimage przewijał się też motyw przegranej tego miasta w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. To było dla miasta szokiem – przecież Łódź ma tyle wspaniałych planów związanych z kulturą. Ale okazało się, że frustracja wyzwala energię. Włodzimierz Tomaszewski, kandydat popierany przez prawicowe Łódzkie Porozumienie Obywatelskie (nie mylić z PO) rzucił hasło Łodzi jako “alternatywnej Europejskiej Stolicy Kultury”. Natomiast kandydatka PO Hanna Zdanowska ogłosiła, że chce zamienić kamienice przy Piotrkowskiej w “akademiki artystyczne”. Na fali wyborów mowa jest o tworzeniu nowych muzeów i centrów sztuki.

Podobnie dzieje się również w przegranym o tytuł ESK Toruniu. Kandydaci na fotel prezydenta zaczęli mówić o teatrach, galeriach sztuki i domach kultury. “Powołanie animatorów kultury na każdym osiedlu” zadeklarował Waldemar Przybyszewski (PO), a od swego kontrkandydata, urzędującego prezydenta Michała Zaleskiego (prawicowy Czas Gospodarzy), domagał się obiecanej, lecz nigdy nie opracowanej, Strategii Rozwoju Kultury. Zaleski natychmiast ową Strategię znów obiecał.

Z kolei Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), ubiegająca się o reelekcję w Warszawie, budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej uważa za jedną z głównych kulturalnych inwestycji i punktów programu wyborczego.

Na naszych oczach zmienia się język polityki. Przyczynił się do tego z pewnością Kongres Kultury z września ubiegłego roku w Krakowie, bo wywołał wielki ruch w środowiskach sztuki. Niemal z dnia na dzień zaczęły się one domagać od polityków odpowiedzialności za kulturę. W lutym 2010 roku grupa Obywatele Kultury zorganizowała akcję zbierania podpisów pod listem do premiera z żądaniem zwiększenia wydatków na kulturę do 1 proc. budżetu. Jeszcze kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi 2010 r. Mike Urbaniak na stronie Obywatelekultury.pl celnie punktował, że w deklaracjach wyborczych żadnego z kandydatów na prezydenta RP nie ma ani słowa o kulturze. Już w czerwcu odnotowano podpisy Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Napieralskiego i Jarosława Kaczyńskiego pod apelem Obywateli Kultury.

Jak tak dalej pójdzie, za cztery lata muzea otwierać będą już nie kandydaci na prezydentów miast, tylko RP. Jeśli oczywiście prezydenci miast wcześniej je zbudują. Słucham tej kampanii samorządowej i chciałabym wierzyć, że tak będzie.
Dorota Jarecka
http://wyborcza.pl/1,7596..._pociagowe.html

andros - Wto Lis 30, 2010 10:20

Kultura w/po... (94)
Po co, u diabła, ta kultura...

Polskie elity polityczne i klasa średnia wciąż uważają kulturę za rodzaj wytchnienia od trudów świata, spoza „prawdziwej” i poważnej rzeczywistości, za rodzaj wytwornej paplaniny.

(...)”Dziś głównie kultura chroni nas przed zalewem iluzji z różnych sfer życia.. Daje nam sposoby, byśmy nie dali się zwariować. Jest nośnikiem kontynuacji, nieustającym jej weryfikatorem i odnowicielem. Surowym diagnostą naszych stanów ideowych oraz mentalnych, zbiorowych i indywidualnych, demaskatorem iluzji, nieoczywistych stereotypów, fałszywych lub podejrzanych przeświadczeń. Daje nam więc wielość oglądów świata i wielość historii, bez czego popadlibyśmy w zniewalającą jednorodność. Jest więc kultura strażnikiem życia w rzeczywistości, chroniąc nas przed zwariowanymi ułudami, jest gwarantem wolności, oferując wielość, i jest lustrem, z którego, gdy w nie patrzymy, wciąż przezierają ideały ludzkości.
(...)
Kultura oddziałuje też lokalnie: bezpośrednio zmienia swoje otoczenie. Takie są zresztą ambicje nowoczesnych instytucji kultury. Dziś ludzie chętnie gromadzą się tam, gdzie mogą dowiedzieć się czegoś, coś zobaczyć, ustalić opinię w różnych sprawach. Coraz bardziej intensywne społeczeństwo jednostek potrzebuje coraz więcej miejsc spotkań. Ale takich miejsc, gdzie nie będą traktowani jak konsumenci o arbitralnie zdefiniowanych potrzebach, lecz staną się współautorami wydarzeń. Z tego bierze ruch odnowy domów kultury, które chcą wciągać ludzi w budowę programów działania. Także lokalne biblioteki coraz częściej stawiają nie tylko na pożyczanie ludziom książek, ale także na gromadzenie ich wokół spraw kultury."(...)
http://wyborcza.pl/1,9786...ta_kultura.html

andros - Wto Lis 30, 2010 10:28

Kultura w/po... (95)
Pierwszy polski portal społecznościowy promujący polską kulturę

Na początku grudnia 2010 rusza pierwszy ogólnopolski portal społecznościowy www.mapakultury.pl promujący polską kulturę regionów. Projekt jest wspólną inicjatywą Narodowego Centrum Kultury oraz Centrum Edukacji Obywatelskiej, pod auspicjami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Projekt „Mapa Kultury – Ludzie, Miejsca, Klimaty” to zaproszenie do współtworzenia nowoczesnego narzędzia dokumentującego i promującego dziedzictwo kulturowe Polski. Będzie to interaktywna mapa pokazująca lokalne historie, nieznane miejsca, zapomniane postaci, które miały znaczący wkład w kulturę polską.

Mapa Kultury to baza wiedzy o:
LUDZIACH
biografie i nieznane fakty z życia ludzi kultury: pisarzy i poetów, artystów, plastyków, muzyków, architektów, ludzi kina i teatru, społeczników, czy mecenasów sztuki
MIEJSCACH
opisy i dokumentacja zapomnianych miejsc wartych odwiedzenia: architektury sakralnej (kościoły, klasztory, kapliczki, synagogi, zbory), architektury świeckiej (pałace, zamki, karczmy), parków i ogrodów, zabytków archeologicznych, zabytków techniki, cmentarzy, muzeów, skansenów itp.
KLIMATACH
zawiera informacje o lokalnych obyczajach i tradycjach – związanych z muzyką, śpiewem, tańcem i zabawą. Legendy, miejskie i ludowe opowieści, anegdoty.
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Czw Gru 02, 2010 10:05

Kultura w/po... (96)
Powiedz mi, jakie masz poglądy, artysto

“Z reguły nie pytamy artystów o poglądy polityczne. Tym razem jednak jest inaczej. Wydaje się, że wszyscy artyści reprezentują jakieś określone przekonania, nawet jeśli nie chcą ich jednoznacznie definiować. W świecie sztuki istnieje niepisana zasada, w myśl której sztuka o najbardziej nawet politycznej ambicji, tworzona jest z pozycji, która nie ma politycznego imienia. Artysta pozostaje neutralny, nawet jeśli w oczywisty sposób neutralny nie jest.

Nasza rzeczywistość kształtowana jest przez politykę - sztuka również od niej zależy. Polityka wcale nie oznacza brutalnej walki o władzę i nieczystych kombinacji, nawet jeśli politycy starają się nas przekonać do takiego jej obrazu. Polityka jest przede wszystkim językiem naszych wspólnotowych potrzeb, które raczej łączą ludzi.

Jesteśmy nie tylko istotami ludzkimi, ale także istotami politycznymi, jak mówiła Hannah Arendt. Czy można opisać to, co robią artyści, także w kategoriach ekspresji poglądów politycznych? Pewnie tak i dlatego właśnie ciekawią mnie te poufne informacje, to obsceniczne - światopoglądowe zaplecze sztuki. Nie oznacza to jednak, że decyzje kuratorskie będą zależeć od jakiś preferowanych przekonań politycznych - raczej tak jak zwykle przewodniczką w podejmowaniu decyzji będzie intuicja. Tym razem jednak intuicja będzie nieco zniekształcona przez polityczne identyfikacje. Zobaczymy, co z tego wyniknie.”
Artur Żmijewski
http://www.berlinbiennale...ement_az_pl.pdf

andros - Wto Gru 07, 2010 10:52

Kultura w/po... (97)
Republika Książki - “Czytanie Włącza”. Koalicja na rzecz rozwoju czytelnictwa i bibliotek

W środę 8 grudnia w Bibliotece Narodowej odbędzie się kongres inaugurujący Republikę Książki, której celem jest przeciwdziałanie spadkowi czytelnictwa w Polsce. Kongres poprowadzą Jerzy Baczyński, redaktor naczelny Polityki, oraz Katarzyna Janowska, redaktor naczelna Przekroju. W panelach będą uczestniczyć m.in. ministrowie: kultury Bogdan Zdrojewski, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Piotr Kołodziejczyk i szef doradców premiera Michał Boni, dziennikarze: Grzegorz Miecugow i Miłada Jędrysik oraz naukowcy – Barbara Fatyga i Przemysław Czapliński.

Kongres zainauguruje akcję “Czytanie Włącza”, która będzie obywatelską kampanią na rzecz przeciwdziałania spadkowi poziomu czytelnictwa, oraz skutkom wprowadzenia podatku VAT na książki i czasopisma specjalistyczne.

Program kongresu znajdziecie Państwo tutaj
http://www.republikaksiazki.pl/program

Twórcy REPUBLIKI KSIĄZKI napisali:

„ My, wspólnota ludzi czytających, pragniemy uczynić wszystko na rzecz promocji czytelnictwa. Powołujemy Republikę Książki w trosce o losy nas samych i w naszym wspólnym interesie. Wierzymy, że czytanie jest źródłem naszej wolności i niezależnego myślenia. Wierzymy, że czytanie stymuluje kreatywność i tworzy potencjał twórczy. Jesteśmy przekonani, że czytanie pobudza wyobraźnię, pomaga odnaleźć się we współczesnym, niejednoznacznym świecie, pozwala zrozumieć siebie i innych, uczy mądrze decydować, uniknąć konfliktu, pokonać strach. My, wspólnota ludzi czytających, pragniemy uczynić wszystko na rzecz promocji czytelnictwa. Republika Książki jest wyrazem wspólnej troski o losy polskiej kultury i polskiego państwa, dbałości o powodzenie przyszłych pokoleń. U podstaw Republiki Książki leży przekonanie, że biblioteki, szczególnie w małych miastach i wsiach, powinny stać się centrami lokalnych środowisk, bramami dostępu do wiedzy i Kultury.”

Zachęcamy do podpisania się pod Manifestem tutaj
http://www.republikaksiazki.pl/manifest#
http://kulturasieliczy.pl...wa-i-bibliotek/

andros - Sro Gru 08, 2010 09:37

Kultura w/po... (98)
Muzyk nie wszedł do drugiej tury, na ulicach zamieszki

Zamieszki na ulicach Port-au-Prince w Haiti. Starcia wybuchły po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Na ulice wyszli zwolennicy Michela Martelly'ego, popularnego muzyka, któremu nie udało się przejść do drugiej tury wyborów.

Dopiero druga tura rozstrzygnie, kto będzie nowym prezydentem Haiti. Jak poinformowała we wtorek wieczorem komisja wyborcza, w głosowaniu 28 listopada Mirlande Manigat zdobyła 31,37 proc. głosów, a Jude Celestin - 22,48 proc.

Trzecie miejsce zajął popularny muzyk Michel Martelly, na którego głosowało 21,89 proc. wyborców. Nie liczy się on już jednak w wyścigu do fotela prezydenckiego. 16 stycznia, w drugiej turze wyborów, zmierzą się Manigat, żona byłego prezydenta Haiti, i Celestin, kandydat popierany przez haitański rząd.

Strzały i płonące barykady

Tysiące zwolenników Martelly'ego nie mogą się jednak pogodzić z porażką swego ulubieńca. Na ulicach płoną opony, słychać też strzały. W niektórych miejscach ustawiono barykady. Najpoważniejsza sytuacja jest w zatłoczonych obozach dla ofiar trzęsienia ziemi. Ulice patroluje policja. Zmusiła niektórych uczestników do rozmontowania barykad i rozejścia się do domów.
Kampanię wyborczą i samo głosowanie w pierwszej turze utrudniały epidemia cholery, która zabiła już na Haiti ponad 2 tysiące ludzi i antyrządowe zamieszki w wielu miastach.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Sro Gru 08, 2010 21:51

Kultura w/po... (99)
List otwarty ws. VAT na książki

Od 1 stycznia 2011 wprowadzony zostaje 5-proc. VAT na książki. O ile nie zostanie zrobione przynajmniej tyle - wprowadzenie okresu przejściowego dla wszystkich książek wyprodukowanych do 31 grudnia 2010 roku - wielomiesięczny paraliż rynku książki dotknie wszystkich: od autorów poprzez wydawców, księgarzy i hurtowników po czytelników. Koszta społeczne i finansowe będą olbrzymie. Podważone zostanie też zaufanie do państwa. Wszystko to zaś w imię iluzorycznych „wpływów do budżetu”. Piszą w liście otwartym wydawcy i pisarze.
http://www.krytykapolityc...i/menuid-1.html

***

„Od 1 stycznia ceny niektórych produktów i usług mogą drastycznie wzrosnąć z uwagi na silny wzrost stawek podatku VAT. Tak będzie m.in. w przypadku ubranek i obuwia dla dzieci (stawka VAT na nie wzrośnie z 7 do 25 proc.), książek i podręczników (podwyżka z 0 do 5 proc.), kursów prawa jazdy (z 0 do 23 proc.). Mocno zdrożeją też paliwa i papierosy, bo tu dodatkowo Ministerstwo Finansów chce podwyższyć akcyzę.

Od 1 stycznia zgodnie z nowelizacją ustawy o VAT znikną stawki 3, 7 i 22 proc. i pojawią się nowe: 5, 8 i 23 proc. Ale nowe przepisy przewidują też znacznie poważniejsze zmiany w niektórych przypadkach.
(...)

Książki i podręczniki

Mocno po kieszeni dostaną czytelnicy. Od 1 stycznia zamiast obecnej stawki 0 proc. na książki wprowadzona ma być stawka 5proc. Minister kultury ocenia, że książki zdrożeją o 2-3 proc. Ale zdaniem księgarzy podwyżka sięgnie nawet 8-10 proc. - Księgarze będą zmuszeni uwzględnić nie tylko nowe stawki, lecz także rosnące mocno w ostatnim roku ceny papieru, a także paliw i energii - uważa Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

Podwyżka dotyczyć będzie też podręczników. Rodzina z dwojgiem dzieci w wieku szkolnym zamiast ok. 300 zł za komplet, wyda nawet 60 zł więcej.

Ewa Świerżewska, redaktor portalu Qlturka.pl poświęconego m.in. książkom dla dzieci, obawia się, że podwyżka może niekorzystnie odbić się na poziomie sprzedaży wydawnictw, zwłaszcza dla najmłodszych. - Problem będzie szczególnie dotyczyć książek najbardziej wartościowych, ambitnych, ładnie wydanych, które już obecnie są drogie. Nawet kilkuprocentowa podwyżka sprawi, staną się one jeszcze mniej dostępne - ubolewa Ewa Świerżewska.

Wydawcy wciąż czekają na decyzje resortu finansów w sprawie okresu przejściowego: proponują, by egzemplarze, które zostały wydrukowane przed 31 grudnia, można było przez cztery miesiące wyprzedawać z zerową stawką. Decyzję resort podjąć ma dziś wieczorem.

Pocieszeniem jest to, że potanieją audiobooki oraz e-booki (ale tylko te na nośnikach fizycznych, np. na płytach CD lub DVD). Stawka podatku VAT z obecnych 22 proc. spadnie do 5 proc. - Na tańsze e-booki w wersji online poczekamy, aż zmienią się przepisy unijne – dodaje.”(...)
http://podatki.onet.pl/po...6,1,prasa-detal

andros - Pon Gru 13, 2010 21:35

Kultura w/po... (100)
Więcej kultury, proszę państwa

„Ruch Obywatele Kultury przedstawił w sobotę w Warszawie Pakt dla Kultury – pierwszą w demokratycznej Polsce propozycję umowy społecznej, której przedmiotem jest kultura.
Ten dokument to nowość w europejskiej praktyce dialogu społecznego – dotychczas wyłączną domeną paktów społecznych była gospodarka i polityka socjalna. Najbardziej znane przykłady to umowa społeczna o wychodzeniu z kryzysu, zawarta pod koniec lat 80. w Irlandii między rządem, pracodawcami i związkami zawodowymi czy polski pakt społeczny z 1993 r., który określał zasady prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i zobowiązania państwa wobec pracowników.”(...)

Więcej:
http://obywatelekultury.p...nstwa/#more-626

andros - Sro Gru 22, 2010 09:14

Kultura w/po... (101)
Teatry i domy kultury jedną placówką

W ramach jednej placówki będą mogły działać teatry i domy kultury oraz biblioteki i galerie sztuki.

Usprawnienie funkcjonowania instytucji kultury – to najważniejszy cel nowelizacji ustawy o działalności kulturalnej. Ustawodawca chce to osiągnąć przez umożliwienie łączenia ze sobą takich miejsc jak biblioteki czy muzea. Projekt ustawy, który wprowadza takie rozwiązania, został opracowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wczoraj przyjął go rząd.

Według nowych regulacji instytucje kultury zostały podzielone na dwie kategorie: instytucje artystyczne i inne instytucje kultury. Do pierwszej grupy należeć będą teatry, filharmonie, opery, operetki, zespoły chóralne itd. Instytucje artystyczne są powołane do prowadzenia działalności z udziałem twórców i wykonawców posiadających kwalifikacje zawodowe. Jeżeli zaś chodzi o pozostałe instytucje kultury, to wśród nich znalazły się muzea, biblioteki, domy kultury i galerie. W trakcie konsultacji społecznych Federacja Związków Zawodowych Pracowników Kultury i Sztuki poparła konieczność stworzenia takiego podziału. Według organizacji powinien on jednak dotyczyć nie tylko specyfiki działalności artystycznej, ale także kilku innych aspektów, np. spraw finansowych.

Zgodnie z opinią autorów projektu ustawy prowadzenie np. teatru i galerii lub ogniska muzycznego i orkiestry w ramach jednej instytucji pozwoli na lepsze wykorzystanie środków finansowych, bazy lokalowej i kadr.

W trakcie konsultacji społecznych wiele kontrowersji wzbudziła jednak możliwość połączenia biblioteki z innymi instytucjami kultury oraz połączenie biblioteki szkolnej z publiczną. Jak argumentuje Anna Wiśniewska z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, łączenie bibliotek z innymi instytucjami kultury będzie skutkować ograniczeniem rozwoju jednej placówki kosztem drugiej, a nawet likwidacją jednej z nich. Łączenie dwóch bibliotek, jak obawia się Wiśniewska, nie przełoży się na połączenie budżetów obu placówek, ponieważ osobą zarządzającą w gminie pieniędzmi będzie wciąż ten sam wójt lub burmistrz. Tymczasem wyżej wymieniona FZZPKiS jest w szczególności przeciwna łączeniu bibliotek i muzeów.

Jak uspokaja MKiDN, regulacje dotyczące łączenia instytucji nie wpłyną negatywnie na funkcjonowanie bibliotek, a nowe przepisy będą stosowane bardzo ostrożnie.

– W takiej sytuacji będzie wymagana zgoda ministra kultury, opinia Krajowej Rady Bibliotecznej oraz opinia biblioteki wojewódzkiej. To bardzo duże ograniczenia – komentuje Juliusz Braun, dyrektor departamentu strategii i analiz w MkiDN.
http://prawo.gazetaprawna...a_placowka.html

andros - Sro Gru 22, 2010 18:18

Kultura w/po... (102)
Dzieci i młodzież w roli uczestników i twórców kultury

Już od stycznia 2011 ruszy realizacja 42 projektów nowoczesnej edukacji kulturalnej, które otrzymały granty w ramach Akademii Orange. W II edycji Programu, dzieci i młodzież będą tworzyć muzykę w oparciu o techniki cyfrowe, przygotują gry edukacyjne, interaktywne mapy regionów, wideo dokumentacje, przeprowadzą eksperymenty artystyczne, zapoznają się z kulturą dalekiego wschodu. Łączna pula dofinansowania od Fundacji Orange wynosi 1,5 mln złotych.

Fundacja Orange wierzy, że kultura łączy ludzi, rozwija kreatywność, poszerza horyzonty oraz uczy otwartości na innych. Aby skutecznie zachęcić współczesną młodzież do uczestnictwa i tworzenia kultury, warto pokazywać, że internet i nowoczesne technologie mogą być nie tylko rozrywką, ale także narzędziem do zdobywania wiedzy i pokonywania barier społecznych. Dlatego właśnie w 2009 roku powstał program Akademia Orange, który koncentruje się na nowoczesnej edukacji kulturalnej dzieci i młodzieży, aby wspierać nowatorskie działania organizacji pozarządowych, placówek oświatowych i instytucji kultury (teatry, galerie, muzea, biblioteki, etc.) z całego kraju.

Nagrodzone w II edycji projekty skierowane są m.in. do dzieci niepełnosprawnych, niewidomych, pochodzących z ubogich regionów i dzielnic, do wychowanków domów dziecka czy zakładów poprawczych. Poprzez aktywne uczestnictwo w warsztatach, wydarzeniach kulturalnych i tworzenie materiałów, mają okazję poznawać otaczający świat, integrować się z grupą, a także uwierzyć we własne możliwości.

Łącznie w II edycji zgłoszonych zostało 461 projektów. Zwycięskie inicjatywy wyłoniła Kapituła Akademii Orange, w skład której wchodzą uznane autorytety świata edukacji, nowych technologii, kultury i mediów: prof. dr hab. Barbara Fatyga – antropolog kultury, Jacek Michałowski – psycholog, szef Kancelarii Prezydenta RP, Wojciech Krukowski – historyk sztuki, menadżer kultury, wieloletni dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej, Ewa Zadrzyńska – reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, Edwin Bendyk – dziennikarz, specjalista od nowych technologii, dr Alek Tarkowski – socjolog, koordynator projektu Creative Commons Polska oraz Jadwiga Czartoryska – Prezes Fundacji Orange.(...)
http://kulturasieliczy.pl...tury/#more-2997

andros - Sob Gru 25, 2010 12:00

Kultura w/po... (103)
Akademia Orange dla Bibliotek

W maju 2010 r. Samorządowa Biblioteka Publiczna w Kępnie złożyła wniosek o dotację finansową z programu „Akademia Orange dla Bibliotek". W ramach projektu Biblioteka otrzymała wsparcie finansowe. Pozyskanie środków pozwoliło na zakup sprzętu i oprogramowania niezbędnego do zapewnienia czytelnikom bezpłatnego dostępu do szerokopasmowego łącza internetowego. Fundacja pokryje także roczny koszt abonamentu za korzystanie z łącza.

Celem programu, zainaugurowanego przez Fundację Orange, jest wspieranie rozwoju społeczeństwa informacyjnego poprzez zwiększenie dostępu do nowych technologii komunikacyjnych i promocję ich wykorzystania tak, by biblioteki publiczne na wsiach i w małych miastach stały się nowoczesnymi, wielofunkcyjnymi centrami informacyjnymi, kulturalnymi i edukacyjnymi.
http://samorzad.pap.com.p...Sum=-1945211773

andros - Pon Gru 27, 2010 10:25

Kultura w/po... (104)
Najlepsze w Polsce

Najlepsze w Polsce - takim godłem może się posługiwać przez najlepsze trzy lata Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin. Certyfikat Konsumenckiego Konkursu Jakości Usług „Najlepsze w Polsce" - „The best in Poland" jarocińska książnica otrzymała za kreatywność w tworzeniu atrakcyjnej oferty kulturalnej i edukacyjnej dla społeczeństwa.

W czwartek, 9 grudnia, w Sali Czerwonej Pałacu Działyńskich w Poznaniu odbyła się uroczystość wręczenia certyfikatów XIV edycji konkursu. W tej edycji udział wzięło 21 firm usługowych o bardzo zróżnicowanym profilu: m.in. banki, szpitale, ciastkarnia, sanatorium, a wśród nich jarocińska biblioteka. Honorowym patronatem imprezę objęła prof. Jadwiga Rotnicka, Senator Rzeczpospolitej Polskiej.

Konsumencki Konkurs Jakości Usług „Najlepsze w Polsce" jest kontynuacją znanego od 1992 r. konkursu „Dobre, bo polskie". To rodzaj plebiscytu konsumenckiego, w którym o wyróżnieniu decyduje ilość oddanych przez konsumentów głosów, oceniających jakość usług.

Organizatorem przedsięwzięcia jest Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego, Wielkopolskie Zrzeszenie Handlu i Usług, Wielkopolska Izba Rzemieślnicza. Patronat medialny pełnią: Głos Wielkopolski, Radio Merkury S.A., Telewizja Poznań, Europejski Magazyn Europartner.
http://samorzad.pap.com.p...kSum=1060767779

andros - Sob Sty 01, 2011 11:52

Kultura w/po... (105)
Akademie kształcą bezrobotnych

Co roku naukę w uczelniach artystycznych kończy coraz więcej studentów; najbardziej popularne są ostatnio uczelnie muzyczne. Szkolnictwo artystyczne kształci jednak za dużo absolwentów – z danych GUS wynika, że 21-25 proc. nie znajduje zatrudnienia w zawodzie.

Nie wszyscy absolwenci szkół artystycznych mogą liczyć na pracę w zawodzie. Informację o zatrudnieniu absolwentów szkół artystycznych w Polsce zaprezentował podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu sekretarz stanu w resorcie kultury Piotr Żuchowski.

W Polsce jest osiem akademii muzycznych, siedem akademii sztuk pięknych, dwie uczelnie teatralne, jedna teatralno-filmowa i jedna muzyczno-plastyczna (powstała we wrześniu 2010 roku Akademia Sztuki w Szczecinie, kształcąca zarówno muzyków jak i plastyków).

Żuchowski zwrócił uwagę, że w sumie minister kultury nadzoruje 19 wyższych szkół artystycznych, które umiejscowione są w Warszawie, Krakowie, Łodzi (po trzy uczelnie), Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu (po dwie uczelnie), Bydgoszczy i Szczecinie (po jednej). Uzupełnieniem tej sieci są trzy jednostki - wydziały zamiejscowe lub filie w Białymstoku i Wrocławiu.

Z informacji wynika, że liczba absolwentów uczelni artystycznych ogółem w roku akademickim 2007/08 wyniosła 2250, w 2008/09 - 2510, w 2009/10 - 2787 osób. W roku 2007/08 liczba absolwentów uczelni plastycznych to prawie 1100 studentów, rok później - 1194, a w 2009/10 - 1214. Uczelnie muzyczne ukończyło w 2007/08 - 986, rok później - 1083, w 2009/10 - aż 1265. Najmniej absolwentów kształcą szkoły teatralno-filmowe: w 2007/08 - 165, rok później - 233, w 2009/10 – 308.

Złe wieści

Nie wszyscy absolwenci szkół artystycznych mogą liczyć na pracę w zawodzie. Z danych GUS wynika, że ok 21-25 proc. absolwentów nie znajduje zatrudnienia zgodnego z uzyskanym wykształceniem.

Z informacji przedstawionej przez Żuchowskiego wynika, że trudno obecnie określić, jaki procent absolwentów utrzymuje się z wykonywania wolnego zawodu, a jaki z innej pracy. Projekt noweli ustawy o szkolnictwie wyższym nakłada na uczelnie obowiązek badania losów swoich absolwentów. Uczelnie mają w przyszłości monitorować kariery zawodowe swoich absolwentów, aby dostosować kierunki studiów i programy kształcenia do potrzeb rynku pracy.

Nowe kierunki

Już teraz, jak wynika z zaprezentowanej informacji, uczelnie artystyczne dostosowują kształcenie do potrzeb rynku. Wzbogacana jest oferta edukacyjna, wprowadzane są nowe kierunki kształcenia zgodnie z zapotrzebowaniem rynku pracy np. nowe media, multiteka, muzyka kościelna. Ze względu na potrzeby rynku, szkolnictwo plastyczne rozwija np. ofertę kształcenia na kierunkach projektowych, m.in. na kierunku grafika tworzone są specjalności: grafika cyfrowa, komunikacja wizualna, intermedia.
http://biznes.interia.pl/...awodzie,1572024

andros - Sro Sty 12, 2011 09:56

Kultura w/po... (106)
Ekonomia kultury w Gnieźnie

Czy miastu takiemu jak Gniezno potrzebna jest kultura, szczególnie ta tworzona przez niezależne stowarzyszenia i inne organizacje pozarządowe? Po lekturze projektu tegorocznego budżetu można wysnuć wniosek, że niekoniecznie. Kwoty przeznaczone na organizację przedsięwzięć kulturalnych, przyznawane przez miasto w otwartych konkursach, zostały obniżone o 20 tys. Może według niektórych jest to kwota, o którą nie warto kruszyć kopii, ale jeśli cała suma finansowania miejskich wydarzeń kulturalnych ma wynieść 30 tys., to robi się groźnie.

Ograniczenie wydatków to najprostszy sposób na oszczędności w miejskiej kasie. Mieszkańcy szybko zauważą, że nie odśnieżono ulic czy nie wybudowano nowych dróg, ale zawsze można przecież ściąć wydatki na kulturę. I to właśnie zrobiły władze miasta.

Jako mieszkańcy Gniezna postanowiliśmy nie patrzeć biernie, jak kolejny raz odbiera się nam środki na działalność kulturalną. Wystosowaliśmy list otwarty do rady miasta, w którym domagamy się utrzymania dotychczasowej kwoty subwencji – czyli 50 tys. złotych. Pod dokumentem podpisało się kilkadziesiąt osób, które nie tylko czynnie uczestniczą w życiu kulturalnym i społecznym miasta, ale też życie to współtworzą. Pismo zostało opublikowane na gnieźnieńskich portalach. Dokument spotkał się z dużym zainteresowaniem mieszkańców w internecie. Jeszcze przed głosowaniem nad budżetem dostaliśmy odpowiedź od Łukasza Naczasa, przewodniczącego Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna. Pisze on: „Kwota konkursowa na organizację imprez ma oscylować w granicach 30 000 PLN. Co jest obniżką, ale nie na tyle radykalną, by wznosić alarm”. Razem z odpowiedzią otrzymaliśmy także zaproszenie na spotkanie komisji, która będzie obradować nad tegorocznym budżetem.

Odpowiedź władz miasta na list otwarty nie usatysfakcjonowała nas, jednak samo jej pojawienie się świadczy o tym, że nasze działanie może coś zmienić. Najważniejsze to przełamać bierność i pokazać, że w mieście nic nie może się dziać bez wiedzy mieszkańców. Prawdziwa demokracja nie polega na tym, że uczestniczy się w niej tylko podczas wyborów - ale przez cały czas, zwłaszcza gdy władza chce odebrać obywatelom ich prawa.

Czekamy na wynik spotkania z władzami miasta, wierząc, że  – niezależnie od ich rezultatu  –  nasze działanie ma sens.
http://www.krytykapolityc...e/menuid-1.html

andros - Czw Sty 13, 2011 12:26

Kultura w/po... (107)
Pasjonaci czy idioci ?
Gorzko-kwaśna refleksja pewnej młodej animatorki z miasta stutysięcznego


O pracy w tzw. „budżetówce” krążą mity. Najczęściej podszyte niechęcią do „urzędasów” co to zza biurka się nie wychylą, a do tego „trzynastka” i pełny ZUS. Nawet wczasy pod gruszą mają. Siedzą panie, nic nie robią a kasa leci i latka do emerytury też.

Pracownicy ośrodków/domów kultury to też ludzie jakby budżetówki, bo każda ich pensja i  premia idzie z pieniędzy podatników.

Inspiracją do niniejszego artykułu okazała się niewinna wyprawa na urodzinowe przyjęcie. W czasie tego przyjęcia rozwinęła się dyskusja poruszająca w skrócie takie kwestie:  Co tak naprawdę robią pracownicy domu kultury, skoro imprezy można policzyć na palcach jednej  ręki? Po torcie dyskusja rozwinęła się w pytanie: dlaczego w pobliskich ośrodkach (w tym także w moim) nie ma „nic fajnego”, a kiedy już jest to dlaczego nikt o tym nie wie? Po co  te całe sekcje i kółka i czy ktoś na to chodzi? A tak w ogóle po co są te całe domy kultury i czy aby przypadkiem nie istnieją one jedynie jako omszały i skostniały relikt poprzedniego ustroju? A w ogóle przecież są inne palące sfery życia publicznego, jak chociażby szkolnictwo czy służba zdrowia, więc może lepiej byłoby przesunąć środki  na cele bardziej pożyteczne?

Oczywiście można było teraz:
a) przytoczyć uczestnikom dyskusji definicję kultury i jej rolę w dziejach ludzkości
b) zadać sobie pytanie jaki reprezentują poziom intelektualny.

Nie zrobiłam tego jednak. Z widelczykiem w dłoni i wypiekami na twarzy postanowiłam walczyć!

Nie jest tajemnicą , że modne ostatnio słowo kryzys zagościło we wszystkich dziedzinach życia. W kulturze też. Ma ono całkiem realne kształty i namacalne skutki.

Praca w kulturze z pewnością wymaga od pracowników pasji. Nikt mi nie powie, że nieregularny czas pracy, praca w weekendy i święta, wieczorami i w  nocy jest cool. Względy finansowe też nie wchodzą w grę, bo płace mamy niskie i tak naprawdę już dawno „zamrożone”. Nadgodziny są do wybrania, nigdy do wypłacenia. Do tej pory jednak , było tak, że każda nowa impreza wiązała się z adrenaliną, dreszczykiem pozytywnych emocji i wielką radochą - jak pakowanie prezentów pod choinkę. Tworzyliśmy coś dla innych i frajdą było szukanie niszowych zespołów, koncerty najlepszych muzyków, promowanie twórczości - naszym zdaniem - wartościowej. Ogromnym polem do popisu były organizowane warsztaty plastyczne z udziałem zaproszonych gości, zakładanie nowych sekcji, inicjowanie kół zainteresowań dla osób starszych - aktywizacja (skuteczna!) społeczeństwa w różnym wieku.

Oczywiście zawsze był problem z pieniędzmi, rzadko starczało na wszystkie nasze pomysły i inicjatywy ale przynajmniej na etapie planowania, proponowana przez nas kultura była z rozmachem i przez duże K!

Tymczasem ktoś między śledziem a bigosem, pyta mnie o sens utrzymywania takich ośrodków i o to co się w nich dzieje i dlaczego tak mało. Zrobiłam się czerwona, ale nie z powodu rolmopsa, który utkwił mi w przełyku. Byłam wściekła. Nie bacząc na okazję wygarnęłam gościom to, co od dawna siedzi mi na wątrobie!

Mianowicie, nie obchodzi mnie jak nazwać stan rzeczy w jakim się znaleźliśmy - czy to kryzys, fatalny zbieg okoliczności czy znak czasów, fakty są takie, że drastyczne cięcia w finansach ciągnął za sobą ogromne konsekwencje. W ramach oszczędności na przykład łączy się etaty. Wkrótce dojdziemy do sytuacji w której pan - nazwijmy go Zenek - rano zamiata liście, w południe prowadzi kółko baletowe zręcznie wymykając się, by  udziergać berecik na kółku koronczarek, a wieczorem przykleja sobie wąsik i występuje na scenie. Zakresy obowiązków poszerzają się jak gumka z majtek.

A wymagania rosną. Wbrew powszechnie krążącej opinii nie pracują tam nieudacznicy i obiboki. Mnogość zadać i ich ogromna rozpiętość sprawia, że jesteśmy wielofunkcyjni. Trzeba bowiem być specjalistą w swej dziedzinie. Trzeba mieć przygotowanie pedagogiczne. Najlepiej lubić dzieci  i młodzież, być mega kreatywnym i cierpliwym - bo na zajęciach świetlicowych to się przyda, żeby zając się 40 osobową grupą .Wtedy następuje wielka mobilizacja i każdy , kto ma przygotowanie pedagogiczne „wskakuje na pokład”- czy to księgowa, plastyk czy organizator imprez. Nie ma dodatkowych środków żeby zatrudnić animatora, więc radzimy sobie sami. Towarzyszy nam nieustanna presja. Z jednej strony wymagania żeby kultura była „wysoka”, świeża, odkrywcza, z drugiej strony na nowe, nieznane zespoły przychodzi garstka ludzi. Jak mamy promować młodych twórców, kiedy nie mamy na to środków? Jak mamy serwować niszową, wysoką kulturę, kiedy najlepiej sprzedaje się  albo impreza typu krupniok z piwem, albo nazwiska tak popularne, że zwyczajnie nie stać nas na takich artystów. 
 
Dochodzimy do granic absurdu! Jak promować imprezę kiedy nie ma środków na druk plakatów, spot reklamowy, ogłoszenie w prasie? Kiedy muszę wziąć afisze drukowane na zwykłej atramentówce i własnym samochodem, z prywatnym paliwem rozwozić je gdzie się da?

Strach zrobić coś nowego, bo zwyczajnie nie stać nas na ryzyko pustej sali. Promuje się więc to, co znane i o czym wiemy że się sprzeda, komercję i to co modne. Jak to się ma do misji ośrodków kultury? Większość zespołów na polskiej scenie zaczynała gdzieś tam w ośrodku kultury, często na końcu świata, w małej ciasnej klitce. Tam mieli dostęp do sceny, sprzętu nagłaśniającego, oświetlenia itp. Nikt nie rodzi się od razu wielkim, ukształtowanym twórcą, a anonimowe nazwiska nie przyciągają tłumów.

To właśnie ośrodki kultury są  miejscem dojrzewania, pierwszej selekcji, pierwszych prezentacji przed publicznością. Tymczasem jakość tego, co serwujemy jest coraz bardziej rozcieńczona, jak mleko z kiepskiego marketu, za to bilet tańszy o 5 zł. Koncerty w pakietach z darmowym posiłkiem. Artyści, którzy jadą ze Szczecina w trójkę na rowerach żeby „zagrać” za 300 zł  to pasjonaci czy - za przeproszeniem - idioci? Gdzie biegnie granica między tym co jeszcze jest kulturą, a  tym co żenującym wyrobem kulturopodobnym?

Skoro tak jest, to może zamknąć to w... , a każdy we własnym zakresie się „odchami”?
Może...

Gdzieś w te dywagacje trzeba jeszcze upchnąć takie fakty:
Na spotkanie sekcji i kół zainteresowań rodziców z instruktorami przyszło tyle ludzi, że sala pękała w szwach. Jeden dziadek szturcha drugiego w bok i mówi „panie, a co tu całe miasto jest?” Nie wszyscy zapisali się, z prozaicznego powodu braku miejsc. Chętnych jest mnóstwo.

Funduszy na pensje dla instruktorów mało. Dzieci które raz przyszły na cykliczną, niedzielną bajkę przychodzą co miesiąc. Młodzi ludzie chcą tańczyć, śpiewać i grać w kabarecie (a podobno tylko grają na kompie i łykają dopalacze:)). Na zajęcia świetlicowe (półkolonie) dla dzieci w mieście lista zapełnia się w dwa dni. Tzw. „kulturalne” wyjazdy do Krakowa zawsze są w pełni „obsadzone” itd..

Pracuję „w kulturze” kilka lat. Ta praca ma sens i jest potrzebna.  Oprócz pieniędzy, trzeba jednak żebyśmy zmienili również swój stosunek do szeroko rozumianej kultury. To jest potrzebne. Jest nam potrzebne coś więcej niż bułka z szynką, żeby człowiek nie był jedynie elementem przyrody. Po przydługim wywodzie zadałam swojemu rozmówcy pytanie, będące z kolei odpowiedzią na jego pytanie, zadane kilka minut wcześniej:
Czy interesuje się repertuarem domu kultury, skoro zarzuca mi, że o niczym nie wie? Czy wchodzi na stronę www, czyta prasę, słucha radia? Nie. Zna za to wszystkie promocje w Saturnie i Kauflandzie z trzech weekendów do tyłu.

W kulturze jak w życiu wiele się zmienia. Wciąż są ludzie , którzy chętnie do nas przychodzą ale chcieliby aby ich zakład pracy dofinansował bilety. Są emeryci, których nie stać na bilety po 40 zł. Są dzieci, które chcą grać na instrumencie, ale nie ma już miejsca w sekcji. Są ludzie około trzydziestki, którzy sami nie wiedzą czego chcą, ale wolą siedzieć w knajpach, bo domy kultury nie są modne. I wreszcie jest młodzież, której trzeba zaproponować ofertę nowoczesną, wykorzystującą nowe media i środki przekazu. Aby ją przyciągnąć nie wystarczą już świecowe kredki i stół do ping-ponga, a wiadomo, że im wcześniej młodzi ludzie do nas przyjdą, tym bardziej  i mocniej szeroko rozumianą kulturą się zarażą!

Na to wszystko potrzeba pieniędzy - zgoda. Ale niebagatelne znaczenie ma  ciekawość świata, otwartość i wyrabianie w sobie ( i naszych dzieciach) nawyku i potrzeby uczestniczenia w czymś więcej, niż kolejna wyprzedaż w Tesco.

Na zakończenie dwie skrajne postawy. Po jednym z festiwali, o 22.00 dzwoni prywatna komórka mojej koleżanki z pracy i  pewna publiczna osoba dziękuje za tak wspaniały przegląd dla młodzieży, za świetną i życzliwą obsługę (to o nas) i pracę z pasją .To dodaje skrzydeł.

Podcina je natomiast pewna pani, która przychodzi na zajęcia plastyczne z dwójką rozbrykanych synów. Chłopcy wcale nie chcą tu być, ale mama mówi tak: „Wie pani, nie wiem gdzie ich dać, a dom mi rozwalają, to przyszłam tu. Za te 10 zł mam ich z głowy, a takie tam rysunki to każdy głupi zrobi. Na plastyce proszę pani to się zna każdy. Ja też” Cóż…

Pocieszam się jedynie myślą, że znająca się na plastyce pani, wbiła się w ostatni krzyk mody -pasiastą tunikę w której  (zgodnie z prawidłami plastyki) wyglądała jak stary bosman!!! :)

Biorąc pod uwagę ciągłe zmniejszanie wydatków na kulturę, zastanawiam się na ile starczy sił, znanym mi z pracy pasjonatom, nim popukają się w głowę i znajda inną pracę aby z pasjonatów nie zmienić się w idiotów i frajerów...

Baśka z Wilków
http://www.kreatorkultury.pl/rozrusznik-114

andros - Pon Sty 17, 2011 14:02

Kultura w/po... (108)
Wygrana bitwa o kulturę w Gnieźnie

W projekcie budżetu miasta Gniezno na rok 2011 zapisano 30 tys. na miejskie konkursy dla organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury, czyli na niezależne festiwale, koncerty, wystawy i inne działania, których organizowaniem zajmują się gnieźnieńskie ngos-y. Rok temu na ten sam cel przeznaczono 50 tys. zł. Obcięcie tej sumy o 40proc. władze miasta tłumaczyły kryzysem. Argumenty te nie przekonały lokalnych działaczy.

Wydaje nam się niedopuszczalne, by w prawie 70-tysięcznym mieście ze 150-milionowym budżetem, stowarzyszenia zajmujące się kulturą zasługiwały jedynie na 30 tysięcy złotych dotacji  – pisali w Liście otwartym do Rady Miasta przedstawiciele Klubu Krytyki Politycznej w Gnieźnie, członkowie Wolnego Miasta Gniezna oraz inne lokalne stowarzyszenia, łącznie kilkadziesiąt osób – Bez wolnej kultury współfinansowanej ze środków publicznych, miasto Gniezno stanie się miastem peryferyjnym. Nie można planować rozwoju bez spontanicznej i twórczej działalności artystycznej tworzonej przez ludzi z pasją. Gniezno powinno wykorzystać potencjał, który kreują animatorzy kultury.

Dzięki finansowemu wsparciu miasta nie trzeba biletować imprez czy koncertów, co pozwala na równy udział w imprezach kulturalnych wszystkich mieszkańcom, bez względu na zasobność portfela - tłumaczył Paweł Bartowiak z Klubu KP w Gnieźnie.
Na list odpowiedział Łukasz Naczas, przewodniczący Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna, pisząc, że obniżka nie jest na tyle radykalna, by wznosić alarm.

Alarm podniesiono, na czwartkowym (13 stycznia 2011) posiedzeniu Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta zjawiły się tłumy. Działacze gnieźnieńskich organizacji dyskutowali z władzami miasta na temat kultury niezależnej w mieście i przekonali Komisję. Teraz wszystko w rękach Prezydenta, który musi podpisać budżet.

Wszystko dzięki solidarności, tej prawdziwej, solidarności lokalnych działaczy, którzy tworzą kulturę niezależną w Gnieźnie  – mówi Kamila Kasprzak z Klubu KP w Gnieźnie, jedna z inicjatorek Listu otwartego. Cieszy nas to, że kwota dotacji została utrzymana. Kultura niezależna jest czymś ważnym w miastach takich jak Gniezno – dodaje Paweł Bartkowiak.
http://www.krytykapolityc...a/menuid-1.html

andros - Wto Sty 18, 2011 10:52

Kultura w/po... (109)
Czy czeka nas strajk artystów?

Dyrektor teatru będzie mógł zażądać od producenta serialu rekompensaty za wypożyczenie „swojego" aktora.

To jedna ze zmian, jakie znalazły się w przygotowanej przez Ministerstwo Kultury nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Artyści szykują akcję protestacyjną. Koncert przed Ministerstwem Kultury albo spóźnianie występów i odczytywanie przed nimi listów protestacyjnych – to niektóre z ich pomysłów.

Wielu artystów jest bowiem oburzonych propozycjami resortu kultury. Przepisy nowelizacji zmieniają ich sytuację. Po pierwsze – na pracę dla innej instytucji (np. w filmie, serialu) potrzebna będzie zgoda dyrektora. Ten będzie miał prawo zażądać od producenta filmu czy dyrektora innej instytucji rekompensaty. Ale tylko wtedy, gdy aktor wykonuje tę dodatkową pracę w czasie, w jakim powinien pracować w swoim teatrze. Po drugie – będą mogli być zatrudniani na umowy czasowe – od jednego do pięciu sezonów. Po 15 latach takiej pracy artysta będzie mógł liczyć na umowę na czas nieokreślony.

Bunt muzyków

Damian Walentek, waltornista Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, spekuluje: – Możemy się spodziewać, że pracodawcy będą chętniej wybierali umowę na rok, że to ona będzie standardem. Będzie to dla nas ogromne ryzyko zawodowe, żaden bank nie będzie traktował poważnie osoby, która ma umowę na rok. Środowisko muzyków jest zdeterminowane w walce z nowymi przepisami. Stworzyli Forum Polskich Muzyków Orkiestrowych. Piszą listy do premiera i ministra kultury. – W przypadku orkiestry zatrudnianie na krótkie okresy muzyków może negatywnie wpłynąć na jakość pracy. Potrzeba bowiem lat, by poszczególni muzycy stworzyli dobrą orkiestrę – podkreśla Walentek.

To w tym środowisku najwięcej się mówi o strajku. – Nie wykluczamy takiej ewentualności, choć nie podjęliśmy jeszcze konkretnej decyzji – mówi Walentek.
Minister kultury Bogdan Zdrojewski tłumaczy „Rz", że zmiany prawa mają uelastycznić system. – Nie będzie ograniczenia w zatrudnianiu artystów na dotychczasowych zasadach – zapewnia. – Ale chodzi o to, by pracodawca mógł zatrudnić młodego aktora czy muzyka, dając mu umowę o pracę i jednocześnie nie bojąc się, że trzecią taką umowę będzie musiał zawrzeć na czas nieokreślony. Teraz ci młodzi byli często zatrudniani na umowy cywilne (np. o dzieło – red.) i właśnie wtedy mogli mieć problemy z uzyskaniem kredytów. Zdrojewski dodaje, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której dyrektor poważnej filharmonii zatrudniałby muzyków tylko na rok. Jeśli chce mieć dobrą orkiestrę – nie będzie tak robił. A nowe przepisy, jego zdaniem, ułatwią powstawanie nowych scen.

Barbara Borys-Damięcka, senator PO, wiceszefowa Senackiej Komisji Kultury i prezes Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, tłumaczy: – Kodeks pracy nie sprawdza się w wypadku teatrów. Dyrektorzy zarządzają swoimi teatrami pod kątem kolejnych sezonów i repertuarów. Jeśli dla jakiegoś aktora dyrekcja nie ma propozycji przez kilka sezonów, to szuka kogoś innego, kto mógłby zagrać w repertuarze planowanym przez dyrekcję.

Borys-Damięcka podkreśla, że także w przypadku pracy aktora w innych miejscach dyrektor musi mieć na to wpływ. – Aktor swoją nieobecnością nie może rozbijać planowanego repertuaru. Zwłaszcza że wszelkie świadczenia socjalne (ZUS) znajdują się po stronie teatru – mówi senator.

Marian Opania, związany z Teatrem Ateneum w Warszawie, który grał w serialu „Na dobre i na złe" prof. Zyberta, mówi: – Zawsze była taka niepisana umowa między aktorami i dyrektorami teatrów, że ewentualny udział w serialach miał być konsultowany z dyrekcją. Ja nie miałem z tym problemu, ale słyszałem, że niektórym dyrektorom było nie w smak, że ich aktorzy grają w serialach.

Izabela Kuna, która w serialu „Barwy szczęścia" odtwarza postać Marii Pyrki, jest związana z Teatrem Polskim w Warszawie. – Mam tu etat od 18 lat i zawsze musiałam uzgadniać z dyrektorem teatru swoje plany filmowe czy serialowe, bo to nie mogło kolidować z próbami i spektaklami. Nie robię też dziesięciu rzeczy naraz, bo mam instynkt samozachowawczy – mówi aktorka. Zwraca także uwagę na niskie stawki, jakie obowiązują w teatrze. Ale dodaje, że bez względu na pensję, jaką dostałaby w teatrze czy kinie, jej wybory zawodowe są wyłącznie jej sprawą.
Stanisława Celińska też zwraca uwagę na aspekt finansowy. Związana z Teatrem Współczesnym w Warszawie, grała w serialu „Samo życie" Janinę Kubiak i w serialu „Mamuśki" Halinę Czajkę. – Jeżeli chcemy założyć rodzinę czy wziąć kredyt, musimy grać w serialach. To się da pogodzić. W teatrze gra się wieczorami, a serial kręci się w ciągu dnia. Z dyrektorem zawsze można się dogadać i nie wiem, czy jest do tego potrzebna specjalna ustawa.

Ekwiwalent za aktora

Jan Englert, dyrektor Teatru Narodowego, podkreśla, że kiedyś funkcjonował dobry zwyczaj, że dyrektor innej placówki lub producent, który chciał zatrudnić aktora, czy też sam aktor, zwracali się o zgodę na dodatkową pracę do dyrektora macierzystego teatru. – Ten obyczaj zanika i być może dlatego potrzebna jest ustawa – mówi.
Nowością ma być to, że teatr będzie mógł się domagać np. od producenta serialu rekompensaty choćby za odwołane z powodu nieobecności aktora spektakle. – To w żaden sposób nie dotknie samych aktorów, ale może nie spodobać się np. producentom filmów – twierdzi Englert.

Minister Zdrojewski podkreśla, że propozycje można zmienić. – Jesteśmy nadal otwarci na uwagi – zapewnia.

Projekt ustawy właśnie trafił do Sejmu.

http://www.rp.pl/artykul/...k-artystow.html

andros - Nie Sty 23, 2011 11:10

Kultura w/po... (110)
Jak pracować w kulturze i przeżyć

Pieniądze a kultura, albo pieniądze a twórcy kultury to temat zawsze świeży i zawsze inspirujący. Traf chciał, że zbiegiem okoliczności zagadnienie to pojawiło się dziś w “Gazecie Wyborczej”, w “Dużym formacie” i w felietonie Macieja Nowaka na stronie Krytyki Politycznej. Gazeta skupia się głównie na tym, jak być artystą i przeżyć, Nowak próbuje naszkicować sylwetkę dzisiejszego sponsora kultury.

W artykule „Napisałeś książkę? Pożyjesz 100 dni” Jerzy Pilch mówi o swych współbraciach w doli i niedoli twórczej: “Jaka część głodujących rzesz literatów głoduje z lenistwa? 95 czy tylko 92 procent? Czekając na natchnienie, można się jednak gdzieś zatrudnić”.

Kontrapunktem do opinii Pilcha może być wywiad Katarzyny Surmiak Domańskiej z pisarką i poetką Tamarą Bołdak Janowską “Proszę wszystkich, żeby ubrali się na biało”, twórczynią, która przez 15 lat wydała 14 tomów poezji i prozy i tylko raz dostała za nie honorarium.

Polecamy uwadze i lekturze oba teksty. Pierwszy dostępny jest na stronie internetowej www.wyborcza.pl (zakładka kultura), drugi póki co, tylko w wydaniu papierowym. Warto czytać równolegle. Momentami iskrzy.

Z kolei Maciej Nowak stawia nas przed dość złożonym problemem: czy współczesny sponsor kultury to tylko lekko zmodyfikowany badylarz przełomu lat 80 i 90? Po odpowiedź proponujemy sięgnąć tu:
http://www.krytykapolityc...menuid-350.html

http://kulturasieliczy.pl...ezyc/#more-3301

Saracen - Nie Sty 23, 2011 14:46

Iza Kuna- o włos przegrałem z nią w Hartley- Merill. Ale z takim tekstem, jaki stworzyła przegrać to nie grzech :usmiech:
andros - Sro Lut 02, 2011 10:42

Kultura w/po... (111)
Sztuka w nowych miejscach – wystawa Isabel I. March w “Skwerze”

Tomasz Szlendak w jednym z raportów opublikowanych w tomie “Kultura miejska w Polsce” pisze o tym, że przestrzeniami aktywności kulturalnej są dziś takie miejsca jak galerie handlowe, puby, kurorty wakacyjne. Cechą tych miejsc jest to, że pozwalają łączyć działania związane z zupełnie różnymi aspektami aktywności – zakupy obok galerii, jak w Stary Browarze, seans w kinie po wizycie z dziećmi w baseniku z kolorowymi piłeczkami w centrum handlowym.

Do owej wielofunkcyjnej natury współczesnego człowieka próbują dostosować swoją działalność bary, knajpy, modne centra kultury. Efektem działań opartych na takich założeniach jest wernisaż prac Isabel I. March w filii centrum Artystycznego Fabryka Trzciny “Skwer”, który odbędzie się ostatniego dnia stycznia.

Projekt nie tylko odbywa się w miejscu zwykle ze sztuką nie kojarzonym, ale będzie miał dodatkowo oprawę muzyczną w formie minirecitalu tria Attention. Co niemniej ciekawe sam pomysł prac powstałych na wernisaż oparty został na dialogu i wzajemnym oddziaływaniu malarstwa i fotografii. Jak piszą autorki wystawy, celem było pokazanie jak niewiele w istocie dzieli malarstwo od fotografii, jak płynne bywa przejście między jednym a drugim. Interdyscyplinarność projektu znajduje wyraz nie tylko w umiejscowieniu go w przestrzeni modnego w mieście pubu, ale również w łączeniu różnych języków artystycznej ekspresji i to zarówno w prezentowanych pracach, jak i w proponowanej oprawie muzycznej.
http://kulturasieliczy.pl...erze/#more-3352

andros - Czw Lut 03, 2011 10:47

Kultura w/po... (112)
Lokalność to mieszkańcy, a nie NGO-sy

Przez ostatnie dwa lata w Warszawie pojawia się coraz więcej inicjatyw lokalnych. Co roku swoje święto ma kilka kolejnych warszawskich ulic, powstają nowe kawiarnie. Pojawia się lokalny dzielnicowy patriotyzm, który sprawia, że specyficzną sympatią darzymy tych znajomych, którzy mieszkają w sąsiedztwie. Większa ilość lokali gastronomicznych i miejsc związanych z kulturą sprawia, że można prowadzić bogate życie towarzysko-kulturalne bez opuszczania swojej dzielnicy. Ten nowy trend ma szansę doprowadzić do powstania silnych lokalnych centrów i sprawić, że - tak jak w Berlinie czy w innych policentrycznych miastach - narzekanie na brak jednego centrum przestanie być powszechnym i uznanym głosem na temat przestrzeni miejskiej Warszawy.

Warszawska lokalność pod koniec 2010 doczeła się badania. Niedawno został opubliczniony raport z badania przeprowadzonego w stolicy w okresie od 1 lipca do 15 grudnia 2010 roku przez Fundację Obserwatorium pt. Warszawa lokalna. Jego głównym celem była ewaluacja polityki kulturalnej oraz działań podejmowanych w obszarze kultury przez urzędy dzielnic z szczególnym uwzględnieniem współpracy z organizacjami pozarządowymi.
 
Raport Fundację Obserwatorium jest o tyle ważny, co problematyczny. Rozbija wizję Warszawy jako całości, ale w większości rozdziałów nie dotyka realnej tkanki miasta i jego mieszkanek i mieszkańców. Koncentruje się na rozmowach z naczelnikami/naczelniczkami oraz urzędniczkami/urzędnikami, ale nie pokazuje ludzi. Czy myśląc o lokalności, myślą o urzędzie?

Czy szukają tam informacji, czy wręcz przeciwnie - działając lokalnie, omiją urząd z daleka, żeby nie mieszać życia codziennego i walki z biurokratyczną strukturą? Wyniki badań Warszawy lokalnej pokazują nie tyle to, co się dzieje w dzielnicach, ile to, jak administracja miejska widzi sama siebie i obszar, którym zarządza. Dowiadujemy się, że urzędniczki i urzędnicy są przeciążeni, że narzekają na nadmiar biurokracji, która zabija pasję, zabiera czas na merytoryczne dyskusje i na pracę w terenie. Podobne priorytety i ograniczenia mają chyba autorzy i autorki raportu.

Z Warszawy lokalnej można się dowiedzieć, jakie są budżety poszczególnych dzielnic: która wydaje najwięcej na kulturę (Mokotów 28 mln złotych w 2010 roku), a która najmniej (Wesoła 2,3 mln złotych w 2010 roku). Ile dzielnicowych stron ma zakładkę „kultura” (16 z 18), oraz ile ze stron www uwzględnia niepełnosprawnych odbiorców i odbiorczynie (11 z 18). Które dzielnice więcej uwagi skupiają na wydarzeniach kulturalnych, a dla który kultura nie jest priorytetem. Czy można urząd dzielnicy polubić na Facebooku albo wejść na niego przez naszą-klasę? Ile jest serwisów kulturalnych i lokalnych gazetek. Jakie książki można przeczytać o dzielnicy? Nie pojawia się jednak pytanie, kto z nich korzysta i w jakim zakresie? Czy dzielnicowe portale są traktowane jako źródło informacji przez mieszkańców i mieszkanki, a może w ogóle tam nie zaglądają? Czy jest sens drukować ulotki, które nie trafiają do skrzynek, ale są umieszczone jedynie w urzędzie, czy nie? 
 
Nie dowiadujemy się, czy sposób, w jaki dzielnica się komunikuje, jest skuteczny i odpowiedni dla zwykłych mieszkańców - takich, co nie pracują w urzędzie ani w jednej z organizacji pozarządowej. Przecież nie każdy, kto chce być aktywny musi mieć swojego NGO-sa. Nie wiemy, jak mieszkańcy widzą swoją dzielnicę? Czego im brakuje? Czy czują się związani z miejscem i jak postrzegają tożsamość miejsca, w którym żyją. Znacznie ważniejsze okazało się to, jakie projekty zostały zrealizowane (i czy miały materiały promocyjne) oraz jakie gadżety produkują poszczególne dzielnice. Czy są to t-shirty, smycze, pendrivy czy inne - nawet jeśli, co autorzy zauważają, mało kto je dostaje. Gadżety, lepsze materiały promocyjne są przeznaczone dla specjalnych gości, czasowych współpracowników czy innych VIP-ów. Lokalność jest marką na eksport, a nie czymś, z czego mają korzystać mieszkańcy. Z raportu można się dowiedzieć, czego się nie dostanie w prezencie od swojej dzielnicy, ale nie jak skutecznie się z nią komunikować jako mieszkanka czy mieszkaniec.

Co więcej, mimo że mowa o lokalności w raporcie nie ma miejsca na relacje sąsiedzkie. Tym, co głównie interesuje autorów i autorki badania, oraz co według nich powinno interesować również urzędników, to nie relacje z mieszkańcami i mieszkankami, ale z organizacjami pozarządowymi. Wyjątkiem jest rozdział Aleksandry Litowicz i Elżbiety Anny Sekuły „Przestrzeń publiczna przeznaczona na działania kulturalne i artystyczne”. Autorki piszą o przestrzeni publicznej dobrej jakości jako potencjalnej sferze komunikacji i wymiany między mieszkańcami i władzą. Ale nawet tutaj przestrzeń publiczna, mimo że się pojawia jako ważny temat jest głównie tłem, na którym odbywają się inicjatywy przeprowadzane przez różne organizacje pozarządowe. Wprawdzie raport kończy się wezwaniem do dalszych badań na temat aktywności kulturalnej warszawiaków, ale na obecnym etapie pozwala o nich zapomnieć. Badanie zamiast pokazywać naczelniczkom i pracownikom Wydziałów Kultury Urzędów Dzielnic, kogo nie widzą jest cennym źródłem wiedzy na mieszkańców i mieszkanek miasta o tym, jak bardzo są dla administracji niewidzialni póki nie założą własnego NGO-sa.

Traktowanie organizacji pozarządowych jako głosu mieszkańców i mieszkanek miasta jest wygodnym rozwiązaniem dla administracji miejskiej, która chcąc uchwycić kulturalny potencjał miasta, komunikuje się głównie za pomocą systemu grantowego. Osoba reprezentująca organizację jest potencjalnym współpracownikiem, grantobiorcą. Osoba przychodząca z prośbą i po radę do urzędu - jest niewygodnym petentem, z którym nie wiadomo, co zrobić. Chociaż od 2010 roku dzięki powołaniu nowej formy realizacji zadań pożytku publicznego, inicjatywy lokalnej, grupa mieszkańców nie musi już zakładać organizacji pozarządowej, żeby otrzymywać dotacje od miasta, to wciąż głównymi partnerami miasta są NGO-sy. Jeśli chcemy myśleć o dobrej współpracy dzielnic z mieszkańcami i mieszkankami, nie możemy skupiać się na relacji między miastem a organizacjami pozarządowymi, bo te mają się coraz lepiej, ale uwrażliwić urzędników i urzędniczek na to, że dzielnice są zamieszkiwane przez sąsiadów/sąsiadki i lokalne wspólnoty, a nie przez stowarzyszenia czy fundacje.

Joanna Erbel
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Sro Lut 09, 2011 11:09

Kultura w/po... (113)
Kultura a współczesne miasto

Czy wykorzystanie kultury do zreformowania i odnowienia naszych chylących się ku upadkowi miast to rzeczywiście dobry pomysł? Dragan Klaic omawia sukcesy i porażki miejskich projektów, ocenia wartość koncepcji "odrodzenia przez kulturę" i podaje w wątpliwość niektóre z przyjętych już założeń, przedstawiając rewolucyjny przepis na kulturowy rozwój.(...)

Codzienność mieszkańców miast to nie tylko radość, duma i silna identyfikacja z miejscem swego zamieszkania, ale także narastający strach, niepokój i poczucie braku bezpieczeństwa, które przenikają skomplikowane systemy miejskich aglomeracji.

Obecna recesja a przemiany kultury
Spoglądanie na teraźniejszość i przyszłość miast przez pryzmat kultury może stanowić całościową perspektywę badań. Do czasu załamania się systemu bankowego przed rokiem myślenie o polityce kulturalnej było zdominowane przez ekonomię. To podejście zostało narzucone przez ideologię neoliberalną, która ujmowała wszystko w kategoriach finansowej wartości. Także kultura oceniana była przez wzgląd na jej wartość ekonomiczną.

Poniżej przedstawiam dowód na to, jak odmiennie kultura postrzegana jest dzisiaj. Pomimo niewielkiej populacji Islandii – 320 tys. mieszkańców, z których nie więcej niż 120 tys. mieszka w Reykjawíku – wedle wszystkich statystyk przeprowadzanych w ostatnich 50 latach, kraj ten charakteryzuje się najwyższym wskaźnikiem zagorzałych teatromanów. Islandia doświadczyła całkowitego załamania swojego systemu finansowego, a w październiku 2008 roku Islandczycy obudzili się znacznie biedniejsi niż kiedyś. Mimo to jedną z konsekwencji tej sytuacji dla kultury był 600-procentowy wzrost abonamentów Teatru Narodowego i Teatru Miejskiego w Reykjawíku w 2009 roku! A abonamenty na serię koncertów orkiestry symfonicznej wzrosły o 300 procent! To znak niebywałego odrodzenia uznania dla kultury. Islandczycy nie mogą już więcej wyjeżdżać z kraju sześć razy w roku, nie mogą spekulować na rynku nieruchomości i papierów wartościowych, zwracają się zatem do kultury jako społecznego miejsca spotkań, gdzie odbywa się debata i gdzie można zmierzyć się z kwestiami istotnymi dla życia. To zdumiewający efekt ekonomicznego kryzysu.

Szał kreatywności i prowizorka
Chciałbym, żebyśmy patrzyli na kulturę jako na siłę zdolną do podnoszenia nie tylko wartości miejskiej gospodarki, lecz także jakości życia, i wykorzystywali ją do radzenia sobie z problemami środowiska naturalnego. Kultura staje się pryzmatem, przez który spoglądamy na strategie i reguły polityki miejskiego rozwoju. Ale to podejście może zacząć działać tylko, jeśli zrezygnujemy z marzeń narzucanych z góry mieszkańcom miast, a zamiast nich stworzymy mechanizm zachęcający ludzi do podejmowania samodzielnych decyzji, co oznacza budowanie na bazie lokalnego społeczeństwa obywatelskiego. W wielu miastach społeczeństwo obywatelskie jest słabe i trzeba je dopiero stworzyć.(...)

Kiedy ktoś używa sformułowania "przemysł kreatywny", w zasadzie znosi wszelkie różnice między przedsięwzięciami kulturalnymi nastawionymi na zysk i przedsięwzięciami non-profit: pomiędzy z jednej strony kulturą kreatywną i ekspresywną, a z drugiej – kulturą komercyjną. W ten sam sposób wielu burmistrzów ma wręcz obsesję na punkcie spektakularnych budowli, wielu marzy o powtórzeniu efektu Bilbao, cudu wywołanego przez projekt Muzeum Guggenheima. Nie sądzę, by była to strategia, którą można po prostu powtórzyć:(...)

Coraz częściej miasta zamieniane są też w parki rozrywki, co jest niebezpieczne. Mieszkam w Amsterdamie i jestem doskonale świadom tego, jak bardzo to miasto, ze swoim skupiskiem siedemnastowiecznej architektury, musi uważać, by nie stać się czymś w rodzaju siedemnastowiecznego Disneylandu.(...)

Zmiana w demografii rzuca wyzwanie infrastrukturze kultury
Rozwój miast posiada wiele właściwych sobie ograniczeń, popełnia się dużo wciąż tych samych błędów i rzadko wyciąga wnioski z doświadczeń innych. Nie można oczekiwać, że kultura będzie łatwą i szybką odpowiedzią na wszystkie istniejące od dawna błędy miejskiego planowania, wszystkie wpadki architektonicznego i urbanistycznego rozwoju lat 70. i 80. Na tej samej zasadzie każda kulturowa strategia reformy musi brać pod uwagę nie tylko zmiany demograficzne i coraz bardziej wielokulturową naturę europejskich miast, ale także "efekt siwienia" większości miast Europy – szybki proces starzenia się populacji.(...)

Barcelona jest przykładem miasta, które na niespotykaną skalę inwestowało w najwyższej klasy infrastrukturę kultury i odniosło niebywały rozwojowy sukces. To spowodowało, że aglomeracja ta uplasowała się na czwartym miejscu pośród najbardziej popularnych turystycznych miejsc w Europie. Ale Barcelona traci teraz trochę ze swojego uroku i atrakcyjności, ponieważ coraz częściej zaczyna się stawać celem taniej turystyki, wieczorów kawalerskich i panieńskich brytyjskich turystów, wielkiego picia, wywołującego różne problemy. Ten sam pijacki tłumek można spotkać w Rydze i Talinie, gdzie tanie loty z Easyjetem też zachęcają do niepoważnej konsumpcji alkoholu, a nie kultury.(...)

Zbędne instytucje
(...)
W całej Europie, strony internetowe instytucji kulturalnych to jedynie elektroniczne wersje ulotek lub broszur reklamowych. Te instytucje nie rozumieją, że faktycznie zmuszane są do jednoczesnej pracy w dwóch przestrzeniach: w normalnym trybie i w sieci; że fakt ich bycia w Internecie nie tylko ich dotyczy, ale że ten fakt ich definiuje. Mimo to nie robią nic, by to zmienić. Wiele instytucji kultury nie rozumie współczesnej 24-godzinnej ekonomii i jej konsekwencji i wciąż trzyma się przypadkowych i arbitralnych poglądów na temat godzin pracy oraz szybkości i zakresu usług, które spełnią oczekiwania zwiedzających. W konsekwencji rozczarowują i zniechęcają swoją publiczność, zamiast zdobywać jej uznanie i lojalność.

Instytucje kultury straciły na znaczeniu z powodu sprzecznych komunikatów, jakie otrzymują, zwłaszcza ze strony polityków, którzy mówią im: "działajcie jak przedsiębiorstwa". Ale one nie są przedsiębiorstwami i choć mogłyby się wiele nauczyć od świata biznesu, to nie powinny funkcjonować wedle jego reguł. Lub też zostają umieszczone w duszących i ograniczających kostiumach narodowych, reprezentacyjnych i symbolicznych; władza reprezentacyjna którejkolwiek z instytucji kulturalnych została znacząco osłabiona.(...)

Rozpowszechnienie się festiwali
(...)
Niewiele festiwali może pochwalić się niebudzącym wątpliwości, jednoznacznie pozytywnym gospodarczym wpływem na swoje miasta, a w wielu przypadkach w ogóle nie można mówić o takim wpływie. Nie znaczy to, że festiwale nie przedstawiają sobą żadnej wartości: mogą mieć inne walory – artystyczne, kulturalne, edukacyjne lub społeczne. Staje się to prawdziwe zwłaszcza wtedy, kiedy zmianie podlegają tradycyjne, ugruntowane już wzory przestrzennego rozmieszczenia kulturowej aktywności i konsumpcji – kiedy ta aktywność wychodzi poza centra miast i już ukształtowane sfery kultury, przechodząc do mniej zamożnych i prestiżowych przedmieść, gdzie może się unowocześnić i przyciągać nową publiczność.(...)

Bliskość, koncentracja, klastrowanie
To zaś prowadzi mnie do kwestii kształtu miejskiej przestrzeni związanego z zagadnieniem koncentracji obiektów kultury. Można myśleć o tym ostatnim w kategoriach gromadzenia obok siebie – klastrowania – różnych zasobów i inicjatyw, które znajdą się w określonej przestrzeni, gdzie będą mogły ze sobą rywalizować, ale też uczyć się od siebie; gdzie będą lepiej widoczne i gdzie będą mogły tworzyć synergię. Te strefy koncentracji nazywamy dzielnicami, drogami i korytarzami kultury, węzłami kreatywności.(...)

Jeśli w jednej dzielnicy znajduje się szereg muzeów i zabytków kultury, ich współpraca może rozpocząć się od stworzenia wspólnej mapki rejonu, skoordynowania godzin otwarcia, wspólnego występowania z postulatami właściwej obsługi ruchu, rozkładów jazdy i jakości oświetlenia ulic. Stąd można przejść w stronę rozwijania tej współpracy na wyższym poziomie – tworzenia wspólnych struktur, zasobów i – w końcu – wspólnych idei i programów.(...)

Kultura jako kwestia bezpieczeństwa
Miasta stawiają liczne wyzwania przed twórcami polityki kulturalnej. Dziś problemem szczególnie niebezpiecznym jest istnienie dużych różnic i nieciągłości między kulturą młodych i kulturą mainstreamu, kulturą cyfrową i analogową. Biorąc pod uwagę obecną skalę przemian demograficznych w Europie, stajemy przed wyzwaniem stworzenia z jednej strony miast otwartych, z drugiej – miast z odpowiednim poziomem społecznej spójności. Instytucje kultury, które nie mają charakteru komercyjnego i są subsydiowane przez państwo, zdają się popełniać błąd, kiedy próbują rywalizować z przemysłem kulturowym – w tej konkurencji nie mogą zwyciężyć. Pracując z różnymi instytucjami zajmującymi się kulturą w Europie, dostrzegam, że ich przedstawiciele są obezwładnieni przez nadmiar tożsamościowych lęków: "Kim jesteśmy, co sprawia, że jesteśmy szczególni, dlaczego jesteśmy odmienni od całej reszty, jak mamy ze sobą o tym rozmawiać, jak mamy mówić o tym innym?". To są właśnie tożsamościowe obsesje, które mogą szybko przekształcić się w różnego rodzaju formy populizmu i ksenofobii, wyrażając jednocześnie różne stopnie poczucia braku kulturowego bezpieczeństwa.

Kultura jest kwestią bezpieczeństwa w niebezpiecznym świecie, zwłaszcza po 11 września 2001 roku – twierdzi Ivan Krastew. Pojęcie bezpieczeństwa jest blisko związane z problematyką kulturowej ekspresji i poczucia naszej własnej kulturowej odrębności. Zawsze będę zwolennikiem szerokiej definicji kultury. Niebezpieczeństwo płynące ze strony tradycyjnej polityki kulturalnej lub raczej właściwa tej polityce nieskuteczność ma swoje źródło w dość sekciarskim podejściu, oddzielającym od siebie poszczególne dziedziny kultury i pozbawionym jakiejkolwiek wiążącej, synergicznej wizji: musimy zrobić coś dla muzeów, ale co z fotografią? Musimy zrobić coś dla architektury, ale co z tańcem współczesnym? Musimy mieć festiwale, tak, ale musimy też mieć jakąś kulturę tworzoną przez amatorów. Tego rodzaju pokawałkowane, niespójne podejście ma opłakane skutki, ponieważ nie jest w stanie stworzyć łączącej narracji lub strategii i kończy się na rozgrywkach graczy zróżnicowanych pod względem dziedziny kultury, jeden staje przeciw drugiemu, krzyżując plany wszystkim.

Jednocześnie dość trudno stworzyć metafory o charakterze globalnym i łączącym, potrzebne do tego, by wywołać efekt synergii, zwłaszcza w mniejszych miastach, z mniej niż 150 tys. mieszkańców, które w całej Europie cierpią na utratę młodych talentów i ludzi wykształconych. Wypłukiwanie talentów i drenaż młodego pokolenia ma katastrofalne skutki dla wielu miast. Z powodu kryzysu finansowego zakładanie nowych przedsiębiorstw w branży kreatywnej staje się dziś jeszcze mniej modne niż rok temu, ale ilekroć mówi się o przemyśle kreatywnym lub ekonomii kreatywnej należy pamiętać o zarabianiu pieniędzy. I, oczywiście, niektóre segmenty kultury mogą – w pewnych okolicznościach – generować dochody. Architektura, design, moda, niektóre rodzaje muzyki, edytorstwo lub sztuka cyfrowa mogą przynosić zyski. Ale spora część kultury posiada samoistną wartość bez konieczności wytwarzania pieniędzy; i dlatego musi być dotowana. Chodzi w tym przypadku o interes publiczny, który domaga się inwestycji ze strony państwa nie tylko w imię dbałości o narodową kulturę, lecz jako wyróżniający segment krytycznej i ekspresywnej kultury jako takiej. Ten krytyczny wymiar traktowany jako zasadnicza wartość kultury publicznej często nie pojawia się w centrum dzisiejszych debat i dyskusji wokół polityki kulturalnej.

Kiedy podrasujesz swoje instytucje do roli kluczowych zasobów kultury, będziesz musiał ciągle myśleć o tym, że nie cała produkcja kulturalna może zmieścić się w instytucjonalnych ramach; że musisz uznać i wspierać te spontaniczne, anarchiczne, płynne strefy eksperymentu oraz innowacji, bo to właśnie tam powstanie wiele rzeczy, które później – zapewne – zostaną włączone w główny obieg kultury, a nawet wchłonięte przez kulturę komercyjną.
To ważne, że miasta pracują nad sposobami dokumentowania dotyczących ich procesów kulturalnych oraz wydarzeń, poddają je analizie i dyskusji, najlepiej w środowisku międzynarodowym. Miasta muszą się wzajemnie obserwować, przyglądać się popełnianym przez siebie błędom i osiągniętym sukcesom. Dzięki temu będą mogły rozpoznać swoje własne problemy, a później kopiować strategie i pomysły po to, by iść naprzód.
http://www.eurozine.com/a...1-klaic-pl.html

andros - Pią Lut 11, 2011 10:38

Kultura w/po... (114)
Co współczesny inteligent powinien wiedzieć o kulturze?

Na początku roku ukazał się firmowany przez tygodnik „Polityka” dodatek „Niezbędnik Inteligenta+” zatytułowany pytaniem „Co się dzieje w kulturze? Nowe prądy, zjawiska, dzieła, artyści”. Lektura zamieszczonych w nim tekstów pozwala wierzyć, że ich autorzy postawili sobie potrójny cel.

Po pierwsze, publikacja jest próbą zdiagnozowania życia kulturalnego ostatniej dekady, czego dowodem może być tekst Anety Kyzioł dotyczący przemian w teatrze od końca lat 90. do dzisiaj. Po drugie, stara się przybliżyć nowe trendy zmieniające sposoby uczestnictwa w kulturze i samo, mocno ewoluujące pod wpływem choćby rewolucji cyfrowej, pojęcie twórczości. Dalej autorzy dodatku podejmują wysiłek opisania mechanizmów instytucjonalnych, prawnych, finansowych, ekonomicznych i społecznych stanowiących kontekst i sposób funkcjonowania kultury w Polsce, jak na przykład w tekstach Cezarego Kowandy „Kultura (nie)policzalna” czy z innej perspektywy Zdzisława Pietrasika „Sezamie otwórz się” lub Anny Nasiłowskiej „Między kanonem a kolekcją” (na marginesie jeden z lepszych tekstów w dodatku).

Co zatem współczesny inteligent o kulturze wiedzieć powinien, a nawet jak o niej myśleć?

Zacznę od rzeczy irytujących. Po pierwsze: dobór autorów dodatku. Szkoda, że redaktorzy dodatku ograniczyli się tylko i wyłącznie od dziennikarzy tygodnika „Polityka”. Może zaproszenie kogokolwiek do działu „sztuki wizualne” poza Piotrem Sarzyński pozwoliłoby uwierzyć, że polski inteligent (kimkolwiek jest) lubi bardziej pluralistyczny opis. Skoro miała powstać „mapa nawigacyjna polskiego życia kulturalnego”, to może warto było pamiętać, że mapa wskazuje kilka dróg i kierunków, no chyba że chodziło o GPS.

Druga rzecz, będąca jednak znakiem rozpoznawczym tygodnika „Polityka”, to zacięcie do tworzenia leksykonów i kanonów wiedzy obowiązkowej. Nawet jest zrozumiałe, że chodzi o nawiązanie do dawnej tradycji inteligenckiej z jej kanonem, obszarem rzeczy, których nie znać nie wypada. Lekko anachroniczne, pisane pewnie z przymrużeniem oka, ale wkurzające. Kiedyś stworzył taki kanon nowoczesnego polskiego inteligenta Zdzisław Pietrasik w którymś z wydań „Polityki”. Ogólnie chodziło o to, że trzeba czytać Głowackiego, obejrzeć filmy Skolimowskiego i parę innych rzeczy, o których niekoniecznie trzeba pamiętać. Teraz podobnego trudu podjął się Piotr Sarzyński określając nie tyle, co trzeba znać, ale, co trzeba wiedzieć. W efekcie powstał dość zaskakujący leksykon „10 kluczy do współczesnej sztuki”. Zastanawia, jaki obraz współczesnego inteligenta miała redakcja, skoro wśród opisanych haseł są między innymi: abstrakcja, Biennale w Wenecji, nowojorskie Soho, Marcel Duchamp, wideoart, happening. Jeśli dobór tych haseł traktować symptomatycznie, to dziwi, że redakcja zdecydowała się zadrukować niemal 100 stron, a nie nawiązała do starej i sprawdzonej tradycji biblii pauperum. Co by nie mówić, kompetencje współczesnego inteligenta w sferze kultury muszą być dość niskie, jeśli serwuje mu się wiedzę na poziomie Wikipedii.

Druga rzecz o podobny wydźwięku to, połączony z materiałem ilustracyjnym, tekst Justyny Sobolewskiej „Republika solistów” dotyczący przemian w polskiej prozie ostatnich czasów. Od razu wiadomo, kogo znać należy i szczerze mówiąc, nawet przy ogromnym wysiłku, nie da się nie znać. A zatem Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Manuela Gretkowska, Marek Krajewski, Wiesław Myśliwski, Dorota Masłowska i paru innych.

Kiedy się cały ten materiał zamieszczony w dodatku czyta, przegląda, zaczyna analizować, to okazuje się, że wcale nie mamy do czynienia z opisem życia kulturalnego, ale obcujemy z bardzo prostym narzędziem jego kreacji. Pokazuje się palcem, kogo trzeba znać, o jakim muzeum wiedzieć, że 1% na kulturę to znak rozpoznawczy społecznego zaangażowania w życie kulturalne, a w ogóle to podstawą „lansu jest mówienie Masłem” (cytat za tekstem Justyny Sobolewskiej, która z kolei cytuje Agnieszkę Drotkiewicz).

Bo w sumie o co chodzi? Podtytuł dodatku nie pozostawia złudzeń: „Przeczytaj, o czym się mówi”. Już nie chodzi o etos, o rzeczy wspólne i podzielane, ale o bycie na fali. W końcu inteligent to dobrze zorientowany ignorant. Sztuka, kultura nie muszą podważać dobrego samopoczucia, nie muszą być narzędziami krytyki czy problematyzacji naszego wyobrażenia i mówienia o świecie, stają się kolejnymi „gadżetami”, które pozwalają się w tym świecie doskonale odnaleźć. Wiesz, kto Masłowska i że żyjemy w świecie „kopiuj/wklej”, lepiej nie mogłeś trafić, jesteś swój wśród swoich.

Na szczęście jest w publikacji „Polityki” kilka tekstów, które prowadzą do czegoś więcej niż lekko ironiczna refleksja. Są to rozmowa Jacka Żakowskiego z Davidem Throsbym, tekst Cezarego Kowandy „Kultura (nie)policzalna”, czy Edwina Bendyka „Bomba masowego tworzenia”. Jakkolwiek Throsby skłania do polemiki, jego twierdzenia mogą wydawać się powierzchowne, a wpisywanie wrażeń i emocji w kontekst ekonomiczny niezbyt zachęcające, to podejmuje on w Polsce mało wciąż popularny temat ekonomii kultury i jej wpływie na rozwój gospodarczy i społeczny. Podobnie z tekstem Cezarego Kowandy, który jest prostym i spójnym wprowadzeniem w problematykę finansowania kultury, uwzględniającym rolę państwa, sponsoringu, mecenatu, środków unijnych.

Innego problemu dotyka tekst Bendyka, który skoncentrowany jest wokół zagadnień związanych z kulturowymi konsekwencjami rewolucji cyfrowej, szczególnie w obrębie praw autorskich, swobodnego dostępu do Internetu i kontroli wykorzystywania w jakikolwiek sposób treści dostępnych w sieci.

Wymienione teksty pozwalają spojrzeć na „Niezbędnik Inteligenta” jako na propozycję poważniejszej refleksji nad miejscem kultury we współczesnym społeczeństwie. Szkoda, że dodatek w przeważającej części został poświęcony mało istotnym diagnozom i informowaniu o tym, co należy o kulturze myśleć. W ten sposób stał się bowiem kolejną manifestacją zbiorowych mniemań „zawodowych posiadaczy kultury”, o których z ironią pisywał już jeden z najbardziej przenikliwych obserwatorów i krytyków kultury II połowy XX wieku, Konstanty A. Jeleński.
http://kulturasieliczy.pl...urze/#more-3406

andros - Sob Lut 12, 2011 09:33

Kultura w/po... (115)
Legnicki teatr wsparł inicjatywę zmierzającą do pośmiertnego nadania Jerzemu Szmajdzińskiemu tytułu Honorowego Obywatela Legnicy.

Pismo uzasadniające motywy tego stanowiska wraz z apelem o jego uwzględnienie wpłynęło do biura legnickiej rady.

Pan
Ryszard Kępa
Przewodniczący
Rady Miejskiej Legnicy

Szanowny Panie Przewodniczący,

z satysfakcją i uznaniem przyjęliśmy informację o inicjatywie zmierzającej do nadania tytułu Honorowego Obywatela Legnicy ś.p. JERZEMU SZMAJDZIŃSKIEMU, wicemarszałkowi Sejmu RP, byłemu ministrowi obrony narodowej, wieloletniemu posłowi naszego okręgu wyborczego, wybitnemu polskiemu politykowi, który kochał artystów, a z tragiczną śmiercią którego legnicki teatr stracił wypróbowanego sojusznika, przyjaciela i widza swoich przedstawień. Gorąco i z całego serca popieramy taki wniosek. Prosimy członków kapituły i legnickich radnych o uwzględnienie naszego stanowiska.

Długo można wymieniać zasługi ś.p. JERZEGO SZMAJDZIŃSKIEGO dla Regionu i Miasta. Był bowiem wyjątkową postacią, która udział w polityce najwyższego szczebla łączyła z chęcią niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebowali. O szacunku, jaki towarzyszył Jego osobie, świadczyły nie tylko wyniki kolejnych wyborów, ale też nadzwyczajna sympatia, jaką towarzyszyła Mu podczas wyjątkowo licznych spotkań w Legnicy.

Ś.p. JERZY SZMAJDZIŃSKI swoje życie w polityce traktował jako służbę społeczną, jako misję. Był człowiekiem dialogu, na którego pomoc można było liczyć bez względu na dzielące ludzi życiorysy i poglądy. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie.

W imieniu Teatru Modrzejewskiej w Legnicy
Jacek Głomb - dyrektor naczelny i artystyczny

(Teatr Legnica)
http://www.e-piastowska.pl/news.php?readmore=7743

perykles - Sro Lut 16, 2011 17:48

Nie ma to jak artysta bawiący się w politykę;)) Aż mi się przypomniał film "Mefisto";) Gdyby to pan Głomb zrobił prywatnie ze względu na swoje przykonania itd., nie trąciło by to tak myszką, ale podpisując się jako dyrektor teatru, bez komentarza.
andros - Sob Lut 19, 2011 17:27

Kultura w/po... (116)
Kultura dźwięku

Ciekawe, czy Kultura dźwięku rozwiąże w jakimś, choćby najmniejszym, stopniu największy problem polskiej krytyki muzycznej… A nawet szerzej: polskiego myślenia o muzyce w ogóle. Biorąc pod uwagę teksty wybrane do tej książki przez Christopha Coxa i Daniela Warnera, jest na to szansa. Byle tylko środowisko muzyczne tę szansę wykorzystało, byle tylko ta ważna pozycja nie przeszła niezauważona. Byłoby dobrze, gdyby Kultura dźwięku zaszczepiła nowy sposób pisania o muzyce, ożywiła i sproblematyzowała język mówienia o niej.

W czym tkwi ów problem?

Polskie myślenie o muzyce przebiega w zasadzie dwutorowo. Z jednej strony tkwimy w romantycznej tradycji, według której o muzyce się nie rozmawia, tylko się ją czuje, co oznacza tyle, że wszelkie próby dyskusji o tej sztuce jawią się jako bezcelowe, by nie powiedzieć jałowe. Z drugiej natomiast strony, opieramy się na pozytywistycznym podejściu skupiającym się niemal wyłącznie na „naukowej”, specjalistycznej analizie partytur, co w sposób oczywisty wyklucza z grona osób predestynowanych do zajmowania się muzyką wszelkich, nawet najbardziej zainteresowanych i… kompetentnych laików. W obu tych paradoksalnie uzupełniających się i mocno konserwujących polski dyskurs muzyczny postawach nie ma miejsca na rozważanie chociażby społecznych kontekstów muzyki. Podejście filozoficzne funkcjonuje natomiast w formie szczątkowej i jest – poza nielicznymi wyjątkami – praktycznie nieobecne. Dodatkowo sprawę pogarsza odwiecznie pokutujący pogląd, że o gustach – zwłaszcza muzycznych – się nie dyskutuje, co jakąkolwiek dyskusję ucina w samym zalążku. Fatalnego obrazu polskiego dyskursu muzycznego dopełnia jeszcze fakt, że sami twórcy raczej niechętnie wypowiadają się w sposób odbiegający od standardowych wywiadów udzielanych prasie specjalistycznej. Oczywiście, polska szkoła myślenia o muzyce to także klasyczna już Zofia Lissa i jej analizy społecznego uwarunkowania muzyki oraz jej odbioru, albo – obecnie – pismo „Glissando” ze skupionym wokół niego środowiskiem młodych krytyków muzycznych i artystów, ale to tylko dwa spośród nielicznych wyjątków.

Teksty wypełniające Kulturę dźwięku są dokładnie takimi, jakich w Polsce brakuje. Książka wypełnia lukę (oby nie trafiła w próżnię) gnębiącą nasze rodzime myślenie o muzyce. Na ten bardzo interesujący zbiór składa się imponująco szeroki wybór manifestów, tekstów źródłowych oraz komentarzy dotyczących muzyki XX wieku. Już sam duet redaktorów tego tomu sugeruje interdyscyplinarny charakter książki. Christoph Cox jest bowiem profesorem filozofii i dziennikarzem związanym m.in. z legendarnym brytyjskim pismem poświęconym muzyce współczesnej „The Wire”, a Daniel Warner kompozytorem i wykładowcą muzyki elektroakustycznej. Natomiast wśród autorów znajdziemy nie tylko samych kompozytorów, muzyków, muzykologów, ale także filozofów, socjologów, pisarzy. Szerokie potraktowanie tematu nie ogranicza się w tej książce tylko do reprezentujących różne dziedziny tekstów.  Obraz muzyki wyłaniający się z Kultury dźwięku to nie sztuka podzielona na tysiące gatunków, podgatunków, szuflad i szufladek (to kolejna bolączka zwyczajowego pisania o muzyce), ale całościowe, wszechogarniające zjawisko. I tak obok siebie występuje tu na przykład awangardowy, mocno lewicujący kompozytor Cornelius Cardew i Paul D. Miller (znany bardziej jako DJ Spooky), obok tekstu Ornette’a Colemana poświęconego improwizacji w jazzie znajdziemy artykuł Briana Eno o ambiencie. Podobnych par znajdziemy tam więcej: Glenn Gould i John Zorn, Aphex Twin i John Cage, Anthony Braxton i Michael Nyman… I dobrze, bo tylko patrząc z takiej perspektywy, odrzucającej prosty podział na gatunki i dziedziny, da się uchwycić bogactwo i specyfikę muzyki XX wieku.

Muzyka w Kulturze dźwięku to nie jakieś niepojęte zagadnienie metafizyczne, które wymyka się jakiemukolwiek opisowi i o którym, skoro nie można mówić, to najlepiej milczeć. Muzyka w tej książce to wszechobecne, towarzyszące nam niemal wszędzie i na każdym kroku zjawisko o skomplikowanych granicach, zlewające się z szumem dźwięków otaczającego nas świata oraz hałasem (ang. „noise”). To zjawisko blisko związane z nowymi technologiami – zarówno z nich korzystające, jak i mające na nie silny wpływ. Czy wreszcie: muzyka to zjawisko wcale nie – jak głosi kolejny z otaczających muzykę mitów – autonomiczne, ale mocno i nierozerwalnie z polityką związane.

Kultura dźwięku jest świetnym przewodnikiem po muzyce XX wieku. Przewodnikiem może nie tyle po nazwiskach i tytułach, co raczej po kontekstach a także ideach dotyczących muzyki. To książka o tym, czym jest dziś ta dziedzina sztuki, jakie pełni role społeczne i polityczne. Możemy w niej też przeczytać fragmenty zarówno o samym procesie tworzenia dzieła muzycznego, o problemie jego zapisu oraz wykonania jak i o drugiej stronie medalu: percepcji utworu, jej uwarunkowaniach oraz różnorodności. W książce znajdziemy również ciekawe analizy sześciu spośród najważniejszych kierunków muzyki współczesnej: muzyki eksperymentalnej, improwizowanej, elektronicznej a także minimalizmu i kultury didżejskiej. Całości dopełniają jeszcze rozważania dotyczące problemów praw autorskich a także komercjalizacji tej „najbardziej ulotnej ze sztuk”.

Zbiór Coxa i Warnera jest więc najlepszym dostępnym obecnie w Polsce wprowadzeniem do muzyki XX wieku. Lektura Kultury dźwięku nie tylko może pomóc nam zrozumieć, co dzieje się w muzyce dziś, ale także pokazuje nam nowy język myślenia o sztuce i o świecie, w którym ona istnieje i z którym jest związana.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że wydawca Kultury dźwięku, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, zapowiada tę książkę jako rozpoczynającą całą nową serię przekładów klasycznych już pozycji poświęconych muzyce XX wieku. Seria ma nazywać się Terytoria muzyki, a jej opiekunem merytorycznym i pomysłodawcą jest Michał Libera, co pozwala mieć całkiem uzasadnione nadzieje, że polskie środowisko muzyczne będzie miało szanse odrobienia trochę już zaległej lekcji. Może więc za jakiś czas będziemy mieli okazję przeczytać podobną książkę, ale tym razem napisaną przez polskich autorów?

Tekst ukazał się w 2 (2010) numerze „Kultury Popularnej”.
http://www.krytykapolityc...c/menuid-1.html

andros - Wto Lut 22, 2011 20:12

Kultura w/po... (117)
Wulgarny komiks o Chopinie (za 30 tys. euro)

Kontrowersyjny komiks miał promować Fryderyka Chopina w niemieckich szkołach. Okazało się jednak, że zawiera mnóstwo wulgaryzmów. - Mleko się wylało,a publikacja musi być zniszczona - zapowiedział wiceszef MSZ Jan Borkowski.

"Je...y cweloholokaust", "ta ci.a, co tu siedziała", "na ch.j on tam stoi", efekt koniowalenia" - takie zwroty wykorzystał autor jednego z komiksowych opowiadań, które wchodzi w skład antologii pt. "Chopin. New Romantic", opracowanej przez wydawnictwo Kultura Gniewu.

- Mamy do czynienia z przypadkiem, który nie powinien się zdarzyć. Projekt, który był zatwierdzony - na bardzo wstępnym etapie - przez ministerstwo (...) został zrealizowany w formie, która jest niedopuszczalna. Nie może być dystrybuowana ta publikacja, która miała służyć promocji Fryderyka Chopina i Polski, nie będzie dystrybuowana. Ubolewamy, że w ogóle doszło do takiej sytuacji - oświadczył wiceszef MSZ Jan Borkowski.

- Naszym celem jest niedopuszczenie do publikacji tego komiksu - oświadczył przedstawiciel MSZ Jan Borkowski. Przedstawiciel MSZ tłumaczył także przyczyny wydania komiksu. - Znamy opinie osób, które zajmują się oceną artystyczną takich produkcji i zwykle są to pozytywne opinie - powiedział.

Jak dodał, "pod godłem polskiego państwa, ze wsparciem ministerstwa spraw zagranicznych tego typu publikacje jak ten komiks nie mogą się ukazywać".

- To jest jeden przypadek na setki, które realizujemy na całym świecie - tłumaczył. Borkowski wyjaśniał, że polskie ambasady w ciągu roku wydają nawet tysiące różnego rodzaju publikacje. - Nie jesteśmy recenzentami każdej pracy, którą wykona artysta - dodał. - W tym wypadku zostały przekroczone granice (...) traktujmy to jako indywidualny przypadek - apelował przedstawiciel MSZ.

Komiks za 30 tys. Euro

Na komiks o Fryderyku Chopinie wydano 30 tys. euro. Pieniądze na ten cel pochodziły z ambasady w Berlinie oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Komiks ukazał się w grudniu 2010 r. Ze względu na kontrowersyjne fragmenty, przeznaczone dla dojrzałych odbiorców, na razie nie został rozpowszechniony w celach promocyjnych.

Publikacja napisana jest zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, a jej autorzy to - jak zapewnia wydawca - uznani twórcy komiksów z Niemiec i Polski: Jakub Rebelka, Marcus "Mawil" Witzel, Jacek Frąś, Sascha Hommer, Krzysztof Ostrowski, Agata "Endo" Nowicka, Andreas Michale, Patryk Mogilnicki, Jan-Frederik Bandel, Monika Powalisz, Grzegorz Janusz. Wulgarne zwroty pojawiają się w jednym z opowiadań autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego. Akcja rozgrywa się w więzieniu, w którym ma się odbyć koncert artysty, przypominającego wyglądem Fryderyka Chopina.

Komiks miał się wpisywać w program promocji polskiej kultury w Roku Chopinowskim, zakładający wykorzystanie różnych form wyrazu artystycznego, tak by przekazać nieco inny od tradycyjnego obraz Polski za granicą.

Ambasada nie komentuje sprawy

Ambasada polska w Berlinie nie wypowiedziała się w sprawie publikacji. Dyplomaci wskazują jednak na opinie ekspertów, zajmujących się komiksem, którzy bronią publikacji. Dziennikarz i publicysta Bartłomiej Chaciński, autor słowników języka młodzieżowego, uważa, że kontrowersje wynikają z niezrozumienia istoty medium, jakim jest komiks. Wskazuje, że brzydkie słowa są elementem literatury, choćby w jej ostatnich polskich przykładach promujących Polskę na świecie, jak książki Doroty Masłowskiej.

- W komiksie (wulgaryzmy) pełnią rolę równie naturalnego środka wyrazu, tyle że nie wszyscy zdają sobie sprawę, że komiks to medium adresowane nie tylko do młodszych, ale i tych dojrzałych odbiorców - powiedział Chaciński.

Jak dodał, wiele państw wykorzystuje komiks w działaniach promocyjnych za granicą. Zdaniem Chacińskiego wykorzystane przez jednego z autorów komiksu słowo "cweloholokaust", które w Niemczech może budzić większe kontrowersje niż w Polsce, jest "nawiązaniem do kultury więziennej" i nie ma żadnego wydźwięku antysemickiego.

Nieco inną opinię w tej sprawie ma wiceprzewodniczący Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego w Berlinie Christoph Heubner. "Żaden rząd ani ministerstwo nie może cenzurować artysty, ale chętnie powiedziałbym autorowi (komiksu), że pewne sprawy nie nadają się do tego, by wykorzystywać je w celu prowokowania. Wśród tych spraw są tematy związane z holokaustem" - powiedział Heubner PAP. Jak ocenił, szczególnie młodym ludziom prowokujące wyrażenie "cweloholokaust" może namieszać w głowach. Heubner zaznaczył, że nie potępia artysty, ale uważa, że warto podjąć dyskusję na temat kontrowersyjnej publikacji.
(msz, tw)
http://wiadomosci.wp.pl/k...ml?ticaid=1bd45

andros - Sro Lut 23, 2011 18:53

Kultura w/po... (118)
Wydawca zwróci dotację na komiks

Wydawnictwo, z którym współpracowaliśmy przy powstawaniu tego komiksu, zadeklarowało, że zwróci MSZ dotację, którą uzyskało na ten projekt - oświadczył Marcin Bosacki. Rzecznik MSZ zapewnił, że "ten komiks, w tej formie, nie będzie dystrybuowany przez ambasadę polską w Berlinie.

Komiks, który miał promować Polskę i muzykę Chopina wśród niemieckich uczniów, można było przeczytać m.in. takie zdania: "Na ch** on tam stoi?", "Gdzie jest ta ci**?", "Po ch** tu brałeś je w ogóle?, "J***ny cweloholokaust".

Wydawnictwo, które go stworzyło, otrzymało pieniądze od polskiej ambasady w Berlinie i MSZ. Darmową publikację wydano w 2 tysiącach egzemplarzy, kosztem 27 tys. euro. - Wydawnictwo, z którym współpracowaliśmy przy powstawaniu tego komiksu, zadeklarowało, że zwróci MSZ dotację, którą uzyskało na ten projekt - powiedział rzecznik MSZ.

Jak zapewnił w środę rano szef resortu, Radosław Sikorski, publikacja zostanie zniszczona.

Koncert Chopina w więzieniu

Antologia "Chopin New Romantic" składa się z kilku części. W jednej z nich bohater przypominający wyglądem Fryderyka Chopina przyjeżdża zagrać koncert w więzieniu. Towarzyszy mu wulgarny skinhead, który wcześniej był tam osadzony. Fabuła opowiadania kończy się bójką.

Komiks miał zwieńczyć obchodzony hucznie Rok Chopinowski i trafić do niemieckich szkół.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Czw Lut 24, 2011 17:20

Kultura w/po... (119)
Przemielmy komiks, spalmy autorów

Monika Powalisz w rozmowie z Jasiem Kapelą

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Jesteś autorką komiksu zamieszczonego w „kontrowersyjnej” antologii przygotowanej na rok chopinowski przez ambasadę w Berlinie. MZS uznał, że komiks powinien zostać zniszczony. Jak oceniasz tę decyzję?

Monika Powalisz*: Po pierwsze komiks Krzysztofa Ostrowskiego stanowi jedynie 1/8 antologii Chopin New Romantic – dokładnie 10 stron po polsku i drugie 10 po niemiecku. Po drugie proces pracy nad scenariuszami i planszami zakończył się (uwaga!) w grudniu roku 2009. W roku 2010 całość polsko-niemieckiej antologii została przetłumaczona – odpowiednio na polski (niemieccy autorzy) i na niemiecki (autorzy polscy), a sama dwujęzyczna publikacja ukazała się drukiem w grudniu zeszłego roku. Kwitowanie żmudnego procesu twórczego, w który zaangażowanych było w sumie kilkanaście osób, zdaniem „mleko się rozlało”, jest dla mnie bardzo przykre. A sama decyzja o zniszczeniu (darmowej publikacji) jest już jakimś groteskowym, ale i bardzo niebezpiecznym precedensem. Bo jaki to jest sygnał? Jak można podjąć decyzję o zniszczeniu całości antologii, która powstawała przez 1, 5 roku, w kilka godzin po medialnej nagonce? To decyzja paniczna i pochopna. Czy MSZ nie powinien stanąć murem za twórcami tej antologii skoro sam ją firmował? Bronić swojego pomysłu? Co więcej, bronić pomysłodawców tego nowatorskiego, innowacyjnego pomysłu?
(...)
***
*Monika Powalisz - reżyserka, dramatopisrka, scenarzystka. Autorka scenariuszy do komiksów: „Ostatni koncert” (nagroda główna w konkursie na najlepszy komiks o Powstaniu Warszawskim), „Płaszcz Ajewskiego” (wyd. Bellona, 2008), „Lisi Ogon” oraz „Kto jest obok mnie?” (Antologia. Chopin. New Romantic. Kultura Gniewu, 2010)
http://www.krytykapolityc...w/menuid-1.html

andros - Nie Lut 27, 2011 10:04

Kultura w/po... (120)
„ W sprawie komiksu o Chopinie postąpiłbym inaczej niż Sikorski” - fragment rozmowy z Bogdanem Zdrojewskim, ministrem kultury.
(...)
- Kliknął pan na Facebooku "lubię to" pod "Ochronić nakład »Chopin New Romantic«"?
- Nie, nie kliknąłem. Unikam skrajności. Moja reakcja na oburzenie wydanym komiksem była przede wszystkim żądaniem normalnego dyskursu w tej sprawie. Reagujemy nie adekwatnie do wydarzeń. Jesteśmy społeczeństwem rozdygotanym, reagującym bardzo emocjonalnie. I to we wszystkich możliwych kierunkach, najczęściej w sprawach wcale nie najważniejszych. Przestrzegam przed tym i za każdym razem staram się bronić umiaru, zdrowego rozsądku i adekwatności w działaniach. Komiks, który został przygotowany przez wybitnych rysowników nie budziłby wątpliwości gdyby nie parę detali. Komiks został sygnowany przez MZS (ambasadę polski w Berlinie), składa się z ośmiu historyjek i w jednej z nich, pojawia się kilka niecenzuralnych słów. Nota bene akcja tej jednej opowiastki rozgrywa się w więzieniu i...
- Panie ministrze, proszę nie cytować, bo już wystarczająco dużo przekleństw padło w tym wywiadzie.
- (śmiech) Bez przesady, to były cytaty i to wykropkowane. No dobrze, ale w takim razie to po kolei: komiks rządzi się swoimi prawami i jest oddzielnym elementem sztuki, ma innego adresata i trochę hip-hopowy sposób komunikowania się. Ma charakter ilustracyjny. Nie może jednak nikogo obrażać. Tu zresztą takiego zarzutu nie było. Problem był jedynie w dwóch elementach wspomnianym wydawcy i godle państwowych na ostatniej stronie okładkowej. Ale reakcja na to była absolutnie nieadekwatna do zdarzenia. Wolałbym aby tego typu oburzenie pojawiało się na co dzień w np. komunikacji miejskiej jak ktoś kogoś obraża wulgaryzmami, jest agresywny, rzuca śmieci niż jak artysta cytuje takie zachowania. Nikogo nie oburzył autentyczny napis na murze, ale to że artystka to pokazała w wersji nota bene ładnie przetworzonej.
- Nakład komiksu, za który MSZ zapłacił 30 tys. euro z pieniędzy podatników, pójdzie teraz na przemiał?
- Taka jest ponoć decyzja ministra Sikorskiego. Nie chcę z nią polemizować, ale wolałbym inne rozwiązanie.
- Pan postąpiłby podobnie na miejscu szefa MSZ?
- Ministerstwo kultury to inny resort o innych mechanizmach weryfikowania projektów artystycznych. Z jednej strony więcej wolności, z drugiej cały system opiniowania wniosków o dofinansowanie. To, co dziś najbardziej mnie martwi to skutki uboczne tej awanturki. Myślę mianowicie o ewentualnej autocenzurze. Jest ona gorsza od tej instytucjonalnej, którą pogrzebaliśmy 20 lat temu. Wielu urzędników MSZ teraz może mieć pokusę bardzo asekuranckiego podchodzenia do projektów i pomysłów przekraczających utarte standardy.”(...)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

andros - Sro Mar 02, 2011 09:48

Kultura w/po... (121)
(Nie)kulturalny Polak

Rośnie odsetek Polaków, którzy w ogóle nie interesują się kulturą. Wynosi on 43 proc. i jest prawie dwukrotnie wyższy niż w roku 2004. Co więcej, nasi rodacy są też coraz mniej zainteresowani poszerzaniem swojej wiedzy na temat zagadnień związanych z kulturą – wynika z najnowszego badania instytutu badawczego ARC Rynek i Opinia.

Zainteresowanie Polaków kulturą kształtuje się na relatywnie niskim poziomie 28 proc. Obserwowalny jest jednak rosnący odsetek osób, które deklarują, że nie interesują się kulturą w ogóle (43 proc.). Ich udział jest prawie dwukrotnie większy niż w roku 2004.

„Chociaż w roku 2010 uroczyście obchodzono dwusetną rocznicę urodzin Fryderyka Chopina, a wiele dużych polskich miast prowadziło działania związane ze staraniami o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku, to jednak wyniki badania wskazują, iż nie przełożyło się to na wzrost zainteresowania kulturą wśród Polaków” – mówi Aleksandra Brzozowska, badaczka z ARC Rynek i Opinia.

Niepokój budzą wyniki, które mówią, że Polacy nie czują się kompetentni zarówno w zakresie kultury masowej, jak i kultury wyższej. Zaledwie 5 proc. badanych deklaruje, że ma wiedzę na temat kultury masowej, a 2 proc. – kultury wyższej. Co więcej, obywatele naszego kraju są w małym stopniu zainteresowani poszerzeniem swojej wiedzy związanej z kulturą. Dotyczy to zarówno kultury wymagającej od odbiorcy wysokich kompetencji, jak i kultury spełniającej przede wszystkim funkcję rozrywkową. Ponad połowa badanych (56 proc.) wyraża brak zainteresowania poszerzeniem informacji z zakresu tzw. kultury wysokiej, a 47 proc. respondentów w kontekście kultury masowej. Towarzyszy temu rosnący odsetek osób, które same oceniają swoją wiedzę na temat kultury wysokiej oraz kultury masowej jako małą.

Badanie zostało przeprowadzone metodą bezpośrednich wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CAPI) w 3 falach od maja do grudnia 2010 r. na reprezentatywnej próbie N=1218 mieszkańców Polski w wieku 15 – 65 lat.
http://www.arc.com.pl/ind...ticles/show/328

andros - Sro Mar 02, 2011 10:03

Kultura w/po... (122)
Czy opera może być jak McDonald`s?

Teatr? Opera? Filharmonia? Polacy coraz mniej interesują się kulturą wyższą. Może zniechęcają się, bo bilety na dobre przedstawienia i koncerty są za drogie i zbyt trudno dostępne? A wartościowych imprez jest u nas za mało.


Tak źle jeszcze nie było. Już blisko 85 proc. Polaków mówi, że nie interesuje się kulturą wyższą - wynika z opublikowanego właśnie sondażu firmy badawczej ARC Rynek i Opinia (rok temu było to ok. 83 proc., dwa lata temu - 80 proc.). - Choć te zmiany nie są ogromne, widać systematyczny wzrost grupy osób, których nie interesują takie kwestie jak teatr, opera, koncerty muzyki klasycznej, wystawy, galerie - mówi Krzysztof Szczerbacz z firmy ARC Rynek i Opinia.

Do teatru czekasz miesiąc

Dlaczego topnieje to grono? - Informacjom o kulturze wyższej coraz trudniej jest się przebić w gąszczu wiadomości o kulturze masowej. Nie są też dostępne na wyciągnięcie ręki. Żeby się dostać na głośne przedstawienie teatralne, trzeba rezerwować bilety z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie da się zaplanować wizyty w teatrze lub filharmonii z dnia na dzień, jak wyjścia do kina. To może zniechęcać tych, którzy np. na początku tygodnia wpadli na pomysł, by w weekend wybrać się do teatru czy na koncert. Kłopoty z kupnem biletów sprawią, że wielu chętnych machnie ręką i zostanie w domu - mówi Krzysztof Szczerbacz.

Barierą są też ceny. Bilet do teatru to wydatek minimum 30-40 zł, na operę nierzadko trzeba wydać ponad 100 zł.

Jak wynika z danych GUS, tylko 4 proc. Polaków przynajmniej raz w roku bywa w filharmonii, w galerii sztuki - 5 proc., w teatrze - 8 proc. Co ciekawe, większość tych grup stanowią te same osoby. To właśnie ci stali bywalcy kupują dużą część z blisko 12 mln biletów, jakie rocznie sprzedają nasze teatry i filharmonie (jeszcze w 2005 r. sprzedawały ich nieco ponad 9 mln. rocznie).

Snoby tu nie przychodzą

Kim są ci konsumenci kultury wyższej? - To nie są ludzie, których do teatru czy opery ciągnie atmosfera snobizmu. Pokazywanie się w takich miejscach przestało już być snobizmem dla bogatych czy sławnych. Ludzie tam idą, bo znajomi idą. W ten sposób na widowni mamy grupki osób, którzy przyszli razem - np. studentów, czy całe rodziny. Nierzadko przychodzą systematycznie, kupując np. roczne karnety - mówi dr Mirosław Pęczak, socjolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie dziwi go, że tak trudno (i drogo) dostać się na przedstawienia znanych reżyserów czy koncerty światowych gwiazd muzyki poważnej. - Opera czy filharmonia nigdzie na świecie nie są rozrywką masową. Właśnie to niektórych może do nich przyciągać – mówi.

Czy faktycznie zarabiającemu średnią krajową Kowalskiemu pozostają tylko imprezy bezpłatne, jak Koncerty Chopinowskie w Łazienkach? Liczba miejsc w polskich teatrach i instytucjach muzycznych w ciągu ostatniej dekady wzrosła z 65 tys. do ponad 72 tys. liczba przedstawień z 50 tys. do 56 tys. rocznie. Może to za mało? Może filharmonie i teatry powinny zwiększyć liczbę imprez?

- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są teatry, które z trudem znajdują widownię na dwa przedstawienia w miesiącu i takie, do których chodzą tłumy. W moim teatrze bilety trzeba rezerwować przynajmniej dwa tygodnie wcześniej. Można wprowadzać dodatkowe przedstawienia - kiedyś były tzw. popołudniówki, czyli sobotnio-niedzielne sztuki o 15. Należałoby też budować większe sale. Na Zachodzie w przeciętnym teatrze jest 600-800 miejsc, u nas 300-400 - mówi Kazimierz Kaczor, aktor i wieloletni prezes Związku Artystów Scen Polskich.

Edyta Błaszczak, Metro: To co trudniej zrobić, lepiej smakuje

Na całym świecie dostanie się na premierę wziętego reżysera teatralnego, graniczy z cudem. W operze nowojorskiej na wybitne koncerty brak biletów już w chwili zapowiedzi wydarzenia. W Wiedniu po bilety do filharmonii trzeba stać w nocnych kolejkach Mimo większych sal i bardziej prestiżowych zespołów, tam też brakuje biletów na creme de la creme.

Na standardowe koncerty miejsca są, tak jak w Polsce. W ostatni weekend tuż przed spektaklem bez problemu kupiłam bilet na "Klub Polski" w stołecznym Teatrze Dramatycznym. I były jeszcze puste miejsca. Ale na bilet na "Tango" w Narodowym z Grażyną Szapołowską i Janem Englertem czekałam pół roku. Warto było - to, co trudniej zdobyć - lepiej smakuje.

Gdyby sztuka wysoka nie była tak elitarna, straciłaby zapewne słodki smak czegoś trudno dostępnego. Dla mnie większym zmartwieniem jest, kto wypełni budujące się właśnie sale koncertowe w Katowicach czy Białymstoku.

Czy zgadzasz się, że teatr, opera czy filharmonia muszą być trudno dostępne by zachować urok elitarności? A może po prostu naszym artystom, reżyserom i dyrektorom scen przewraca się w głowach? Napisz do nas: metro(at)agora.pl
http://www.emetro.pl/emetro/1,85652,9180801.html

andros - Sro Mar 02, 2011 10:23

Kultura w/po... (123)
John Porter: nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce

- Nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce. Ja nie jestem Lady Pank czy Bajm itd., którzy mają wyrobione "polskie brzmienie" - mówi John Porter w rozmowie z PAP, tłumacząc dlaczego jego najnowszy solowy album "Back in Town" powstał w Londynie a nie w Warszawie.

- Nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce. Polscy producenci za drogo się cenią i za mało oferują. Największe wytwórnie nagrywają ciągle tych samych artystów. Ja nie jestem Lady Pank czy Bajm itd., którzy mają wyrobione "polskie brzmienie". Ja mam swój własny styl. Takiej płyty jak "Back in Town" nie mógłbym nagrać w Polsce. Nie mówię, że brakuje tu dobrych muzyków, ale nie ma muzyków naprawdę doświadczonych. Ludzie w Londynie od razu wiedzieli, o co mi chodzi i co chcę zrobić. No i mówili w moim języku - tłumaczy Porter w rozmowie z Agatą Żurawską z Polskiej Agencji Prasowej.

Media okrzyknęły "Back in Town" wielkim powrotem Portera - jest to bowiem, po wspólnych dokonaniach z Anitą Lipnicką, pierwsza solowa płyta artysty po latach przerwy. Sam Porter nazywa ją "powrotem do tego, co robił dawniej". - Wracam na stare śmieci - żartuje.

Na pytanie, czy lepiej tworzyć muzykę samemu, odpowiada - Duety to bardzo fajna sprawa. Z Anitą nagraliśmy trzy dobre płyty, ale każdy z nas ma własne pomysły i własny wyraz artystyczny. Postanowiliśmy wydać następne albumy osobno. Najpierw Anita pracowała nad swoją płytą, a ja zajmowałem się domem, a teraz zamieniliśmy się rolami.

Cały album "Back in Town" zarejestrowano w Londynie w listopadzie i grudniu, w zaledwie 12 dni. W roli współproducenta, obok samego Portera, wystąpił legendarny Phill Brown, który pracował m.in. z Robertem Plantem, Bobem Marleyem, Talk Talk, Dido i Beth Gibbons (Portishead). 9 z 11 utworów zostało nagranych na żywo. Muzycy zaproszeni do nagrań to "studyjna" śmietanka. Kryteriami wyboru, jakie towarzyszyły Porterowi były ich dojrzałość, doświadczenie i niekonwencjonalne podejścia do gry na własnych instrumentach.
http://muzyka.onet.pl/10174,2255028,newsy.html

andros - Nie Mar 06, 2011 10:11

Kultura w/po... (124)
Ludzie kultury mówią nie swoim językiem

Z Bogną Świątkowską rozmawia Jaś Kapela

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Czy potrzebujemy „Paktu dla kultury”?
http://obywatelekultury.p...olity/#more-711

Bogna Świątkowska*: Mówienie, że kultura jest ważna dla życia społecznego, jest pożyteczne. Zwłaszcza w momencie, gdy kultura znika z horyzontu. Gdyby nie grupa tych, którzy uporczywie odmieniają kulturę przez wszystkie przypadki, pewnie niewiele w dyskursie publicznym pojawiałoby się na ten temat. To jest istotna rola Obywateli Kultury, którzy przecież nie są ani organizacją, ani stowarzyszeniem, tylko luźną grupą osób zainteresowanych wytwarzaniem sprzyjającego klimatu wokół kultury oraz – co szalenie istotne – wprowadzaniem konkretnych zmian prawnych rozwój kultury umożliwiających.

Grupa inicjatywna Obywateli składa się z postaci mających rzeczywisty wpływ na życie publiczne, bo sami są osobami publicznymi: to dziennikarze, reżyserzy, dyrektorzy (powinnam napisać dyrektorki) dużych instytucji sztuki. Wykorzystują swoje doświadczenia i wpływy, by mówienie o kulturze, które wybuchło po Kongresie Kultury w 2009 roku, przybrało realny kształt. Przykładem, do którego wszyscy się odwołują, są wcześniejsze działania na polu filmowym, Maciej Strzembosz i ustanowienie PISF, a także ruch wokół proponowanych zmian w ustawie o mediach publicznych.

„Pakt dla kultury” odczytuję jako przymiarkę do podjęcia pracy z ustawodawstwem. „Pakt” powołuje się na nasze konstytucyjne prawo do tego, aby kultura miała znaczące miejsce w życiu społecznym. Jednocześnie jednak jest tak sformułowany, że nie wiadomo, kto z kim miałby go zawrzeć. Jakie są strony tego paktu? Kogo i do czego miałby zobowiązywać? Tutaj jest pies pogrzebany. Stąd może się wziąć niepowodzenie tego dokumentu. On jest deklaratywny, życzeniowy. Przez tę swoją niedostateczną konkretność może być podpisany przez wszystkie możliwe strony na odwal się.

Myślisz, że może być? Ta wizja kultury nie wydaje się kontrowersyjna?

Ale do czego i kogo on zobowiązuje? Zresztą „Pakt”, jak deklarują Obywatele, dopiero zaczyna pewien proces. Nie jest skończoną propozycją, podlega dyskusjom, konsultacjom, poprawkom. Ale nadal ma kształt deklaracji woli, którą ludzie kultury proponują tzw. władzy. Wyobrażam sobie, że rząd w dowolnym brzmieniu podpisuje ten pakt, nawet jutro. A potem latami powołuje się na to, że niestety nie może zmienić ustaw. Bo większość w parlamencie, bo mniejszość w parlamencie, bo Minister Finansów, Minister Pracy, bo Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego. A Minister Kultury chce czegoś jeszcze innego. Ten dokument jest o tyle pusty, że nie jest rzeczywistą zmianą ustawodawczą. Jest takim przystąpieniem do spisku. Tylko że to spisek połowiczny. Znowu pogadaliśmy, coś tam znowu napisaliśmy, ale armaty nie wystrzeliły. Skupmy się jednak na plusach.

To jakie są jeszcze plusy?

Debata nad „Paktem” to bardzo dobra okazja, żeby od środowisk związanych z kulturą wyciągnąć konkrety. To ćwiczenie w określaniu tego, co jest w Polsce potrzebne, żeby kultura mogła rozwijać się swobodnie, w nieograniczony sposób, najkorzystniej dla społeczeństwa i dla ludzi związanych z kulturą. Jeżeli „Pakt” ma być momentem przechodzenia od dyskusji do działania, to jest to plus.
Minusy zaczynają się, gdy spodziewamy się konkretów. Co te zapisy miałyby oznaczać? I dla kogo? Środowiska kultury są bardzo zróżnicowane, mają różne priorytety. Najprostszym przykładem jest środowisko ZAiKS-u, które by chciało wszystko copyrightować, przeciwstawione środowisku młodych twórców związanych z internetem, sztuką netartową, które chciałoby wszystko uwalniać. Jak napisać jeden dokument, który godzi jednych i drugich?

Myślę, że się nie da.

Gdyby przyszło do pisania dokumentów regulujących, dopiero byśmy poznali stopień trudności funkcjonowania kultury. Ale może łatwiej jest mówić: kultura, kultura. I nadal myśleć, że jest ona taka jak w XIX wieku albo w XX – homogeniczna. Podczas gdy my wiemy, że taka nie jest. 

Trochę już to widać. Jarosław Lipszyc mówił, że podczas edytowania „Paktu…” w internecie zaczynają się pojawiać wzajemnie sprzeczne postulaty.

To nie powinno nikogo dziwić. Na to powinniśmy otworzyć oczy. Kultura jest szerokim polem różnie rozumianym przez różne środowiska, nie wyłączając tzw. władzy, która ma swoje rozumienie kultury. Dla mnie istotne jest to, że w czasie dyskusji o „Pakcie” zaczyna się ujawniać to, co zwykle jest ukryte za „dekoracjami”. Kultura ze sceny, z wydarzeń, ze stereotypu (twórca, dzieło, przedstawienie) zaczyna ujawniać swoje ukryte pod podłogą mechanizmy. Rozmowa o kulturze dlatego jest taka trudna, niewdzięczna i niezbyt spektakularna, bo mówi o tych mechanizmach. Np. w „Pakcie” mówi się o równym traktowaniu instytucjach kultury i organizacji pozarządowych.

„Zrównanie w prawach podmiotów publicznych, prywatnych i społecznych.”

Zwróciłam na tu uwagę, bo są przypadki, gdy to równe traktowanie może być dyskryminujące. Na przykład w konkursach grantowych. Instytucje publiczne czy miejskie - finansowane przez organa je powołujące – ubiegając się o dotacje, startują z zupełnie innego punktu, niż organizacje pozarządowe, które takie stałego wsparcia nie mają.

W trakcie dyskusji na ten temat Dorota Monkiewicz z Muzeum Współczesnego we Wrocławiu wstała i powiedziała, że nie ma co rozmawiać, bo organizacje pozarządowe są niestabilne, nieprzejrzyste i nie można im ufać. No, a ja myśląc o wspólnej pracy, nie odpowiadam na to, że gdyby nie tysiące organizacji pozarządowych działających na polu kultury w ostatnich dwóch dekadach, to kultura w Polsce byłaby w stanie godnym pożałowania. Po prostu organizacje pozarządowe i instytucje publiczne mają zupełnie inny charakter. Równe traktowanie wszystkich może się okazać de facto nierównym traktowaniem.
 
Ale wracając do zalet. Ważne jest, żeby z Obywateli Kultury wyłoniła się grupa tych, którzy mogą ocenić, jakich argumentów można użyć, aby rzeczywiście przyśpieszyć zmiany na rzecz kultury. „Pakt” jest kolejną próbą mówienia do polityków językiem dla nich zrozumiałym. W ubiegłym roku taka strategia przybrała dwie formy. Najpierw hasła „Kultura się liczy”, hasła rzuconego przez Pawła Potoroczyna i podchwyconego w kampanii przez Narodowe Centrum Kultury: kultura ma istotny udział w tworzeniu PKB. Albo raczej przypuszcza się, że może mieć, bo jeszcze nie ma polskich danych, można tak podejrzewać na podstawie innych krajów. Pod koniec roku, w związku z „Paktem” pojawił się drugi argument: kultura służy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwo świadomych obywateli, którzy uczestniczą w procesie demokratycznym, czyli na przykład w wyborach.

Oba te argumenty wydają mi się przegięte. Są obietnicami bez pokrycia. Kultura może wcale nie generować PKB, a w swoich poszczególnych wytworach nawet na pewno nie generuje. Podobnie uczestnictwo w kulturze i zdobywanie coraz większej świadomości społecznej nie musi wcale oznaczać uczestniczenia w procesie demokratycznym. Wręcz przeciwnie. Może równie dobrze oznaczać odklejenie się od tego procesu, podjęcie decyzji o niebraniu udziału w wyborach czy tworzeniu formacji działających na innych zasadach niż te, które są obecnie uznawane za pożyteczne w obowiązującym systemie. Zresztą, właśnie to najbardziej mnie interesuje w uczestniczeniu kultury w życiu społecznym.

„Pakt” jest przygrywką do zmian, ale to tylko rozpęd, po którym muszą nastąpić konkretne ruchy. Czyli właśnie pisanie konkretnych poprawek do konkretnych ustaw, a może całych ustaw, praca z posłami z komisji sejmowych, praca na różnych szczeblach władz samorządowych. Coś, co pozwoli w sposób naturalny włączyć kulturę do społecznego krwiobiegu. Rozumianego także, ale nie tylko jako zarządzanie budżetami. Dziś, jak jest spotkanie w Warszawie z burmistrzami różnych dzielnic i rozmowa dotyczy priorytetów, to nie wszyscy widzą wśród nich kulturę. Nie wszyscy wiedzą, dlaczego należałoby ją wspierać.

Gdzie jest powiedziane, że kultura już ma związek z życiem społecznym? Może do tego rodzaju deklaracji potrzebny jest taki luźny dokument jak „Pakt”, żeby to stwierdzać. W sposób jasny dla polityków.

No, ale to chyba jest w domyśle. Przecież działamy, jesteśmy ludźmi kultury i nie musimy tego udowadniać. Dowodem jest to, że się domagamy nie dla siebie, ale dla kultury.

Ale nie powinniśmy wyłącznie domagać się. Bardzo często słyszę jak ruch Obywateli, wszelkie inicjatywy reformatorskie, są sprowadzane do tego, że chcą pieniędzy publicznych. A wydawanie publicznych pieniędzy na kulturę, a zwłaszcza na sztukę, nie budzi takiego społecznego entuzjazmu jak wydawanie na autostrady i mosty.

Czy „Pakt” da się czytać jako manifest agresywnych związków zawodowych, które na tej kanwie mogłyby powstać? Czy raczej jako wezwanie społeczeństwa do rządu? A może to jest dokument trójstronny: Obywatele Kultury, Obywatele bez Kultury i rząd, dokument służący wyznaczeniu granic społecznego przyzwolenia na te wszystkie szaleństwa ludzi kultury?

Ale poważnie, to w „Pakcie” warto byłoby też zaznaczyć istotność tych środowisk naukowych, które są związane z humanistyką. Zwracać uwagę na ich sytuację i na to, w jakim stanie jest nauka polska. To humaniści kulturę i sztukę opisują, analizują. Według mnie koniecznie jest dostrzeganie bardzo silnej zależności między twórcami kultury, naukowcami ją opisującymi i odbiorcami kultury. Z tej perspektywy dobrze, że w grupie piszącej „Pakt” był prof. Andrzej Mencwel.

A nie masz wrażenia, że ten „Pakt” został sformułowany i sformatowany tak, żeby był zrozumiały dla polityków? I przez to rezygnuje z języka kultury czy sztuki, w którym są one wartościami samymi w sobie i nie trzeba ich przekładać na kapitał społeczny czy PKB.

Już od czasu kampanii 1% na kulturę mam wrażenie, że ludzie kultury mówią nie swoim językiem, tylko przyjmują język zrozumiały i akceptowalny dla tych, którzy mają rzeczywistą władzę. To jest ewidentnie próba dotarcia do tych ludzi, którzy innego komunikatu nie chcą słuchać lub nie potrafią zrozumieć.

Jest to koniecznie?

Inaczej nie dotrze się do tych, do których chce się mówić. Rozumiem, że z naszej perspektywy „Pakt” mógłby mieć formę wiersza albo manifestu, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Donalda Tuska, który czyta ten wiersz i odnosi się do niego ze zrozumieniem. 

*Bogna Świątkowska  – założycielka Fundacji Nowej Kultury „Bęc Zmiana”, z którą zrealizowała wiele projektów, m.in. Wolny Uniwersytet Warszawy, Nowy Dizajn Miejski, finisaż Stadionu Dziesięciolecia. Promotorka młodej sztuki polskiej i dizajnu. Wydawca ogólnopolskiego informatora kulturalnego „Notes na 6 tygodni”.  
 
 —  — 
„Pakt dla kultury” to propozycja nowej polityki kulturalnej państwa sformułowana przez ludzi kultury. Ma ona formę umowy między „strona społeczną” (artystami, przedstawicielami instytucji kultury i organizacji pozarządowych) a władzami (rządem, parlamentem).

Propozycja „Paktu” powstała w kręgu osób zajmujących się zbieraniem podpisów pod apelem „1 procent na kulturę”. Przyjęły one nazwę „Obywatele Kultury”. Obecnie ruch Obywateli Kultury tworzą m.in. Beata Stasińska (wydawca, była redaktor naczelna Wydawnictwa W.A.B.), Joanna Mytkowska (dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie), Agnieszka Odorowicz (dyrektorka Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej), Jerzy Hausner (profesor ekonomii, minister pracy i polityki społecznej w rządach Marka Belki i Leszka Millera), Hanna Wróblewska (dyrektorka galerii Zachęta), Beata Chmiel (wicedyrektorka Muzeum Narodowego), Dariusz Gawin (wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego), Jarosław Lipszyc (prezes Fundacji Nowoczesna Polska), Michał Zadara (reżyser teatralny).

Do końca marca trwają ogólnopolskie konsultacje społeczne, które pomogą sformułować nową wersję „Paktu”. Zostanie ona przyjęta podczas Obywatelskiego Kongresu Kultury 14-15 maja w Warszawie i przedstawiona rządowi.

W ramach konsultacji społecznych publikujemy na stronie KP rozmowy z ludźmi kultury. Wkrótce wywiady m.in. z Aliną Gałązką (działaczka Komuny Warszawa), Karoliną Ochab (dyrektorka Nowego Teatru w Warszawie), Piotrem Mareckim (szef Korporacji Ha! art, współtwórca Restartu Polskiego Kina), Michałem Zadarą (jeden z inicjatorów „Paktu dla kultury”).
http://www.krytykapolityc...m/menuid-1.html

andros - Sro Mar 09, 2011 20:56

Kultura w/po... (125)
Dajmy kulturze prawo do błędu

Z Aliną Gałązką rozmawia Jaś Kapela
Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Jaka wizja kultury wynika z „Paktu dla kultury”?
Alina Gałązka: Nie wiem. Niestety nie potrafię tego rozpoznać. Osoby, które mówią, że „Pakt…” jest roszczeniowy, mają trochę racji. Nie widzę w nim propozycji reform, za to dużo postulatów do władz. Rozumiem, że to rząd musi wprowadzać zmiany, ale rację miała też dziewczyna, która powiedziała na spotkaniu „Pakt dla Kultury i NGO” (22 lutego 2011), że nie widzi tutaj przestrzeni dla obywateli, którzy by chcieli coś zrobić. Nie wiem, czy w „Pakcie…” chodzi o kulturę z porządku – że się tak ironicznie wyrażę – liberalnego czy socjalistycznego. Niby postuluje się w nim równy dostęp dla wszystkich sektorów: prywatnego, społecznego i administracji, a z drugiej strony są silne postulaty dotyczące powinności państwa, co mnie, jako wielbicielkę samoorganizacji dystansuje od tych propozycji. Nie widzę w „Pakcie…”  żadnej wyraźnej wizji.
Może po prostu nie da się stworzyć spójnej wizji kultury?
Mam zupełnie inne zdanie. Tak się składa, że jestem w zespole konsultacyjnym, który pomaga opracować założenia do programu rozwoju kultury w Warszawie. To dokument podobny do „Paktu…”, tylko na skalę miasta. 
Pierwsza rzecz, o której dyskutujemy od kilku tygodni w podgrupie – to opisanie wizji. Musimy zdefiniować w tym celu wartości, jakie są dla nas ważne. Na razie rezultat jest taki: chcemy zaproponować do szerokich społecznych konsultacji wizję kultury, w której nacisk ma być położony na kreatywność, efektywne zarządzanie, równy dostęp do pieniędzy publicznych dla instytucji publicznych i innych podmiotów. Także na różnorodność: ma być miejsce i dla niszy, i dla kultury wysokiej, i dla popu (mainstreamu). Mniejszy nacisk chcielibyśmy położyć na dziedzictwo, większy na eksperyment, nowe rzeczy, docenienie sektora kreatywnego. Choć brzmi to ogólnie, to jest dość konkretny system wartości. Można go zapisać na jednej stronie, w sposób hasłowy, symboliczny. W „Pakcie…” nie widzę żadnego systemu wartości.
Mam jeszcze inną obserwację: po czasach wszechobecnego „budowania społeczeństwa obywatelskiego” przyszło hasło „budowanie kapitału społecznego”. A co to tak konkretnie znaczy? W kulturze?
(...)
http://www.krytykapolityc...u/menuid-1.html

andros - Czw Mar 10, 2011 21:24

Kultura w/po... (126)
Brońmy handlu, nie kultury!

Ostatnio dużo się mówi o ważnej roli, jaką w społecznym rozwoju miast pełni kultura. Mało kto podważa rolę klubokawiarni, muzeów, sztuki w przestrzeni publicznej jako ważnego czynnika stymulującego obywatelskie działania mieszkanek i mieszkańców danej okolicy. Władze miasta wiedzą już, że „kultura się liczy”, a zyskiem nie zawsze są łatwe do skalkulowania bezpośrednie przychody do kasy miasta, ale często znacznie bardziej efemeryczna społeczna integracja lub jeszcze bardziej mgliste tworzenie klimatu danego miejsca. Nikogo już nie dziwi, że w Warszawie drogi butik sąsiaduje ze sklepem z offowymi publikacjami i kolorowymi ekologicznymi torbami (jak w przypadku ul. Mokotowskiej i Fundacji Bęc Zmiana) albo że w jednym z najbardziej prestiżowych lokali w mieście znajduje się lewicowe centrum kultury (jak w przypadku Nowego Wspaniałego Świata). Można by stwierdzić, że jesteśmy na dobrej drodze do tego, żeby nasze miasta stały się przyjemniejsze do życia i bardziej otwarte na swoich mieszkańców i mieszkanki. Ale czy na pewno?

Bronienie obecności kultury w mieście jest ważne, ale niewystarczające. Przykład Berlina, który przez ostatnie lata stał się ulubionym punktem odniesienia większości miejskich aktywistek i aktywistów (również moim), pokazuje, że sama kultura miasta nie utrzyma. Slogan głoszący, że Berlin jest biedny, ale seksowny („Berlin is poor but sexy!”) jest niezwykle pociągający, ale warto pamiętać, że Berlin jest utrzymywany przez Frankfurt i inne bogatsze niemieckie miasta.

Taka symbioza może być bardzo korzystnym rozwiązaniem, tylko kto utrzyma lifestyle’ową Warszawę i jej kulturę alternatywną? Ani Wrocław, ani Poznań ani tym bardziej Kraków, które nie tylko nie mają takiej woli, ale również możliwości. Polska nie ma zagłębia przemysłowego, które mogłoby łożyć na kulturę stolicy. A może będą to robić globalne korporacje, prywatny kapitał, banki? One, jak wiemy, są raczej kapryśne i mało wrażliwe na dobro mieszkanek i mieszkańców. Może więc coraz wyższe podatki miejskie? Te wypchną z centrum miasta biedniejsze grupy społeczne, doprowadzą do dominacji klasy wyższej i bogatszej części klasy średniej. Gdzie więc szukać sojuszników i jak marzyć o mieście, żeby za kilka lat nie obudzić się w zgentryfikowanej przestrzeni, która niczym berlińska Prenzlauer Allee dla przyzwoitości i zachowania lewackiej przeszłości jest co jakiś czas przetykana alternatywną knajpą z wegańskimi brunchami?

Dobrym wyjściem z tej pułapki jest ponowne zwrócenie się w stronę ekonomii – ale nie tej makro-, związanej z korporacyjnym kapitałem, tylko mikro- i dowartościowanie drobnego handlu i rzemiosła. Jak przekonywał na debacie o przyszłości Warszawy i Łodzi* Krzysztof Nawratek, wiara w potencjał sektora kreatywnego nie prowadzi do rozwoju, a wręcz przeciwnie. Aby miasto mogło dobrze działać, konieczna jest również obecność przemysłu. Nie można outsource’ować wszystkich usług, o czym przekonały się reindustrializowane właśnie miasta brytyjskie.

W stronę dowartościowania ekonomii, zwłaszcza mikroekonomii, idą ostatnie projekty Aleksandry Wasilkowskiej (np. Bazaromat** czy WC-xero, realizowany wraz z Agnieszką Kurant), które wskazują na różnego rodzaju hybrydalne formy wymiany pojawiające się na marginesach oficjalnego obiegu. Bazaromat, który jest propozycją stworzenia systemowego estetycznego rozwiązania dla drobnego handlu, ma być odpowiedzią na próby usuwania handlarzy i handlarek z warszawskich ulic. Z kolei WC-xero zwraca uwagę na nietypowe połączenie w centrum Warszawy
ul. Złota) dwóch usług, które systemowo zwykle są rozdzielone.

Na wagę drobnego handlu wskazuje również nowy projekt Fundacji Splot zatytułowany Sól. Celem projektu jest zwrócenie uwagi na obecne w przestrzeni Krakowa punkty usługowo-handlowe, które przetrwały polską transformację polityczną i według autorów projektu kształtują „tożsamość miasta, tworzące wokół siebie wieloletnie mikrospołeczności, specyficzne «generatory zaufania» w  przenikniętej nieufnością rzeczywistości”. Drobne punkty usługowe, zgodnie z tezą amerykańskiej urbanistki Jane Jacobs, nie tylko służą zakupowi dóbr, ale wpływają również na bezpieczeństwo przestrzeni i jakość życia w mieście. To one, tak samo jak kawiarnie czy niedrogie restauracje, są miejscami spotkań, wymiany informacji czy przestrzenią nawiązywania więzi sąsiedzkich. Łączą to, co w przypadku nadmiernej specjalizacji i rozdzielenia ochrony, produkcji, sprzedaży i kultury jest rozdzielone. Co więcej, w przeciwieństwie do klubokawiarni, stanowią alternatywę dla targowych hal na przedmieściach (bo wprawdzie są droższe, ale bliżej) albo centrów handlowych, które są obecnie najlepszym miejscem nie tylko na kupno ubrań czy sprzętu RTV/AGD, ale również dorobienie kluczy, naprawę butów czy zakup nici. Gdy znikają – spada jakość życia, zwiększają się codzienne dystanse, które musimy pokonać, żeby kupić produkty potrzebne w życiu codziennym. Mając na względzie dobro miasta, dbajmy nie tylko o kulturę, ale również o drobny handel, bowiem nie wszystko da się załatwić w klubokawiarniach!
Joanna Erbel
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Czw Mar 17, 2011 10:24

Kultura w/po... (127)
Instytucje artystyczne

Instytucje artystyczne będą mogły zatrudniać np. aktorów, muzyków i tancerzy na czas określony nawet przez piętnaście lat. – To zamach na podstawowe prawa pracownicze – twierdzą zrzeszenia artystów.

Na specjalnie zwołanym posiedzeniu senatorowie z komisji kultury i środków przekazu zapoznają się jutro z opiniami środowisk twórczych w sprawie rządowego projektu nowelizacji ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Przewiduje ona m.in., że instytucje artystyczne (np. teatry, filharmonie) mogą zatrudniać pracowników na podstawie nieograniczonej liczby umów na czas określony, z których każda może trwać nawet pięć sezonów (lat).

Nie będzie ich dotyczył art. 251 kodeksu pracy, zgodnie z którym zawarcie z tym samym pracownikiem trzeciej umowy na czas określony jest równoznaczne z zawarciem stałego kontraktu. Dopiero po 15 latach, na wniosek muzyków, aktorów czy tancerzy ich czasowe kontrakty przekształciłyby się w umowy na czas nieokreślony.
– To bardzo złe rozwiązanie, bo nikt nie powinien pracować piętnaście lat na próbę. Rządowy projekt wzbudza kontrowersje i dlatego jeszcze zanim trafi on do Senatu, powinniśmy się z nim zapoznać – mówi Piotr Andrzejewski, senator, przewodniczący senackiej komisji kultury i środków przekazu.

Zdaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmiany mają dostosować umowy o pracę do specyfiki pracy artystycznej. Ułatwią też racjonalizację zatrudnienia w placówkach artystycznych, bo ich dyrektorzy będą mogli w sposób ciągły weryfikować umiejętności aktorów, muzyków i śpiewaków. Przeciw uchwaleniu nowych przepisów opowiadają się zrzeszenia artystów.

– Te zmiany mają ułatwić pracę menedżerów kultury kosztem praw pracowniczych – mówi Andrzej Dębski, sekretarz prezesa Związku Artystów Scen Polskich (ZASP).
Podkreśla, że ZASP nie zgadza się też na wprowadzenie przepisów, zgodnie z którymi pracownicy artystyczni musieliby uzyskiwać zgodę pracodawcy (np. dyrektora teatru) na podjęcie dodatkowego zatrudnienia (np. na planie filmowym). Instytucja artystyczna mogłaby nawet uzależnić wydanie takiej zgody od zobowiązania się np. producenta filmowego, że pokryje on wszystkie koszty związane z wykonywaniem dodatkowej pracy przez artystę (np. koszty odwołanego spektaklu).

– Już teraz ani aktorzy, ani producenci filmowi nie zgadzają się na współpracę bez ustalenia tego z dyrektorem teatru – mówi Andrzej Dębski.

Projekt noweli, po pierwszym czytaniu w Sejmie, trafił do dalszych prac w sejmowej komisji kultury i środków przekazu.
http://praca.gazetaprawna...tnastu_lat.html

***
Artyści nie chcą być zatrudniani na podstawie umowy sezonowej
http://praca.gazetaprawna..._sezonowej.html
Aktor zagra w reklamie tylko za zgodą teatru
http://praca.gazetaprawna...oda_teatru.html

andros - Pią Mar 18, 2011 10:33

Kultura w/po... (128)
Podatkiem VAT w zabytki

Zawaleniem grozi 25 proc. budynków zabytkowych w Polsce, czyli około 15 tys. Natomiast całkowitą wartość odtworzenia takich obiektów, objętych prawną ochroną konserwatorską, oszacowano na astronomiczną kwotę 171,6 mld zł, stanowiącą ponad 50 proc. wartości rocznego budżetu państwa. Tak wynika z raportu opracowanego na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2008 roku. Tymczasem resort finansów podwyższył stawkę podatku VAT na prace konserwatorskie z 0 do 23 proc.

- Obłożenie przez rząd prac konserwatorskich stawką podatku VAT wysokości 23 procent jest skandalem - mówi Tomasz Korzeniowski, dyrektor zbiorów główny konserwator zabytków bazyliki Mariackiej. - Po zakończeniu renowacji wieży bazyliki czeka nas restauracja pozostałej części budowli, która szacunkowo ma kosztować 30 milionów złotych. Oznacza to, że na skutek podwyższenia podatku VAT trzeba będzie wydać dodatkowo prawie 7 milionów złotych. Do ochrony zabytków zobowiązani są ustawowo nie tylko ich właściciele, ale także - państwo. Na razie w tym roku resort kultury przeznaczył na dofinansowane, w ramach pomocy bezpośredniej, prac konserwatorskich w całym kraju 37 milionów złotych, gdy w 2008 roku było to 129 milionów. Niedostatek pieniędzy na ratowanie budowli zabytkowych spowoduje, że będą one popadać w ruinę.

Magdalena Kobos, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów, wyjaśniła, że od 1 stycznia należało zrezygnować ze stosowanych do 31 grudnia ubiegłego roku zwolnień od podatku VAT, w tym od usług konserwatorskich i robót budowlanych przy zabytkach. Zapewni to zgodność naszej ustawy o podatku VAT z 2004 roku z postanowieniami dyrektywy Unii Europejskiej z roku 2006 w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej.

Według „Raportu o systemie ochrony dziedzictwa kulturowego” z 2008 roku, aby zabezpieczyć najbardziej zagrożone zabytki, co roku na ich renowację należałoby przeznaczać 31,7 mld zł, a po rozłożeniu wydatków na 5 lat - 6,3 mld zł. Nowa stawka podatku VAT powiększyła te potrzeby o 1,3 mld zł.

Ochrona zabytków ma również aspekt gospodarczy. Obiekty historyczne przyczyniają się do wzrostu ruchu turystycznego w posiadających je regionach. Z kolei konieczność dbania o ich stan sprawia, że powstają i rozwijają się małe i duże firmy konserwatorskie.

- Podwyższenie stawki podatku VAT na roboty konserwatorskiej uderza szczególnie w nieduże i średnie firmy - twierdzi Tomasz Balcerowski, prezes spółki Ekoinbud w Gdańsku. - Inwestorzy będą mieli mniej pieniędzy na restaurację swoich budynków i innych obiektów. Już odczuwamy zmniejszenie się liczby zleceń. W rezultacie firmy zaczną konkurować poprzez obniżanie cen usług. Przy rentowności prac konserwatorskich wynoszącej zaledwie kilka procent, działalność wielu przedsiębiorstw przestanie być opłacalna i może dojść do ich likwidacji.
Autor: Jacek Sieński
http://podatki.onet.pl/po...2,1,prasa-detal

andros - Pią Mar 18, 2011 10:47

Koniec imprezy sylwestrowej na krakowskim rynku?

"Dziennik Polski": Zabawa sylwestrowa na Rynku Głównym w Krakowie stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Pojawiły się głosy za zaprzestaniem wykorzystywania fajerwerków podczas imprezy.

Małopolski wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski zamierza wystąpić do władz Krakowa o zaprzestanie albo maksymalne ograniczenie wykorzystywania fajerwerków, a także zmniejszenia decybeli podczas organizacji zabawy sylwestrowej na Rynku Głównym.

Po ostatniej takiej imprezie z dachu Bazyliki Mariackiej zebrano trzy worki odpadów po wystrzelonych w niebo materiałach pirotechnicznych. Uszkodzona została także znajdująca się we wnętrzu kościoła polichromia autorstwa Jana Matejki - odpadły niewielkie jej kawałki. Jest podejrzenie, że powodem tego był nadmierny hałas.

- Nie jestem przeciwny temu, by organizować zabawę sylwestrową na Rynku. To tradycja, która powinna być podtrzymywana. Trzeba jednak mieć na uwadze zabytkowe budynki - mówi "Dziennikowi Polskiemu" ks. infułat Bronisław Fidelus, proboszcz Bazyliki Mariackiej.
Autor: mkw
http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

NEVIL - Pią Mar 18, 2011 11:58

andros, wczoraj przekonywałeś MarDro do swoich racji, w sprawie zamieszczenia w dziale tematu wyburzeń obiektów, stojących na trasie budowy dróg. Czy MarDro czuje się przekonany, zobaczymy, gdy odpowie. Ja natomiast zapytam Ciebie, co ma wspólnego wrzucony do działu ,,Kultura w kampanii wyborczej" temat, o sylwestrowych fajerwerkach na krakowskim rynku ? Czyżbyś obawiał się, że jesienią kandydaci na przyszłych parlamentarzystów będą używali petard i fajerwerków dla wzmocnienia siły swych argumentów ?
andros - Pią Mar 18, 2011 13:02

Zawartość kultury w kulturze

Burza w Teatrze Nowym w Poznaniu - i nie chodzi o dramat Szekspira który od kilku
sezonów jest na afiszu, a o awanturę do jakiej doszło pomiędzy dyrektorem Januszem
Wiśniewskim, a reżyserem Waldemarem Zawodzińskim.

Mery Stuart - spektakl, który szokuje od lat i to na każdej scenie na, której się tylko pojawi. W Poznaniu skandal wywołało jednak to co wydarzyło się po premierze. Ingerencji miał dokonać dyrektor Janusz Wiśniewski. Ta najpoważniejsza to zmiana obsady w jednej z głównych ról. Mówi Iwona Torbicka dziennikarka Gazety Wyborczej, do której Waldemar Zawodziński napisał list otwarty. Żąda w nim usunięcia ze wszystkich repertuarów oraz afiszów swojego nazwiska ponieważ nie chce podpisywać się pod czymś na co nie miał wpływu. Na forach internetowych zawrzało. Pod adresem dyrektora pojawiają się także inne zarzuty: "Moi znajomi przestali chodzić do Nowego, przez Wiśniewskiego właśnie." "Niestety Teatr Nowy za Wiśniewskiego jest robiony nie wiadomo dla kogo... Za Korina" bawiąc uczył" Dziś bronią się przedstawienia, w których nie jest zaangażowany Wiśniewski". A jego sztuki? Po Burzy z małżonką byliśmy załamani... potem jeszcze zaryzykowaliśmy z Operą Kozła a teraz nazwisko Wiśniewski działa jak czerwone światło." "Szkoda tylko teatru, miejsce z dużym potencjałem. Może my widzowie powinniśmy coś z tym zrobić w końcu to z naszych pieniędzy. Nie chcemy oglądać kolejnego końca Europy" Mimo takich głosów Departament Kultury Urzędu Marszałkowskiego, któremu podlega Teatr Nowy broni dyrektora Wiśniewskiego. Jednak jak pokazuje życie dyrektor Wiśniewski też kontroluje. Pracę reżyserów, których zaprasza do współpracy. Dziś o sprawie dyskutowali radni z komisji kultury Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Sprawie przyjrzy się także departament kultury.
http://www.tvp.pl/poznan/...e-nowym/3996666

ps.
NEVIL, stawiasz pytanie i domniemujesz...
Niestety, nie bardzo mam ochotę na kolejne tłumaczenie, że w tym przypadku czarne też jest czarne etc....
Przypomnę jedynie, że na temat imprezy sylwestrowej "pod chmurką" i jej politycznych konotacjach pisałem trochę już wcześniej w tekstach: "Lubińskie imprezy masowe" oraz "Sylwester lubiński" - i to potraktuj jako nawiązanie i kontynuację wątku, który z pewnością jeszcze nie raz powróci w tym temacie.
http://forum.lubin.pl/vie...er=asc&start=45

NEVIL - Pią Mar 18, 2011 13:31

Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Sam ten temat stworzyłeś na tym forum i nadałeś mu tytuł ,,Kultura w kampanii wyborczej" , a pakujesz weń przysłowiowy ,,groch z kapustą". Już sama nazwa tematu może być dwojako odebrana i rozumiana. Bo albo masz na myśli to, żeby ubiegający się o przyszłe mandaty uwzględnili w swych wyborczych programach temat kultury szeroko rozumianej, albo nawołujesz w nazwie tego tematu do kulturalnych zachowań ubiegających się o mandat.
andros - Pią Mar 18, 2011 21:02

Pozwolę sobie mieć inne zdanie i zakończyć swoje wypowiedzi w tym temacie.
andros - Pon Mar 21, 2011 10:29

Dyskusja o „Pakcie dla kultury”
(Michał Zadara w rozmowie z Jasiem Kapelą)

„(...)
Co jest więc celem Paktu?

Chodzi o formę umowy, którą społeczeństwo mogłoby zawrzeć z rządem. Różne burze mózgów na ten temat się zaczęły i dalej trwają. Ten Pakt, który został zaprezentowany, to wersja wyjściowa – do konsultacji. Właściwy zostanie uchwalony na kongresie Obywateli Kultury, który odbędzie się 14-15 maja. Dopiero te treści będą konsultowane z rządem i ten dokument będzie miał mandat społeczny. Teraz jest pytanie, czy uda się uruchomić wszystkie te lokalne komitety, z którymi pracujemy. Żeby w Szczecinie czy Gorzowie zebrali się ludzie i powiedzieli: „słuchajcie, uważamy, że w tym dokumencie powinno być A, B i C”. Musi udać się zebrać z całego społeczeństwa obywateli, którzy by przyjechali na ten Kongres i podyskutowali na temat Paktu. Przedstawiam to teraz w bardzo uproszczony sposób, ale chodzi o to, żeby Pakt był wynikiem bardzo szerokich konsultacji społecznych.

Alina Gałązka obawia się, czy wszystkie organizacje pozarządowe wiedzą o Pakcie. I czy uważają, że leży on w ich interesie.

Nie ma takiego wymagania, żeby każdy czuł w tym swój interes. Tu nikt nie walczy o swoje  interesy.

Jest poza Warszawą jakiś oddolny ruch, który aktywnie wspiera Pakt?

Lokalnych Kongresów Kultury odbywa się bardzo dużo. Na przykład teraz odbędzie się jeden z nich w Bydgoszczy. W Poznaniu jest bardzo aktywna organizacja, która się przyłączyła do paktu. W tej chwili nie widać żadnych spektakularnych efektów tego działania, bo efekt ma być na koniec. Oczywiście najtrudniej jest uruchomić ludzi. Obywatele Kultury nie mają działaczy, których moglibyśmy wysłać w teren, żeby agitowali.

Może powinniście ich mieć?

Trzeba zrozumieć, że ruch Obywateli Kultury to nie jest grupa walcząca o interesy organizacji pozarządowych czy artystów. To jest ruch społeczny, który ma wytworzyć ciśnienie na rząd, żeby ten poczuł, że społeczeństwo potrzebuje kultury. Bez wskazania na konkretne grupy zawodowe czy branże.  Kultura jak całość powinna stać się priorytetem w myśleniu o państwie. Jeśli jakaś organizacja pozarządowa nie czuje swojego interesu w tym, żeby kultura była czymś istotnym w życiu polskiego społeczeństwa, to nie ma takiego obowiązku.

Może organizacje nie są pewne, że Pakt przełoży się na decyzje państwa? Może chodzi o poczucie niemocy?

Poczucie niemocy jest cechą tego społeczeństwa od stu sześćdziesięciu lat. I okazuje się, że zawsze rację mają ci, którzy jednak coś zrobili, a nie ci, którzy mieli poczucie niemocy. Miał rację Piłsudski, a nie konserwatyści, którzy twierdzili, że trzeba się układać z Austriakami.(...)”
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Wto Mar 22, 2011 10:45

Rozczarowani artyści

Tomasz Lipiński, Kazik Staszewski, Tomasz Karolak, Paweł Kukiz - wszyscy niegdyś popierali Platformę Obywatelską, teraz odwracają się od niej plecami. Co sprawia, że panteon gwiazd rozczarowanych partią Donalda Tuska jest coraz liczniejszy?
Tomasz Lipiński, legenda punkrockowego podziemia lat 80-tych, założyciel zespołów Brygada Kryzys i Tilt, przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi był członkiem honorowym komitetu poparcia PO. Donaldowi Tuskowi "oddał" nawet swoją piosenkę. "Jeszcze będzie przepięknie" stała się hymnem kampanii 2007.

Już nie tak pro-PO

Muzyk dziś tak entuzjastyczny wobec Platformy nie jest. Dlaczego? - Politycy Platformy tym osobom, które są trochę zawiedzione - ja też jestem trochę zawiedziony - puszczają trochę oko: "okey i tak będziecie na nas głosować, bo wiecie co grozi, jeśli my nie wygramy". Po całej kadencji rządów to jest trochę za mało – wyjaśnia.
Lipiński zaznacza jednak, że cieszy się, że pomógł odsunąć PiS od władzy. - Nie chciałbym, żeby PiS rządził w Polsce. Nigdy - tłumaczy. Dodaje, że dziś wciąż jest anty-PiS, ale już nie pro-PO.

Swojego rozczarowania rządami Tuska nie ukrywają również inni artyści, którzy cztery lata temu oficjalnie poparli PO.
Paweł Kukiz wyznaje, że "pozbył się złudzeń co do Platformy", a Tomasz Karolak uważa, że "co do Platformy, to z pewnością w naszym artystycznym środowisku można wyraźnie wyczuć rozczarowanie jej działaniami".
Podobnego zdania jest Lipiński, który mówi: - Rozczarowanie jest najlepszym słowem. Rozczarowanie, a może nawet niedosyt.

Kazik: ani PO, ani PiS. Nie pójdę na wybory

Czy głosowanie przeciwko PiS będzie wystarczającą motywacją? - To nie wystarczy. Po trzech latach rządzenia rozluźnianie się i mówienie: "możecie być z nas niezadowoleni, ale i tak na nas zagłosujecie" jest niefajne. To nie jest szantaż, ale to ma nutkę taką sytuacji bezwyjściowej - uważa założyciel Tiltu.
http://www.tvn24.pl/12690...,wiadomosc.html

Premier zmierzy się z tymi, których zawiódł

„Byli wyborcami PO, a teraz oświadczyli, że nie będą głosować na partię Donalda Tuska. Powód? Zawiedli się. Premier osobiście dowie się dlaczego nie może liczyć na Pawła Kukiza, Tomasza Lipińskiego i Zbigniewa Hołdysa w najbliższym "Drugim Śniadaniu Mistrzów" w TVN24.
Platforma Obywatelska mogła liczyć na takich ludzi kultury jak Kazik Staszewski, Tomasz Karolak, Paweł Kukiz, Tomasz Lipiński i Zbigniew Hołdys. Teraz odwrócili się od partii.”(...)
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Sob Mar 26, 2011 13:50

Artyści zaatakowali podczas śniadania z Tuskiem

W "Drugim Śniadaniu Mistrzów" spotkali się artyści z premierem Donaldem Tuskiem. Uczestniczą w nim Zbigniew Hołdys, Paweł Kukiz i Tomasz Lipiński. - Premier nie postawił żadnych warunków wstępnych, więc spodziewać się możemy wszystkiego. Może nas brać pod włos, może atakować - mówił jeszcze przed spotkaniem prowadzący Marcin Meller.

Artyści, którzy biorą udział w spotkaniu wcześniej gorąco popierali Platformę Obywatelską, a teraz mówią, że się na niej zawiedli. - Nie dziwię się, że ludzie zaangażowani w kulturę są krytyczni wobec rządu, ale nie widzę kryzysu - powiedział premier.

Politycy robią spektakl sami dla siebie

Zbigniew Hołdys na początku stwierdził, że oglądalność programu będzie wyjątkowo duża, gdyż w końcu rozmowa jest między politykiem a ludźmi, nie polityka z politykami. - Polska nie jest demokratycznym krajem - zaatakował Hołdys. - Politycy robią spektakl sami dla siebie. Ludzie nie mają na to wpływu – powiedział.

Hołdys mówiąc do premiera, zaznacza też, że partie to teraz przedsiębiorstwa, które zawłaszczyły media. To wszystko powoduje, że Polska jest demokratyczna tylko na tle komunizmu - zakończył pierwszy atak muzyk.

Żyjemy w komunie, mamy kilka PZPR-ów

Paweł Kukiz dopytywał szefa rządu, dlaczego Platforma nie zrealizowała jednego ze swoich sztandarowych haseł - okręgów jednomandatowych wyborczych. - Żyjemy w komunie, mamy kilka PZPR-ów, czyli partii, które się ścierają - rzucił pad adresem premiera, muzyk.

- Zrobiłem wszystko ws. jednomandatowych okręgów wyborczych, co jest w zasięgu PO, i nie wymaga zmiany konstytucji - powiedział premier. I podkreślił, że ma żal o tego typu konkluzje. - One są irytujące, zbieram baty za wszystkich tych, którzy są w parlamencie. Zaproście Pawlaka, Napieralskiego i Kaczyńskiego i zapytajcie, ile spędzili czasu na blokowaniu wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.

Zapewnił, że jak będzie wymagana większość konstytucyjna i uda się zmienić ustawę zasadniczą, to takie okręgi zaczną obowiązywać.

Premier zapewne będzie więc chciał przekonać wszystkich rozczarowanych do swoich rządów. Internauci zasypali redakcję listami z pytaniami do premiera. Gospodarz programu obiecał wybrać te, które powtarzają się najczęściej i są najbardziej charakterystyczne.

Na pytanie internautów o legalizację narkotyków, Donald Tusk stanowczo powiedział, że nie poprze zgody na posiadanie nawet małej ilości narkotyku.
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

andros - Sob Mar 26, 2011 18:51

Kontrowersje wokół czasopism kulturalnych

Początkowa lista dofinansowanych czasopism nie wszystkim przypadła do gustu. Zdaniem części prawicowych publicystów, zabrakło na niej kilku wartościowych tytułów. W odpowiedzi minister Bogdan Zdrojewski zwiększył konkursowy budżet, dzięki czemu dofinansowanie otrzymało 10 czasopism więcej. Interwencja ministra jednych cieszy, dla innych to dowód na upolitycznienie konkursu.

Dotacje na rozwój czasopism kulturalnych przyznawane są każdego roku przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. O tym kto otrzymuje dofinansowanie oraz na jaką kwotę, decyduje Instytut Książki – instytucja powołana przez MKiDN. Podstawą do podejmowanych decyzji są wnioski składane przez czasopisma. W tym roku oceniał je czteroosobowy zespół ekspertów, w skład którego weszli: Tomasz Fiałkowski, Konrad Cezary Kęder, Piotr Dobrołęcki oraz Robert Ostaszewski. Komisja oceniała poszczególne czasopisma posługując się skalą punktową. Najwyższą ocenę (92,25 na 100 możliwych punktów) otrzymał miesięcznik „Więź”. Listę pozytywnie rozpatrzonych wniosków zamknęły czasopisma, które otrzymały po 80 pkt.: „Wyspa – Kwartalnik Literacki”, „Wiadomości Księgarskie”, „Dialog – Pheniben”, oraz „Dekada Literacka”. Łącznie na liście znalazło się 37 czasopism spośród 152, które starały się o dotację. Kwoty dofinansowania są różne, najniższa wynosi 9 800 zł, najwyższa 140 tys. zł.

Zdaniem części prawicowych publicystów na liście zabrakło wartościowych tytułów takich jak: „Fronda”, „Christianitas”, czy „Pressje”. – Z ogromnym zdziwieniem przeczytałem informacje o tym, jak podległa Panu instytucja rozdzieliła dotacje na rozwój czasopism kulturalnych – pisał Igor Janke w liście otwartym do ministra Zdrojewskiego. – Nie sposób zauważyć, że preferowane są pisma z jednej opcji światopoglądowej i towarzyskiej, a dyskryminowane – innej.

Błyskawiczna odpowiedź ministra
(...)
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/631321.html

andros - Nie Mar 27, 2011 21:33

Obywatele Kultury: Cieszy nas deklaracja premiera Tuska

Jestem za zwiększaniem wydatków [na kulturę] tak, aby osiągnęły poziom jednego procenta.

Nie ma żadnego problemu, żebyśmy publicznie spotkali się z ludźmi, którzy animują Pakt dla Kultury. […] To, że trzeba więcej pieniędzy na kulturę, jest zrozumiałe - zadeklarował publicznie premier Donald Tusk w programie „Drugie śniadanie mistrzów” w TVN24 w sobotę 26 marca.

Obywatele Kultury z optymizmem przyjęli deklarację podpisania Paktu dla Kultury przez Prezesa Rady Ministrów i wzięcia przez niego udziału w Kongresie Obywateli Kultury 14 maja 2011, którą złożył na antenie TVN24. Dotarła do mnie deklaracja [1 procent na kulturę] i Pakt dla Kultury, jak wiecie podpisał ją także, jeszcze jako marszałek sejmu, Bronisław Komorowski; Michał Boni jest wielkim adwokatem tych rozwiązań, które proponujecie. Uczciwie powiem […] jestem za zwiększaniem wydatków tak, aby osiągnęły poziom mniej więcej jednego procenta  – kontynuował premier Tusk. 

Ogłoszony 11 grudnia 2010 projekt Paktu dla Kultury formułuje zasady porozumienia między Rządem i Sejmem RP a stroną społeczną reprezentowaną przez ruch, który określił się jako Obywatele Kultury na rzecz zmiany celów i zasad zarządzania i finansowania kultury w Polsce. Jednym z głównym postulatów Paktu jest zwiększenie nakładów na kulturę do co najmniej 1% budżetu państwa. 

Deklarację poparcia dla ruchu społecznego Obywatele Kultury i przystąpienia do prac nad projektem Paktu dla Kultury zadeklarowali też prezydenci miast: Wrocławia - Rafał Dutkiewicz, Krakowa – Jacek Majchrowski i Gdańska – Paweł Adamowicz. W najbliższym czasie deklarację poparcia społecznej inicjatywy, na rzecz rozwoju kultury w Polsce poprą prezydenci Gdyni – Wojciech Szczurek (4 kwietnia) i Poznania – Ryszard  Grobelny (8 kwietnia) oraz prezydent Łodzi, Hanna Zdanowska. Inicjatywę Paktu dla Kultury poparła jednocześnie Unia Metropolii Polskich, której przewodniczącym jest prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz.

Pakt dla Kultury formułuje wizję rozwoju Polski, zgodnie z którą kultura i edukacja zostaną uznane za fundament rozwoju nowoczesnego, demokratycznego społeczeństwa, a inwestycje w kapitał społeczny powinny być rezultatem wspólnego rozumienia cywilizacyjnej szansy Polski. Pakt dla Kultury wypracowany został z myślą o tej właśnie szansie.
(...)
http://www.krytykapolityc.../menuid-48.html

andros - Wto Mar 29, 2011 21:24

Sztuka, kołtunie!

"Świat mogą zawojować przede wszystkim polscy artyści, zwłaszcza że Małysz zakończył już karierę. Nauczmy się kibicować naszym młodym dyrygentom, jak mistrzowi skoków – apeluje minister kultury Bogdan Zdrojewski.

Przestał pan już kwękolić?
Nie, bo nie musiałem.

To nie do pana premier mówił: „Dość kwękolenia!"?
Nie sądzę, nigdy nie kwękoliłem.

To pięknie. Panie ministrze… A może pana ministerstwo jest już niepotrzebne?
Można to sobie wyobrazić w dwóch skrajnych okolicznościach. Po pierwsze, kiedy kulturą rządzą pieniądze, to wtedy Ministerstwo Finansów wystarczy. Po drugie wtedy, kiedy wszystkie mechanizmy same działają. Niestety, nie ma jeszcze tej drugiej sytuacji, a ciągle walczymy, aby nie było tej pierwszej.(...)"
http://www.wprost.pl/ar/237540/Sztuka-koltunie/

Minister kultury: „To mit, że kultura jest droga”

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski w wywiadzie dla tygodnika „Wprost” podzielił się z czytelnikami swoimi poglądami na temat głównych problemów kultury w Polsce.

W Polsce nie ma problemu finansowej niedostępności kultury. To mit, że kultura jest droga, że ludzie nie chodzą do filharmonii, nie czytają, nie chodzą do teatru, bo ich na to nie stać. (…) Prawdziwym źródłem braku uczestnictwa w sztuce wysokiej jest niekompetencja, brak przygotowania do jej odbioru - stwierdził minister Zdrojewski.

Zdrojewski odniósł się również sceptycznie do propozycji wykreślenia z Kodeksu Karnego przepisu penalizującego „obrazę uczuć religijnych”.
http://lewica.pl/index.php?id=24016

andros - Pią Kwi 01, 2011 21:57

Obecne prawo ignoruje specyfikę instytucji kultury
Rozmowy „Krytyki Politycznej”

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Prof. Hausner w trakcie dyskusji o perspektywach polskich muzeów sztuki nowoczesnej stwierdził, że aktualnie powstaje 11 placówek tego typu. Roczny koszt utrzymania warszawskiego MSN jego dyrektorka ocenia na 25-30 milionów złotych. Czy nie oznacza to, że postulat zwiększenia środków na kulturę, czego domagają się Obywatele Kultury, jest prostą koniecznością, z której władze muszą zdawać sobie sprawę?

Jarosław Suchan: Skala problemu jest jeszcze większa. Powstają nie tylko muzea sztuki współczesnej, ale także filharmonie, opery, teatry, różne muzea tematyczne, a ponadto rozbudowuje się już istniejące instytucje kulturalne. To oczywiście sprawia, że wydatki na kulturę rosną i będą musiały rosnąć. Czy władze zdają sobie z tego sprawę? Minister Zdrojewski apeluje, by nie decydować się pochopnie na kolejne inwestycje kulturalne, rzecz jednak nie w tym, by przestać inwestować w rozwój tego sektora, ale zastanowić się, w jaki sposób sfinansować koszty tego rozwoju. Do nadrobienia są bowiem potężne zaległości cywilizacyjne. Oczywiście, tworzenie nowych instytucji kultury nie powinno po prostu zaspokajać ambicji lokalnych polityków lub interesów takiej lub innej wpływowej grupy. Musi odpowiadać na realne potrzeby. Ale przede wszystkim należy pomyśleć, po pierwsze - nad zwiększeniem nakładów publicznych na kulturę, tak by dorównały europejskiej średniej, a po drugie - nad mechanizmami prawnymi, administracyjnymi, fiskalnymi, które mogłyby zwiększyć udział sektora prywatnego w finansowaniu kultury. Bo środków publicznych zawsze będzie za mało. Póki co nie widzę jednak, niestety, woli politycznej wśród rządzących, by działać w tym kierunku. A efekt może być podobny do tego, jaki przyniósł boom inwestycyjny w Hiszpanii w latach 80.: tam również, dzięki łatwemu dostępowi do funduszy unijnych i ekonomicznej koniunkturze, niemal w każdym większym mieście pobudowano muzea, centra sztuki, teatry, a teraz nie ma środków na ich utrzymanie, na prowadzenie działalności. Wiele z tych instytucji ledwo wegetuje.

A jakie to mogłyby być mechanizmy? Czy proponowany przez Pakt dla kultury odpis 1% CIT-u wydaje się racjonalnym pomysłem? Czy raczej tylko zmniejszy dochody państwa i samorządów, a pieniądze zostaną w dużej mierze przeznaczone jedynie na kampanie promocyjne poszczególnych firm?

Rzeczywiście, istnieje niebezpieczeństwo, że firmy mogą przeznaczać w ramach tego 1% odpisu środki na projekty, które tylko z nazwy będą kulturalne. Są jednak sposoby, by takiemu pseudomecenatowi zapobiec. W Brazylii na przykład można sobie odpisać od podatku wydatki poniesione jedynie na te projekty, które znalazły się na liście co roku tworzonej przez radę ekspertów powoływanych przez tamtejsze ministerstwo kultury. Poza tym CIT nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. W Szwecji inwestorzy są zobowiązani do przeznaczania określonego procentu od wartości inwestycji na kulturę w miejscu realizacji swoich przedsięwzięć. Można też pomyśleć o nowelizacji prawa spadkowego, tak by zachęcało (poprzez ulgi podatkowe) do tworzenia zapisów na rzecz organizacji kulturalnych. Można wreszcie zastanowić się nad wprowadzeniem możliwości odpisywania od podatku czy też od podstawy opodatkowania darowizn na cele kulturalne. Czyli rozszerzyć zakres już istniejącej zasady, która umożliwia przekazywanie 1 procentu podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. To tylko kilka rozwiązań, które już w innych krajach funkcjonują i jakoś się sprawdzają.
Ale rozumiem, że pytanie dotyczy fundamentalnej kwestii: czy kultura winna być finansowana przede wszystkim z podatków? Czy to państwo (i samorządy) winno decydować, jak będą wydawane środki obywateli, czy sam obywatel? Otóż wydaje mi się, że jak w większości innych krajów, tak i u nas nieuchronny jest system mieszany. A wprowadzenie rozwiązań, dzięki którym obywatel będzie miał wpływ na to, jak przynajmniej część jego pieniędzy będzie na kulturę wydawana, może mieć poza wszystkim pewien walor edukacyjny. Może prowadzić do silniejszej identyfikacji i większej odpowiedzialności za to, co się dzieje w kulturze.

A jak pan ocenia postulat wprowadzenia „audytu środków publicznych przeznaczanych na kulturę”? Po objęciu posady dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi zlecił pan zewnętrznej firmie audyt struktury organizacyjnej muzeum. Czy powinien być to standard we wszystkich instytucjach kultury?

Poważnym błędem było to, że po 1989 roku nie przeprowadzono tego rodzaju audytu we wszystkich publicznych instytucjach kultury. Taki audyt, po pierwsze, pokazałby, które instytucje są źle zorganizowane i źle zarządzane, po drugie, mógłby uświadomić rządzącym, jakie są realne koszty utrzymania i funkcjonowania tych instytucji. A tak z jednej strony mamy do czynienia z oskarżeniami, że instytucje publiczne marnotrawią środki publiczne, bo się niezreorganizowany, z drugiej zaś z budżetami, które nijak się mają do realnych potrzeb. Odpowiadając więc na pana pytanie: tak, takie audyty powinny być standardem. Problem jednak w tym, że postulat, który pan zacytował, można też zrozumieć inaczej - jako wzmocnienie kontroli nad finansami instytucji. A co do tego mam poważne wątpliwości. Już teraz są one poddane nadzorowi na wiele różnych sposobów. Skutek jest taki, że mamy coraz bardziej rozbudowaną biurokracją i coraz większe utrudnienia w działalności. Poza tym obecnie sprawdza się jedynie, czy środki zostały wydane zgodnie z obowiązującymi procedurami – i czy wszystkie formalne wymogi zostały dopełnione. Nie kontroluje się, czy pieniądze rozdysponowano racjonalnie i na naprawdę wartościowe przedsięwzięcia. Mało tego, już teraz rozrost owych procedur kontrolnych sprawia, że coraz więcej czasu wymaga ich obsługa. A za ten czas płaci się publicznymi środkami…

A widzi pan jakiejś wyjście z tej kwadratury koła? Jak kontrolować publiczne pieniądze, aby nie marnować ich na nadmierne kontrole?

Przede wszystkim konieczne są zmiany prawne, w ustawie o finansach publicznych, w ustawie o zamówieniach publicznych, a także racjonalizacja i uproszczenie biurokratycznych procedur. Oczywiście środki publiczne muszą być wydawane w sposób przejrzysty i zgodny z prawem, ale muszą być także wydawane tak, by wysokość nakładów była odpowiednia do wartości finansowanego przedsięwzięcia. I to przede wszystkim powinno podlegać ocenie. Ale żeby to oceniać, po pierwsze trzeba ustalić kryteria oceny, a po drugie mieć odpowiednie kompetencje. I tutaj pojawia się kłopot, bo takich kompetencji w urzędach sprawujących nadzór nad środkami publicznymi często po prostu brak. Z kolei dysponenci tych środków niekiedy sprawiają wrażenie, jak gdyby finansowali różne projekty czy różne instytucje siłą rozpędu, bez zastanawiania się nad tym, jakie to ma przynieść rezultaty. Jakimś rozwiązaniem byłoby powierzenie oceny niezależnym ciałom eksperckim. Co prawda na pewnym poziomie już to się dzieje – na przykład przy niektórych instytucjach istnieją rady programowe, które oceniają działalność również od strony merytorycznej – brakuje jednak mechanizmu, który sprawiałby, że z takiej ewaluacji coś konkretnego dla instytucji wynika. Dodam, że poprawa kontroli nie powinna dotyczyć tylko instytucji publicznych, ale wszystkich podmiotów, które są dofinansowywane ze środków publicznych. Nieracjonalne wydawanie publicznych pieniędzy jest też problemem trzeciego sektora.

Jakie były efekty audytu w Muzeum Sztuki?

Audyt pozwolił zdiagnozować, w których miejscach zawodzi organizacja pracy, co stało się podstawą reformy struktury organizacyjnej, usprawnienia systemu komunikacji między działami i określenia jasnych procedur działania. Nie wdając się w szczegóły, powiem tylko, że dzięki tym zmianom, mimo znacznego powiększenia się instytucji (po otwarciu nowej siedziby MSz) i radykalnej rozbudowy programu, zatrudnienie udało utrzymać się na dotychczasowym poziomie. Wzrosła jedynie, co było nieuchronne – skoro powierzchnia wystawiennicza zwiększyła się dwukrotnie – liczba osób pilnujących ekspozycji, natomiast zespół merytoryczny i administracyjno-finansowy pozostały mniej więcej takie same.

A jak pan ocenia Pakt dla kultury? Czy tego rodzaju dokument ma szansę poprawić sytuację kultury?

Nie jestem naiwny i nie łudzę się, że podpisanie Paktu przez stronę rządową załatwi sprawę i odtąd kulturze w Polsce będzie już tylko lepiej. Ale na pewno byłby to bardzo ważny gest, jakieś zobowiązanie, z którego władzę można by próbować rozliczać. Pakt jest też ważny, bo stara się pokazać, że rozwój kultury leży w interesie nas wszystkich. Dodatkowa korzyść to to, że praca nad Paktem już teraz zbliżyła do siebie środowiska, które do tej pory walczyły o sprawy kultury niezależnie od siebie. Jako jedno środowisko skupione wokół wspólnej sprawy z pewnością stanowimy siłę, z którą trzeba się bardziej liczyć.

A czego panu w Pakcie brakuje? Czy pewnym zagrożeniem nie jest, że ze swoim dość hermetycznym, urzędowym językiem nie ma szans trafić do odbiorców kultury, a jedynie do jej twórców i menadżerów?

Głównym adresatem Paktu jest rząd, stąd ten język: ma uczynić postulaty Obywateli Kultury kompatybilnymi z tym, co zawierają rządowe dokumenty opisujące strategię rozwoju państwa. Czy to jest dobra taktyka, to się okaże. Nie ukrywam, że mam pewne obawy. Niepokoi mnie zwłaszcza, że w tym języku trudno wyartykułować wartość kultury jako autonomicznej dziedziny, że kultura w nim opisywana zawsze ma wartość ze względu na coś wobec niej zewnętrznego, że jest w nim instrumentalizowana. Daje to, co prawda, szansę przesunięcia kultury z marginesów uwagi decydentów nieco bliżej centrum, ale w dłuższej perspektywie może rodzić również negatywne skutki. Może doprowadzić do tego, że premiowane będą głównie te przedsięwzięcia, które najlepiej te zewnętrzne cele realizują, a niekoniecznie te, które prezentują istotną wartość kulturową.
A czego mi brakuje? W tworzenie Paktu zaangażowane są różne środowiska, każde z nich żyje nieco odmiennymi problemami i może mieć nieco inne pomysły na ich rozwiązanie. Siłą rzeczy jest to dokument bardzo ogólny, bo tylko taki daje szansę na utrzymanie tej koalicji. Dla mnie najpoważniejszy jest brak tego, o czym już mówiliśmy, a więc postulatu poprawy regulacji prawnych, uproszczenia procedur administracyjnych, zmniejszenia biurokracji. Bo oczywiście, rozwój kultury hamuje brak odpowiednich środków, ale drugim największym problemem jest prawo, które kompletnie ignoruje specyfikę kulturalnej działalności. Dotyka to zwłaszcza instytucji publicznych. Coraz sztywniejszy gorset różnych prawnych i administracyjnych rygorów, w jakich muszą funkcjonować, czyni działalność w nich coraz trudniejszą, czaso- i kosztochłonną. Obawiam się jednak, że gdyby zapisy tego dotyczące wprowadzić do Paktu, byłby on jeszcze bardziej hermetyczny i „urzędniczy”.

A co sądzi pan o zmianach zaproponowanych przez MKiDN na spotkaniu z Unią Teatrów Polskich? Czy podobne spotkanie odbyło się albo ma się odbyć również z dyrektorami muzeów?

Było ogólne spotkanie z dyrektorami instytucji narodowych i współprowadzonych przez Ministerstwo. Nie wydaje mi się, by kolejne, z dyrektorami muzeów, było potrzebne. Proponowane zmiany w ustawie tak naprawdę w istotny sposób wpłyną przede wszystkim na funkcjonowanie teatrów, filharmonii, orkiestr itp. Czy w przypadku tych instytucji mają sens - nie wiem, zbyt słabo znam ich specyfikę. Jeśli chodzi o muzea, zmienia się niewiele, głównie w sytuacji prawnej dyrektorów. Ale nie są to zmiany, wbrew temu, co się mówi, rewolucyjne. Szczerze mówiąc, jestem trochę rozczarowany skalą tych nowelizacji. Początkowo mówiło się o stworzeniu swego rodzaju „konstytucji kultury” czyli kompleksowych rozwiązaniach prawnych, dzięki którym prawo w końcu stanie się pomocą, a nie utrudnieniem w działalności kulturalnej. Skończyło się na deregulacji tylko jednej ustawy. Super, ale w codziennym funkcjonowaniu instytucji kultury dużo bardziej dotkliwy jest, o czym mówiłem, reżim ustaw uniwersalnych: o finansach publicznych, o zamówieniach publicznych. Przydałoby się też ustawowe uregulowanie sponsoringu. Dopiero tak szeroko zakrojona akcja ustawodawcza może przynieś istotną zmianę w kulturze. Aby ją jednak przeprowadzić, potrzebna jest wola nie tylko Ministerstwa Kultury, ale całego rządu i koalicji mającej sejmową większość.

*Jarosław Suchan - dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

NEVIL - Pią Kwi 01, 2011 22:22

andros, czy tak trudno Ci zrozumieć, ze teksty, które zamieszczasz pod tytułem ,,Kultura w kampanii wyborczej" niewiele mają wspólnego z ,,kulturą w kampanii wyborczej" ? Teksty są dobre, tylko nie pod tym tytułem.
andros - Pią Kwi 01, 2011 23:24

NEVIL, czy tak trudno zrozumieć, że tytuł "kultura w kampanii wyborczej" może mieć wiele znaczeń?
NEVIL - Pią Kwi 01, 2011 23:40

Wiele znaczeń ? To tak jakbyś powiedział o kobiecie. Może być dziwką, porządną niewiastą, erudytką, głupią babą itp. Jeżeli dajesz tytuł w swym temacie, to się go trzymaj, i nie staraj się naginać Ja w bocianim temacie nie piszę i nie zamieszczam zdjęć kur, chociaż bociany i kury mają pióra.
andros - Sob Kwi 02, 2011 15:58

Trochę żałuję, że przed zapoczątkowaniem tego tematu nie napisałem osobnej rozprawki wprowadzającej...

***
Pojęciem „kultura” ogarnia się w różnych jego zastosowaniach większą lub mniejszą liczbę dziedzin działalności człowieka. Gdy np. o kulturze mówi etnolog, ma on na myśli wszelkie elementy kulturowe, które uczestniczą w kształtowaniu życia ludzkiego. Historyk przyjmuje na ogół oceny, które formułują krytycy, muzealnicy, jurorzy itp., niejako dyplomowani sędziowie kultury, jej akuszerzy i kustosze – pośrednicy pomiędzy twórcami a aktywniejszą częścią publiczności. Socjolog wskazuje na potoczne rozumienie kultury, która funkcjonuje najczęściej w znaczeniu moralnym, intelektualnym i estetycznym. W języku codziennym kulturę kojarzy się np. z tzw. dobrym wychowaniem, dość często również używa się tego terminu do określenia specyficznego stylu życia – życia w pewnym komforcie, zazwyczaj przewyższającym poziom przeciętny itp.

Niektórzy nawet porównują kulturę do kobiety...wolno im.

Ja natomiast nie precyzuję w tytule, że mam myśli akurat kulturę ograniczoną do tych w/w sfer czy też np. sfery estetycznej, ani nie określam na jakie inne konkretne sfery ją rozciągam.
Traktuję tu kulturę jako różne współczesne zabarwione politycznie sfery/fronty działania w skali kraju/regionu/lokalnej o zróżnicowanych czynnikach warunkujących, odmiennych okolicznościach funkcjonowania i formach faktów, inicjatyw czy zdarzeń.

***
Proponuję wrzucić na luz, albo zająć się wyszukiwaniem innych przykładów, w których zamieszczane teksty niewiele mają wspólnego z tematem i... jest to już moje ostatnie zdanie w tej "dyspucie".

Saracen - Sob Kwi 02, 2011 22:14

Andros, nikt ci nie narzuca co masz pisać, bo to twój wątek, ale...
No właśnie. Zawsze jest jakieś ale.
On jednak ma trochę racji.

Widzisz, rozpoczynając wątek ustawiasz go. Ustawiłeś go tak a nie inaczej, po czym ćkasz wszysto, co da się podpiąć pod hasło kultura.

Twoja sprawa. Nie będę ci niczego narzucał. Ale tego się nie da czytać. Nie w tym wątku przynajmniej.

andros - Pon Kwi 04, 2011 10:39

Państwowe instytucje filmowe znikną: Tor, Kadr i Oko zostaną skomercjalizowane

Takie placówki jak Tor, Kadr i Oko zostaną skomercjalizowane lub przekształcą się w inne instytucje kultury. Mają na to czas do końca 2012 roku.

O dwa lata zostanie wydłużony czas przewidziany na zmianę stanu prawnego państwowych instytucji filmowych. Nowelę, dzięki której będzie to możliwe, uchwalił już Sejm. Teraz trafi pod obrady senatorów. Dodatkowy czas jest konieczny, aby bez zbędnych kosztów przeprowadzić proces przekształceń, a także zachować dorobek państwowych instytucji filmowych.

– Jestem przekonany, że te instytucje uda się przekształcić w ciągu jednego roku – mówił w Sejmie minister kultury Bogdan Zdrojewski.

Projekt wprowadza również możliwość przekształcenia państwowej instytucji filmowej w instytucję kultury (muzeum, galerię, dom kultury).

– Uprawniony do tego przekształcenia byłby minister właściwy do spraw kultury i ochrony zabytków – wyjaśnia Sylwester Pawłowski (SLD).

Z możliwości przekształcenia skorzystać ma Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu, która po zmianie stanie się Centrum Edukacji Filmowej. Centrum będzie specjalizować się w nauczaniu najnowszych technologii filmowych. Warszawska wytwórnia filmowa na Chełmskiej ma z kolei zostać przekształcona w Polskie Centrum Kinematografii, gdzie powstanie muzeum polskiej sztuki filmowej oraz Cinemateka – zbiór zdigitalizowanych polskich filmów.

Jeżeli w ciągu dwóch lat instytucje te nie zostaną w żaden sposób przekształcone, wówczas minister kultury zadecyduje o ich likwidacji.

Ustawa swoim zasięgiem obejmuje 11 państwowych instytucji filmowych.
http://prawo.gazetaprawna...jalizowane.html

andros - Sob Kwi 09, 2011 13:52

"Pakt dla kultury" - poparcie polityków

-Prezydenta Wrocławia
http://obywatelekultury.p...wicza/#more-790
-Prezydenta Białegostoku
http://obywatelekultury.p...truskolaskiego/
-Prezydent Łodzi
http://obywatelekultury.p...ny-zdanowskiej/
-Prezydenta Gdyni
http://obywatelekultury.p...iecha-szczurka/

andros - Czw Kwi 14, 2011 12:33

Poezja zmieszana z...polityką...

Wdowa po Herbercie: oburza mnie to, co robi PiS
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html
Protest żony poety. PiS odpowiada.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Wto Maj 03, 2011 10:44

Kongres Obywateli Kultury (13-14 maja 2011)
www.obywatelekultury.pl

Kongres organizowany jest w Warszawie przez ruch społeczny Obywatele Kultury. W różnych punktach miasta odbędą się panele tematyczne, warsztaty oraz spotkania przygotowane przez osoby i organizacje popierające idee ruchu. Łączność z Obywatelami Kultury i wydarzeniami towarzyszącymi w całej Polsce postaramy się utrzymać za pomocą bezpośrednich transmisji w Internecie.
http://obywatelekultury.p...y-aktualizacja/

Program Kongresu Obywateli Kultury
http://obywatelekultury.p...dz-10-00-21.pdf

andros - Pią Maj 06, 2011 10:06

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2012 r.

(...)” - Mimo ograniczonych możliwości wydatkowania, zamykających się w granicach 3 mld zł dla całego budżetu państwa, udało się wygospodarować znaczący wzrost dla nauki - prawie 10 proc. - oraz prawie 10 proc. na kulturę - powiedział Rostowski.”(...)
http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

andros - Pią Maj 13, 2011 10:04

Czego brakuje w Pakcie dla kultury

„(...)Władza utożsamia kulturę z utrzymaniem budynków czy instytucji, wielkimi iwentami. Skoro Obywatele Kultury chcieli z władzą rozmawiać, musieli podkreślić taki obraz kultury.
Jeszcze niedawno minister Bogdan Zdrojewski mówił, że na „substancję instytucjonalną” ministerstwo wydaje ok 80 % budżetu, na wydarzenia artystyczne – zaledwie kilkanaście procent.
Minister tak ustalił hierarchie wydatków: „Obecnie na pierwszym miejscu w wydatkach jest wspomniane dziedzictwo narodowe, na drugim edukacja artystyczna i kulturalna, na trzecim – wszelkiego rodzaju wydarzenia artystyczne (przeważnie wielkie festiwale i tradycyjne, lokalne imprezy artystyczne), dopiero na końcu są nowości”.
W tych usytuowanych na samym końcu „nowościach” eksperyment i innowacja to pewnie niewielki procent. Oczywiście należałoby to odwrócić dokładnie o 180 stopni.”(...)
Piotr Marecki
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Pią Maj 13, 2011 22:09

Likwidacja Państwowego Instytutu Wydawniczego (PIW)

"Aleksander Grad chce zlikwidować PIW. Ostrzegałem przed tym na moim blogu już ósmego lutego tego roku. Wkrótce po tym, też w lutym, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdan Zdrojewski zadeklarował, że nie dopuści do likwidacji wydawnictwa. I dopuścił. Czy Wy sobie jaja robicie?" - pyta na swoim blogu w Onet.pl Włodzimierz Czarzasty.

Minister Skarbu Państwa zdecydował o postawieniu Państwowego Instytutu Wydawniczego w stan likwidacji. Dyrektor wydawnictwa Rafał Skąpski zapowiada sprzeciw. PIW, jedno z najbardziej zasłużonych polskich wydawnictw, świętuje w tym roku jubileusz 65-lecia swego istnienia.(...)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

andros - Nie Maj 15, 2011 21:50

Pakt dla Kultury podpisany!

Premier Donald Tusk podpisał Pakt dla Kultury. Dokument, w którym postulowane jest m.in. podwyższenie wydatków na kulturę do wysokości co najmniej 1 proc. budżetu państwa do 2015 roku podpisali również, reprezentując stronę społeczną,  m.in. Edwin Bendyk, Andrzej Mencwel, Agnieszka Holland, Krzysztof Warlikowski. Premier w Muzeum Narodowym powiedział: „Mam pełną świadomość po pierwsze tego, że dzisiaj wygrywają Obywatele Kultury, że dzięki wam ja także dostałem w pewnym sensie szansę, nawet jeśli przed tą szansą czasami się broniłem. Dostałem szansę podpisania tego paktu. Traktuję tę szansę jako równocześnie – przepraszam za banał – jako oczywiste zobowiązanie”.
http://kulturasieliczy.pl...tury-podpisany/
http://kulturasieliczy.pl/przed-kongresem/
http://kulturasieliczy.pl/dwa-kongresy/

andros - Pon Maj 16, 2011 10:31

Miasto kultury i obywateli, czyli o Programie Rozwoju Kultury w Warszawie.

Debata „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020” odbędzie się 19 maja (czwartek) o godz. 18.00 w Teatrze Dramatycznym. Rozmową na temat powstającej strategii rozpoczyna się cykl spotkań z radnymi Warszawy o kulturze i dla kultury. Organizatorzy spotkania chcą stworzyć warunki do powstania platformy współpracy komisji kultury z mieszkańcami miasta, umożliwić radnym głębsze poznanie potrzeb warszawskiej kultury, wspólnie zastanowić się nad stojącymi przed nią wyzwaniami. Równocześnie chcą, aby spotkanie było okazją do przedstawienia mieszkańcom kompetencji komisji i punktem wyjścia do nakreślenia wspólnych celów. Inicjatywa Warszawa 2020 stawia sobie za cel doprowadzenie do istotnej zmiany w zarządzaniu warszawską kulturą.
http://kulturasieliczy.pl...ry-w-warszawie/

andros - Czw Maj 19, 2011 22:41

Obserwatorium Żywej Kultury

To platforma prezentująca porównawcze dane i badania na temat, tego, co dzieje się obecnie w polskiej kulturze.

Projekt realizowany jest przez Zespół z Zakładu Metod Badania Kultury Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW w partnerstwie z Narodowym Centrum Kultury oraz Stowarzyszeniem Klon/Jawor, które dysponuje platformą Moja Polis.

Autorzy projektu chcą, aby korzystali z niego pracownicy instytucji kultury, animatorzy czy różni działacze społeczni – np. kiedy muszą stworzyć diagnozę sytuacji kulturalnej na potrzeby swoich projektów. A także decydenci, którzy dzięki zebranym danym mogą podejmować i monitorować decyzje zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym. Wiedza zgromadzona w Obserwatorium powinna być też bardzo przydatna tym, którzy będą inicjować debaty publiczne na temat kultury. Ponadto serwis ten wychodzi naprzeciw tym wszystkim, którzy mają autentyczną chęć zgłębienia tego, co dzieje się w kulturze.

Więcej na ten temat:
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/657707.html

andros - Pią Maj 20, 2011 10:06

Znany klub kulturalny i festiwal do likwidacji

W przyszły weekend zamknięty zostanie klub Fabryka, mekka krakowskich artystów.
- W Krakowie organizacje pozarządowe spychane są na margines – mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Jacek Żakowski, współwłaściciel klubu.

Dzisiaj i jutro Fabryka będzie obchodzić pierwsze urodziny, ale za tydzień odbędą się tam ostatnie imprezy. Właściciele klubu zamykają go, bo nie chcą już dłużej dokładać do interesu, a nie mogą liczyć na wsparcie władz miasta.

Poza klubem ofiarą opieszałości miejskich urzędników padła też Krakowska Jesień Jazzowa. To jeden z najważniejszych polskich festiwali jazzowych, od początku współorganizowany przez Żakowskiego. Powodem tak dramatycznych decyzji jest brak rozstrzygnięcia konkursu na mecenat miasta - Informuje "Gazeta Wyborcza".

Właściciele Fabryki nie wiedzą czy Kraków wesprze festiwal. A trzy miesiące temu z wsparcia KJJ zrezygnowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – przypomina "Gazeta Wyborcza".
http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

andros - Czw Maj 26, 2011 21:59

Pakt o nieagresji

Co politycy wiedzą o kulturze?
Zabrzmi to okropnie, ale przestałam reagować. Nie wzrusza mnie już kolejny Kongres Obywateli Kultury, nie bardzo obchodzą postulaty Paktu, choć przecież – jako osobę zaangażowaną w to, co się w kulturze dzieje – powinny. Mam jednak poczucie (które można uznać także za przejaw szerszego zmęczenia polityką w ogóle), że podpisanie Paktu niczego nie zmieni. Zostaniemy pogłaskani po głowach przez tych, którzy podejmują decyzję, ktoś coś komuś obieca (w końcu zaraz wybory), a sytuacja będzie taka jak dawniej. (...)

Pakt jest na tyle ogólny i napisany politycznie poprawnym językiem, że wiele z niego nie wynika. Konstytucja 3 maja też założenia miała słuszne – co z tego, skoro nie miała realnej mocy sprawczej? Naprawdę, chciałabym wierzyć i rządowi, że będzie wspierał kulturę, i Obywatelom Kultury, że będą działać w myśl demokratyzacji i równego dostępu do kulturalnego dobra, ale jakoś mi nie wychodzi. Myślę bowiem, że udział obywateli w kulturze wymaga jednak działań oddolnych, a nie odgórnych. Wymaga raczej tłumaczy, edukatorów, nauczycieli, a nie autorytetów. Obym się myliła i oby Pakt przyniósł takie inwestowanie w kulturę, które będzie scalać społeczeństwo, rozwijać kreatywność i pobudzać myślenie (i wszyscy z pieśnią na ustach!), a nie dokładać kolejne rozrywkowe kanały do publicznej telewizji i sterty dokumentów do wyprodukowania i przeczytania. Oby nie był to tylko ukłon wykonany w stronę twórców kultury przed wyborami… Wszak każdy głos się liczy.
Źródło: Res Publica Nowa
http://publica.pl/teksty/pakt-o-nieagresji/

andros - Pon Lip 11, 2011 09:45

Komunikat Obywateli Kultury: Powstał Zespół ds. Paktu dla kultury przy Radzie Ministrów

5 lipca 2011 roku ukonstytuował się Zespół do spraw Paktu dla Kultury, będący organem pomocniczym Prezesa Rady Ministrów. Powstał on na mocy zarządzenia Prezesa Rady Ministrów, będącego konsekwencją podpisania Paktu dla Kultury. Celem Zespołu pod przewodnictwem ministra Michała Boniego jest wypracowanie sposobu realizacji postanowień Paktu dla Kultury. Wiceprzewodniczącą Zespołu ze strony społecznej została Beata Chmiel, liderka ruchu Obywatele Kultury oraz wicedyrektorka Muzeum Narodowego w Warszawie.

Więcej:
http://obywatelekultury.p...rady-ministrow/

andros - Pią Lip 15, 2011 09:47

To nie agencja PR odpowiada za sukces Wrocławia

W wywiadzie z Tomaszem Pietrasiewiczem pt. Bębniarze, rycerze, motocykliści. Jak Lublin walczył o ESK Jaś Kapela wypowiada stwierdzenie: „Wrocław wynajął agencję PR, która przygotował ładny prospekt referujący wszystkie zalety miasta”.

W odpowiedzi informuję, że Wrocław nie wynajął „agencji PR” do przygotowania aplikacji naszego miasta. Do napisania aplikacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław zatrudnił zespół, z którym jakakolwiek zawodowa, krajowa czy zagraniczna „agencja PR”, nie mogła konkurować. Aplikacja Wrocławia jest bowiem rezultatem ciężkiej pracy wykonanej przez kilkunastoosobowy zespół złożony w znacznej mierze z ludzi, które przed podjęciem pracy dla Instytucji Kultury Wrocław 2016 byli bezrobotnymi magistrantami, magistrami i doktorantami kierunków humanistycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, głównie filozofii. Nazwiska tych osób znajdują się w opublikowanej aplikacji Wrocławia. To oni byli katalizatorami procesu intelektualnego, kulturalnego i społecznego, dzięki któremu powstała nasza aplikacja. Jest przedmiotem mojej osobistej dumy, że kieruję tym zespołem.
Sukces Wrocławia jest również dziełem zarządców wrocławskich i dolnośląskich instytucji kultury, wchodzących w skład Wrocławskiej Rady Kultury, artystów, uczonych, stowarzyszeń, organizacji pozarządowych, związków zawodowych, przedsiębiorców oraz licznych mieszkańców Wrocławia. Do tego sukcesu przyczynili się także działacze kultury z czeskiego miasta Hradec Kràlove i niemieckiego Görliz. Jest to także sukces prezydenta Wrocławia, Rafała Dutkiewicza, który osobiście oraz za pomocą agend Urzędu Miasta intensywnie wspierał prace nad przygotowaniem kandydatury Wrocławia.

Adam Chmielewski
Profesor, Dyrektor Instytucji Kultury Wrocław 2016
http://www.krytykapolityc...menuid-305.html

andros - Pią Lip 15, 2011 10:04

Brzydkie słowo na „l”, czyli o lobbingu słów kilka...

(...)

O lobbingu (w kulturze i dla kultury) kulturalnie, proszę!

Może właśnie spojrzenie na lobbing w perspektywie i z perspektywy kultury: ułatwi zerwanie z jednoznacznym, negatywnym, a przez to zamykającym debatę, wizerunkiem lobbingu?

Kultura jest czymś, co łączy. Łączy i to paradoksalnie dzięki swojej różnorodności. Kultura jest dialogiem. Różnorodność aktorów w tej dziedzinie, ich kreatywność i pomysłowość, zróżnicowanie reprezentowanych interesów może przyczynić się do zmiany wizerunku lobbingu.

Lobbing jest formą komunikacji społecznej, dialogiem decydentów z interesariuszami pewnym zestawem technik i narzędzi. Sam w sobie jest neutralny, ani dobry, ani zły. Skoro aktorzy gospodarczy, polityczni potrafią, dzięki strategiom lobbingowym realizować swoje interesy, to również aktorzy z sektora kultury mogą to osiągnąć.
Kamieniem milowym w tym zakresie było doprowadzenie do polityki tzw. wyłączności w zakresie kultury (fr. exception culturelle) w Brukseli w 1993 roku. Chodziło o przyjęcie zasady traktowania w sposób uprzywilejowany  kultury i komunikowania. Dyskuję w tej kwestii zapoczątkowano  podczas 8 rundy wielostronnych rokowań i negocjacji handlowych w ramach GATT w 1986 roku, kiedy to te sfery zakwalifikowano jako usługi. Fakt ten, stał się okazją do negocjacji między Stanami a Unią Europejską w sprawie stosowania polityki wolnego handlu do  przemysłów kultury.  Kilka lat później, określenie „exception culturelle” uznano za zbyt silnie kojarzone ze stanowiskiem francuskim i zastąpiono je przez „kulturalne zróżnicowanie” (fr. diversité culturelle). [15]

Spróbujmy zatem – zgodnie z wizją architekta wspólnej Europy, Jean Monnet przybliżać problematykę lobbingu,  zaczynając od kultury właśnie.[16] Może kwestie kultury spowodują, że w debacie publicznej wyłoni się – zamiast gombrowiczowskiej gęby – inna twarz lobbingu?

***
dr Małgorzata Molęda-Zdziech – mmoled@sgh.waw.pl, socjolożka, doktor nauk humanistycznych UW; adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych w SGH; stypendystka Rządu Francuskiego; członek Obywatelskiego Forum Legislacji; wiceprezeska międzynarodowej organizacji EUROPA (z siedzibą Limoges, Francja); autorka „Obecna nieobecność – aktorski bojkot radia i telewizji w stanie wojennym”, Oficyna Naukowa Warszawa 1998;  współautorka „Lobbing w Unii Europejskiej”, w Instytucie Spraw Publicznych, Warszawa 2002 (www.isp.org.pl); redaktorka naukowa “Lobbing i jego sekrety”, Michel Clamen, Felberg SJA, Warszawa 2005; wraz z Krzysztofem Jasieckim i Urszulą Kurczewską „Lobbing. Sztuka skutecznego wywierania wpływu”, Oficyna Ekonomiczna, Kraków 2000 oraz II wydanie rozszerzone 2006 (www.oe.com.pl); współpracuje z Collegium Civitas
http://kulturasieliczy.pl...0%a6/#more-4662

andros - Pią Lip 15, 2011 15:08

Orędownictwo na rzecz kultury

Orędownictwo to systematyczne przedstawianie kluczowych interesów określonej grupy, okręgu wyborczego czy danego sektora liderom opinii publicznej i organom decyzyjnym, mające na celu skłonienie ich do wprowadzania zmian.

Należy jednoznacznie rozgraniczyć orędownictwo, które ma charakter niekomercyjny, od lobbingu stosowanego przez liczne sektory przemysłu i przedsięwzięcia komercyjne, takie jak: przemysł tytoniowy, gorzelnictwo, budownictwo, transport samochodowy czy przemysł zbrojeniowy. W niektórych językach brak jednak adekwatnych terminów dla powyższego rozróżnienia.

Orędownictwo odnosi się do dziedzin, których zasoby instytucjonalne, kolektywy i przedstawiciele organizują się w efektywne platformy, wyznaczające rolę aktywizmu w społeczeństwie obywatelskim: praw człowieka, emancypacji i równouprawnienia płci, zdrowia publicznego, ochrony zwierząt i niekomercyjnej produkcji kulturalnej. Wraz ze wzrostem znaczenia regionów i miast powstają platformy orędujące również na tym poziomie administracji publicznej. Stąd pojawiają się lokalne sojusze kulturalne i inne organizacje orędujące na rzecz określonych interesów lokalnych, które nie są jedynie miejscowymi oddziałami organizacji działających na szczeblu państwowym.

Orędownictwo w krajach transformacji ustrojowej

W krajobrazie kulturalnym krajów postsocjalistycznych Europy Środkowej i Wschodniej, Kaukazu i Azji Centralnej wciąż widoczny jest brak efektywnych platform orędowniczych. Struktury służące reprezentowaniu interesów kulturalnych, odziedziczone po poprzednim ustroju, złożone ztradycyjnych stowarzyszeń, ograniczonych, do danej dyscypliny artystycznej bądź profesji (pisarze, kompozytorzy, artyści sztuk wizualnych), są obecnie dysfunkcyjne.

Przed rokiem 1989 ich głównym zadaniem było dystrybuowanie wśród artystów przywilejów (stanowiska pracy, mieszkania, pobyty w sanatoriach i na wczasach) oraz regulacja ich statusu społeczno-ekonomicznego w zamian za lojalność ideologiczną i akceptację oficjalnej linii politycznej władzy. W okresie transformacji te odziedziczone struktury reprezentacyjne dążyły do zachowania przysługujących uprzednio ich członkom przywilejów, broniły niezrównoważonej infrastruktury kulturalnej i nierówności, wzywały do zwiększenia finansowania kultury w jej aspekcie instytucjonalnym z pieniędzy publicznych, ale jednocześnie blokowały zmiany w polityce kulturalnej. Wiele stowarzyszeń skomercjalizowało się, wykorzystując posiadane nieruchomości do celów zarobkowych. Rosyjskie stowarzyszenie skupiające pracowników teatrów zarządza siedmioma hotelami (powstałymi z byłych sanatoriów) i trzema fabrykami kosmetyków (dawniej produkujących makijaż sceniczny) i podnajmuje przestrzenie biurowe w 80 domach aktora w różnych miastach.

Więcej:
http://www.culturecongres...tpractice_klaic

andros - Sro Lip 20, 2011 11:19

Zawistowski narusza zasadę wolności artystycznej

Szanowny Panie Marszałku, Inicjatywa Indeks 73 wyraża zaniepokojenie ostatnimi publicznymi wypowiedziami Władysława Zawistowskiego, dyrektora Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego na temat Teatru Wybrzeże w Gdańsku.

W artykule „Dwa teatry - dwie pamięci” („Gazeta Wyborcza Trójmiasto” nr 163 z 15 lipca br.) dyr. Zawistowski w arogancki sposób wypowiada się o programie i działalności tej sceny w latach 2001-2006 pod dyrekcją Macieja Nowaka: „To było po prostu bankructwo pewnego pomysłu na teatr, niemożliwego do realizacji w instytucji publicznej”. W równie arogancki sposób szef Departamentu Kultury pisze o twórcach, związanych w tym czasie z gdańskim teatrem: Janie Klacie, Pawle Demirskim i Michale Zadarze: „okupując polskie sceny niszczą wszystkich, którzy rolę teatru i kultury widzą inaczej. I biorą za to niemałe publiczne pieniądze”.

W ocenie Indeksu 73 powyższe wypowiedzi naruszają konstytucyjną wolność twórczą i demokratyczne procedury zarządzania kulturą. Rolą urzędnika samorządowego nie jest wskazywanie, jakie programy artystyczne są „niemożliwe do realizacji w instytucji publicznej”, ani też kwestionowanie prawa niektórych artystów do korzystania z publicznych środków. Sugestia, że tacy twórcy jak Klata, Zadara i Demirski nie powinni być zatrudniani w instytucjach publicznych, a ich twórczość - finansowana z publicznych pieniędzy jest sprzeczna z art. 73 Konstytucji RP.

Wykluczając wymienionych artystów z publicznej infrastruktury kulturalnej, dyrektor Zawistowski narusza zasadę wolności artystycznej, jak i ogranicza dostęp obywateli do korzystania z dóbr kultury.

Teatr artystyczny, jaki uprawiają Klata, Zadara i Demirski nie może istnieć bez wsparcia publicznego i odebranie takiego wsparcia oznacza faktyczną cenzurę i zubożenie kultury.

Wypowiedź dyrektora Zawistowskiego odbieramy także jako próbę ograniczenia autonomii instytucji kultury, prowadzonych przez organ samorządowy. Przypomnijmy: art. 17 ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej mówi wyraźnie, że instytucją kultury zarządza jej dyrektor, a nie urzędnik samorządowy i to dyrektor - we współpracy z zespołem - ma wyłączne prawo dobierać program i współpracowników. Przedstawiciel urzędu nie może wywierać w tym zakresie żadnej presji.

Szef Departamentu Kultury nie po raz pierwszy przekracza swoje kompetencje i przypisuje sobie wyłączne prawo do decydowania o tym, kto może pracować w instytucjach publicznych. W „Gazecie Wyborczej Trójmiasto” nr 156 z 7 lipca br. odpowiadając na pytanie, dlaczego na stanowisko dyrektora Teatru Wybrzeże w Gdańsku nie rozpisano konkursu, dyr. Zawistowski powiedział: „Mamy z konkursami zawsze problem. Na ogół nie chcą się do nich zgłaszać te osoby, które byśmy na stanowisku widzieli”. Taka sugestia może skutecznie odstraszać od konkursów wybitnych twórców, z ambitną wizją repertuarową, którzy nie zgadzają się na urzędnicze ograniczanie ich prawa do autonomii instytucji kultury i wolności twórczej. Chcemy przypomnieć, że powoływanie szefów publicznych instytucji kultury powinno być procedurą jawną i demokratyczną, a nie zależną od urzędniczego „widzimisię”.

Domagamy się od Marszałka Województwa Pomorskiego, aby odciął się od aroganckich wypowiedzi swojego podwładnego, które nie licują z misją urzędnika samorządowego i standardami demokratycznej debaty.

Prosimy o informację o podjętych krokach na adres: indeks73@indeks73.pl Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć

Z wyrazami szacunku,
Indeks 73 - obywatelska inicjatywa na rzecz konstytucyjnie gwarantowanej wolności twórczej

Do wiadomości:
1/ Władysław Zawistowski Dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego ul. Długi Targ 8-10, 80-828 Gdańsk
email: dk@woj-pomorskie.pl Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć
2/ media i środowiska kultury w Polsce
http://www.krytykapolityc...j/menuid-1.html

andros - Pią Lip 29, 2011 21:27

Szef teatru kandydatem PO na senatora

Kandydatem Platformy Obywatelskiej w wyborach do Senatu z okręgu legnickiego będzie Jacek Głomb, na co dzień dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej.

Wczoraj Rada Krajowa tej partii zatwierdziła ostateczny kształt list wyborczych. Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w województwie dolnośląskim do wyższej izby parlamentu będziemy wybierać kandydatów w ośmiu okręgach wyborczych. W każdym z nich wystawiony jest po jeden kandydat. O mandat senatora w okręgu obejmującym powiaty legnicki, głogowski, lubiński i polkowicki ubiegać się będzie Jacek Głomb, szef legnickiego Teatru im. Modrzejewskiej.

Nie ma niespodzianek na liście Platformy w wyborach do Sejmu. Zgodnie z przewidywaniami liderem listy okręgu legnicko - jeleniogórskiego jest marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna. Druga na liście jest głogowska posłanka Ewa Drozd, a trzeci Norbert Wojnarowski z Lubina. Szóste miejsce dostał legniczanin Robert Kropiwnicki. (tom)
http://miedziowe.pl/content/view/51007/149/

andros - Sro Sie 17, 2011 21:52

Radni PiS przeciwko koncertowi zespołu R.U.T.A.

Płoccy radni Prawa i Sprawiedliwości sprzeciwili się współpracy ratusza z zespołem muzycznym R.U.T.A. Działacze PiS określili ten zespół mianem "lewackiej kapeli". W wydanym przez nich apelu radni PiS stanowczo sprzeciwiają się finansowaniu z budżetu Płocka przedsięwzięć kulturalnych, mających na celu wyśmiewanie, oczernianie wartości chrześcijańskich, wiary i księży.

Grupa R.U.T.A ma wystąpić w Płocku 19 sierpnia w ramach organizowanej przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki (POKiS) imprezy "Rynek Sztuki". W marcu tego roku wydała płytę "GORE - Pieśni buntu i niedoli XVI-XX wieku".
http://wiadomosci.wp.pl/k...ml?ticaid=1cdc5

***
R.U.T.A. czyli Ruch Utopii, Transcendencji, Anarchii (względnie Reakcyjna Unia Terrorystyczno-Artystowska) to projekt muzyków związanych m. in. z Kapelą ze Wsi Warszawa – Maciej Szajkowski, Moskwą – Paweł „Guma” Gumola i Dezerterem – Robert „Robal” Matera. Na płycie „Gore - Pieśni buntu i niedoli, XVI – XX w.” pojawiają się również Spięty z Lao Che oraz bracia Konrad i Kamil Rogińscy z Orkiestry Rivendell.
„Pieśni buntu” to wyszperane w archiwach, wysłuchane i spisane na wsiach teksty wyrażające bunt polskich chłopów przeciwko feudalnym panom, pańszczyźnie, ale także skarga na biedę, choroby i zły los. Jak w „Newsweeku” napisał Filip Łobodziński, to „materiał gorzki, mocno emocjonalny. Jak żywa, krwawiąca rana, jak krzyk rzucony w twarz panu i plebanowi”.
Projekt R.U.T.A. pojawi się również w lipcu na festiwalu Open’er w Gdyni oraz na festiwalu w Jarocinie.
http://www.pogodzinach.lu...,685,com,1.html

Saracen - Czw Sie 18, 2011 20:41

Niech sobie będzie, ale mam nadzieję, że nie będą to fekalia zaserwowane w ostatnią sobotę.
andros - Pią Sie 19, 2011 10:35

A propos fekaliów.
Czy ktoś wie, jak wykorzystywana jest/jak funkcjonuje publiczna (zielona) toaleta w Parku Wrocławskim ?

andros - Sro Sie 31, 2011 14:41

Jedno nazwisko, dwie sfery życia

"22 września w cechowni ZG Lubin odbędzie się premiera spektaklu górniczej "Orkiestry". Reżyserem sztuki jest Jacek Głomb, szef legnickiego Teatru im. Modrzejewskiej. Kilka tygodni później Głomb wystartuje w wyborach do Senatu. Spotkanie z widzami może być okazją do autopromocji. Czy Głomb chce to wykorzystać?"(...)
Więcej:
http://miedziowe.pl/content/view/51657/149/

andros - Sob Wrz 10, 2011 14:52

List biskupa

„Abp Sławoj Leszek Głódź napisał w piątek list do prezesa TVP Juliusza Brauna, w którym wyraża swój protest przeciwko udziałowi Adama Darskiego "Nergala" w programie "The Voice of Poland" w TVP2. "Pan Darski wielokrotnie dawał publiczne dowody swojego obrzydzenia chrześcijaństwem i religią w jej powszechnym rozumieniu. Mając do dyspozycji treść jego publikacji internetowych, osobistych działań i społecznego wydźwięku jego wypowiedzi trudno się dalej oszukiwać twierdząc, że nie mamy do czynienia z praktykującym satanistą" – napisał abp Głódź.”(...)
http://muzyka.onet.pl/new...,wiadomosc.html

andros - Pon Wrz 12, 2011 21:24

Politycy przeciw jurorowi muzycznego show

"Prawica Rzeczypospolitej wezwała w poniedziałek TVP, by zaprzestała współpracy z deathmetalowym muzykiem Adamem "Nergalem" Darskim. To kolejny tego typu protest; w ubiegłym tygodniu przeciw Nergalowi wystąpili biskupi, PiS i katoliccy dziennikarze." (...)
Więcej:
http://muzyka.onet.pl/newsy/meta

andros - Wto Wrz 13, 2011 10:32

Punkt widzenia Nergala

W polskiej edycji międzynarodowego tygodnika "Newsweek" (nr 37/2011) ukazał się wywiad z Adamem "Nergalem" Darskim, długoletnim wokalistą i gitarzystą black/death metalowej grupy Behemoth.

Zapytany o akcję zbierania pod kościołami podpisów pod petycją z żądaniem usunięcia go z programu "The Voice of Poland" w telewizji publicznej, Darski odpowiada: Nie lubię skandali, ale skandale najwyraźniej lubią mnie. Nie mam zamiaru dać sobie założyć kagańca. [...] Psy szczekają, karawana idzie dalej. Stwierdza też, że nie wszyscy protestują przeciw jego obecności w przestrzeni publicznej i że otrzymuje tysiące głosów poparcia, często od ludzi, którzy mają zupełnie inne poglądy niż ja, ale też kochają wolność i sprzeciwiają się mentalnemu betonowaniu rzeczywistości.
Więcej:
http://lewica.pl/index.php?id=25180

andros - Sro Wrz 14, 2011 09:03

Nergal - ziomal

(...)"Prezydencki minister dodał również, że nie przeszkadza mu Nergal w TVP: - Prawicowe media, PiS i niestety Kościół robią Nergalowi darmową reklamę. Z jego punktu widzenia, to nawet dobrze. Te historie: Nergal = szatan, trochę mnie bawią. Razi mnie hipokryzja oskarżycieli Darskiego, bo rozumiem, że obecność ks. Natanka w "The Voice of Poland" by im nie przeszkadzała. Śmieszą mnie tak radykalne reakcje, jak atak środowisk prawicowych na Nergala. To mój ziomal!”(...)
Więcej:
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

andros - Sro Wrz 21, 2011 09:15

1% budżetu na kulturę

Kandydaci Ruchu Palikota do Sejmu postulowali w środę, by 1 proc. budżetu państwa przeznaczać na kulturę. "To nie fanaberia, wymysł, populizm - to inwestycja w przyszłość" - mówił dziennikarz muzyczny Robert Leszczyński, kandydat do Sejmu Ruchu Palikota.
Więcej:
http://www.ruchpalikota.o...zetu-na-kulture

andros - Sro Wrz 21, 2011 14:22

O zwiększeniu wydatków na kulturę

(...)”zwiększenie wydatków na oświatę i kulturę, m.in. przez wspieranie amatorskiego ruchu artystycznego ze szczególnym uwzględnieniem działalności i twórczości dzieci i młodzieży”(...)
- czytamy w ulotce wyborczej Tadeusza Maćkały, (kandydata z Lubina do Sejmu RP, startującego z listy PSL).

andros - Nie Paź 02, 2011 18:14

150 mln na Świetliki

Rząd przeznaczy w przyszłym roku 150 mln zł na program budowy Świetlików, czyli centrów edukacyjno-kulturalnych w całym kraju.
Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął przedstawiony przez Ministerstwo Finansów projekt ustawy budżetowej na 2012 r.
- Budżet zmienił się minimalnie w stosunku do założeń - poinformował premier Donald Tusk. Wśród nowych pozycji w ustawie budżetowej znalazło się 150 mln zł na pierwszy etap realizacji projektu Świetlików, czyli edukacyjnego odpowiednika "Orlików".
Premier chce, by w całym kraju powstały centra edukacyjno-kulturalno-naukowe, w których młodzież może spędzać czas, zdobywać wiedzę oraz znaleźć rozrywkę na wysokim poziomie.
http://www.glos.pl/node/4777

andros - Pon Paź 03, 2011 11:07

Debata o kulturze w TVP

2 października, o godzinie 22.05 w TVP2 odbyła się na żywo debata o kulturze – „Wybierz kulturę. Artyści kontra politycy”. Dyskusję prowadzili dyrektor TVP Kultura Katarzyna Janowska i Kamil Dąbrowa.
http://www.tvp.pl/publicy...olitycy/5392718
http://www.tvp.pl/kultura...olitycy/5357061

andros - Wto Paź 04, 2011 09:59

Debata o kulturze w TVP - wybieramy politykę?

„Czy w polskiej kulturze można przekroczyć poziom zażenowania towarzyszący oglądaniu Bitwy Warszawskiej (format 3D)? W premierowy weekend filmu Jerzego Hoffmana wydawać się to mogło niemożliwe. A jednak. Wystarczyło obejrzeć w TVP2 debatę z politykami o kulturze.(...)

Artur Żmijewski w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim na stronie KP zastanawiał się niedawno, czy kultura jest aktorem polityki, czy tylko smarem kampanii wyborczych. Politycy przed wyborami są gotowi dać nam wszystko. Darmowy bilet do muzeum do lat 24 (Ujazdowski). Noc Muzeów trzy razy w roku (Wenderlich). Zamiast lekcji religii bilet do teatru (Palikot). Dotacje z Unii Europejskiej (Zdrojewski). 1% z budżetu (nagle wszyscy).

Nie potrafią tylko dać odpowiedzi na najważniejsze dla polskiej kultury pytania. Jak zmniejszyć różnice w dostępie do kultury? Jak systematycznie wspierać jej rozwój i niezależnych twórców? Jak dysponować środkami budżetowymi na działania kulturalne? Jak rozwijać biblioteki publiczne, muzea państwowe, teatry miejskie i samorządowe domy kultury? I jak podnieść poziom polskiej debaty publicznej?”(...)

Więcej:
http://www.krytykapolityc...e/menuid-1.html

andros - Pią Paź 07, 2011 09:05

Chce „Więcej kultury w polityce” - porysowała sąsiadowi auto

"Jak donosi "Fakt", Ewa Czeszejko-Sochacka, była szefowa warszawskiego biura ds. Europejskiej Stolicy Kultury 2016, a obecnie kandydatka do Sejmu, ze złości porysowała sąsiadowi auto. Wszystko zarejestrowała kamera monitoringu."(...)
http://www.tvnwarszawa.pl...uto,298147.html

andros - Pon Lut 10, 2014 10:15

Powoli zbliżają się wybory samorządowe i tylko patrzeć, jak obudzą się lokalne śpiochy – m.in. drzemiące do tej pory strony poświęcone kulturze lubińskiej. Nie wykluczone też, że powstaną nowe strony tego typu... itd.
I chyba znów wróci chwilowe, jakieś powszechniejsze zainteresowanie lubińską kulturą...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group